Bodaj Budka – Natałka Babina

Natalka Babina (ur. 1966) białoruska dziennikarka i pisarka ukraińskiego pochodzenia. Urodziła się jako Natalla Dyńko we wsi Zakazanka. Wychowana na pograniczu kultur – białoruskiej, ukraińskiej i polskiej. Napisała trzy książki: zbiór opowiadań Krywi nie pawidna być widna, powieść Miasto ryb oraz najnowszą pt „Bodaj Budka”. Mieszka w Mińsku, pisze po białorusku i ukraińsku. Ma troje dzieci. W reportażu z podróży po Polsce, wyraziła opinię o Podlasiu:”Po drodze z Lublina do Białegostoku przejeżdżasz jakąś granicę – i rozumiesz: a oto i w Polsce zaczyna się moje!

okładkowo
Nikt tak jak Natałka Babina nie łączy sielskości białoruskiej wsi ze złem, które czai się w ukryciu …
Ktoś cichy milczy w ciemności… Strach wyjść z domu, strach w domu pozostać… Wśród lasów i mokradeł czai się zło, obce, nieznane… A może nie, może właśnie znane, może takie, które zawsze było obok i które sami sprowadziliśmy naszym codziennym zaniedbaniem, naszą bylejakością, tumiwisizmem… Otworzyliśmy przed nim wrota i z głębokim ukłonem zaprosiliśmy do siebie…W swej najnowszej książce Natałka Babina stawia okrutną diagnozę naszemu zakątkowi Europy. Przestrzega przed tym, co się może stać z ludźmi, którzy tracą własną tożsamość, przestają czuć wibrację i rytm swojej ziemi. „Bodaj Budka” to powieść, której akcja rozgrywa się trochę na wschód od nas, za pilnie strzeżoną granicą, ale na tyle blisko, że my też powinniśmy wytężyć wzrok i słuch…

Babina szarżuje bez dwóch zdań i jak się okazuje nie na darmo czekałam dziesięć lat na jej kolejna powieść. Książka ponownie brawurowa, dziejąca się tu i teraz choć z posmakiem fantastyczno-sensacyjno-obyczajowo-horrorowym – do którego (mimo całej mojej sympatii dla jej prozy) musiałam się przyzwyczaić… Było warto! 
Mamy tutaj gorzką refleksję dotycząca współczesnego społeczeństwa i jego kondycji wewnętrznej, ale też obraz niebezpiecznych zmian jakie zachodzą na świecie (wątek historyczny).

Powieść jest o tyle specyficzna, że trudno ją jednoznacznie określić, każdy czytający może dostrzec w niej coś innego, ważnego dla siebie, choć w sumie jest bardzo uniwersalna, to jej akcja mogłaby się dziś w wielu krajach czy grupach etnicznych. Autorka kreuje mocny przekaz o tym jak ważna jest nie tylko wiedza o tym skąd pochodzimy i kim jesteśmy ale też o potrzebie podtrzymywania tradycji i pamięci.
Lektura nie łatwa, bo bardzo, bardzo zmuszająca do myślenia, a dziś już nie każdy lubi „myśleć”… Ja akurat lubię i polecam! 

Wyd. REBIS



Tylko nie Mazury – Sylwia Skuza

Sylwia Skuza to mazowszanka i wybuchowa mieszanka pisarska, prywatnie miłośniczka Kresów, Mazur i Podlasia… Z wykształcenia językoznawca. „Tylko nie Mazury” jest jej debiutem literackim. Autorka to także koneserka dobrej kuchni oraz miłośniczka sów i sówek w każdej postaci 🙂

okładkowo
Świetnie rozwijająca się kariera młodego policjanta zostaje niespodziewanie zastopowana przez wpływowego polityka za podjęcie interwencji przeciwko jego córce. Komisarz Gromosław Sidorowicz zostaje czasowo przeniesiony z Warszawy na mały komisariat na Mazurach. Pierwszy dzień pobytu w nowym miejscu jest jednocześnie początkiem śledztwa w sprawie zabójstwa.

Sidorowicz musi wyjaśnić zagadkowe morderstwo rolnika, którego ciało, z historyczną zapinką wbitą w szyję, znaleziono porzucone na bagnach. Policjant musi jak najszybciej ustalić, czy mieli z tym coś wspólnego amerykańscy żołnierze kręcący się w pobliżu miejsca morderstwa, czy też może powinien szukać zabójcy wśród licznych wrogów zabitego rolnika. Od tego momentu przeszłość stale będzie się splatać z teraźniejszością, nie tylko w wymiarze historycznym, ale także i duchowym. Duchowość jest w powieści drugim, prawie równoległym do zabójstwa, wątkiem. Oprócz spotkania z przyjacielem z dawnych lat, Sidorowicz poznaje osoby i miejsca, które nie tylko nieodwracalnie wpłyną na jego dalsze życie, ale też stanie się to w taki sposób, jakiego niekoniecznie by sobie życzył.


Tytuł „Tylko nie Mazury” zachęcił najpierw okładką, wiadomo klient „kupuje oczami”. Opis z tyłu książki okazał się dodatkową zachętą. Mimo wydawałoby się ogranego pomysłu – glina za przewiny zesłany na prowincję, rzecz jest zaskakująco świeża i dopracowana w detalach. A ja wybredna jestem – czytałam ją po bardzo dobrej Ilarii Tuti… to i wymagania miałam spore 🙂

Intryga kryminalna wciąga, bo cały czas się kombinuje – kto zabił.
Postacie fajnie wykreowane i „charakterne” no przynajmniej kilka, moją ulubienicą okazała się mała dziewczynka o innym imieniu na każdy dzień (nawet raz miała moje imię), bez Ludmiły też byłoby nudniej (skradła moje serce scena z książkami)… Rodzina głównego bohatera, wiarygodnie nakreślona z ich wzajemnymi relacjami, miłością, oddaniem ale i ekscentrycznością. Humor autorki udzielił się również mi (chyba mamy podobny po prostu 🙂 ).
Jednak największy szacunek mam za ogrom informacji o Prusach, o historii, wierzeniach, siedemdziesięciu procent z nich kompletnie nie znałam. Na opisywanych terenach co prawda byłam rok temu, ale na pewno jeszcze tam wrócę, czyli oby Mazury jak najczęściej.

Czekam na jej kolejne książki, może coś z akcją na Podlasiu?


Wydawnictwo MG



Śpiąca nimfa – Ilaria Tuti

Ilaria Tuti jako dziecko marzyła, żeby zostać fotografem, później skończyła ekonomię. Kocha morze, a mieszka w górach. Jej miłością zawsze było malarstwo, w wolnym czasie pracowała jako ilustratorka w wydawnictwie. Lubi powieści Donata Carrisiego. Na naszym rynku pojawił się rok temu I część cyklu o komisarz Teresie Battaglii pt „Kwiaty nad piekłem”, a ostatnio kolejna cześć pt. „Śpiąca nimfa”.

okładkowo
Śpiąca nimfa. Dzieło sztuki o magnetyzującym pięknie, namalowane przez młodego partyzanta w ostatnich dniach II wojny światowej. Obraz, który w czerwonym pigmencie na płótnie skrywa szokującą tajemnicę. Namalowano go bowiem krwią… z ludzkiego serca.
Tylko kim była ofiara?
Nie ma ciała, nie ma żadnych zeznań. Jedynie słaby ślad krwi. To on prowadzi komisarz Teresę Battaglię i jej podwładnego Massima Mariniego do doliny Resia, surowej krainy wśród gór w północno-wschodnich Włoszech.
Dolina i portret to jedyne tropy, na jakie mogą liczyć śledczy. Czerwony ślad prowadzi do kogoś bardzo zdeterminowanego, by ochronić sekret, którego strzeże…

Już po przeczytania I części („Kwiaty nad piekłem”) wiedziałam, że to jest bardzo, bardzo wyjątkowa proza, i tak jak nie lubię cykli książkowych, tak tu bardzo czekałam na kolejna powieść… I doczekałam się, do tego jakiej jakości, bo „Śpiąca Nimfa to „towar” najwyższej próby.

Wyliczając: świetna fabuła, wyraziste i bardzo złożone (także z empatii, jak się okazuje) postacie. Książka zaciekawia od samego początku, nie nuży, a i uwagę momentami trzeba skupiać mocno, bo wydarzenia dziejące się w różnym czasie i przestrzeni gęsto przeplatają i zazębiają ze sobą.  Piękne wstawki dotyczące historii regionu w którym się dzieje, a także zaginionych, czy wymarłych ludów, dużo naprawdę dużo można się dowiedzieć nowego. Ja np. nie słyszałam nigdy o Rezjanach, a tu proszę… Do tego umiejętnie przewija się owo zamiłowanie autorki do sztuki – malarstwa. Tło obyczajowo-historyczne kunsztownie nakreślone. Rzadko zdarza się powieść tego gatunku, która jest tak przemyślana i szczegółowo dopracowana.

A finał, no cóż znów nie przewidziałam i znów zaskoczoną mnie zastał 🙂 bo w sumie to o to chodzi, prawda?


Wyd. Sonia Draga


Pułapka życia – Klaudia Morawa

Klaudia Morawa – gdzieś przeczytałam, że jest miłośniczką gum Mamba, ze słabością do zawrotnej prędkości na swojej hulajnodze. Tajemnicza i całkiem szalona – uwikłana w konflikt z własnym introwertyzmem, z zawodu pielęgniarka, która zadebiutowała jakiś czas temu „Pułapką życia”.

okładkowo
Dwie kobiety. Dwa charaktery. Dwie orientacje seksualne.
Czy przeciwieństwa pozwolą połączyć siły w walce o życie siedmioletniego chłopca?
Dla Nikki, doświadczonej detektyw, to nie tylko walka z czasem, lecz przede wszystkim zmagania z własnymi słabościami.
Dla Jennifer to nowa ścieżka kariery, która nie zapowiada się zbyt obiecująco.
Tę książkę czyta się jak scenariusz. Zwroty akcji, dialogi, minimum opisów sprawią, że nie zechcecie jej odłożyć.


Książkę przeczytałam w kolejności nieplanowanej, bo byłam w „kryminalnym ciągu” książkowym i szukałam czegoś do dopełnienia tematyki. Jak podkreślam rzadko czytam rodzimych autorów (no może ostatnio trochę częściej) ale zawsze mocno kibicuję wszelkim debiutom.

„Pułapka życia” to nie tylko dialogi, czy wartka akcja, to przede wszystkim emocje, emocje, emocje z tak szerokim wachlarzem, że czasem nie do objęcia. Bohaterki tak różne a jednak podobne, pragnące miłości, bliskości i zrozumienia…. to taka trochę „Zabójcza broń” w babskim wydaniu. Obie kobiety mimo różnic, potrafią się zjednoczyć i wesprzeć w dążeniu do celu (to wyjaśnieniu sprawy).

Mogłaby to być pierwsza część większego cyklu, bo aż się prosi o wyjaśnienie czy rozszerzenie kilku wątków i przedstawienie szerzej biografii samych bohaterów, ale to takie moje życzenie, bo ilu czytających – to tyle opinii.

Ja polecam i czekam na kolejne książki autorki.

Wyd. STUDIO SUITE 77

Głęboki grób – Mick Finlay

Mick Finlay urodził się w Glasgow (dorastał w Kanadzie i Anglii). Obecnie dzieli mieszka w Brighton i Cambridge. Wykłada psychologię. Jednak zanim został nauczycielem akademickim, pracował m.in w objazdowym cyrku, był rzeźnikiem, portierem hotelowym oraz imał się jeszcze wielu innych zajęć. Głęboki grób to jego kolejna książka o detektywie Arrowoodzie.  

okładkowo
Londyn 1896. Miasto żyje kolejnym sukcesem Sherlocka Holmesa. Znany detektyw jest ulubieńcem śmietanki towarzyskiej, na jego usługi mogą sobie pozwolić tylko najbogatsi. Jednak zbrodnia kwitnie też w mrocznych zaułkach południowego Londynu, gdzie zabójstwa zleca się równie łatwo, jak uszycie nowej koszuli. To pole działania Williama Arrowooda, który uważa się za najlepszego prywatnego detektywa w mieście, chociaż daleko mu do sławy i bogactwa Holmesa. Kiedy Arrowood dostaje nowe zlecenie, jest pewien, że to będzie jedna z najłatwiejszych spraw w jego karierze. Odnaleźć zaginioną dziewczynę? Nic prostszego. Tyle że śledztwo szybko zamienia się w pogoń za mordercą, a droga do prawdy jest równie bezpieczna, jak spacer nad przepaścią. Wystarczy jeden fałszywy krok, by Arrowood przegrał walkę z wszechobecnym złem.

Jakiś czas minął od premiery pierwszej książki o detektywie Arrowoodzie, dlatego niezmiernie ucieszyła mnie kolejna część jego przygód. Ten konkurent Scherolcka zdobył moją sympatię już za „pierwszym czytaniem”, więc z ogromną przyjemnością rzuciłam się w odmęty kolejnej powieści Micka Finlaya.

Ponownie mamy mroczny klimat i zawikłaną intrygę w turpistycznych realiach epoki wiktoriańskiej. Głęboki grób jest naturalnym (i całe szczęście) oczkiem w górę, jeśli chodzi o cykl, widać, że Autor coraz lepiej sobie radzi z tematem, a w samą książkę włożył (moim zdaniem), jeszcze więcej serca niż w pierwszą, okraszając „ciężki temat” ironicznym – świetnym poczuciem humoru.
Świetnie dopracowana fabuła, duet śledczych dobrany niczym w „korcu maku”, do tego poruszenie ważnej kwestii społecznej a mianowicie wykluczenia oraz traktowania osób upośledzonych (tu z zespołem Downa).
Ironiczny (momentami absurdalny humor) dopełnia całości.

Świetny kryminał wiktoriański, który dla mnie jest czymś więcej niż zwykłym kryminałem. Polecam. 

Wyd. HarperCollins

Biel nocy – Ann Cleeves

Ann Cleeves jest jedną z najwyżej cenionych brytyjskich autorek literackich kryminałów wydawanych na całym świecie. Jej  powieści odsłaniają sekrety zamkniętej społeczności, a każda ze znakomicie sportretowanych postaci jest odrębną zagadką psychologiczną.
Po ogromnym sukcesie  (sfilmowanych) książek  z serii VERA telewizja brytyjska zrealizowała w 2013 roku serial Shetlands, na podstawie najsłynniejszego cyklu kryminałów autorki ( I tom – Czerń kruka). Pierwszy sezon obejrzało w Wielkiej Brytanii 12 milionów telewidzów! W moje ręce trafił niedawno II tom cyklu pt. Biel Nocy.

okładkowo
Na Szetlandach jest połowa lata, czas białych nocy, kiedy to słońce nigdy nie zachodzi. Plastyczka Bella Sinclair organizuje przyjęcie, aby uczcić wystawę swoich prac i zaprezentować obrazy Fran Hunter. Podczas tego wydarzenia pewien tajemniczy Anglik wybucha płaczem i stwierdza, że nie wie kim jest ani skąd się tu wziął, a wieczorne przyjęcie zmienia się w farsę. Następnego dnia mieszkańcy miasteczka znajdują zwłoki Anglika powieszone na krokwi w hangarze łodziowym na przystani. Mężczyźnie założono na twarz maskę klauna. Detektyw Jimmy Perez jest przekonany, że to lokalna zbrodnia, a następne morderstwo w Biddista tylko utwierdza go w tym przekonaniu. Jednak wkrótce wychodzi na jaw, że detektywa łączy z Fran skomplikowana relacja, która najwyraźniej wpływa na jego zdolność oceny sytuacji.

A do tego jest to przecież niesamowita pora roku, w której noc miesza się z dniem i nic nie jest takie, jak się wydaje.

Lubię takie „zazadzia” Europy geograficznie, a literacko jeszcze bardziej (zawsze chciałam trafić na Wyspy Aran więc Szetlandy też mogą być).
Lubię też takie klimatyczne, mroczne kryminały – gdzie atmosfera gęstnieje wręcz ze strony na stronę i nie pozwala oderwać się od lektury.
Brak zawrotnego tempa wynagradza wciągająca fabuła. Ciekawi bohaterowie niemal hermetycznie zamknięci w małej społeczność to jest to od czego nie da się oderwać, jak już się zacznie czytać. Tajemnice i sekrety… no i odpowiedź na pytanie… Kto zabił?

Książkę czyta się bardzo, bardzo dobrze – podobno jest luźno powiązana z pierwsza co mnie cieszy, bo zaczęłam cykl właśnie od tej. A na sama myśl, że to jest kwartet już zacieram ręce.

 

Wyd. Czwarta Strona

Ruiny na wybrzeżu – Eric Berg

Eric Berg pisarz niemiecki – od lat należy do najbardziej poczytnych w swoim kraju. Zadebiutował w 2013 roku, spełniając tym samym swoje wielkie marzenie o pisaniu. Książka wzbudziła ogólny entuzjazm i przez długie miesiące gościła na liście bestsellerów tygodnika „Der Spiegel”. Ruiny na wybrzeżu niedawno ukazały się także u nas.

okładkowo
Po dwudziestu trzech latach nieobecności Lea Mahler wraca do rodzinnej wioski na wyspie Poel. Niestety wizyta kończy się tragicznie. W tajemniczym wypadku ginie jej siostra, a ona sama zostaje ciężko ranna i doznaje amnezji.
Cztery miesiące po tym wydarzeniu Lea, wbrew radom lekarzy, ponownie przyjeżdża na wyspę. Chce się dowiedzieć, jak doszło do wypadku. Ponieważ nic nie pamięta, jest zdana na pomoc dawnych przyjaciół – tyle że ci przedstawiają sprzeczne wersje. Najwyraźniej ukrywają przed nią coś, co dotyczy ich wspólnej przeszłości…

Książka trafiła do mnie przez zupełny przypadek, a nawet pomyłkę. Za długo by opowiadać. Ale ja wyznaję zasadę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Więc wzięłam i przeczytałam.

Eric Berg skonstruował interesujący i mocno wciągający thriller z ciekawie naszkicowanymi sylwetkami. Bardzo hermetyczny miejscowo oraz bohaterowo, a przy tym naszpikowany tajemnicami, sekretami itd… Dwutorowa akcja czyni książkę dodatkowo ciekawszą a w efekcie zestawienie „wyników” śledztw uzupełnia się niczym układanka.

Fakt, że powieść nie ma zbyt zawrotnego tempa, sporo jest opisów w kontekście także przemian w Niemczech z końca XX wieku.
Napięcie jednak jest i ciekawość aż do końca lektury.
To na prawdę dobry thriller zwłaszcza na (zbliżające się powoli) chłodne jesienne wieczory.

 

 

Wyd. Sonia Draga

Przedawnienie – Jiří Březina

Jiří Březina to czeski pisarz, tłumacz i copywriter. Ukończył Wydział Edukacji Uniwersytetu Karola . Po ukończeniu szkoły pracował jako urzędnik, a następnie, potem zajął sie pisaniem. Jest żonaty, ma jednego syna. Przedawnienie to pierwszy tom serii o pewnym bardzo upartym śledczym z Czeskich Budziejowic, prywatnie fanem black metalu – Tomášem Volfem.

okładkowo
Przeniesiony dyscyplinarnie z dochodzeniówki do archiwum młody policjant Tomáš Volf trafia na nierozwiązaną sprawę z 1991 roku. W zapomnianej przez świat wiosce przy granicy czesko-austriackiej doszło do zabójstwa, które może łączyć się z innym, także niewyjaśnionym.

Zaintrygowany Volf postanawia odkurzyć stare śledztwo. Do rozwiązania zagadki ma doprowadzić go Ondřej Novotný, który przed laty uczestniczył w dochodzeniu, a obecnie jest znanym politykiem i kandydatem na ministra spraw wewnętrznych.

Czy Volf może ufać Novotnemu? Dlaczego akta sprawy są niekompletne? Komu uszły na sucho dwa zabójstwa w malowniczej Krainie Szumawskiej? I jaki związek z nimi mogła mieć dramatyczna historia tej ziemi?

Powieść – retrospekcja (hmm… dlaczego nie?). Gdzie dwóch siedzi i baja o sprawie kryminalnej sprzed wielu, wielu lat dziesiątek lat… Tak jednym zdaniem, a więcej – cóż powieść jest objętościowo , normalna, a ręce od czytania nie bolą 🙂 Klimaty czeskie wciągają totalnie, książkę czyta się bardzo szybko  Mimo, że tak różna od kryminałów z północy, to jednocześnie bardzo dobra, po prostu inna.
Brezina trochę wkłada kij w mrowisko poruszając w te i nazad pewne drażliwe (zwłaszcza dla Czechów tematy), z drugiej strony nie daje akcji „zaszaleć”. Samej książce takie tempo nie szkodzi… bo czy to zawsze musi być „szybko”, gadżeciarsko i nowocześnie. Chyba nie. Jest konkretnie i do rzeczy, a dwie płaszczyzny czasowe doskonale się w powieści układają.

Mamy więc i kryminalnie  historycznie. Dla mnie bardzo na TAK. Czekam niecierpliwie na kolejne przygody Tomcia Wilka 🙂

 

Wyd. Afera

Nocny człowiek – Jørn Lier Horst

Jørn Lier Horst to norweski pisarz i mój ulubiony „kryminalista”. Przed pisaniem pracował jako szef wydziału śledczego Okręgu Policji Vestfold. Studiował kryminologię, filozofię i psychologię. Tworzy także powieści kryminalne dla młodszych czytelników. Najpopularniejszy jego cykl to powieści o policjancie Williamie Wistingu. Nocny Człowiek to piąta wydana u nas część serii.

okładkowo
Larvik, Vestfold, mglisty, jesienny poranek. Powoli ustępująca mgła, odsłania głowę kobiety wbitą na pal pośrodku miejskiego rynku. Jej tożsamość jest nieznana, ale widać, że to młoda osoba. William Wisting stoi przed koniecznością zbadania najbardziej groteskowego morderstwa w swojej policyjnej karierze. Cała Norwegia jest wstrząśnięta, media domagają się szybkiego wyjaśnienia sprawy. Presja nie maleje, kiedy zostają znalezione kolejne zwłoki, wyłowione z głębi rzeki…

Nocny człowiek – to kolejny recenzowany przeze mnie kryminał tego pisarza. Każda jego książka stanowi gwarant nie tylko fascynującej lektury ale i dobrej kryminalnej rozrywki. Poza tym Horst ponownie serwuje nam wnikliwe analizy społecznych zachowań, uwarunkowań, problemów itp.
Podoba mi się duża obecność córki Wistinga – Line w tej części, choć w sumie w każdej jest jej sporo i absolutnie mi to nie przeszkadza 🙂 Poza tym motyw dziennikarstwa śledczego jako uzupełnienie pracy policyjnej (nawet jeśliby przeszkadzało) dla mnie jest bardzo interesujący.

Podsumowując: bohaterowie jak zwykle dobrze nakreśleni, a wszystko w książce we właściwych proporcjach, pewnie m.in. dlatego tak lubię ten cykl…
Każdą z części można czytać w oderwaniu od reszty, bez zachowania chronologii – może dlatego też ukazują się nie po kolei 🙂

 

 Wyd. Smak Słowa

Zła pora roku – Antonio Manzini

O Antonio Manzinim można powiedzieć dużo, jest to bowiem bardzo wszechstronna osoba, nie można mu jednak zarzucić tego, że w swojej pracy jest przewidywalny. Jak mądry nauczyciel prowadzi czytelnika swoich książek krok po kroku, podnosząc poprzeczkę przy kolejnych częściach sagi o śledztwach Rocca Schiavone. Antonio Manzini kolejną książką pt. Zła pora roku – utwierdza mnie w przekonaniu, że jest jedynym z autorów, z którym z przyjemnością napiłabym się kawy, a że jest rodowitym Rzymianinem, to chętnie sączyłabym ten napój w cieniu Colosseum lub przy szumie fontanny Di Trevi.

Okładkowo
Państwo Berguet, bogaci przedsiębiorcy z Aosty, pilnie strzegą rodzinnych tajemnic. Właśnie zniknęła ich córka Chiara, licealistka bardzo popularna wśród rówieśników. Dlaczego tak rozpaczliwie bronią się przed współpracą z policją? Jaki jest prawdziwy motyw porwania i czy istnieje choć jedna osoba, która wie, gdzie szukać dziewczyny?

By uratować Chiarę, Schiavone musi nie tylko rozgryźć, co kryje się za nienagannym wizerunkiem zamożnej rodziny, ale również przeniknąć do szarej strefy, gdzie krzyżują się interesy mafii i biznesu.

Kolejny tom przygód Rocca Schiavone udowadnia, że życie wicekwestora nigdy nie zwalnia tempa, nawet w spokojnej, jakby się wydawało, Aoście, do której został on karnie zesłany. Górska miejscowość wreszcie postanowiła ukazać swoje wiosenne, pełne życia i kolorów oblicze – wszystko aż prosi się o to, by na chwilę zwolnić i zachwycić się otaczającym pięknem. Tymczasem, jak na złość, właśnie wtedy pojawia się kolejne śledztwo – czyli to, co w skali wicekwestora jest najbardziej denerwującym zajęciem. Manzini z właściwą sobie gracją prowadzi czytelnika przez kolejne strony powieści, ukazując, że nawet za pozornie idealnie wyglądającymi obrazkami ukrywać się może mroczne tło. Towarzysząc wicekwestorowi w jego śledztwie, czytelnik poznaje współczesne Włochy – kraj, w którym piękno miesza się nielegalnymi interesami a mroczne, drugie dno wielu spraw ukryte jest za zasłoną milczenia. I choć Manzini w swej powieści bierze na warsztat swój rodzimy kraj, to opisane przez niego sytuacje spokojnie można odnaleźć również nad Wisłą.

Manzini kolejny raz udowadnia, że nie boi się poruszać tematów, które dotykają opinię społeczną – tym razem na warsztat bierze szeroko rozumiane nielegalne interesy oraz wykorzystywanie szantażu i porwań dla uzyskania celów. Ponadto wprowadza swoiste nowum: w odróżnieniu od innych kryminałów, historia i życie Rocca Schiavone nie toczy się jedynie od śledztwa do śledztwa, ale na wielu różnych płaszczyznach. Rocca ściga jego przeszłość i to nie tylko ta, z powodu której został karnie zesłany do Aosty, ale też ta, którą uważał za zamknięty rozdział. Jak przystało na dobrego wicekwestora, Rocco jest zawsze na służbie. Słodko-gorzkie zakończenie „Złej pory roku”, choć dla innych jest zamknięciem kolejnej książki, dla mnie jest zaproszeniem i wstępem do kolejnej części, której już nie mogę się doczekać.

 

 

Wyd. Muza