Dzika łaska. Kobieca mistyka (nie)zwykłego życia – Mirabai Starr

Mirabai Starr, urodziła się w NY w 1961 roku w rodzinie świeckich Żydów. Intelektualistów, artystów i zaangażowanych działaczy społecznych. W 1972 r. wraz z rodziną przeprowadziła się do Meksyku. Mirabai przez 20 lat była adiunktem na Wydziale Filozofii i Religii Świata na Uniwersytecie Nowego Meksyku-Taos. Zgłębia wszystkie ścieżki duchowe świata, w celu promowania pokoju i sprawiedliwości. Przemawia i naucza w kraju i za granicą na temat nauk mistyków i praktyki kontemplacyjnej oraz transformacyjnej mocy żalu i straty. Ma cztery dorosłe córki i sześcioro wnucząt. Najmłodsza córka Mirabai, Jenny, zginęła w wypadku samochodowym w 2001 roku w wieku czternastu lat. Tego samego dnia ukazała się jej pierwsza książka. To doświadczenie i związek między głęboką utratą oraz tęsknotą za Bogiem uważa za podstawę własnego życia duchowego.

okładkowo
Dzika Łaska to piękny gobelin ulubionych nauk cenionej autorki Mirabai Starr przekazanych przez mądre kobiety z przeszłości i teraźniejszości, przeplatany jej własnymi refleksjami i osobistymi historiami, a doprawiony sugerowaną codzienną praktyką. (…) Nazywana poetką duszy, Mirabai Starr pisze o wszelkich aspektach duchowości przez zmysłowy, kobiecy pryzmat, niosąc nadzieję i ożywienie niczym majowy, wiosenny deszcz w świecie wysuszonym przez niepokój, politykę i rywalizację. Ta książka to jak spacer z bliską przyjaciółką i jeśli podejdziesz do niej z otwartym sercem, odnajdziesz to wspaniałą inspirację!

Książka jest niezwykła począwszy od cudnej, energetycznej okładki poprzez treść, aż do ostatnich akapitów. To nie tylko książka, to mistyczna wędrówka przepełniona zachwytem zarówno nad małymi przyziemnymi rzeczami, jak i nad tymi wzniosłymi i wielkimi… Swoiste katharsis podczas czytania gwarantowane. I przypuszczam każdemu z innych powodów, czy przy innych treściach.

Autorce udało się nakreślić portrety kilku niezwykłych kobiet, mimo tak wielu różnic między nimi (wierzeń, przejść, drogi życiowej itd.).

Ktoś kiedyś powiedział, że „serce kobiety jest jak ocean i tak samo jak on niezmierzone” – taka refleksja nasuwa się podczas czytania „Dzikiej łaski” To właśnie w sercu i z serca wypływa wszystko co najbogatsze, najlepsze i największe, bo serce nigdy nie zamarza… pomaga kreować, tworzyć, marzyć, różnić się i łączyć. Wybierać, akceptować lub sprzeciwiać się i wiele, wiele innych rzeczy.
Serce kobiety pomieści wszystko, ważne aby go słuchać, nie blokować i zawierzyć mu… I o tym właśnie m.in. jest ta książka, bo każda z nas jest Mistyczką, tylko musi w to uwierzyć. 

Więc uwierz i TY!

Wyd. Biały Wiatr

Lincoln Highway – Amor Towles

Amor Towles pochodzi z Bostonu. Ukończył prywatną szkołę w Massachusetts, a w 1987 studia na Yale University. W latach 1991-2012 pracował jako doradca inwestycyjny w Nowym Jorku. Jest członkiem rad nadzorczych wyd. Library of America oraz Yale Art Gallery. Mieszka na Manhattanie z żoną i dwójką dzieci.  Uwielbia jazz z lat 50., kryminały z lat 70., rockandrolla, włoskie makarony itd… Jest też fanem gier karcianych, kawiarni oraz domowych ciasteczek. 

okładkowo
Emmett Watson właśnie wyszedł z poprawczaka. Wraca na rodzinną farmę w Nebrasce, gdzie czeka na niego młodszy brat, długi po ojcu i błękitny studebaker – jego jedyny majątek. Emmett ledwo skończył 18 lat, a już może liczyć tylko na siebie. Chce zabrać brata do słonecznej Kalifornii, gdzie zaczną wszystko od nowa. Może nawet uda im się odnaleźć matkę, która lata temu bez słowa wyjechała do San Francisco? Ale przewrotny los sprawia, że Emmett i Billy muszą wyruszyć w przeciwnym kierunku. Do Nowego Jorku – miasta, gdzie początek bierze legendarna autostrada Lincolna, pierwsza droga łącząca ze sobą dwa krańce Ameryki. (…) to zapierająca dech w piersiach odyseja przez Amerykę lat 50., gdzie spotykamy całą plejadę postaci znanych z amerykańskiej prozy najwyższej klasy: włóczęgów, bon vivantów, hochsztaplerów i wędrownych kaznodziejów. To także urzekająca historia o dorastaniu, o długach, które wcześniej czy później będziemy musieli spłacić, i o tym, jak łatwo jest zbłądzić, gdy w gorączce podróży zgubimy swój moralny kompas.

Książka cudownie dopracowana i to w najdrobniejszych detalach. Mimo, że akcja dość powoli nabiera tempa, to nie wieje nudą… „wgryzamy” się w nią spokojnie i ze smakiem. W tej powieści jest mimo wszystko dość refleksyjnie, ba nawet nostalgicznie. Styl Towlesa jest jednym z lepszych jakie dane mi było na przestrzeni lat czytać. Bardzo żywy, ekspresyjny, naturalny z odrobiną tęsknoty zwłaszcza za tym co utracone, co już dawno minęło.

Tego rodzaju (wielopoziomową) książkę określa się często mianem „przygodowej”, „wielkiej włóczęgi”, „powieści drogi” itp. Dodatkowo droga samej fabuły do najprostszej nie należy, bo znajdziemy tu i parę zakrętów oraz rozdroży, które nie jednego zaskoczą. 
A czytając ją aż się chce rzucić wszystko i po prostu ruszyć przed siebie, już nie ważne czym i z kim, aby w świat z radiem na full i wiatrem we włosach… 

Warto dać się poprowadzić w nieznane tej literaturze.

Wyd. Znak literanova




Zielone światła – Matthew McConaughey

Matthew Mcconaughey to nie tylko amerykański aktor, reżyser, scenarzysta oraz producent filmowy i zwycięzca Academy Awards. To przede wszystkim mąż, ojciec trójki dzieci, syn i brat. Samozwańczo mianował się gawędziarzem. Lubi ciężko fizycznie popracować ale stawia też pierwsze kroki w byciu dyrygentem. „Zielone światła” to jego autobiografia, choć opisana w sposób nietypowy opisane.

okładkowo
Nagrodzony Oscarem aktor z chwilami szokującą szczerością mówi o sobie i pełnym zwrotów akcji życiu. Opowiada o przemocy w dzieciństwie, barwnej rodzinie, wychowaniu w głębokim Teksasie, pierwszych rolach filmowych i mozolnym pięciu się na szczyt kariery. Życie porwało go ze Stanów do Australii, gdzie spędził rok w bardzo dziwnym domu, do Mali, gdzie w wiosce Dogonów musiał zmierzyć się z zapaśniczym czempionem, i do Peru, gdzie pływał w Amazonce. W czasie tych podróży wiele przeżył i jeszcze więcej pojął. W Zielonych światłach dzieli się więc mądrością i uczy, jak czerpać z życia więcej satysfakcji. Te autentyczne i zaskakujące wspomnienia zachęcają do przyjrzenia się także sobie: do sięgnięcia w przeszłość, do refleksji i zadumy, a także do wyjścia na zewnątrz – przeżycia przygody, podejmowania ryzyka i szukania marzeń. Do wyruszenia w drogę, która pomoże nam zrozumieć siebie i to, co nas otacza.

Bez wątpienia ten aktor to człowiek renesansu i nietuzinkowy artysta. Jego autobiografia „Zielone światła” jest niezwykła, duchowa wręcz mistyczna (tak też o niej inni recenzenci pisali). A poza tym aktora podziwiam, uwielbiając go od lat. Tak zupełnie szczerze, to nie podejrzewałam MM ani o powagę w życiu prywatnym, ani o tak głębokie do tego życia podejście, choć elokwencji i swady nie sposób autorowi odmówić. Zmyliły mnie pewnie, te wszystkie komedie z jego udziałem 🙂

Wracając do książki, napisana niezwykle oryginalnie, bez póz i zadęcia. Tu na pierwszym miejscu postawiono prostotę, pokorę i wiarę w to że wszystko zależy od nas, niejednokrotnie od dosłownej ciężkiej fizycznej pracy naszych własnych rąk, aż do przysłowiowych siódmych potów.
Wersja papierowa jest po prostu śliczna, tyle w niej zieloności, różnych rodzajów pisma nawet odręcznego, zdjęć… itp, itd.
Nie wiem, czy on jeszcze będzie pisał, mam nadzieję, że tak, bo już czekam niecierpliwie. 

Zachęcam i zapewniam, ze nudą tu nie powieje na żadnej ze stron.


Wyd. Marginesy 

Prawdziwe tygrysy – Mick Herron

Mick Herron urodził się w Newcastle, ale obecnie mieszka w Oksfordzie. Na swoim koncie ma wiele poczytnych i nagradzanych książek, a „Kulawe konie” zyskały status jednej z dwudziestu najlepszych powieści szpiegowskich wszechczasów, po „martwych lwach” nadszedł czas na „Prawdziwe tygrysy”, czyli trzecią część cyklu (Slough House).

okładkowo
Nie przestajesz być szpiegiem tylko dlatego, że wypadłeś już z gry.
Catherine Standish wie, że szpiegom nie zdarzają się przypadkowe spotkania. Pracuje w kontrwywiadzie wystarczająco długo. Zdążyła się już przekonać, czym są zdrada, dwulicowość i wbijanie noża w plecy. Nie ma jednak pojęcia, w jakim celu ktoś mógłby obrać za cel właśnie ją – alkoholiczkę na odwyku, która w królestwie Jacksona Lamba wraz z resztą przegrywów przekłada papiery z jednej sterty na drugą. Ktokolwiek przetrzymuje Catherine jako zakładniczkę, na pewno nie robi tego z powodów osobistych. Chodzi mu o Slough House. A najprawdopodobniej o samego Jacksona Lamba…

Stopniowo odkrywana intryga, budzi w czytającym niemałe zdziwienie, bo ten wróg nie będzie wcale tak czysto fizyczny, jakby się mogło wydawać. A tajemnice i matactwa będą na prawdę na wysokim poziomie.

Jak zwykle też u tego autora nie tylko akcja nas porywa, ale i specyficzny humor unosi… taki podszyty ironią (no brytyjski na wskroś). Osobiście go uwielbiam.  Wierzcie mi na londyńskich ulicach naprawdę się dzieje… ryzykowna i bardzo niebezpieczna rozgrywka sprawi, że Kulawym Koniom grzywa się na karku nie raz zjeży (no dobra poniosło mnie z określeniami, ale to świadczy jedynie o tym, jak mi się podobała). Powieść szpiegowska w najczystszej formie

Nie odłożycie, aż przeczytacie do końca, nie mówiąc o tym, że sięgniecie po inne części tego cyklu. A sam Herron, podobnie jak (przynajmniej wg. mnie Reverte) nie lubi zbytnio swoich bohaterów i nader często srodze ich doświadcza.  

Najwyższy czas obejrzeć wreszcie serial.

Wyd. Insignis

Lilie królowej. Siostry. – Lucyna Olejniczak

Lucyna Olejniczak – Krakuska, która jak tylko może to dużo podróżuje, kiedyś „za chlebem”, teraz dla przyjemności. Autorka m.in książek pt.: „Dagerotyp. Tajemnica Chopina”, „Wypadek na ulicy Starowiślnej” i „Jestem blisko” „Opiekunka, czyli Ameryka widziana z fotela” oraz cykli książkowych: Kobiety z ulicy Grodzkiej, oraz najnowszego – Lilie Królowej z t.I zatytułowanym „Siostry”.

okładkowo
Litwa, rok 1382. Ośmioletnia Milda cudem unika śmierci podczas napaści Krzyżaków na jej rodzinną wioskę. Zabrana do Wilna przez starszego brata, wojownika pogańskiego kniazia Jagiełły, uczy się od bratowej sztuki zielarstwa. W tym czasie jej rówieśniczka, niepokorna Amalia, wiedzie wygodne życie w węgierskiej stolicy Andegawenów jako dwórka i najbliższa przyjaciółka młodziutkiej królewny Jadwigi. Sielankę tę burzy tajemnica jej pochodzenia, wyjawiona przez umierającą w klasztorze matkę.
Na pozór obie dziewczyny żyją w całkiem odrębnych światach, kiedy jednak córka Ludwika Węgierskiego niespodziewanie zostaje królową Polski i przybywa do Krakowa, ich losy splatają się już na zawsze.
Mijają lata i dziewczęta uświadamiają sobie, że na Wawelu robi się coraz bardziej niebezpiecznie. W świecie dworskich układów oraz intryg czują się bezbronne. Lecz wcale nie zamierzają się poddawać…

Pierwszą książkę tej autorki pt. „Jestem blisko” przeczytałam z dekadę temu, już wtedy zauroczył mnie styl jej pisarstwa, a to były wszak jeszcze początki jej twórczości.

„Lilie królowej” to książka iście królewska (także rozmachem i objętością), bo jak na każdym dworze, czego jak czego ale spisków oraz intryg nie brakuje. Także i tutaj mamy pokaźną ilość wszelkiej maści ww. tematów, plus walkę o tron i o miłość, dla których kanwą jest kobieca przyjaźń. Do tego akcja dziejącą się w średniowieczu… brzmi smakowicie prawda?
I taka jest. 

Książkę na pewno dla każdego miłośnika powieści historycznej ale nie tylko, bo wciąga już od pierwszych stron. Jestem zachwycona wnikliwością opisanych miejsc, wykreowanych charakterów, opisów miejsc, zdarzeń itp. Momentami wygląda to tak jakby pisarka miała jakiś wehikuł czasu, czy sekretne zwierciadło za pomocą, którego zajrzała na chwilę do tamtych czasów 🙂

Przypuszczam, że nie ja jedna nie mogę doczekać się kolejnego tomu i dalszych losów bohaterek.

Wyd. Prószyński i S-ka

Zełenski – Wojciech Rogacin

Wojciech Rogacin (rocznik ’68) red. naczelnym dziennika „Polska Times”. Współpracował z londyńskim dziennikiem „The Times”, tworzył i kieruje też Agencją Informacyjną Polska Press. Wcześniej pracował m.in. jako dziennikarz w „Gazecie Wyborczej” oraz  „Newsweek Polska”. Zajmował się głównie tematyką Bliskiego Wschodu, USA, krajów byłego ZSRR. Wspólnie z Dorotą Kowalską jest autorem książki „Korespondenci.pl” poświęconej polskim korespondentom wojennym. Prowadził warsztaty z dziennikarstwa na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Jego najnowsza książką to biografia prezydenta Ukrainy pt. „Zełenski”.

okładkowo
Wołodymyr Zełenski. (…) Tej postaci nie trzeba przedstawiać. Popularny aktor komediowy, który zagrał rolę prezydenta, a następnie naprawdę nim został. Prezydent, który stał się mężem stanu oraz symbolem walki o wartości demokratyczne, naśladowany przez największych politycznych graczy. Już teraz historia jego życia to fascynujący zapis dojrzewania do roli, o którą jeszcze jakiś czas temu nikt by go nie podejrzewał: przywódcy państwa, które odważnie przeciwstawiło się rosyjskiej agresji.
Jak wyglądało dzieciństwo prezydenta Ukrainy, jego dom rodzinny oraz relacje z rówieśnikami? W jaki sposób żydowskie pochodzenie wpłynęło na jego dalsze wybory? Co mówią o nim ci, którzy go znali, zanim zyskał sławę? (…)  Kiedy i dlaczego Zełenski zdecydował się wkroczyć do świata polityki (…) Opowieść o niezwykłej drodze przebytej od studenta prawa, rozśmieszającego cały kraj aktora i kabareciarza, po przywódcę politycznego, z którym liczą się najważniejsi zachodni politycy, śledzonego przez miliony osób na Instagramie.

