Lekcje chemii – Bonnie Garmus

Bonnie Garmus jest copywriterka i dyrektorka kreatywną z bogatym doświadczeniem m.in. na polach techniki, medycyny czy edukacji. Lubi pływać na otwartych akwenach, jest wioślarką i matką dwóch (podobno) mocno niewiarygodnych córek. Z urodzenia Kalifornijka, do niedawna z Seattle, mieszka obecnie w Londynie z mężem i psem imieniem Dziewięćdziesiąt Dziewięć.

okładkowo
Elizabeth Zott jest chemiczką i kobietą daleką od przeciętności. Byłaby zresztą gotowa jako pierwsza wytknąć rozmówcy, że coś takiego jak „przeciętna kobieta” nie istnieje. Ale jest połowa lat 50. i jej koledzy z całkowicie męskoosobowego zespołu naukowców w Instytucie Badawczym Hastings prezentują bardzo nienaukowe podejście do kwestii równouprawnienia płci. Wszyscy z wyjątkiem jednego: to Calvin Evans, nominowany do Nagrody Nobla i słynący z pamiętliwości samotny geniusz, który zakochuje w umyśle Elizabeth. Co skutkuje autentyczną chemią. Tyle że, podobnie jak w przypadku nauki, życie bywa nieprzewidywalne. Dlatego parę lat później Elizabeth Zott jest nie tylko samotną matką, ale i – dość niechętnie – gwiazdą kulinarnego programu numer jeden całej Ameryki: Kolacji o szóstej. (…) W miarę jednak jak rosną zastępy jej sympatyków, rośnie też grupa niezadowolonych. Okazuje się bowiem, że Elizabeth nie uczy kobiet po prostu gotować, robi znacznie więcej; ośmiela je do zmiany status quo.

Uwielbiam takie powieści, gdzie jest śmiech i łzy, a czasami też śmiech przez łzy, tak pisze fenomenalna Fannie Flag i tutaj pierwsze skojarzenie z jej prozą, po przeczytaniu „Lekcji chemii”.
Poza tym proza Bonnie Garmus jest niezwykle przenikliwa z mnóstwem trafnych spostrzeżeń.
Książka należy na pewno do tych „ku pokrzepieniu” i dających nadzieję w trudniejszy czas. Z dynamiczną akcją, świetną galerią postaci z główną bohaterką na czele oraz inspirującym poczuciem humoru, zawładnie wami na dobre. 
Dawno nie czytałam tak dobrej prozy, to rozrywka, pociecha i mnóstwo tematów do „rozkminiania” w głowie. Świetna.
Więc zróbcie sobie dobrą kawę i do czytania.

Wyd. Marginesy



Wpływ gwiazd – Emma Donoghue

Emma Donoghue z pochodzenia Irlandka rocznik 1969 roku, absolwentka University College Dublin. Pracę doktorską o przyjaźni męsko-damskiej w literaturze pięknej osiemnastego wieku obroniła w Cambridge. Od tamtej pory zajmuje się pisaniem. Jej Powieść pt. Pokój okazał się bestsellerem, potem była m.in. „Muzyka żab”, „krewni”, czy „Cud”. Najnowsza nosi tytuł „Wpływ Gwiazd”.

okładkowo
W Irlandii, podwójnie spustoszonej przez wojnę i zarazę, pielęgniarka Julia Power pracuje w śródmiejskim szpitalu borykającym się z niedoborem personelu. Na jej oddział trafiają kobiety w ciąży, które zachorowały na nową, straszną odmianę grypy. Do ściśle zorganizowanego świata siostry Power wkraczają dwie osoby z zewnątrz: doktor Kathleen Lynn, która, jak głosi plotka, jest ukrywającą się przed policją rebeliantką oraz młoda wolontariuszka Bridie Sweeney. W ciągu trzech dni, w mrocznej i intensywnej rzeczywistości ciasnej szpitalnej sali, życie każdej z tych kobiet zmienia się w nieoczekiwany sposób. Tracą pacjentki, które przegrały z zagadkową pandemią, lecz także przyjmują na świat nowe istnienia. Wytrwale, z czułością i godnością, opiekunki i matki jakimś cudem wykonują swoje, zdawałoby się niewykonalne, zadania.

Ta pisarka raz na kilka lat gości w moich czytelniczych progach i za każdym razem na nowo zaskakuje. Jej najnowsza powieść mimo, że traktuje o zwykłych, codziennych sprawach, to nie jest nudna.
Mamy tutaj oprócz interesującej, choć niezbyt szybkiej fabuły także wgląd w arcyciekawe i jakże niekiedy szokujące medyczne metody sprzed stu lat. Najważniejsza w książce jest jednak siła, odwaga kobiet oraz tolerancja gdy nie było to ani łatwe ani oczywiste.

Opowieść jest na pewno bardzo uniwersalna i ponadczasowa. Autentyzm jej pozostaje z nami jeszcze na długo po odłożeniu książki. 

Wyd. Sonia Draga

Nikt cię nie odnajdzie – Tove Alsterdal

Tove Alsterdal to szwedzka pisarka urodzona w 1960 roku w Malmö, która zanim zaczęła pisać pracowała jako dramaturg i dziennikarz. Literacko zadebiutowała w 2009 roku. Mieszka w Sztokholmie. Na naszym rynku ukazały się m.in. „Weź mnie za rękę”, „Grobowiec z ciszy”, „Ślepy tunel” czy najnowsza „Nikt cię nie odnajdzie”, która jest drugą częścią cyklu: Eira Sjödin.

okładkowo
W opuszczonym domu nad jeziorem Offersjön w gęstych lasach Ångermanlandii zostaje znaleziony zagłodzony mężczyzna. Nieboszczykowi odcięto dwa palce u lewej dłoni. Siedemset kilometrów dalej na północ, w niemal wyludnionej dawnej górniczej osadzie Malmberget inny mężczyzna zostaje uwięziony w piwnicy pustego domu i pozostawiony na pastwę losu. W wyjaśnienie sprawy zostaje zaangażowana Eira Sjödin, policjantka z Kramfors, która sama zmaga się z problemami rodzinnymi, jej brat odbywa karę więzienia za przestępstwo, do którego się przyznał, choć go nie popełnił.
Gdy znika kolejny mężczyzna, śledztwo wkracza w prywatne życie Eiry. Aby go odnaleźć, dzielna posterunkowa gotowa jest zaryzykować wszystko.

Mam za sobą znakomitą większość książek tej autorki. I jak zawsze nie zawiodłam się przy kolejnej. Wątek kryminalny, choć główny, to nie dominuje w fabule. Obyczajowo bardzo obszernie – dotyczy życia głównej bohaterki (jej relacji damsko-męskich i rodzinnych). Jest też skandynawsko-klimatycznie, jeśliby ktoś o to pytał.
Oczywiście nie ma tu pośpiechu (z tego też słynie Alsterdal) ona nadaje swej prozie niemal flegmatyczne tempo, które o dziwo „załapuje”, mam nadzieję, ze nie tylko u mnie 🙂 
Losy bohaterów zaciekawiają, mimo braku większych „zaskoczeń”, czy ciekawych twistów w fabule.

Ten kawał dobrej roboty po prostu dobrze się czyta, ja czekam na kolejne. 

Wydawnictwo Sonia Draga

Szkoła niemieckich narzeczonych – Aimie K. Runyan

Aimie K. Runyan – jest autorką powieści o czasach II wojny światowej, ale nie tylko historia wojenna ja interesuje. Stara się przybliżyć i oddać hołd zapom­nianym oraz niedocenianym bohaterkom owej historii: kobietom. Jest trzykrotną finalistką Colorado Book Awards, była też nominowana do nagrody Rocky Mountain Fiction Writer of the Year. Z wykształcenia romanistka. Poza pisaniem pracuje jako pedagog. Mieszka w Kolorado wraz z mężem i dwójką dzieci. „Szkoła niemieckich narzeczonych ” jest jej pierwsza książką na naszym rynku.

