„Morderstwa w Suffolk” – Anthony Horowitz

Anthony Horowitz – est angielskim pisarzem i scenarzystą popularnych seriali telewizyjnych, mistrzem budowania napięcia. Ma na swoim koncie wiele różnych nagród. Adaptował na potrzeby telewizji m.in. powieści Agathy Christie o Herculesie Poirot. Horowitz jest również autorem m.in. serii „Księga Pięciorga” oraz bestsellerowego cyklu o nastoletnim detektywie Aleksie Riderze. Po brawurowych „Morderstwach w  Somerset”, możemy delektować się kolejną z cyklu pt. „Morderstwa w Suffolk”.

okładkowo
Emerytowana redaktorka Susan Ryeland prowadzi ze swoim partnerem mały hotel na greckiej wyspie. Powinno to być życie, którego zawsze chciała… ale czy na pewno? Zmęczona obowiązkami i ciągłą walką, by wszystko działało, Susan zaczyna tęsknić za Londynem.
Wtedy pojawia się u niej para Anglików z dziwną prośbą. Opowiadają jej historię o morderstwie, do którego doszło w dniu ślubu ich córki Cecily, w tym samym hotelu, w którym miało się odbyć przyjęcie weselne. A kiedy dodają, że Cecily zniknęła kilka godzin po przeczytaniu kryminału, który Susan opracowywała kilka lat wcześniej, była redaktorka wie już, że musi wrócić do Londynu, żeby pomóc ją odnaleźć. Wygląda na to, że odpowiedzi na pytania, kto zabił i dlaczego zaginęła Cecily, kryją się na kartach tej powieści.
Susan nie wie jednak, że już wkrótce jej własne życie znajdzie się w niebezpieczeństwie…

Anthony Horowitz to mój ulubieniec od lat, jest on godnym następcą nie tylko Conan Doyla, Fleminaga, ale też Pani Christie. Jego powieści są tak wykreowane, że wszystko widzimy jakby „tu i teraz”, jakbyśmy patrzyli na całość z boku, jak reżyser pasjonującego filmu. Do tego ta cudowna szkatułkowość, och mało który pisarz tak potrafi, wierzcie mi. Uwielbiam powieści szkatułkowe już od czasu „Rękopisu znalezionego w Saragossie”.

Ale wracając do „Morderstw w Suffolk”, trzymają w napięciu od początku do samego baaardzo zaskakującego finału, podobnie jak pierwsza część czyli „Morderstwa w Somerset”, bo Horowitz i tutaj odwija fabułę kawałek po kawałek, fragment po fragmencie; otwiera kolejne drzwi i schowki. Do tego trzeba uważać na każdy nawet najdrobniejszy szczegół (tak, tak można robić notatki) :-), gdyż w zaczytaniu, mogą nam się mieszać fabuły, w końcu czytając jedną książkę czytamy ich więcej jednocześnie.

Mamy tu nie tylko suspens, tajemnice i zagadki, jest też spore podłoże obyczajowe (losy i rozterki) głównej bohaterki (narratora) jednej z fabuł.
Całość w brawurowych niemal sześciuset stronach, zawładnie waszym umysłem i sercem, bo tej prozy nie da się ani podrobić, ani zlekceważyć.
Ubolewam tylko nad tym, że nie mogłam za jednym podejściem przeczytać tej powieści, tylko czytać łapiąc chwilę pomiędzy obowiązkami, co jest bardzo irytujące. 

Bardzo chciałabym poznać współczesnego pisarza, który w podobny sposób radzi sobie ze słowem i fabułą, jak AH. Polecenia mile widziane.

Wyd. REBIS

Martwe lwy – Mick Herron

Mick Herron urodził się w Newcastle upon Tyne, ale obecnie mieszka w Oksfordzie. Autor ma na swoim koncie wiele poczytnych i nagradzanych książek, a „Kulawe konie” zyskały status jednej z dwudziestu najlepszych powieści szpiegowskich wszechczasów.

okładkowo
Kulawe konie, czyli niezadowoleni ze swojego losu agenci ze Slough House, królestwa Jacksona Lamba, zesłani na wieczne przekładanie papierów zamiast pracy w terenie, nieoczekiwanie dostają zadanie sprawowania pieczy nad odwiedzającym Londyn rosyjskim oligarchą. Tymczasem szpieg z czasów zimnej wojny zostaje znaleziony martwy w autobusie pod Oksfordem – zawał serca, który jest rzekomo powodem jego śmierci, nie daje spokoju Jacksonowi Lambowi. Irytujący wszystkich (na czele z własnymi pracownikami) Lamb zaczyna węszyć. Ile osób musi zginąć, żeby stare sekrety nie wyszły na jaw?

Po rewelacyjnych „Kulawych koniach” przyszedł czas na „Martwe lwy”, które (to WAŻNE) można spokojnie czytać, bez znajomości tej pierwszej. Wydarzenia (z Kulawych…) oraz postacie są przypomniane lub po krótce wyjaśnione, na zasadzie Who is Who, i co się zadziało poprzednio.
Podobnie jak w poprzedniej książce agenci jacy są każdy widzi, ze swoimi zaletami, wadami i problemami. Ale walczą niestrudzenie.

Książka narratora, bo dialogów niewiele, czyta się zaskakująco szybko jak na taka formę podania. Znamienna dla tego autora jest oszczędność środków, tu nie ma nic za dużo jest za to błyskotliwy (brytyjski i czasami czarny) humor, ironia oraz niesamowita przenikliwość (a to ostatnie nie wielu pisarzy potrafi). 

Mam ogromna chrapkę na kolejne części.

Wyd. Insignis

Tylko nie Podlasie – Sylwia Skuza

Sylwia Skuza to mazowszanko/kresowianka z pochodzenia, a prywatnie wielka miłośniczka Mazur i Podlasia… Z wykształcenia językoznawca. „Tylko nie Mazury” były jej debiutem literackim, a teraz w moje ręce trafiła kontynuacja perypetii (różnej maści) dzielnego Groma pt. „Tylko nie Podlasie”. 

okładkowo
Pomimo, że akcja powieści rozpoczyna się w Wenecji, to jej sercem jest tytułowe Podlasie. Nie oznacza to jednak, że komisarz Gromosław Sidorowicz porzucił ukochane Mazury.
Testament dziadka, zagadkowo złożony u podlaskiego notariusza, nakłada na Groma obowiązek wypełnienia jego ostatniej woli – odnalezienia śladów po zaginionych w 1946 roku mężczyznach z okolic Dubicz Cerkiewnych.

Równolegle z tymi poszukiwaniami Sidorowicz podejmie się pomocy w ustaleniu losów prawosławnego duchownego, który niespodziewanie zniknął z parafii z dużą sumą pieniędzy.
Chęć niesienia pomocy wplącze policjanta nie tylko w szereg zagadkowych zabójstw i wyczerpującą podróż po podlaskich drogach, ale też pogmatwa działania polskich i watykańskich służb specjalnych.

Grom, podobnie jak podążająca za nim udręczona kryzysem wieku dojrzałego matka, nie spotka na Podlasiu szeptuch, ale odnajdzie – dosłownie i przenośnie – znacznie więcej niż by się spodziewał.

„Czekała, czekała i się doczekała…” – jakby to powiedziała babka z Podlasia. A na co czekała? Ano, na kolejną książkę Sylwii Skuzy. Widać, że autorka obrała ciekawy kierunek fabularny (i to za pomocą jednego bohatera), bo już obskoczyła drugi region ściany wschodniej naszego pięknego kraju 🙂

Ale na poważnie. Sama jako Podlasianka (Podlasie południowe, na pograniczu z Mazowszem), byłam bardzo ciekawa tej książki) nie żeby sie tam czepiać, ale zobaczyć jak jej poszło.
„Poszło czołgiem na pograniczu…”, bardzo realistycznie, do rzeczy i mega skrupulatnie, ale w tym najlepszym znaczeniu. Wydawało mi się, że skoro z stamtąd pochodzę, to wszystko już tam widziałam i wiem, a tu guzik.
Już podczas lektury notowałam sobie różne sprawy i miejsca, które jeszcze musze „obadać” lub obejrzeć. 

Autorka oprócz znanych, mniej lub bardziej lubianych bohaterów przedstawiła nam nowych (równie ciekawych) zwłaszcza jeden Włoch dobrze tutaj wypadł (aż się prosi o jego historię w osobnej książce.
Pięknie i z czułością oddane wszelkie okoliczności przyrody, wierzeń, obrzędów itd. 

Nie można też odmówić książce aktualności (covidowej), bo akcja dzieje w realiach pandemicznych, które dotykają niektórych bohaterów. Dobrze pokazane realia tego czasu na tle całej podlaskiej społeczności.

Całość mogłaby być większa objętościowo, wątki jeszcze bardziej rozwinięte, ale wtedy to musiałaby powstać co najmniej trylogia, bo kochani Podlasie jest tak bogatym i niezmierzonych (nie tylko pisarsko regionem), że niespełna 400 stron…to za mało.

Polecam. Do poznania pióra autorki, jak i samego regionu.

Wyd. MG 

Nurt – Tim Jonson

Tim Johnston – amerykański pisarz oraz nauczyciel kreatywnego pisania. Oprócz książki pt. „W dół” napisał powieść dla młodzieży Never So Green (2002) i zbiór opowiadań Irish Girl (2009). Opowiadania Johnstona ukazywały się m.in. w „New England Review”, „New Letters”,  „Best Life Magazine”. Jego najnowsza książka nosi tytuł „Nurt”.

okładkowo
Kiedy dwie młode kobiety opuszczają kampus uczelni w środku zimy i jadą ponad tysiąc kilometrów na północ do Minnesoty, nagle – dosłownie kilka kilometrów od domu – muszą walczyć o życie w lodowatych wodach rzeki Black Root. Jednej udaje się przeżyć. Śmierć drugiej – a właściwie morderstwo – jak obuchem uderza w mieszkańców małego miasteczka, przypominając o innej młodej kobiecie, która straciła życie w tej samej rzece dziesięć lat wcześniej i której niewykryty zabójca wciąż może mieszkać wśród nich. (…) Dziewczyna, która przeżyła lodowatą kipiel, nie może uwolnić się od poczucia, że ​​wiąże ją tą wcześniej nierozwiązaną sprawą coś więcej niż tylko rzeką.
Wkrótce zostaje zmuszona podjąć własne dochodzenie. Przy tej okazji wyjdą na wierzch dawno skrywane sekrety i powróci przemoc, która od dawna kłębi się tuż pod powierzchnią miasta. Upiory zamrożone w czasie, duchy i demony, oskarżeni i winni, wszyscy budzą się do życia w tym skutym śniegiem i lodem północnym mieście, gdzie nie można czuć się bezpiecznie.



Lubię wszelkie powieści dziejące się na tak zwanym „zazadziu” a jak amerykańskim, to już w ogóle bajka, choć bajką nie jest…
Tak okazało się i tutaj,  gdzie wnikliwie nakreślony obraz amerykańskiej prowincji daje dużo do myślenia. Bolesny realizm wali pięścią między oczy i nie ma, że boli. 

Jednak jeśli pokusimy się o określić gatunek literacki, możemy mieć problem, bo nie jest to klasyczny thriller ani kryminał, to coś z „elementami” jednego i drugiego. Najbliżej chyba książce do dramatu w powieści obyczajowej. 

Klimat i akcja są budowane powoli, bez pośpiechu – uwierzcie atmosfera jest niesamowita. Świetna konstrukcja bohaterów, a i językowo bardzo wprawnie napisana (mnie nic nie zgrzytało).  

Jest fascynująco i mrocznie bez dwóch zdań.  
A ja już czekam na kolejną książkę autora.

Wyd. Marginesy

Bodaj Budka – Natałka Babina

Natalka Babina (ur. 1966) białoruska dziennikarka i pisarka ukraińskiego pochodzenia. Urodziła się jako Natalla Dyńko we wsi Zakazanka. Wychowana na pograniczu kultur – białoruskiej, ukraińskiej i polskiej. Napisała trzy książki: zbiór opowiadań Krywi nie pawidna być widna, powieść Miasto ryb oraz najnowszą pt „Bodaj Budka”. Mieszka w Mińsku, pisze po białorusku i ukraińsku. Ma troje dzieci. W reportażu z podróży po Polsce, wyraziła opinię o Podlasiu:”Po drodze z Lublina do Białegostoku przejeżdżasz jakąś granicę – i rozumiesz: a oto i w Polsce zaczyna się moje!

okładkowo
Nikt tak jak Natałka Babina nie łączy sielskości białoruskiej wsi ze złem, które czai się w ukryciu …
Ktoś cichy milczy w ciemności… Strach wyjść z domu, strach w domu pozostać… Wśród lasów i mokradeł czai się zło, obce, nieznane… A może nie, może właśnie znane, może takie, które zawsze było obok i które sami sprowadziliśmy naszym codziennym zaniedbaniem, naszą bylejakością, tumiwisizmem… Otworzyliśmy przed nim wrota i z głębokim ukłonem zaprosiliśmy do siebie…W swej najnowszej książce Natałka Babina stawia okrutną diagnozę naszemu zakątkowi Europy. Przestrzega przed tym, co się może stać z ludźmi, którzy tracą własną tożsamość, przestają czuć wibrację i rytm swojej ziemi. „Bodaj Budka” to powieść, której akcja rozgrywa się trochę na wschód od nas, za pilnie strzeżoną granicą, ale na tyle blisko, że my też powinniśmy wytężyć wzrok i słuch…

Babina szarżuje bez dwóch zdań i jak się okazuje nie na darmo czekałam dziesięć lat na jej kolejna powieść. Książka ponownie brawurowa, dziejąca się tu i teraz choć z posmakiem fantastyczno-sensacyjno-obyczajowo-horrorowym – do którego (mimo całej mojej sympatii dla jej prozy) musiałam się przyzwyczaić… Było warto! 
Mamy tutaj gorzką refleksję dotycząca współczesnego społeczeństwa i jego kondycji wewnętrznej, ale też obraz niebezpiecznych zmian jakie zachodzą na świecie (wątek historyczny).

Powieść jest o tyle specyficzna, że trudno ją jednoznacznie określić, każdy czytający może dostrzec w niej coś innego, ważnego dla siebie, choć w sumie jest bardzo uniwersalna, to jej akcja mogłaby się dziś w wielu krajach czy grupach etnicznych. Autorka kreuje mocny przekaz o tym jak ważna jest nie tylko wiedza o tym skąd pochodzimy i kim jesteśmy ale też o potrzebie podtrzymywania tradycji i pamięci.
Lektura nie łatwa, bo bardzo, bardzo zmuszająca do myślenia, a dziś już nie każdy lubi „myśleć”… Ja akurat lubię i polecam! 

Wyd. REBIS



Tylko nie Mazury – Sylwia Skuza

Sylwia Skuza to mazowszanka i wybuchowa mieszanka pisarska, prywatnie miłośniczka Kresów, Mazur i Podlasia… Z wykształcenia językoznawca. „Tylko nie Mazury” jest jej debiutem literackim. Autorka to także koneserka dobrej kuchni oraz miłośniczka sów i sówek w każdej postaci 🙂

okładkowo
Świetnie rozwijająca się kariera młodego policjanta zostaje niespodziewanie zastopowana przez wpływowego polityka za podjęcie interwencji przeciwko jego córce. Komisarz Gromosław Sidorowicz zostaje czasowo przeniesiony z Warszawy na mały komisariat na Mazurach. Pierwszy dzień pobytu w nowym miejscu jest jednocześnie początkiem śledztwa w sprawie zabójstwa.

Sidorowicz musi wyjaśnić zagadkowe morderstwo rolnika, którego ciało, z historyczną zapinką wbitą w szyję, znaleziono porzucone na bagnach. Policjant musi jak najszybciej ustalić, czy mieli z tym coś wspólnego amerykańscy żołnierze kręcący się w pobliżu miejsca morderstwa, czy też może powinien szukać zabójcy wśród licznych wrogów zabitego rolnika. Od tego momentu przeszłość stale będzie się splatać z teraźniejszością, nie tylko w wymiarze historycznym, ale także i duchowym. Duchowość jest w powieści drugim, prawie równoległym do zabójstwa, wątkiem. Oprócz spotkania z przyjacielem z dawnych lat, Sidorowicz poznaje osoby i miejsca, które nie tylko nieodwracalnie wpłyną na jego dalsze życie, ale też stanie się to w taki sposób, jakiego niekoniecznie by sobie życzył.


Tytuł „Tylko nie Mazury” zachęcił najpierw okładką, wiadomo klient „kupuje oczami”. Opis z tyłu książki okazał się dodatkową zachętą. Mimo wydawałoby się ogranego pomysłu – glina za przewiny zesłany na prowincję, rzecz jest zaskakująco świeża i dopracowana w detalach. A ja wybredna jestem – czytałam ją po bardzo dobrej Ilarii Tuti… to i wymagania miałam spore 🙂

Intryga kryminalna wciąga, bo cały czas się kombinuje – kto zabił.
Postacie fajnie wykreowane i „charakterne” no przynajmniej kilka, moją ulubienicą okazała się mała dziewczynka o innym imieniu na każdy dzień (nawet raz miała moje imię), bez Ludmiły też byłoby nudniej (skradła moje serce scena z książkami)… Rodzina głównego bohatera, wiarygodnie nakreślona z ich wzajemnymi relacjami, miłością, oddaniem ale i ekscentrycznością. Humor autorki udzielił się również mi (chyba mamy podobny po prostu 🙂 ).
Jednak największy szacunek mam za ogrom informacji o Prusach, o historii, wierzeniach, siedemdziesięciu procent z nich kompletnie nie znałam. Na opisywanych terenach co prawda byłam rok temu, ale na pewno jeszcze tam wrócę, czyli oby Mazury jak najczęściej.

Czekam na jej kolejne książki, może coś z akcją na Podlasiu?


Wydawnictwo MG



Kobieta w mroku – Vanessa Savage

Vaness Savage jest graficzką oraz ilustratorką. Dwukrotnie zdobyła walijskie stypendium literackie, jest też laureatkaą konkursu „First Crimes” wydawnictwa Myriad Editions. U nas ukazała się jej książka pt. „Kobieta w mroku”.

okładkowo
Po śmierci matki Sarah popada w depresję i przedawkowuje tabletki nasenne. Choć twierdzi, że to był wypadek, jej mąż Patrick i ich nastoletnie dzieci, nie są pewni czy mogą jej wierzyć. Patrick postanawia zacząć wspólne życie od nowa – tak się składa, że dom w którym mieszka jako dziecko, właśnie wystawiono na sprzedaż. Cena jest zaskakująco niska, ale umowa ma haczyk: piętnaście lat temu ściany rezydencji były świadkami brutalnego morderstwa żyjącej tam rodziny…

Nie będzie to przesadą, jeśli napiszę, że ta książka jest w pierwszej piątce najlepszych z tego roku (przeczytanych przeze mnie) – serio nie sądziłam, że jakiś thriller jeszcze jest w stanie tak mnie wciągnąć i zaskoczyć.

„Kobieta w mroku” na pewno wyróżnia się na tle innych z tego gatunku. – choć w sumie jest kilku gatunków mieszaniną (thriller, powieść grozy, sensacyjna). Sama historia ciekawa, mimo średniej oryginalności, za to jest klimat no i zakończenie, to już jazda bez trzymanki.

Na pewno spodoba się tym, którzy lubią elementy grozy w tego typu książkach. Plus – świetnie trzyma w napięciu i każe czytać, czytać, czytać, aby dowiedzieć się co dalej, co dalej, co dalej…
Polecam!

Wyd. Sonia Draga



Czy mnie słyszysz? – Elena Varvello

Elena Varvello to włoska pisarka, urodzona w 1971 roku w Turynie. Jest absolwentką studiów kreatywnego pisania oraz autorką dwóch tomików poezji, wielokrotnie nagradzanego zbioru opowiadań „L’economia delle cose” oraz powieści „La luce perfetta del giorno”. Jak sama mówi: „Nade wszystko życie jest największą tajemnicą – i staramy się go uhonorować poprzez pisanie”. Jej Czy mnie słyszysz? – niedawno przeczytałam.

okładkowo:
Elia ma szesnaście lat. Mieszka z matką i ojcem w małym włoskim miasteczku, w którym wszyscy się znają i życie toczy się powoli. Kiedy bankrutuje jedyny w okolicy zakład, ojciec zostaje bez pracy. Chłopiec obserwuje zmiany w zachowaniu ojca i próbuje je zrozumieć. Matka przekonuje go, że wszystko jest w porządku.

Pewnego dnia w tajemniczych okolicznościach ginie dziecko… W tym czasie Elia poznaje nowego kolegę i pierwszą, szaleńczą miłością zakochuje się w jego matce. Wkrótce miasteczko porusza kolejne wydarzenie… Rośnie napięcie, mnożą się podejrzenia…

Powieść Eleny Varvello pochłania czytelnika bez reszty i fascynuje oryginalnym językiem. Pełna niepewności i grozy atmosfera oraz tajemnicze wydarzenia intrygują na równi z zagadkowymi zmianami w emocjach, przeżyciach i zachowaniach bohaterów. Porywająca, zaskakująca na każdej stronie lektura.

Elena Varvello z powodzeniem łączy w swojej książce thriller, kryminał, romans i elementy powieści psychologicznej. Akcja przenosi nas do roku 1978, do małego włoskiego miasteczka. Elia ma szesnaście lat i wkrótce przeżyje swoją pierwszą, wielką miłość – miłość „zakazaną”. Wraz z burzą hormonów i emocji przez jego życie przetoczy się prawdziwy huragan, który zburzy nie tylko fundamenty rodziny młodego chłopaka, ale też spokój i poczucie bezpieczeństwa mieszkańców miasteczka. Elena Varvello zabiera czytelnika w niezwykłą podróż do świata bez telefonów komórkowych i Internetu; do świata, który kończy się tam, gdzie znana, najbliższa okolica; do świata bez perspektyw; do świata wielkiej, ślepej miłości; do świata namiętności i tajemnic; wreszcie – do świata chorej psychiki, która, choć nie chce, krzywdzi innych.

Elia jednego dnia jest zakochanym podlotkiem, drugiego zaś musi poradzić sobie z ciężarem bycia synem mężczyzny, który „zaciągnął do lasu dziewczynę”. Autorka pozwala nam nie tylko obserwować jak wydarzenia pamiętnego lata wpływają na chłopaka, ale też zaprasza czytelnika w pełen pytań i niewiadomych świat dojrzewającego i zagubionego między prawdą, kłamstwem, wyobraźnią i emocjami bohatera. Trzymająca w napięciu narracja nie pozwala oderwać się od książki aż do ostatniej strony. Mi nie pozwoliła J.