Z założenia nie czytuję biografii, ale są takie dla których robię wyjątek (tak było m.in. z biografią Clinta Eastwooda), więc tej Zełenskiego też nie mogłam odmówić. Tym bardziej teraz gdy nie tylko on, ale cała udręczona Ukraina jest na ustach świata i walcząc dzielnie, czeka na cud. 

Książka napisana naprawdę rzetelnie (choć owszem na szybko) ale jak na biografię lekkim przystępnym językiem. Dlatego czyta się ją bardzo dobrze. Po ciekawym wstępie następują nie mniej ciekawe konkrety na temat prezydenta Ukrainy (zarówno na temat jego życia prywatnego, jak i „zakręconej” drogi do kariery). Całość wzbogacona została zdjęciami Prezydenta Ukrainy, a nawet wpisami z jego social mediów .
Wołodymyr Zełenski inspiruje, dodaje nadziei i odwagi, bo to niezwykły i bardzo dzielny człowiek o nieprzeciętnych cechach charakteru. Do tego z ciekawym doświadczeniem życiowym i wykształceniem PRAWNICZYM (o czym mało kto wiedział, ja np. nie). 

Moim zdaniem, wniosek po przeczytaniu biografii (jeden z wielu) w skromności i determinacji tego człowieka, tkwi ogromna siła i w tym (NIM) cała nadzieja. 

Serdecznie polecam.

Wyd. WIELKA LITERA

W sieci zła – Max Seeck

Max Seeck – to fiński pisarz (rocznik 1985) autor trzech thrillerów, jednak to „Wierny czytelnik” przyniósł mu międzynarodową sławę. Prawa do tłumaczenia kupiło około 40 państw. „W sieci zła” jest drugą częścią cyklu: Jessica Niemi.

okładkowo
Sześć miesięcy od rozwikłania sprawy tajemniczego sabatu czarownic Jessica Niemi mierzy się z nowym śledztwem. Aspirantka ściga się z czasem, by odkryć związek między ciałem pokrytym dziwnymi oznaczeniami, które wypłynęło na lodowaty brzeg Finlandii, a dwoma zaskakującymi zniknięciami influencerów. Do morderstwa, które z pewnością wydarzyło się naprawdę, Seeck dorzuca handel ludźmi, żabią toksynę i somnofilię, po mistrzowsku podkręcając napięcie. „Publishers Weekly” Pewnej listopadowej nocy, tuż po imprezie z okazji wydania nowej płyty popularnego fińskiego rapera, w tajemniczy sposób znika dwoje influencerów. Oboje mają dziesiątki tysięcy obserwujących, a w ich ostatnim poście na Instagramie pojawia się zdjęcie samotnej latarni morskiej stojącej na smaganej deszczem skale pośrodku morza. (…)Do zaginięć dochodzi jeszcze sprawa tajemniczych zwłok dwudziestodwuletniej Ukrainki. Morze wyrzuca je na brzeg w miejscu, które każe policjantce powiązać ze sobą oba przypadki…

Już w pierwszej części cyklu postać policjantki wzbudza sympatię i jest naprawdę wiarygodną bohaterką. Jej zaangażowanie (ale i poczucie humoru) absorbuje bez dwóch zdań. Książka wciąga do tego stopnia, że trudno ją odłożyć choćby na moment. 
No i do tego przemyślana w każdym szczególe intryga oraz specyficzny w przenośni oraz dosłownie klimat. 
Ciężko jest coś przewidzieć, jeśli chodzi o zakrętasy fabuły, na pewno jest nietuzinkowa.

Autor bardzo umiejętnie wydziela informacje, analizuje i ukazuje tropy. Takie zabiegi literackie zmuszają czytelnika do większego wysiłku intelektualnego. A to jest dodatkowa „zabawa” podczas czytania tego świetnego intrygującego thrillera.
Ach, byłabym zapomniała, jest to także książka z tzw. drugim dnem, z podtekstami, oraz wieloma pytaniami różnej natury choćby np. o „naturę zła”
 

Wyd. Sonia Draga

Diamentowy Plac – Mercè Rodoreda

Mercè Rodoreda – to jedna z najwybitniejszych pisarek katalońskich XX wieku. Po hiszpańskiej wojnie domowej przebywała na emigracji we Francji, a od 1954 w Szwajcarii. Do domu powróciła w 1979. W 1980 otrzymała nagrodę Premi d’Honor de les Lletres Catalanes jako wyraz uznania dla całego dorobku pisarskiego. Jej powieśći porównywane są do twórczości Virginii Woolf. Głównymi bohaterkami czyni kobiety, a jej styl narracji – poetycki, symboliczny i oryginalny – inspiruje wielu współcześniejszych pisarzy.

okładkowo
Rok 1930, Barcelona. Piękna Natàlia zostaje poproszona do tańca przez Quimeta. Pewny siebie młodzieniec oświadcza, że w ciągu roku się z nią ożeni. I dopina swego. Nazywa ją czule Colometą – Gołąbką – i kocha dziwną, egoistyczną miłością. Tymczasem przyszłość w pochłoniętej wojną Hiszpanii staje się coraz bardziej niepewna. Zaborczy i nieco dziecinny Quimet wpada na coraz to nowe pomysły zarobkowania, aż w końcu zaczyna hodować gołębie. Kiedy biznes upada, wyrusza na front. Natàlia z dwójką dzieci stara się przeżyć. Haruje dzień i noc i powoli traci wiarę w lepsze jutro. Szczęście się jednak do niej uśmiechnie.

„Diamentowy Plac” to powoli rozwijająca się ale też wymagająca uważności powieść, zdecydowanie nie do „łykania”, a bardziej do niespiesznej degustacji.  Akcja zaczyna się kilka lat przed wybuchem II Wojny światowej. Dramatyczne wydarzenia przeplatają się tutaj z miłością, ale i z traumą
oraz rozmyślaniami natury filozoficznej. 
Główna bohaterka wręcz na „naszych oczach” przemienia się z młodej, niewinnej i naiwnej dziewczyny w dojrzałą, doświadczoną przez życie ale już dojrzałą emocjonalnie kobietę. 

Wojna domowa w Hiszpanii, to temat może nie tyle pomijany, co trochę zapomniany i niezbyt znany szerszemu odbiorcy (poza Hiszpanią oczywiście), warto więc choćby przez tę powieść poznać trudne i dramatyczne realia tamtego czasu. 

A zakończenie, no cóż przeczytajcie sami i dajcie się „zaskoczyć”, bo warto.

Wyd. MARGINESY

Milczenie lasu – Kimi Cunningham Grant

Kimi Cunningham Grant to amerykańska pisarka. Milczenie lasu jest pierwszym przekładem jej książki na język polski. Autorka jest dwukrotną laureatką nagrody Dorothy Sargent Rosenberg Memorial Prize w dziedzinie poezji oraz stypendystką Pennsylvania Council on the Arts w dziedzinie literatury faktu. Mieszka, pisze i uczy w Pensylwanii.

okładkowo
Bez dostępu do cywilizacji, kontaktu z rodziną i światem zewnętrznym. Od ośmiu lat Cooper i jego córeczka, Finch, żyją samotnie w opuszczonym domku pośrodku niczego, w jednym z Appalaskich lasów. Wszystko ułożyło się dokładnie tak, jak Cooper to zaplanował. I pozwoliło mu zakopać pod ziemią wszystkie tajemnice, które nie mogą wyjść na jaw. O istnieniu ich schronienia wiedzą tylko tajemniczy sąsiad, Szkot, i przyjaciel Coopera, Jake, który co roku przywozi im zapasy na zimę. Tym razem jednak wsparcie nie nadchodzi. Na domiar złego, dorastająca Finch ma już dosyć życia, jakie wybrał dla niej ojciec. Nie rozumie jeszcze, że granice bezpiecznej przestrzeni nieuchronnie się zacierają, a prawda, która nadal ich ściga, może na zawsze zniszczyć świat, jaki zbudowali.Już niedługo oboje staną przed najtrudniejszym wyborem – czy będą nadal się ukrywać, czy zdecydują się stawić czoła demonom przeszłości?

Opowieści i książek o odizolowanej grupie ludzi/ rodzinie powstało juz wiele i pewnie jeszcze powstanie. Podobnie jest z tą fabułą, wydawałoby się „wszystko już było” i wiemy jak to wygląda: siedzą niemal samowystarczalni w głuszy, jedynie raz na jakiś czas utrzymują niezbędny kontakt z zewnętrznym światem. Jednak komplikacje zaczynają się kiedy dostawa nie dociera. Nastolatka ma już dość ciągłej samotności i bardzo chce innego życia niż to, które prowadzi wraz ojciec. I w miarę upływu czasu jest coraz trudniej… mimo, że więź córki z ojcem jest bardzo silna.

Jaką decyzje podejmą, czy dalej będą się ukrywać bez względu na wszystko, czy może jednak postanowią skonfrontować się z przeszłością, o tym już czytelniku musisz przekonać się sam, ale uprzedzam zakończenie zaskakuje, a po drodze wachlarz emocji jest naprawdę szeroki.

Wyd. SŁOWNE

„Morderstwa w Suffolk” – Anthony Horowitz

Anthony Horowitz – est angielskim pisarzem i scenarzystą popularnych seriali telewizyjnych, mistrzem budowania napięcia. Ma na swoim koncie wiele różnych nagród. Adaptował na potrzeby telewizji m.in. powieści Agathy Christie o Herculesie Poirot. Horowitz jest również autorem m.in. serii „Księga Pięciorga” oraz bestsellerowego cyklu o nastoletnim detektywie Aleksie Riderze. Po brawurowych „Morderstwach w  Somerset”, możemy delektować się kolejną z cyklu pt. „Morderstwa w Suffolk”.

okładkowo
Emerytowana redaktorka Susan Ryeland prowadzi ze swoim partnerem mały hotel na greckiej wyspie. Powinno to być życie, którego zawsze chciała… ale czy na pewno? Zmęczona obowiązkami i ciągłą walką, by wszystko działało, Susan zaczyna tęsknić za Londynem.
Wtedy pojawia się u niej para Anglików z dziwną prośbą. Opowiadają jej historię o morderstwie, do którego doszło w dniu ślubu ich córki Cecily, w tym samym hotelu, w którym miało się odbyć przyjęcie weselne. A kiedy dodają, że Cecily zniknęła kilka godzin po przeczytaniu kryminału, który Susan opracowywała kilka lat wcześniej, była redaktorka wie już, że musi wrócić do Londynu, żeby pomóc ją odnaleźć. Wygląda na to, że odpowiedzi na pytania, kto zabił i dlaczego zaginęła Cecily, kryją się na kartach tej powieści.
Susan nie wie jednak, że już wkrótce jej własne życie znajdzie się w niebezpieczeństwie…

Anthony Horowitz to mój ulubieniec od lat, jest on godnym następcą nie tylko Conan Doyla, Fleminaga, ale też Pani Christie. Jego powieści są tak wykreowane, że wszystko widzimy jakby „tu i teraz”, jakbyśmy patrzyli na całość z boku, jak reżyser pasjonującego filmu. Do tego ta cudowna szkatułkowość, och mało który pisarz tak potrafi, wierzcie mi. Uwielbiam powieści szkatułkowe już od czasu „Rękopisu znalezionego w Saragossie”.

Ale wracając do „Morderstw w Suffolk”, trzymają w napięciu od początku do samego baaardzo zaskakującego finału, podobnie jak pierwsza część czyli „Morderstwa w Somerset”, bo Horowitz i tutaj odwija fabułę kawałek po kawałek, fragment po fragmencie; otwiera kolejne drzwi i schowki. Do tego trzeba uważać na każdy nawet najdrobniejszy szczegół (tak, tak można robić notatki) :-), gdyż w zaczytaniu, mogą nam się mieszać fabuły, w końcu czytając jedną książkę czytamy ich więcej jednocześnie.

Mamy tu nie tylko suspens, tajemnice i zagadki, jest też spore podłoże obyczajowe (losy i rozterki) głównej bohaterki (narratora) jednej z fabuł.
Całość w brawurowych niemal sześciuset stronach, zawładnie waszym umysłem i sercem, bo tej prozy nie da się ani podrobić, ani zlekceważyć.
Ubolewam tylko nad tym, że nie mogłam za jednym podejściem przeczytać tej powieści, tylko czytać łapiąc chwilę pomiędzy obowiązkami, co jest bardzo irytujące. 

Bardzo chciałabym poznać współczesnego pisarza, który w podobny sposób radzi sobie ze słowem i fabułą, jak AH. Polecenia mile widziane.

Wyd. REBIS