Młodzieńcze fascynacje…literackie

 Jeszcze kilka słów na temat książek – zauroczeń literackich głównie z okresu jak ja to nazywam „sturm und drung” (okres burzy i naporu), czyli zwyczajnie po polsku (dorastania). Co się wtedy czytało, co ja czytałam; na pewno wraz z pierwszą młodzieńcza fascynacją płcią przeciwną dostrzegłam zjawisko zwane poezją; w teorii i praktyce, co zaowocowało kilkunastoma latami jej pisania zresztą. Niech podniesie rękę, ten kto czyta a w młodości nie napisał ani jednego wiersza (ok, pewnie tacy też są). Pierwszy tomik to bodajże M.Hillar (o miłości rzecz jasna), lubię do dziś prozę poetycką – Ivo Andrić ze swoim Ex ponto był odkryciem na skalę Nobla, także jego Przydrożne znaki mam do dziś. Poświatowska, Stachura, Bursa, Wojaczek (jak kontestacja to na całego i to nic,że Stachura umarł jak miałam kilka lat), L.Cohen. Piosenki The Doors, W.Wysockiego (tu i słuchanie), biografie wszelkiej maści buntowników bez powodu… Ale z drugiej strony także W.Wharton (Ptasiek, Tato, Spóźnieni kochankowie – przeczytałam prawie wszystkie jego utwory), J.Carroll – większość, najbardziej podobała mi się Kraina chichów i Na pastwę aniołów. Wspaniała Harper Lee Zabić drozda – to się nazywa książka życia (tylko jedną napisała ale za to jaką?), polecam bardzo starą ekranizację z G.Peckiem. No i moje ukochane trio sióstr Brontë – Wichrowe wzgórza, Dziwne losy Jane Eyre. Fascynacja tymi niezwykłymi kobietami ich życiem, twórczością pozostała do dziś (jeszcze będzie oddzielny wpis na ten temat). Sylwia Plath, jej poezja i proza Szklany klosz (biograficzna), Upiorny Jaś i biblia snów (rewelacyjne opowiadania). A.Sapkowski (polski cesarz fantastyki) – cała rzecz o Wiedźminie i inne książki, choćby urzekająca swym pięknem miniatura La maladie (o miłości drugoplanowych bohaterów mitu Tristana i Izoldy). A.S.jest mistrzem słowa, tego się nie da podważyć i umie zarówno obśmiać i wyszydzić ale również zadumać, jak i wytoczyć parę łez co u wrażliwszych odbiorców. Fantasy szczególnie z pierwszej dziesiątki (polecam serdecznie tą wg. niektórych „niepoważną literaturę”), to m.in. tacy autorzy jak: U.K. Le Guin, M. Zimmer Bradley (Mgły Avalonu), S.Lawhead, Paul Anderson (Trzy serca i trzy lwy), Tolkien – wiadomo co…Chciałam wypisać jeszcze więcej, ale trudno po latach wszystko sobie przypomnieć, tym bardziej, że z niektórych książek już się „wyrosło” niestety. W następnych wpisach nie będzie o książkach pierwszej, drugiej (hi,hi,hi) itd…młodości, tylko po prostu już o konkretnych tytułach,przynajmniej taki mam zamiar.  hahaha 

5 Replies to “Młodzieńcze fascynacje…literackie”

  1. Witaj o poranku! Piękny książkowy wahlarz tutaj nam rozpostarłaś:) Niektóre pozycje znam i podobały mi się również, inne wymieniłam na moim blogu w linku – Czasem do nich wracam – . To prawda, że z niektórych książek się wyrasta, do niektórych wraca się ze wzruszeniem lub z innym spojrzeniem na życie…Miło było mi przeczytać, że lubisz muzykę i słowa piosenek Leonarda Cohena. Pozdrawiam serd.z życzeniami przyjemnego weekendu:)

  2. Dziękuję, za tyle miłych słów, tym bardziej, że znów była ciężka noc (chorobowo-dzieciowo), nie napisałam jeszcze książkach o P. Coelho przecież, byłam nawet na spotkaniu autorskim z nim, zresztą z Carrollem i ŚP. Whartonem także – przemili faceci w odbiorze.

    1. To Wharton nie żyje? Tak niedawno zaczęłam poznawać jego twórczość… Zaczęłam od ” Wieści ” przed B.Narodzeniem…Przykro mi.

  3. Kilka wspólnych tytułów mamy…i wiersze pisałam i pamiętniki,nawet zaczęłam historię życia spisywać.Zmykam do kuchni dekorować tort na 18-tkę.Pozdrawiam weekendowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *