Mrs Joshilyn Jackson – królowa Alabamy

Jej trzy książki wydane na Polskim rynku, miałam przyjemność przeczytać są to: Gdzie diabeł mówi dobranoc, Widmo oraz Bogowie Alabamy.
Nie znalazłam biografii tej autorki na polskich stronach www, oto co udało mi się nieudolnie przetłumaczyć. J.J. urodzona w Deep South, wychowywana”cnotliwie” i surowo opuszcza jednak szkołę, aby spełnić się jako aktorka oraz autorka sztuk teatralnych. Ostatecznie gdy się trochę wyszumiała wróciła pokornie do nauki. Obecnie wykłada literaturę angielską na Uniwersytecie. Mieszka niedaleko Atlanty z mężem, dwójką dzieci, psem i wielkim jednookim kotem rasy Maine Coon.
Każda jej książką mówi o czymś innym, choć porusza problemy stare jak świat. Sporo w pisarstwie Jackson ironii, nawet czarnego (momentami) humoru, oraz dystansu do siebie – samych bohaterów. Podążamy całymi labiryntami wewnętrznych zmagań postaci przez nią kreowanych – którymi umiejętnie prowadzi nas autorka. I jak na dobrego pisarza przystało robi to fenomenalnie. Można również znaleźć interesujące informacje jak np. telefon dla osoby głuchoniemej i niewidomej, okazuje się jest to możliwe (byłam zachwycona tym wynalazkiem, jego funkcjonalnością i w ogóle)
Gdzie diabeł mówi dobranockonflikt pomiędzy rodziną Crabtreech,familią „ z pod ciemnej gwiazdy”, a Frettami, bogatymi ekscentrykami, wzmaga narodzenie się Nonny Crabtree, w domu tych drugich, którzy ostatecznie ją wychowali. Aby żyć normalnie N. ucieka od obydwu rodzin. I jak to w życiu bywa miota się pomiędzy niepoważnym mężem a zakochanym w niej przyjacielem. Jednak antagonizmy pomiędzy klanami przybierają na sile i zmuszają młodą kobietę do zajęcia się całą „aferą” co nie jest proste, no i musi postanowić kim ostatecznie chce być,do którego klanu należeć i z kim chce być.
Widmo
Ona (Laurel), jej mąż i nastoletnią córka żyją szczęśliwie w miłej podmiejskiej okolicy. Pewnej nocy bohaterce pokazuje się duch dziewczynki- koleżanki jej córki, wskazujący palcem basen w którym pływa ciało nastolatki. Według policji do dramatu doszło wskutek nieszczęśliwego wypadku, Laurel jednakże prowadzić własne śledztwo. By je rozwiązać musi się pogodzić ze swą bardzo ekscentryczną siostrą, z którą (oczywiście) jest skłócona. Być może dlatego, że nad rodzinnym gniazdem obu sióstr także ciąży mroczny sekret.Laurel to przykładna spokojna żona i matka, jej siostra Talia, to niesforna artystka a wspólna podróż w rodzinne strony nie tylko odmieni ich życie; wyjaśni śmierć nastoletniej Molly, odsłoni rodzinne tajemnice oraz prawdę o małżeństwie Laurel.
„Joshilyn Jackson nie tylko odsłania złożony charakter miłości rodzinnej, która stanowi źródło bezpieczeństwa i wsparcia, ale ukazuje również zawiłości dotyczące zagrożenia i śmierci” (z recenzji książki).
Bogowie Alabamy
Arlene „ucieka” z domu, bo zawarła umowę z Bogiem,przyrzekając, że skończy z „puszczaniem się” i kłamstwem oraz nigdy nie wróci do domu, jeżeli nikt nie znajdzie ciała, młodego chłopaka z drużyny futbolowej,który…no właśnie. Z prowincjonalnego miasteczka w Alabamie wyjeżdża do Chicago. Po latach kobieta przeczuwa, że Bóg jednak wycofał się z umowy, wraca na Południe, by przedstawić rodzinie (w Alabamie !?) o zgrozo czarnoskórego narzeczonego. W rodzinne strony jedzie z „duszą na ramieniu” przekonana, że jej skrzętnie ukrywane sprawki i prawdy sprzed lat wyjdą na jaw.

