Wszystkie książki dzieciństwa…

Niektóre z nich nie starzeją się w ogóle, niektóre są dziś mało popularne inne niemal już zapomniane. A w mojej pamięci większość wciąż pozostaje jak żywa. Książki – najbardziej wyczekiwane prezenty pod choinką i nie tylko, czasem kupowane przez rodziców (którzy zachęcali do czytania – własnym przykładem) tak zupełnie bez okazji.
Moje czytelnictwo w sumie kształtowało się dwubiegunowo, z jednej strony mamusiowe podtykanie wszelkich książek L.M. Montgomery (seria o Ani z Zielonego Wzgórza, Błękitny zamek, Emilka i inne), przezabawna Godzina pąsowej róży M.Kruger, czy Wspomnienia błękitnego mundurka K.Makuszyńskiego (żeby nie pominąć Awantury o Basię i innych dzieł tego autora); wzruszająca Serce Amicisa oraz cały szereg klasyki dziecięcej autorów takich Tove Jansson, Astrid Lindgren, bracia Grimm, Andersen i wielu, wielu innych wspaniałych autorów, których już nie sposób wymienić.
Z drugiej strony do lektury przygodowo-sensacyjno-awanturniczej zachęcał tatuś, najpierw barwnymi opowieściami a później konkretnymi nazwiskami i tytułami. Od K.Maya i jego Winnetou, poprzez A.Fiedlera – (trylogia) Wyspa Robinsona, Orinoko i Biały Jaguar. Do dziś wiele ciepłych uczuć żywię do rdzennych mieszkańców Ameryki Płn. m.in. dzięki autorom takim jak Sat Okh (czyli polski Indianin-Stanisław Supłatowicz ), W. Wernic. Cudowne pełne przestrzeni, wolności i przygody książki J.Londona (Biały kieł, Córka śniegów) czy J.O.Curwooda (Szara Wilczyca, Włóczęgi północy, trylogia – Łowcy złota, Łowcy skarbów i Łowcy przygód – dokończona bodajże przez polskiego tłumacza). Nie mogę także pominąć cyklu Tomków A. Szklarskiego
Mając już jakie takie podwaliny pod własny gust literacki zaczęłam szukać też innej literatury i tu pojawia się sir A.Conan Doyle ze swoim Sherlockiem, oraz literatura fantasy…ale to temat na kolejny wpis.
W efekcie w wieku kilkunastu lat chciałam wyglądać jak Ania i mieć męża dzielnego jak Winnetou – nieźle to sobie wymyśliłam, co?

Nie było jeszcze nic o kawie….to może moje pierwsze jej wspomnienie „tfu…ohyda”, oj, jak to się wszystko potem zmienia i ile rzeczy człowiek odszczekać w życiu musi!!!

3 Replies to “Wszystkie książki dzieciństwa…”

  1. Moje dziecięce tytuły książek,to:”Dzieci z Bullerbyn”,podania,klechdy,baśnie,legendy-przeróżne.To wczesne dzieciństwo.Pozdrawiam cieplutko.

  2. Z takich najwcześniejszych zupełnie lektur to podobno (wg. mamy) był Koziołek Matołek i O Małpce fiki-Miki, że znałam je na pamięć i jak mama ze zmęczenia czy celowo coś pominęła to jej zwracałam uwagę, taka byłam… Dzięki za komentarze.

  3. Moja ulubiona to kroniki Narnii. Nie ma piękniejszej baśni dla dzieci. Chociaż pierwsza książka jaką czytałem, chowając się za kanapą mając 5-6 lat to „Ostatni Mohikanin” Coopera. Pozdrawiam serdecznie miłośniczkę książek. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *