Zaginiona księgarnia – Evie Woods

Evie Woods to pseudonim literacki Evie Gaughan – autorki wielu poczytnych książek. Pisarka mieszka na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Podobno na strychu, pisze swoje historie „marząc o ogrzewaniu podłogowym”. Jej opowieści są z pogranicza fantazji i codzienności, ze szczypta magii. 

okładkowo
Opalina, Martha i Henry zbyt długo godzili się na role drugoplanowych bohaterów. Kiedy w końcu postanawiają przejąć stery własnego życia, los prowadzi ich pod pewien adres, gdzie zapomniana księgarnia czeka, by ktoś ją odnalazł. Trójka niczego niepodejrzewających nieznajomych przekonuje się, że ich własne historie są tak samo niezwykłe, jak te, które opisano na stronach ich ukochanych książek. Odkrywając tajemnice księgarnianych półek, przenoszą się do cudownego świata… gdzie nic nie jest takie, jakie się wydaje.

Trzy historie, a czworo głównych bohaterów (bo i księgarnia przecież). Każdy z nich ma swoją opowieść, wydawałoby się totalnie inną od reszty. Ale to tylko pozory, bo wiele ich wszystkich łączy (marzenia, nadzieje, determinacja, czy miłość. Wszystkie nitki tej opowieści zwija w jeden motek właśnie tytułowa księgarnia.
W samej powieści znajdziemy mnóstwo nie tylko nawiązań literackich, ale też celnych spostrzeżeń dotyczących po prostu samego życia… nie zabraknie tu miłości ani magii, jaka niesie ze sobą wydawałoby się zwykła (niezwykła) codzienność.

Spektakularnych twistów akcji tu nie znajdziemy, ale za to uczta dla koneserów gwarantowana. Książka idealna do niespiesznego „kocykowego” czytania.
Całość naprawdę zaskakująca, przekonajcie się sami.


Wyd. Insignis

Miara życia – Nikki Erlick

Nikki Erlick – to dziennikarka i autorka materiałów o tematyce podróżniczej. Studiowała na uniwersytetach Harvarda i Columbia.
„Miara życia” jest jej debiutem literackim.

okładkowo
Fascynująca wizja zupełnie nowego świata, pełnego chaosu i innowacyjnych rozwiązań, które niekoniecznie okażą się dobre. Wydaje się, że to dzień jak każdy. Pobudka, przygotowania, wyjście z domu. Ale ten poranek jest inny. Przed drzwiami widzisz małe pudełko. Kryje się w nim odpowiedź na pytanie, ile lat będziesz żyć. Otworzysz je?
Przed takim dylematem stają wszyscy ludzie. Wielu z nich zaczyna tracić zdrowy rozsądek. Skąd wzięły się pudełka? Kto je umieścił przed drzwiami? Czy to, co zawierają, jest prawdą? Każdy musi podjąć decyzję: chce wiedzieć, ile czasu mu zostało, czy nie? I co zrobić z tą wiedzą?

Dystopie ach dystopie, ja was to łyżkami i to nie od dziś. „Miara życia” może nie „wybuchowo” ale z pewnością wpisuje się w ten rodzaj literatury. 
Sama książka mimo dość wolnej akcji – zaciekawia. Znajdziemy tu wiele do przemyślenia, wiele emocji do odnalezienia (w sobie) podczas lektury m.in. nad kondycją samego człowieczeństwa, tego jakie ono dzisiaj jest. Mamy liczne motywy ku przestrodze (egoizm, podziały, uprzedzenia itp.)
Przypomina się tu znany cytat Szymborskiej „tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”, no właśnie, jak zachowalibyśmy się w takiej sytuacji – po znalezieniu tajemniczego pudełka? 

Myślę, że każdy z nas w tym „pudełku” znajdzie coś innego… dlatego warto sięgnąć po tę książkę. 

Wyd. SONIA DRAGA

Hotel Portofino – J.P. O’Connell

J.P. O’Connell – to pisarz i dziennikarz brytyjski, mieszka w Londynie. „Hotel Portofino” jest jego pierwsza książką wydana w Polsce. Na jej podstawie zrealizowany został także serial o tym samym tytule.

okładkowo
Prowadzenie hotelu jest tak łatwe jak jego goście. Przekonuje się o tym Bella Ainsworth, właścicielka działającego od kilku tygodni ekskluzywnego hotelu Portofino, zlokalizowanego na włoskiej riwierze. W jednym czasie zjeżdżają do niego nietuzinkowe postacie: Julia, dawna miłość męża Belli, wraz ze swoją córką Rose, którą rodzina Ainsworthów pragnie wydać za syna Belli – pokiereszowanego emocjonalnie weterana pierwszej wojny światowej; marszand Jack Turner z ciemnoskórą tancerką, która rozpala wyobraźnię gości i mieszkańców miasteczka; wiecznie niezadowolona lady Latchmere, skrywająca bolesną historię; były student medycyny z Indii, który podczas wojny opiekował się rannym synem Belli; uznany tenisista z żoną; oraz hrabia Albani z synem, jedyni Włosi w tym towarzystwie. Bella robi wszystko, aby jej goście miło spędzili czas – od tego zależy powodzenie jej przedsięwzięcia. Na drodze staje jej jednak skorumpowany lokalny polityk, zwolennik Mussoliniego, grożąc zamknięciem hotelu, a napięcie sięga zenitu, gdy znika cenny obraz Rubensa należący do męża Belli i wszystkie osoby przebywające w hotelu zostają zamknięte na czas śledztwa. Każda z nich ma swój sekret, którego musi strzec.

„Hotel Portofino” stanowi bez wątpienia niezły mix Downtown Abbey i klimatycznych powieści Agathy Christie, z większym naciskiem na to pierwsze. Dodatkowo znajdziemy tu afery, problemy, dramaty itp…czyli różnego rodzaju zawirowania – jak to w życiu. 

Jednak co by się nie działo, to sceneria w której dzieje się akcja powieści wciąga swoją malowniczością, dodatkowo czas w którym się wszystko dzieje przypada na burzliwe w Europie międzywojnie.  

„Hotel Portofino” – to z pewnością książka wakacyjna, ale nie tylko, jest idealna na zwolnienie tempa i niespieszną lekturę. Umówmy się, nie da się czytać książki o Włoszech niepopadając jednocześnie  w „leniwszy” nastrój. No i na pewno wielu z nas chciałby choć przez chwilę doświadczyć takiego blichtru… póki co, to pozostają nam choć karty powieści.

Wyd. Marginesy.

Tyle groźnych miejsc – Stacy Willingham

Stacy Willingham – zanim zaczęła pisać książki, pracowała jako copywriter w agencjach marketingowych. Ukończyła dziennikarstwo w Georgii oraz studia z literatury w Savannah. Mieszka w Charleston wraz z mężem Brittem i psem Mako. „Błyski w mroku” to jej debiutancka powieść, która zachwyciła czytelników i krytyków na całym świecie. Kolejną równie dobrą jest „Tyle groźnych miejsc”.

okładkowo
Rok temu życie Isabelle Drake zmieniło się na zawsze. W samym środku nocy jej synek Mason został uprowadzony wprost z kołyski, gdy ona i jej mąż spali spokojnie w pokoju obok. Co gorsza bez żadnych wyraźnych tropów sprawa szybko utknęła w martwym punkcie. Ale Isabelle nie spocznie, dopóki nie odnajdzie Masona. Dosłownie.
Bo jeśli nie liczyć chwil, w których udaje jej się zapaść w płytki półsen albo na chwilę stracić przytomność, Isabelle Drake nie spała od roku.
Jej całe życie kręci się teraz wokół poszukiwań, ale przecież nie da się funkcjonować w ten sposób bez końca. Isabelle zgadza się więc udzielić wywiadu kryminalnemu podcasterowi. Ma nadzieję, że w ten sposób dotrze do jakichś nowych świadków, a może ktoś zwróci jej uwagę na wcześniej przeoczony szczegół. Ale wścibskie pytania o przeszłość tylko pogarszają sprawę, a nerwy w połączeniu z głębokim wyczerpaniem sprawiają, że Isabelle zaczyna wątpić we własną wersję wydarzeń. Co naprawdę wydarzyło się tamtej nocy, kiedy Mason zniknął? I komu można jeszcze zaufać?

Po kolejnej książce tej autorki oczekiwałam ciekawej lektury… i się nie zawiodłam, bo ją dostałam. Mimo, że sama akcja nie zalicza spektakularnych twistów, rozwijając się zwyczajnym tempem to umiejętnie podsyca naszą ciekawość.  Do tego dochodzi dobrze zarysowany (nie przerysowany) wątek psychologiczny oraz wiarygodna główna bohaterka. Podczas czytania, nie raz mi się zjeżył włos na głowie, gdy uświadomiłam sobie jak wszyscy jesteśmy podatni na wszelkiego typu manipulacje i machinacje… Jest też sporo tajemnic i tajemnic tajemnic 🙂 

Na pewno podczas czytania nie ma nudy. A zakończenie to spore zaskoczenie dla odbiorcy. Zwłaszcza dla fanów thrillerów psychologicznych.

Wyd. AGORA

Nawet jeśli wszystko się skończy – Jens Liljestrand

Jens Liljestrand to szwedzki pisarz, dziennikarz oraz krytyk i badacz literacki. Zadebiutował zbiorem opowiadań Paris-Dakar (2008). Nominowany był do Nagrody Augusta za biografię Vilhelma Moberga Mannen i skogen (Człowiek w lesie). „Nawet wszystko się skończy” jest powrotem autora do literatury pięknej. 

okładkowo
Nawet gdy wszystko się skończy skupia się w istocie wokół wielkiego dylematu kryzysu klimatycznego: ludzie mają tylko jedną planetę, ale każdy człowiek ma tylko jedno życie. (…) Kolejne ciepłe lato, kolejna historyczna fala upałów. Jednak tym razem życie Didrika i jego rodziny radykalnie się zmienia. Rozległe obszary północnej Szwecji ogarniają pożary, miasta i wsie są ewakuowane, rodziny gubią się w chaosie, jaki powstaje, a planowana podróż do Tajlandii staje się płonnym marzeniem.

Dystopijnie książki to ja zawsze i od zawsze i pasjami… Dlatego tego nieztuzinkowego ekothrillera (w temacie) pominąć nie mogłam. Niestety wszystkie dsytopijne książki nie są tak „wydumane” jakbyśmy może chcieli aby były.  Bardziej ku przestrodze i oby…
Mamy tutaj narrację prowadzoną czteroosobowo z akcją tuż po ostatniej pandemii – tym bardziej wszystko wydaje się tak wiarygodne. 
Mamy sensację i duuużo wątków ekologicznych, klimatycznych itp. ale i problematykę typowo społeczną (i społecznościową).

Całość napisana prostym i klarownym językiem (bez udziwnień), no i niezależnie od tego czy nam się fabuła spodoba, czy nie, książka ma nieocenioną wartość pedagogiczną. Czas najwyższy aby choć w obrębie własnego podwórka zadbać o klimat… zanim jeszcze wszystko się skończy.

Wyd. Sonia Draga

Sen o drzewie – Maia Lunde

Maja Lunde i jej „Historia pszczół” kilka lat temu zawojowały świat, był to jej debiut dla dorosłego czytelnika. Od tego czasu jej dobra passa pisarska trwa nieprzerwanie. Jakiś czas temu ukazała się u nas ostatnia część Kwartetu klimatyczne go pt. „Sen o drzewie”. Wcześniejsze części to: „Historia pszczół”, „Błękit”, „Ostatni. 

okładkowo
Świat po katastrofie. Czy ludzkość przetrwa? I czy rośliny uratują przyszłość naszej planety? Rok 1940, Leningrad. Nikołaj Wawiłow, genialny biolog i genetyk, który stworzył pierwszy na świecie bank bulw, orzechów, ziaren i korzeni, aby zapobiec klęskom głodu, na rozkaz Stalina zostaje aresztowany i oskarżony o szpiegostwo.
Rok 2045, Svalbard. To tutaj, do surowej arktycznej krainy, zostaje przeniesiona olbrzymia kolekcja Wawiłowa i poszerzona o kolejne depozyty biologiczne. Wkrótce potem dochodzi do Zapaści. Szukając ocalenia przed ogólnoświatową katastrofą, mieszkańcy norweskiego archipelagu podejmują decyzję o samoizolacji.
Rok 2110, Syczuan. Tao odbiera sygnał mayday: na wyspie za kołem podbiegunowym czeka na pomoc trójka dzieci i dwoje nastolatków ocalałych po wielkiej epidemii. Mają dostęp do globalnego banku nasion. Milion gatunków! To szansa na odbudowę dawnej bioróżnorodności. Jednakże sukces ekspedycji ratowniczej wcale nie jest taki pewny.

Dlaczego Tommy – rozważny i czuły opiekun swoich młodszych braci, Henry’ego i Hilmara oraz siedemnastoletniej Rakel i jej siostry Runy – robi wszystko, by ukryć bezcenny skarb? Czy jako jego strażnik może dysponować ziarnami przekazanymi przez kraje, które uległy zagładzie? Dlaczego tylko troje dzieci trafia na pokład statku? Co stało się z marzącą o nowym, lepszym życiu Rakel, która już wkrótce miała zostać mamą?

Tak, Maja Lunde wielką pisarką i piewcą ekologii jest, co do tego nie ma wątpliwości. A każda jej książka to nie tylko niezwykła literacka przyroda, ale też pean na cześć tego co ginie na naszych oczach, a co jeszcze (jeśli zmądrzejmy) można choć spróbować ocalić. 
Mimo, że ta część cyklu określana jest przez wielu jako najsłabsza, mnie się podobała i nie narzekam. Może faktycznie najmniej „widowiskowa” a bardziej nostalgiczna i smutniejsza po prostu. 
Po zakończeniu tej ostatniej części całość cyklu całość pięknie nam się dopina.
„Sen o drzewie” można czytać zarówno jako kontynuację poprzednich książek, jak i oddzielnie.
Niezależnie od poziomu literackiego każdej części, ja każda polecam.

Wyd. LITERACKIE

Błyski w mroku – Stacy Willingham

Stacy Willingham – zanim zadebiutowała literacko, pracowała jako copywriter dla różnych agencji marketingowych. Ukończyła dziennikarstwo w Georgii i magisterskie studia z literatury w Savannah. Obecnie mieszka w Charleston wraz z mężem Brittem i psem Mako. „Błyski w mroku” to jej debiutancka powieść, która zachwyciła czytelników i krytyków na całym świecie.

okładkowo
Gdy Chloe Davis miała dwanaście lat, w jej rodzinnym miasteczku na amerykańskim Głębokim Południu zaczęły znikać nastoletnie dziewczęta. Nim parne luizjańskie lato dobiegło końca, ojciec Chloe został zatrzymany w związku z zaginięciami, a cała ich dotąd szczęśliwa rodzina dosłownie rozpadła się na drobne kawałki.
Teraz, 20 lat później, Chloe pracuje jako psychoterapeutka i jest już prawie gotowa uznać, że jej życie wróciło na właściwe tory. Ale wystarczy jeden telefon od dziennikarza, który zadaje niewygodne pytania o przeszłość, aby koszmar ożył na nowo. Zbliża się 20 rocznica zaginięć, a Chloe będzie musiała zweryfikować, co wówczas było prawdą, a co jedynie wytworem dziecięcej wyobraźni. I jakie kształty tak naprawdę kryły się w mroku otaczającym jej rodzinny dom…

Nie ma to jak porządny (mega) klaustrofobiczny, bardzo mroczny i  jeszcze bardziej przytłaczający thriller. Na taki klimat powieści składają się choćby interesująca fabuła oraz momentami pełen przenośni i metafor wewnętrzny język bohaterki. Całość napisana niezwykle płynnie (wszystko dopracowane i przemyślane fabularnie), nie ma tzw. „wydumań”.
Jest za to mocno mocno o rodzinie o winie i karze, ale też o odkupieniu. 
„Błyski w mroku” Stacy Willingham od pierwszych akapitów wciąga w  zaściankową (moją ulubioną) atmosferę amerykańskiego Południa, to z pewnością rasowy thriller.
Jest też bardzo poruszająco, bardzo mocno emocjonalnie, nic tu nie jest czarno-białe. Ta książka nie pozostawia obojętnym. moc refleksji po zakończeniu lektury gwarantowana.

P.S. A ja już sięgam po kolejną książkę autorki.

Wyd. AGORA

Mickey 7 – Edward Ahton

Edward Ashton – Zanim napisał powieść „Mickey7” jego krótkie opowiadania pojawiają się w różnych miejscach. Mieszka w stanie Nowy Jork w domku w lesie z najbliższymi mu osobami oraz psem o imieniu Max, pisze – główną beletrystykę. W wolnym czasie podobno uczy fizyki kwantowej ponurych doktorantów i struga w drewnie.
Na podstawie tej powieści Joon-ho Bon nakręcił film z Robertem Pattinsonem w roli głównej.

okładkowo
Umieranie to żadna frajda… ale pozwala zarobić na życie.
Mickey7 jest wymienialnym: narażonym na wielokrotną śmierć pracownikiem ekspedycji mającej na celu skolonizować planetę Niflheim. Gdy tylko zadanie okazuje się zbyt niebezpieczne dla zwykłych ludzi czy nawet maszyn, otrzymuje je Mickey. Po śmierci danej wersji ciała wytwarza się nowe z wszczepioną tą samą kopią mózgu. Po sześciu zgonach Mickey7 rozumie już, dlaczego był jedynym kandydatem, który zgłosił się na to stanowisko.
Podczas rutynowego zwiadu zaginiony w akcji Mickey7 zostaje uznany za martwego. Kiedy dzięki pomocy miejscowych form życia wraca do kolonii, okazuje się, że spisano go już na straty, a do pracy zgłasza się nowy klon, Mickey8. Zwielokrotnianie wymienialnego jest zabronione i w razie wykrycia obaj zapewne trafią do odzyskiwacza białka. Mickey7 musi więc utrzymać swego sobowtóra w tajemnicy przed resztą kolonii. Ostateczny los zarówno tubylców, jak i kolonizatorów zależy od Mickeya7. Oczywiście, jeśli uda mu się nie umrzeć na dobre…


„Mickey7” autorstwa Edwarda Ashtona to opowieść o Mickeym, klonie numer 7, który pełni funkcję wymienialnego pracownika kolonialnego na obcej planecie. Klony takie jak Mickey są wykorzystywane do najbardziej niebezpiecznych zadań, ponieważ mogą być łatwo zastąpione kolejnym egzemplarzem po śmierci. Ta ciekawa koncepcja już na wstępie zapowiada interesującą historię pełną napięcia i intrygujących przemyśleń. Ashton tworzy fascynujący świat, w którym nowe technologie i obce formy życia odgrywają kluczową rolę, co jest gratką dla miłośników science fiction.

Mamy tu wiele klasycznych elementów gatunku, takich jak zaawansowane technologie, kolonizacja kosmosu czy interakcje z obcymi cywilizacjami. Autor z powodzeniem kreuje atmosferę pełną niepewności i tajemniczości, która utrzymuje czytelnika w napięciu do samego końca. Styl lekki i przyjemny, choć momentami wymaga większego skupienia, co może być atrakcyjne dla bardziej wymagających czytelników. Fani powieści Andy’ego Weira z pewnością znajdą tu coś dla siebie.

Jednym z największych atutów powieści jest sposób, w jaki Ashton balansuje pomiędzy akcją a refleksją nad głębszymi kwestiami etycznymi czy filozoficznymi. Tematy takie jak tożsamość, klonowanie i przetrwanie są zręcznie wplecione w fabułę, co sprawia, że książka nie tylko dostarcza rozrywki, ale również skłania do myślenia. Niektóre interesujące wątki mogłyby być po prostu bardziej rozwinięte. Mimo to, polecam „Mickey7” z czystym sercem każdemu, kto szuka intelektualnej zabawy i fascynującej opowieści.
(rec. A.K.)

Wyd. Zysk i S-ka



A lasy wiecznie śpiewają – Trygve Gulbranssen

Trygve Gulbranssen -norweski pisarz. Zadebiutował powieścią „A lasy wiecznie śpiewają” w 1933 roku, którą przetłumaczono na trzydzieści języków i sprzedano w milionach egzemplarzy oraz sfilmowano.

okładkowo
Walka z naturą. Walka o miłość. Walka o szacunek. Na Północy trzeba umieć żyć! W skutej lodem dziewiętnastowiecznej Norwegii ludzie mają twarde i dumne serca. Niełatwe życie regulowane jest przez rytm przyrody i wielowiekową tradycję szanowaną ponad wszystko. Czy ktoś stamtąd może pokochać miłością gorącą i szczerą, której nie złamią wichry losu?Stary chłopski ród Björndal od lat słynie z męstwa i uporu, budząc strach i respekt pozostałych mieszkańców równiny. Zdobyte przez rodzinę bogactwo przyniosło władzę, ale sprowadziło też ludzką zawiść i zagrożenia, którym musi ona sprostać…

Czytając te książkę nie spieszymy się a delektujemy każdym słowem, zdaniem… bo ona jest jak tytułowy las nieśpieszna i głęboka (dziś już klasyk). Tu wszystko dzieje się po kolei we własnym rytmie. 
Mamy opisaną wielopokoleniową codzienność zgodną ze zwyczajami i tradycją. Walkę z siłami przyrody i zachwyt nad jej pięknem. Ów brak przegadania w powieści widzimy choćby na przykładzie samych bohaterów – małomównych, milczących zazwyczaj, jakby skierowanych do wewnątrz po prostu.  Ale ta obojętność jest pozorna, bo pod powierzchnią kipi jak w sumie w każdej głębi.  

Tej książki nie da czytać się szybko i nie powinno, dlatego warto zarezerwować sobie na nią więcej czasu. 

Jest to książka, która nie wpłynie w nas wartkim strumieniem, ale nasiąkniemy nią niczym delikatną i niemal niezauważalną mżawką… i taka w nas zostanie.

Wyd. Zysk i S-ka

Zło czai się w Kansas – Victoria Helen Stone

Victoria Helen Stone – Amerykanka z urodzenia. Swoją pierwszą ksiązkę napisała już po studiach. Wraz z rodziną mieszka w jednym z miasteczek w Górach Skalistych, gdzie z radością oddaje się wędrówkom pieszym i pisaniu. Na naszym rynku pojawił się jej najnowszy tytuł: „Zło czai się w Kansas”

okładkowo
Porzucona przez zbiegłego męża, Lily Brown próbuje odbudować swoje życie na obrzeżach miasteczka w Kansas. Ciąży jednak na niej piętno żony oszusta. Trzyma się więc na uboczu, cały swój czas poświęcając zarządzaniu magazynem z kontenerami do wynajęcia i wychowywaniu syna, Everetta. Ciekawskiego dwunastolatka intrygują rzeczy przechowywane przez klientów matki. Gdy pewnego dnia włamuje się do jednego z kontenerów, znajduje materiały dotyczące nierozwiązanych spraw zaginięć kilku dziewczyn. Dla chłopaka to odkrycie jest jak zaproszenie do zabawy w detektywa. Zabawy, która może okazać się śmiertelnie niebezpieczna. Nie tylko Everett ma swoje tajemnice. Mają je także Lily i osoby, które niespodziewanie pojawiają się w jej otoczeniu. Marzenie o spokojnym życiu zaczyna się oddalać. Coraz trudniej jej ocenić, komu ufać lub czyje sekrety stanowią najbardziej przerażające zagrożenie.

Ach, te wszystkie małe miasteczka z ich „zaduchem”, tajemnicami i wszechobecną nuudą…, które dopiero gdy dochodzi do tragedii, ożywają… pogłoskami, plotkami oraz domysłami. Tak jest i tutaj, w najnowszej książce Victorii Helen Stone. Jest to całkiem dobry thriller (z tych psychologicznych) taki z nieśpieszną akcją, która mimo że wolno się rozwija, to mocno zaciekawia.
Fabuła, jak i bohaterowie na dobrym poziomie (konstrukcyjnym) wiarygodni, i tacy po ludzku czasem nielogiczni. Jednak z czasem, wszystkie klocki wskakują nam na właściwe miejsca. Całość czyta się lekko.
Z zakończenie w myśl zasady „koniec wieńczy dzieło”, zadowala. 
Czekam na następne powieści tej autorki.

Wyd. Czwarta Strona