W czerwcu 2010 na Zachodzie ma wyjść jej najnowsza powieść – czekam więc z niecierpliwością na wydanie u nas.

Sergiusz Piasecki „Piąty etap” – człowiek w ogniu pogranicza.

W stwierdzeniu, że są takie książki – pisarze, z którymi spotkanie jest jak przysłowiowe „obuchem w łeb”, „grom z jasnego nieba” czy „kubeł zimnej wody”, jest sporo racji. Jak zwał tak zwał … (czasem jest to wszystko na raz). Na blogu Sebastiana Reńca (autor Śladów,wyd. „Prozami”), znalazłam wzmiankę o Sergiuszu Piaseckim, poszperałam więcej i „zakochałam” się w pisarstwie Piaseckiego. Piąty etap to niemal jego biografia z czasów wywiadowczych: brawurowe przejścia przez granicę, kobiety, komuniści, Rosjanie, Polacy, Żydzi, Ukraińcy itd., awantury, alkohol, tęsknota, gorycz, ból i „słowiańskie szaleństwo”, swoisty romantyzm … Książka pełna głębokich przemyśleń nie tylko na tematy ustrojowe, ale i te dotyczące kondycji człowieka – jego człowieczeństwa jako takiego.

Kilka faktów z życia tego Bourna II RP. Urodził się 01.04.1901 koło Baranowicz, zm. na raka w 1964r w Londynie. Pisarz, publicysta polityczny, oficer wywiadu, żołnierz AK. Pisał głównie o rzeczywistości życia na pograniczu polsko-sowieckim. Nieślubne dziecko zubożałego (zrusyfikowanego szlachcica) Michała Piaseckiego i białoruskiej służącej, w dzieciństwie maltretowany fizycznie i psychicznie przez konkubinę ojca, pozbawiony uwagi ojca w rosyjsko języcznym domu, długo „nie wiedział” że jest Polakiem. Dopiero w wieku ok. 20 lat szykanowany za swoje „pochodzenie” przez rówieśników, zdał sobie sprawę, że właśnie nim jest. Mając kilkanaście lat za szkolną bójkę trafia do więzienia, ucieka – jedzie do Moskwy, gdzie jest świadkiem śmierci swoich przyjaciół (przez zawirowania systemowe), z tego wynika ugruntowana ostatecznie odraza do ideologii bolszewickiej. W międzyczasie związuje się w Mińsku ze światkiem przestępczym, w 1920 bierze udział w obronie Warszawy. Po odejściu z Armii tuła się po terenach przygranicznych imając m.in. fałszerstw i szulerki. Następnie po nawiązaniu współpracy z polskim wywiadem staje się świetnym wywiadowcą – pomogły mu znajomość realiów Kresów oraz języka. Bardzo przydawała się zarówno brawurowa odwaga jak i spryt nabyty w półświatku. Wywiad płacił mało i P. trudnił się dodatkowo przemytem. Utrzymywał kontakty z sowieckimi oficerami, często, aby ich pozyskać stosował kokainę. Popadł w narkomanię (przez to m.in. zwolniony z wywiadu), znów przeszedł na „ciemną stronę mocy”. Aresztowany w 1926, skazany na karę śmierci – wyrok za zasługi zamieniono na 15 lat więzienia. W więzieniu na „Łysej górze” zapadł na gruźlicę. Czyta Biblię i tygodnik „Wiadomości Literackie”. Uczy się literackiego języka polskiego. Przełom następuje kiedy zauważa ogłoszenie o konkursie literackim. Spisał swoje przygody na pograniczu. Pierwsze dwie książki zatrzymała cenzura więzienna. Dopiero Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy – została wydana. Zdobyła olbrzymią popularność – przetłumaczona na wiele języków. W 1937 Mościcki ułaskawił pisarza. Po wybuchu II wojny światowej zgłosił się do P. Związek Walki Zbrojnej. Najsłynniejszą akcją P. było (w 1943r) włamanie do pilnowanego przez Gestapo urzędu. Wyniósł dokumenty dot. m.in. zbrodni katyńskiej sporządzone przez Józefa Mackiewicza. Uratował ponownie życie Mackiewiczowi odmawiając wykonania na nim wyroku śmierci. W 1942 ożenił się z Jadwigą Waszkiewicz, przeszedł na katolicyzm, w 1944 urodził im się syn Władysław. Piasecki wyemigrował do Anglii, gdzie dużo pisał i bardzo skromnie egzystował. Zajmował się też publicystyką polityczną. Był do końca bezkompromisowym wrogiem komunizmu. W latach powojennych po polsku głównie wydawany w drugim obiegu lub za granicą.