okładkowo
Młoda Niemka wysłana do szkoły przygotowującej idealne żony dla nazistów. Żydowska krawcowa mieszkająca w Berlinie w przededniu wojny. Niemcy, rok 1939. Hanna Rombauer po śmierci matki zostaje wysłana do domu zamożnego stryja. Zaznaje życia w luksusie, ale dusi się w panującej tam drętwej atmosferze. Na domiar złego wbrew własnej woli zostaje zaręczona z wysoko postawionym oficerem SS. Hanna trafia do budzącej grozę szkoły dla narzeczonych, gdzie uczy się wszystkiego, czego od kobiet wymagają naziści… i co przeczy ideałom, jakie z miłością wpajała jej matka. Życie Tilde Altman, niemieckiej Żydówki, utalentowanej i zaradnej krawcowej, trudno nazwać spokojnym. Berlin u zarania wojny nie jest dla niej dobrym miejscem. Tilde musi stawiać czoła niewyobrażalnym przeciwnościom losu, walcząc o przetrwanie… i to nie tylko swoje.

Teoretycznie nie czytam książek wojennych, ale jak od każdej reguły czasami robię wyjątek. Tak stało się i tutaj, skuszona opisem, że powieść dotyczy kobiet z dwóch różnych światów (bardzo lubię takie zestawienia) oraz piękną okładką, sięgnęłam po te pozycję. I dobrze, bo rzecz okazała się warta zachodu.
Niesamowita jest siła przyjaźni ukazana w książce, przyjaźni ponad podziałami i uprzedzeniami, znoszącej granice sfer i nie tylko. Jest też o kobiecej odwadze, harcie ducha i walce o własny los, jego zmianę, czy spełnienie marzeń. A nadzieja wbrew wszystkim i wszystkiemu, jest tym co napędza działania bohaterek chyba najbardziej, trzymając je niekiedy niemal dosłownie przy życiu.

Całość bez dwóch zdań zmusza do refleksji i to bardzo, nie jest to zwykłe czytadło, lecz powieść zapadająca głęboko w serce, taka o której pamięta się jeszcze długo po zamknięciu okładek.
Liczę na kolejne książki tej autorki na naszym rynku.

Wyd. Insignis



Przeplatające się losy obu kobiet, z których każda pragnie ocalić to, co dla niej najważniejsze, trzymają w napięciu do samego końca.



Śmierć druga – Beata Dębska, Eugeniusz Dębski

Beata Dębska – jest absolwentką ekonomii we Wrocławiu, na co dzień „robi” w rachunkach, prowadzi wraz z mężem biuro doradztwa podatkowego, we Wrocławiu gdzie oboje mieszkają i gdzie rozgrywa się także akcja ich powieści. Eugeniusz Dębski (ww. mąż) to z wykształcenia filolog-rusycysta. Pisarz fantasy i science fiction oraz tłumacz rosyjskiej fantastyki. Jest prezesem wrocławskiego oddziału SPP a także współtwórcą i byłym redaktorem naczelny internetowego magazynu „Fahrenheit”.
„Śmierć druga” jest kolejną częścią (4) z cyklu: Tomek Winkler.

okładkowo
We Wrocławiu zostają znalezione zwłoki dwudziestoletniego Rafała Góry, a podejrzanym o morderstwo jest jego najlepszym przyjaciel, Sebastian. Buksujące w miejscu policyjne śledztwo mogłoby skorzystać z pomocy prywatnego detektywa Tomka Winklera, ale jest jeden problem: Winkler zna podejrzanego i ma pewne powody, by wierzyć w jego niewinność. Ma też sporo wątpliwości? Może dlatego zgadza się włączyć w dochodzenie swoją najbliższą współpracowniczkę ? Romę Wiśniowiecką, prywatnie: babcię. Gdy Winkler rusza tropem tajemniczego ?Tuliboru?, Roma prowadzi własne śledztwo w kipiącej od przemilczanych sekretów miejscowości, z której pochodził zabity chłopak.

Podobno „Czasami dawni wrogowie okazują się najlepszymi sojusznikami. Gorzej, gdy działa to w druga stronę?” – właśnie takie motto przyświeca najnowszej części przygód Tomka Winklera. A jest to moja pierwsza, jak to ktoś pieszczotliwie nazwał „winklerka”. Na szczęście każdą książkę w cyklu można czytać oddzielnie nie patrząc na chronologię.

Podoba mi się Wrocław, a raczej jego opisanie, jakoż że nigdy tam nie byłam, to łatwiej jest mi wyobrazić sobie owo miasto. Mysię, że po lekturze cyklu nie powinnam w nim się zagubić, jak już się wybiorę 🙂 Książkę charakteryzuje (in plus) brak dłużyzn, a to ważne, bo każdemu zdarza się „przewijać” strony, ale nie tym razem. Do tego sama historia dziarsko się rozwija, dlatego pewnie tak lekko się czyta. Całość wciąga mocno i intryguje z każdą stroną jest coraz bardziej wciągająco.
Mam nadzieję, że autorzy się nie obrażą, ale od czasów „Babci Rabuś” D.Walliamsa, nie znałam duetu babci i wnuczka 🙂 aż do tej pory, choć Roma i Tomasz stoją akurat po właściwej stronie barykady, a te ich słowne potyczki- majstersztyk.
W ogóle autorzy wypracowali sobie charakterystyczny style pisarski, jest sporo dialogów i nietuzinkowego humoru także sytuacyjnego.
Mimo że czytałam dopiero jedną książkę z tego cyklu, jestem przekonana, ze wyróżnia się on oryginalnością na tle innych z tego gatunku. Nie wiem jak wy, ale je już przybieram się do czytania kolejnych.

Wyd. AGORA

Wspaniała śmierć – Emma Angström

Emma Ångström jest autorką, dziennikarką, autorką piosenek, projektantką i architektem architektką. Literacko zadebiutowała w 2009 roku. Oprócz pisania, zajmuje się komunikacją w firmie architektonicznej w Sztokholmie.
„Wspaniała śmierć”, to jej pierwsza książka na naszym rynku.

okładkowo
Pewnego dnia Julii rozpada się cały świat. Ułożone małżeństwo, troje dzieci, harmonijny dom – wszystko zostaje przekreślone nagłym zniknięciem jej męża, Henrika. Julia pozostaje bez żadnego wytłumaczenia, wskazówek ani przypuszczeń. Podobnie zaangażowana w śledztwo policja, która pozbawiona wszelkich poszlak wkrótce utyka w martwym punkcie dochodzenia. W międzyczasie wychodzi na jaw, że perfekcyjne życie Julii było zbudowane na bardzo niestabilnych fundamentach, a jej zaginiony mąż mógł być kimś innym, niż przez wszystkie lata zakładała. Co więcej, kobieta zaczyna podejrzewać, że życiu jej i jej dzieci może grozić bardzo poważne niebezpieczeństwo…
Trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej strony thriller psychologiczny Emmy Angström pokazuje, jak łatwo można dać się zwieść iluzji, a także jak bolesna bywa konfrontacja z niewygodną prawdą.

„Wspaniała śmierć” jak na thriller, nie jest zbyt obszerna, to jednak zaskakuje (pozytywnie) ogromną pojemnością odbiorczą (że się tak wyrażę). Jest powieścią traktującą o tym, jak to nasze wyobrażenia o kimś o czymś mogą okazać się złudne i zwodzić na manowce. I co bardziej przerażające. Mroczna historia sprawia, że odczucia i emocje Julii odbieramy niemal jak własne (razem przeżywamy strach, nadzieję, czy załamanie i niedowierzanie). Razem z główną bohaterką dążymy do prawdy, ku własnemu (jej) przerażeniu.

Do tego jako drugi głos w powieści pojawia się tajemniczy Valter, człowiek opętany żądzą zemsty, który bez skrupułów do niej dąży, nawet jeśli chodzi o bliskie osoby.

W pewnym momencie można już przeczuć rozwiązanie tajemnic, co nie pozbawia nas z frajdy czytania. Świetna rozrywka na mroczne, jesienne wieczory.

Wyd. LETRA

Czas Bogini – Ewa Kassala

Pod tym pseudonimem kryje się Pani Dorota Stasikowska-Woźniak. Polska pisarka, trenerka, kreatorka akcji społecznych, specjalistka ds. równouprawnienia, a także autoprezentacji i kreowania wizerunku. Pisze scenariusze, prowadzi programy telewizyjne, konferencje oraz sesje (głównie kobiece). „Czas Bogini” jest jej najnowszą książką.

okładkowo
Oto świat strażniczek Bogini, wiedźm, widzących, wiary w Nyję, Makoszę, Świętowita, Welesa, Peruna i wielu innych, dziś zapomnianych bogów i bogiń. Kraina świętych gajów, kącin i chramów, czarów i magii. Początki państwa polskiego to czas niepokojów i napięć, to przesiąknięta krwią ziemia, powszechna przemoc i bezprawie, gwałty, niewolnictwo i handel ludźmi. Z kart powieści wyłania się postać Mieszka I, władcy potężnego, ale pełnego sprzeczności, rozdartego pomiędzy pogaństwem a chrześcijaństwem, chęcią niesienia pokoju i koniecznością wojen, mężczyzny targanego namiętnościami, uwikłanego w sieć intryg i płomienny, acz burzliwy romans. Czy najpotężniejszy z Piastów rzeczywiście przyjął chrzest w 966 roku? I jaką cenę zapłacił za przejście ze świat pogańskiego do Europy? Doskonale wie, że przystąpienie do chrześcijańskiego imperium jest konieczne dla rozwoju państwa, jednak jest także przywiązany do pogańskich bogiń i bożków, obrzędów i rytuałów, magii i amuletów oraz… kuszących kapłanek, z których najbliższą sercu jest Ragana.

Klimat tej powieści, choć niewielkiej stronicowo, jest naprawdę niepowtarzalny, taki który urzeka nas i porywa już od pierwszych stron. Znajdziemy tu nie tylko ogromny (rzetelny) ładunek wiedzy historycznej ale i liczne odniesienia do słowiańskiej mitologii, gdzie pojawi się choćby Mokosz, (moja ulubienica), Dziewanna czy Swarożyc.

Książkę jak na powieść historyczną czyta się bardzo lekko i przyjemnie, co wcale nie umniejsza jej wartości, wręcz ułatwia lepsze przyswojenie zazwyczaj jakże suchych faktów. A baśniowość przetyka się niczym złota nić w zwyczajnej materii codziennego dnia owych czasów, a to warte zapamiętania.
 
Bez dwóch zdań lubię takie czarowne książki, które nie męczą, a uczą, czy wywołują żywsze drgnienia w naszych skołatanych codziennością sercach. 

Wyd. Sonia Draga

Na skraju zagłady – Kyla Stone

Kyla Stone to popularna i wysoko oceniana przez amerykańskich czytelników autorka thrillerów i powieści postapokaliptycznych, która pisze odkąd tylko pamięta. A kiedy nie pisze, to uwielbia czytać, rysować, wędrować, grać w gry planszowe oraz zajadać się gorzką czekoladą. Obecnie mieszka z rodziną i trzema rozpieszczonymi kotami w północnej Georgii. W swoich książkach porusza trudne tematy m.in. o granicach ludzkiej wytrzymałości, odwadze i nadziei.
„Na skraju zagłady” – to pierwszy tom bestsellerowego cyklu pod tym samym tytułem.

okładkowo
W środku zimy impuls elektromagnetyczny (EMP) niszczy amerykańską sieć energetyczną. Społeczeństwo, uzależnione od prądu, staje na krawędzi chaosu. Nie działają telefony, media, sparaliżowane są komputery i cała infrastruktura zarządzana za ich pośrednictwem. (…) A mróz potęguje się z każdą chwilą. I tylko dla jednej osoby to może być najszczęśliwsze zdarzenie w życiu. Hannah Sheridan przez ostatnie pięć lat była więźniem sadystycznego psychopaty. Impuls zwolnił blokadę jej więzienia i wyłączył monitoring. Czy jednak nie okaże się, że najsilniejsze blokady tkwią w umyśle torturowanej kobiety? Czy zdoła uciec podążającemu jej tropem mordercy? Na kogo może liczyć w świecie, w którym każdy walczy o przetrwanie? Na jej drodze stanie Liam Coleman, były żołnierz, doświadczony w misjach w Iraku i Afganistanie. W ciągu kliku sekund EMP zabrał mu wszystko, co kochał. Towarzyszy im Duch – pies rasy pirenejskiej, równie mocno poturbowany przez życie jak dwójka bohaterów i jak oni nieufny…

Dystopie (w książce i filmie) kocham tak samo jak migdały w czekoladzie z cynamonem i jak tylko mam okazję to korzystam 😉 więc usłyszawszy o tym tytule nie mogłam go pominąć… I choć trudno w dostopijnym temacie wymyśleć coś nowego, bo pożary, powodzie, pożary, kryzysy klimatyczne już były, to autorce mimo wszystko udało się zaskoczyć pomysłem na przyczynę kataklizmu. Tym razem jest to impuls elektromagnetyczny. Do głównego powodu zachwiania ludzką cywilizacją, taką jaką znamy, dochodzi jeszcze ciekawie skonstruowana fabuła. Porwanie, ucieczka, przemoc psychiczna i fizyczna, walka o przetrwanie w trudnych warunkach.

Mimo dość prostej fabuły, całość wciąga od razu, może poprzez właśnie owe ww. składniki. Kreacja głównej bohaterki jest niezwykła, jej determinacja wewnętrzna, walka nie tylko z przeciwieństwami ale i z sama sobą, swoimi słabościami oraz demonami.
W zasadzie można powiedzieć, że głównych bohaterów (dobrych i złych), mamy aż troje i co ciekawe narracja jest prowadzona także przez tego złego czyniąc całość jeszcze ciekawszą.

Skończyłam w zasadzie za jednym „przysiadem” i już czekam niecierpliwie na kolejna część tego cyklu.

Wyd. All Muses



Będę tobą – Janelle Brown

Janelle Brown to autorka świetnych thrillera m.in. „Oszustki”. Jest nie tylko pisarką, lecz też eseistką i dziennikarką; jej teksty publikowano m.in. na łamach: „New York Timesa”, czy „Elle”. Pochodzi z San Francisco ale obecnie mieszka w Los Angeles, z mężem i dwójką dzieci. Jej najnowsza książka nosi tytuł „Będę tobą”.

okładkowo
Błyskotliwa mieszanka powieści obyczajowej, psychologicznej i rozpalonego kalifornijskim słońcem thrillera. Sam jest trzeźwa od roku, to znaczy odkąd ostatni raz rozmawiała ze swoją bliźniaczką Elli. W dzieciństwie były praktycznie nierozłączne, ale kiedy odkryło je Hollywood i stały się nastoletnimi gwiazdami telewizji, ich niezwykła więź pękła. Ostatecznie Elli wybrała spokojne życie żony prawnika, a Sam spróbowała kariery dorosłej aktorki – tylko po to, by popaść w uzależnienie od narkotyków i alkoholu. Jednak pewnego dnia Elli nagle znika, zostawiając pod opieką Sam dopiero co adoptowaną córeczkę. Trop wiedzie do podejrzanej organizacji coachingowej, na której czele stoi tajemnicza dr Cindy… Żeby dowiedzieć się, co stało się z siostrą, Sam będzie musiała zagrać swoją ostatnią, być może najważniejszą rolę – przyjąć tożsamość zaginionej Elli. W ich poplątanym życiu robiła to już wiele razy i zwykle z katastrofalnym skutkiem. Ale tym razem stawka jest nieporównanie wyższa…

Apetytu na książki Janelle Brown, nabrałam już po „Oszustce“ i nie musiałam długo czekać aby go zaspokoić znów, bo udało się „dorwać” najnowszą „Będę tobą”, gdzie autorka znów bawi się konwencją thrillera, umiejętnie dodając szczypty zwyczajnej obyczajówki, tajemnicy itp. 

Porównywana do  „Małych kłamstewka” moim zdaniem idzie o kilka kroków dalej, momentami wręcz szokuje i cały czas mocno intryguje. 
Historię bliźniaczek tu przedstawiona zaciekawia mocno i wciąga w swoje odmęty. Podobnie jak w jej poprzednie powieści tak i teraz wszystko jest bardzo przemyślane z dbałością o najmniejsze detale i dużym naciskiem nie tylko na wątki kryminalne ale też na psychologię.
Całość czyta się szybko, może nawet za szybko, bo potem pozostaje niedosyt, że to już koniec…

Parafrazując pewne powiedzenie, to im więcej książek Janelle Brown się przeczyta, tym chce się wciąż więcej i więcej… Ja już czekam na kolejną.

Wyd. Agora

Sundial – Catriona Ward

Catriona Ward choć rodem z Waszyngtonu, to dorastała nie tylko w Stanach Zjednoczonych ale też w Kenii, Jemenie, Maroku i na Madagaskarze. Studiowała anglistykę w Oxfordzie oraz uzyskała tytuł magistra kreatywnego pisania na Uniwersytecie Wschodniej Anglii. „Ostatni dom na zapomnianej ulicy” szturmem podbił rynki czytelnicze. Zaś najnowsza jej książka nosi tytuł „Sundial”.

okładkowo
Wszystko, czego Rob chciała, to normalne życie. Mąż, dwoje dzieci i ładny dom na przedmieściach zdają się świadczyć o tym, że jej się udało. Ale kobieta boi się o swoją najstarszą córkę, Callie, która zbiera drobne kości i szepcze do wyimaginowanych przyjaciół. Rob dostrzega w dziewczynce mrok, który przypomina jej o przeszłości, od której uciekła. I boi się o bezpieczeństwo drugiej córki.
Kobieta postanawia zabrać Callie do domu swojego dzieciństwa, do Sundial, położonego głęboko na pustyni Mojave. Tam będzie musiała dokonać strasznego wyboru. Sundial w nieoczywisty sposób opowiada o toksycznych relacjach i ucieczce przed przeznaczeniem, która nie zawsze jest możliwa. Niekiedy trzeba dotrzeć w otchłań przeszłości, by uratować przyszłość. Taka podróż jednak mało kiedy obywa się bez ofiar.

„Sundial” już okładką hipnotyzuje i niepokoi, a potem jest tylko lepiej. Po zachłyśnięciu się, oczywiście w pozytywnym sensie, poprzednią książką autorki, nie wahałam się ani chwili co do kolejnej. I nie myliłam się, bo pisarka ponownie przedstawiła nam historię co by nie mówić oryginalną, inną niż większość tego typu na rynku. Mroczną, trudną i z nieoczywistą fabułą. Doskonale trzymającą w napięciu aż do samego końca. Catriona Ward jak mało który pisarz umie skutecznie „robić czytelnika w bambuko”.

Sama opowieść mimo poplątania jest zrozumiała w odbiorze. Na pewno wzbudza tez różne emocje, niekiedy bardzo skrajne, no i momentami zaskakuje brutalnością to fakt. Momentami ociera się o realizm magiczny, ale tylko trochę.

Autorka zawojowała mnie swoją prozą i już czuję niedosyt jej pisarstwa oraz niecierpliwie czekam na kolejną intrygującą i wychodzącą poza schematy książkę. 

Wyd. Czwarta strona