Zamieściłam tak obszerną biografię, bo wiele z niej jest w Piątym etapie i nie umiem zachęcić lepiej do lektury jego dzieł jak poprzez fakty z jego życia. Na pewno przeczytam jeszcze II cz. czyli Bogom nocy równi. P. napisał jeden romans z akcją dziejącą się podajże w międzywojniu na Wileńszczyźnie pt. Adam i Ewa. Książki Piaseckiego są łatwo dostępne w bibliotekach.

„Ludzie są jak książki: jedna ładnie oprawna, na dobrym papierze a głupia,tak jak człowiek pięknie ubrany i z dobrymi manierami, ale z sieczką we łbie i atrofią samodzielnej myśli. Inna licha, stara, pognieciona, bez okładek, a słońce dookoła rozrzuca, tylko, że nie każdy to rozumie i widzi…  Co nowa książka, to nowe życie, myśli, dzieje, uczucia. Co nowy człowiek, to nowa książka życia realnego, zapisanego w twarzy, oczach, ruchach, mowie i wżyciu… wielu, wielu innych ludzi… (S. Piasecki, Piąty etap).

I jak wam się podoba cytat? Mnie bardzo

Jak ona to robi… czyli tajemnica sukcesu Jodi Picoult

Uprzedzam, że nie jestem krytykiem literackim, a wszelkie opinie na temat książek, mają charakter osobisty, wynikły z bezpośredniego czytania danego utworu. Ale proszę się nie obawiać nie będzie tak jak w starym dowcipie – gdy żona po kłótni z mężem na początku (czytanego wspólnie) kryminału napisała na czerwono, kto jest mordercą! Nie będę zdradzać całkowicie fabuły.

Jodi Picoult jest chyba jedną z najpoczytniejszych obecnie autorek amerykańskich, w swoim dorobku ma na dzień dzisiejszy 13 książek. Przeczytałam: Dziesiąty krąg, Jak z obrazka, Bez mojej zgody, Czarownice z Salem Falls, Świadectwo prawdy i Jesień cudów, obecnie w mojej „poczekalni książkowej” przycupnęło do przeczytania Dziewiętnaście minut. Wydawałoby się ot zwykła kobieta, matka – żona (humanistka i pedagog z wykształcenia); przy tym ślicznie rudowłosa. Jak sama twierdzi, po przemiennym wydawaniu na świat kolejnego dziecka (ma ich 3) i kolejnej książki „…jestem lepszą matką, bo piszę… i lepszą pisarką, bo jako matka wiem, jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć dla ludzi, których kochamy.” (cyt. J.P.)

Książki jej czyta się lekko i szybko, ale bynajmniej nie są to tzw. „czytadła”, każdy tytuł traktuje o czym innym a jednocześnie dotyka spraw codziennych niejednokrotnie bardzo trudnych i bolesnych choćby relacje: rodzice – dziecko/ci, kobieta – mężczyzna, pomiędzy różnymi grupami etnicznymi; problem nieuleczalnych chorób i inne. Picoult dla mnie jest mistrzynią w nie odkrywaniu do końca kart; tożsamości i czasem mrocznej przeszłości swych bohaterów, a zakończenia jej powieści potrafią wprawić w osłupienie, żeby dobrze zrozumieć książki tej autorki mimo wartkiej akcji powinno czytać się nieco wolniej i zwracać baczną uwagę na czasem może mało istotne szczegóły, które w końcowym rozrachunku z danym utworem naświetlają odpowiednio całość oraz wyjaśniają to co niezrozumiałe (Czarownice z…, Dziesiąty…- tyle ja spostrzegłam). Uwielbiam jej sposób prowadzenia narracji – akcja dzieje się na dwóch, trzech płaszczyznach … czyli kolejne rozdziały są z punktu widzenia różnych osób przedstawiane, często jest to retrospekcja (łatwiej się nie zgubić w fabule przy takiej formie zapisu). Jako, że przepadam za dramatami sądowymi (w filmie), to i w książce też, a J.P. wywiązuje się bardzo rzetelnie z tego zadania i wydaje się to lubić, bo w kilku powieściach istotnymi elementami fabuły były właśnie rozprawy sądowe (na pewno w Czarownice z …, Świadectwo …, i Bez…).  Widać, że szanuje czytelnika, bardzo przygotowuje się do każdego swojego literackiego projektu, świadczą o tym choćby długie listy ekspertów z różnych dziedzin, umieszczane w podziękowaniach. W Dziesiątym… pokusiła się nawet o zagadkę literacką, którą czytelnik musi rozwiązać sam, niestety jest to możliwe jedynie przy wersji anglojęzycznej tej książki. Umiejętnie wplata w kanwę swych dzieł – kulturę, obyczaje, wierzenia itp. rdzennych amerykanów (Dziesiąty…, Jak z obrazka…), oraz innych wyznań (Świadectwo…)

Dziesiąty krąg – (nawiązania do Dantego, m.in. tytuł) trójkąt rodzinny, matka, ojciec,  nastoletnia córka, problem gwałtu i ucieczka od odpowiedzialności (nie tylko dorosłych), próba niezauważania zbliżającej się katastrofy i opłakane tego skutki, usilne starania scalenia i ocalenia rodziny, oraz uporania się z własną przeszłością, ekspresowe choć bolesne dorastanie.

Jak z obrazka – on amant filmowy z traumatyczna przeszłością – ona archeolog z amnezją po…no właśnie i trudne wybory jakich musi dokonać, gdy odzyska pamięć, dawanie sobie i nie tylko drugiej szansy z naciskiem na to ”czy warto..” i  „za jaką cenę”.

Bez mojej zgodynajtrudniejsza do czytania, moim zdaniem książka (szczególnie dla kogoś kto ma dzieci), problem wyborów jakie podejmujemy by ocalić życie jednego dziecka – (nieuleczalna choroba i manipulacje genetyczne) kosztem drugiego, złożona psychologia miłości zarówno dzieci – rodzice i odwrotnie; jak też pomiędzy rodzeństwem. Powstał film na podstawie tej książki.

Czarownice z Salem Falls mężczyzna po przejściach (były nauczyciel oskarżony o gwałt) i kobieta z przeszłością (samotna kobieta nie radząca sobie z życiem po śmierci jedynej córeczki), rodzące się uczucie pomiędzy skrzywdzonymi przez los ludźmi …oraz przeszłość dopadająca znienacka jak Deja vu, za sprawą grupy nastolatek, które (jak każdy w tej powieści) mają swoje problemy, fascynacje i marzenia… nie do końca tak niewinne jakby się zdawało.

Świadectwo prawdyzderzenie dwóch kultur anglosaskiej-amerykańskiej i wspólnoty Amiszów a to za sprawą niewyjaśnionej zbrodni. Znalezione zostają zwłoki noworodka w grupie społecznej, która miłuje pokój i nie jest w stanie i nie ma z założenia żadnych zatargów z prawem, jest pani prawnik, która próbując obronić domniemaną zabójczynię i odkryć prawdę, jednocześnie odkrywa prawdę o sobie – o tym co w życiu (nie tylko jej) jest naprawdę najważniejsze. Bardzo wnikliwie przedstawiona społeczność Amiszów.

Jesień cudów – „Cuda się zdarzają tylko nie na zawołanie”. On, ona i ta trzecia – zdrada, Kobieta popada w załamanie nerwowe (przed laty miała taki epizod, nie bez przyczyny zresztą), gwałtowny rozwód, plus ich kilkuletnia samotna córeczka, która pozostawiona sama sobie zaczyna rozmawiać z…no właśnie panią Bogiem i czynić cuda.  Rzecz napisana bez patosu, po prostu tak jak trzeba aby trafiła do serca każdego wrażliwego czytelnika, a te twardsze choć trochę zmiękczyła.

Młodzieńcze fascynacje…literackie

 Jeszcze kilka słów na temat książek – zauroczeń literackich głównie z okresu jak ja to nazywam „sturm und drung” (okres burzy i naporu), czyli zwyczajnie po polsku (dorastania). Co się wtedy czytało, co ja czytałam; na pewno wraz z pierwszą młodzieńcza fascynacją płcią przeciwną dostrzegłam zjawisko zwane poezją; w teorii i praktyce, co zaowocowało kilkunastoma latami jej pisania zresztą. Niech podniesie rękę, ten kto czyta a w młodości nie napisał ani jednego wiersza (ok, pewnie tacy też są). Pierwszy tomik to bodajże M.Hillar (o miłości rzecz jasna), lubię do dziś prozę poetycką – Ivo Andrić ze swoim Ex ponto był odkryciem na skalę Nobla, także jego Przydrożne znaki mam do dziś. Poświatowska, Stachura, Bursa, Wojaczek (jak kontestacja to na całego i to nic,że Stachura umarł jak miałam kilka lat), L.Cohen. Piosenki The Doors, W.Wysockiego (tu i słuchanie), biografie wszelkiej maści buntowników bez powodu… Ale z drugiej strony także W.Wharton (Ptasiek, Tato, Spóźnieni kochankowie – przeczytałam prawie wszystkie jego utwory), J.Carroll – większość, najbardziej podobała mi się Kraina chichów i Na pastwę aniołów. Wspaniała Harper Lee Zabić drozda – to się nazywa książka życia (tylko jedną napisała ale za to jaką?), polecam bardzo starą ekranizację z G.Peckiem. No i moje ukochane trio sióstr Brontë – Wichrowe wzgórza, Dziwne losy Jane Eyre. Fascynacja tymi niezwykłymi kobietami ich życiem, twórczością pozostała do dziś (jeszcze będzie oddzielny wpis na ten temat). Sylwia Plath, jej poezja i proza Szklany klosz (biograficzna), Upiorny Jaś i biblia snów (rewelacyjne opowiadania). A.Sapkowski (polski cesarz fantastyki) – cała rzecz o Wiedźminie i inne książki, choćby urzekająca swym pięknem miniatura La maladie (o miłości drugoplanowych bohaterów mitu Tristana i Izoldy). A.S.jest mistrzem słowa, tego się nie da podważyć i umie zarówno obśmiać i wyszydzić ale również zadumać, jak i wytoczyć parę łez co u wrażliwszych odbiorców. Fantasy szczególnie z pierwszej dziesiątki (polecam serdecznie tą wg. niektórych „niepoważną literaturę”), to m.in. tacy autorzy jak: U.K. Le Guin, M. Zimmer Bradley (Mgły Avalonu), S.Lawhead, Paul Anderson (Trzy serca i trzy lwy), Tolkien – wiadomo co…Chciałam wypisać jeszcze więcej, ale trudno po latach wszystko sobie przypomnieć, tym bardziej, że z niektórych książek już się „wyrosło” niestety. W następnych wpisach nie będzie o książkach pierwszej, drugiej (hi,hi,hi) itd…młodości, tylko po prostu już o konkretnych tytułach,przynajmniej taki mam zamiar.  hahaha 

Kawowe…cz.1

Uwielbiam kawę, uwielbiam jej smak, kolor aromat, bardzo dobrze się czuję w pomieszczeniach, w których czuć zapach kawy. Nawet kolor kawowy jest mi bliski… po prostu, można powiedzieć, że jeżeli chodzi o nałogi – to jest to kawa (w moim przypadku). Ale piję tylko 2 czasem 3 filiżanki dziennie, trzeba siebie i kawę szanować, żeby niespowszedniała, no nie? Przesada z kawą na zdrowiu może się odbić (podobno). Najbardziej lubię taką średnio-mocną z dużą ilością śmietanki lub tłustego mleka, koniecznie z brązowym cukrem i ew. kardamonem (jeszcze 10 lat temu trzeba się było za kardamonem nabiegać), bardzo smakuje mi kawa parzona po turecku (czyli z cukrem „podnoszona” na ogniu 3 razy) ale na takie celebracje trzeba mieć czas, którego nie mam. Ha, a kto z nas go dziś ma!

Kiedyś zrobiłam mojemu tacie właśnie kawę po turecku (zanim sama spróbowałam), był moim królikiem doświadczalnym. Bałam się, że sobie wmówię – ten rzekomo lepszy smak, ale nie musiałam, bo tato zapytał mnie po degustacji czy nie dolałam do niej alkoholu!!! Proszę więc udowodnione naukowo, że przyrządzenie po turecku wydobywa z kawy głębsze i bardziej wyrafinowane walory smakowe. Także serdecznie polecam taki sposób na ten boski napój. Postanowiłam,że raz na jakiś czas, spróbuję nowego przepisu na kawę – oczywiście opiszę wrażenia smakowe… i duchowe. 

Kilka ziaren historii...
Już w Etiopii w I tysiącleciu p.n.e. gotowano ziarna kawy i spożywano z masłem i solą, (nie było upraw) kawa pochodziła ze stanowisk naturalnych. Najprawdopodobniej ok XIV w. arabskie karawany kupieckie przywiozły kawę do Jemenu. Im to przypisuje się preparowanie kawy w taki sposób jak znamy do dziś. Legenda mówi, że w ogóle odkrycie jej zawdzięczamy zwykłym kozom, które ogryzały krzewy kawowe i były po tym posiłku bardzo pobudzone (pewnie nieźle skakały na pochyłe drzewa). Podpatrzyli to ludzie a dalszą historię już znamy.
W świecie arabskim to w roku 1554 w Stambule otwarto pierwszą kawiarnię. Kawę w Europie na początku XVII w. w niewielkich ilościach, można było dostać jedynie w portach np. Amsterdamie, czy Londynie. Oblężenie Wiednia przez Turków w 1683roku zapoczątkowało przełom w spożyciu kawy na naszym kontynencie, podobno Turcy „wiejąc” spod Wiednia porzucili swoje dobra – m.in. worki z kawą, a pierwszą kawiarnię w Wiedniu założył właśnie Polak imć Kulczycki (zawsze na obczyźnie lepsze interesy). Podobno także to on spopularyzował obyczaj dodawania do kawy cukru i mleka.

Historycy wciąż spierają się skąd pochodzi nazwa tej używki. Jedni twierdzą, że kawa pochodzi od arabskiego wyrazu kahwet oznaczającego “siłę”. Inni sądzą, że pochodzi od barwy (czarnego) Świętego Kamienia Kaba w Mekce, powołując się na legendę, wg. której to w Mekce sekret przyrządzania kawy objawił Mahometowi – Allach. Jeszcze inna grupa uczonych uważa, że słowo kawa pochodzi od abisyńskiej prowincji Caffa (Kefa), gdzie – jak donoszą źródła historyczne – najwcześniej uprawiano drzewa kawowca.

I to tyle na dziś…zapraszam na kawę. kawa  

Exlibris – mała (ważna) rzecz a cieszy

Teraz około książkowo, ale jakże istotnie, wszak każdy szanujący siębibliofil – posiadacz książek w ilości więcej niż 10 sztuk (liczbaumowna rzecz jasna) powinien mieć swój własny i niepowtarzalny ekslibris.
Poniżej troszkę historii tego tajemniczego ex…
  „Ekslibris” pochodzi z łac. ex libris,co znaczy „z książek”, w domyśle „z książek czyichś”. Ekslibriswystępuje zazwyczaj pod postacią niewielkiej, ozdobnej karteczkinaklejanej na wewnętrznej stronie okładki, rzadziej w formie stempla.Jest to osobisty znak jej właściciela, niejako podpis mówiący „taksiążka do mnie należy i uprasza się o jej godne traktowanie i przedewszystkim ZWROT właścicielowi…” – no mniej więcej.

  „[…]Typowy ekslibris od połowy XV wieku ma formę heraldyczną, rzadko zportretem, częściej z rysunkiem alegorycznym, dewizami, sentencjami imottami. Za prototyp ekslibrisu uważa się tabliczki dołączane dorękopisów egipskich (1400 r. p.n.e.) i asyryjskich (VII w. p.n.e.). WEuropie znany już w okresie feudalizmu w postaci herbów malowanych narękopisach, najczęściej na dolnym marginesie pierwszej karty tekstu. WPolsce najstarszy datowany ekslibris pochodzi z początku XVI w. […]”.

Słownik terminologiczny sztuk pięknych, PWN 1969, s. 99

Moimdługoletnim marzeniem było posiadanie własnego exlibrisu, tylko jak gozrobić, kto mi go zrobi itd. Poszłam więc po rozum do głowy, skoro możebyć pieczątka, to tam gdzie robią pieczątki. W wielkiej tajemnicy nakolejną rocznicę ślubu zrobiłam wspólny ekslibris dla siebie i męża, boksiążek już się podzielić nie da po tylu wspólnych latach-zresztą po co?
Nasz ekslibris ma kształt węża Uroborosa(to starożytny antyczny symbol. Jest to zazwyczaj wąż (smok) połykającyswój własny ogon. U. łączony jest z alchemią, gnostycyzmem i naukamihermetycznymi. W zależności od kultury – bywa przedstawieniemcykliczności natury, kolistej struktury czasu, wiecznych powrotów,nieskończoności i wszystkich rzeczy, których koniec staje się nowympoczątkiem. Niekiedy też przypomina o dwoistości rzeczy, ichpierwiastku żeńskim i męskim, ludzkim i boskim. Przeciwności te niewalczą a mają uzupełniać się wzajemnie). W środku wymyślonego przezemnie ekslibrisu znajdują się imiona: moje i męża oraz nasze nazwisko.
Każdemu,kto ma w rękach nasze książki bardzo się podoba zarówno pomysł jak igrafika, jest to doskonały prezent dla kogoś kto kocha, czyta książki idarzy je szacunkiem, a nie tylko kupuje, żeby ładnie wyglądały na półce(a znam i takich niestety). Na wiosnę planuję prezent dla siostry tylkozastanawiam się nad wzorem, a może jej znak zodiaku, albo cośzwiązanego z opowieściami grozy (lubi prozę Stefana Grabińskiego)
Serdeczniepolecam wykonanie exlibrisu sobie lub swoim bliskim, na pewno takierzeczy robi „Bazarnik” (można załatwić przez internet) po za tymprezent będzie na pewno oryginalny.

Wszystkie książki dzieciństwa…

Niektóre z nich nie starzeją się w ogóle, niektóre są dziś mało popularne inne niemal już zapomniane. A w mojej pamięci większość wciąż pozostaje jak żywa. Książki – najbardziej wyczekiwane prezenty pod choinką i nie tylko, czasem kupowane przez rodziców (którzy zachęcali do czytania – własnym przykładem) tak zupełnie bez okazji.
Moje czytelnictwo w sumie kształtowało się dwubiegunowo, z jednej strony mamusiowe podtykanie wszelkich książek L.M. Montgomery (seria o Ani z Zielonego Wzgórza, Błękitny zamek, Emilka i inne), przezabawna Godzina pąsowej róży M.Kruger, czy Wspomnienia błękitnego mundurka K.Makuszyńskiego (żeby nie pominąć Awantury o Basię i innych dzieł tego autora); wzruszająca Serce Amicisa oraz cały szereg klasyki dziecięcej autorów takich Tove Jansson, Astrid Lindgren, bracia Grimm, Andersen i wielu, wielu innych wspaniałych autorów, których już nie sposób wymienić.
Z drugiej strony do lektury przygodowo-sensacyjno-awanturniczej zachęcał tatuś, najpierw barwnymi opowieściami a później konkretnymi nazwiskami i tytułami. Od K.Maya i jego Winnetou, poprzez A.Fiedlera – (trylogia) Wyspa Robinsona, Orinoko i Biały Jaguar. Do dziś wiele ciepłych uczuć żywię do rdzennych mieszkańców Ameryki Płn. m.in. dzięki autorom takim jak Sat Okh (czyli polski Indianin-Stanisław Supłatowicz ), W. Wernic. Cudowne pełne przestrzeni, wolności i przygody książki J.Londona (Biały kieł, Córka śniegów) czy J.O.Curwooda (Szara Wilczyca, Włóczęgi północy, trylogia – Łowcy złota, Łowcy skarbów i Łowcy przygód – dokończona bodajże przez polskiego tłumacza). Nie mogę także pominąć cyklu Tomków A. Szklarskiego
Mając już jakie takie podwaliny pod własny gust literacki zaczęłam szukać też innej literatury i tu pojawia się sir A.Conan Doyle ze swoim Sherlockiem, oraz literatura fantasy…ale to temat na kolejny wpis.
W efekcie w wieku kilkunastu lat chciałam wyglądać jak Ania i mieć męża dzielnego jak Winnetou – nieźle to sobie wymyśliłam, co?

Nie było jeszcze nic o kawie….to może moje pierwsze jej wspomnienie „tfu…ohyda”, oj, jak to się wszystko potem zmienia i ile rzeczy człowiek odszczekać w życiu musi!!!

Moja pierwsza książka.

   Jak to z książką było, a raczej „Jak to ze lnem było ” Marii Konopnickiej – taki bowiem tytuł miała pierwsza, samodzielnie przeczytana przeze mnie książka.
Czy pamiętacie jeszcze swoją pierwszą książkę, pierwszą pełną emocji wizytę w szkolnej bibliotece, do której Pani zaprowadziła was na specjalnej lekcji (razem z całą klasą), tę ciszę, którą trzeba tam zachować, choć w bibliotekach dla dzieci raczej jest to nie możliwe, i pełne emocji chwile zakładania karty bibliotecznej, i słowa bibliotekarki „proszę wybierz sobie swoją pierwsza książkę…”.
Ja jeszcze ciągle pamiętam labirynt regałów wysokich jak wieże i zapach starych książek, ich okładki, ilustracje (25 lat temu grafika nie była tak bogata jak obecnie); te zszywane grubym sznurkiem grzbiety – bo klej bardzo słabo trzymał, foliowe bądź papierowe okładki itd, itd…
Później, gdy byłam trochę starsza, to nawet pomagałam w bibliotece, okładałam książki, zakładałam tym „Nowym” karty, zszywałam te, które się rozklejały…lubiłam to bardzo, no i miałam farta, bo bibliotekarka była mają kuzynką, choć daleką.

Więc jaka była Twoja pierwsza książka…?

Witam na moim blogu

Zapraszam, wkrótce pojawią się tu pierwsze, mam nadzieję ciekawe dla Was, wpisy na temat książek… i kawy 🙂 czyli tego, co w życiu mola książkowego najlepsze!