  Wyd. Literackie

Kobieta w oknie – A.J.Finn

A.J. Finn, pod tym pseudonimem kryje się całkiem przystojny młody pisarz, którego książka pt. Kobieta w oknie ma właśnie premierę. Ten debiut literacki został sprzedane do 40 krajów. To prawdziwy rekord popularności!
„W tym diabolicznie porywającym thrillerze nikt – i nic – nie jest tym, czym się wydaje!”

okładkowo
Czy zawsze można wierzyć własnym oczom? Anna Fox straciła wszystko: szczęśliwą rodzinę, pracę oraz zdrowie. Od miesięcy nie postawiła stopy za progiem domu. Całe dnie spędza w Internecie, przed telewizorem lub szpiegując sąsiadów za pomocą aparatu fotograficznego. Pozbawiona własnego życia coraz bardziej zaczyna przeżywać cudze… Najwięcej uwagi poświęca Russellom, rodzinie nowej w tej okolicy i tak podobnej do tej, którą jeszcze niedawno sama miała. Jednak pewnej nocy widzi coś, czego nie powinna oglądać. Jej świat się rozpada, a na jaw wychodzą szokujące sekrety. Co jest prawdą, a co zmyśleniem? Kto jest w niebezpieczeństwie, a kto panuje nad sytuacją?

Mocny debiut, świetnie poprowadzona inteligentna intryga. Zawikłana i zaplątana też jak trzeba. Znajdziemy sporo klimatycznych nawiązań do „kina noir”. W myśl zasady „im dalej w las, tym więcej drzew” tak i tu „im dalej w książkę tym mroczniej…”, a napięcie momentami naprawdę sięga zenitu.

Fabuła jest nieprzewidywalna, a tropy mylące. jest Thriller, sensacja i kryminał w jednym, do tego wszystko dzieje się w końcu na niewielkiej powierzchni metrażowej biorąc to dosłownie.

Podsumowując Kobieta w oknie jak już raz cię porwie, to trzyma w objęciach (i to mocno) aż do samego końca.  Ja czekam na kolejne książki tego autora.

 

 

 Wyd. W.A.B.

Ostatnie srebrniki – Tadeusz Biedzki

Tadeusz Biedzki (ur. 21 marca 1953 r.) – polski pisarz, dziennikarz, podróżnik, przedsiębiorca i dyplomata. Autor książek podróżniczych i powieści sensacyjno-historycznych. Nagrodzony m.in. Bursztynowym Motylem im. Arkadego Fiedlera za książkę „W piekle eboli”. Podróżnik wędrujący z żoną Wandą głównie po Trzecim Świecie. Właściciel kilku firm. Konsul honorowy Republiki Łotewskiej w Katowicach.

okładkowo
W tureckiej części Nikozji żona autora kupuje starą, drewnianą szkatułkę. Trzy miesiące później w kościele w Barcelonie zamordowany zostaje kapłan. Co łączy te dwa fakty? Jaki jest ich związek z wydarzeniami w Jerozolimie sprzed dwóch tysięcy lat? I dlaczego skutkują aktami terrorystycznymi we współczesnej Europie? Jaką rolę odgrywa w nich założony w 2012 roku w Hiszpanii Zakon Piłata i Judasza? Próba rozwiązania tych zagadek okaże się śmiertelnie niebezpieczna.
Autor – wzorem Dana Browna i Umberto Eco – po mistrzowsku prowadzi nas przez zaułki historii, pokazując, jak wydarzenia z przeszłości wpływają na jej bieg, wywołują tragiczne skutki w ciągu dwóch tysięcy lat i powodują śmiertelne zagrożenie dla współczesnych Europejczyków. Historia, sensacja i kryminał w jednym.

W książce przeplatają się dwie płaszczyzny: jedna historyczna, druga współczesna.  Niby nic zaskakującego, jeśli chodzi o konstrukcję fabuły, ale zaskakująco dobrze napisane i połączone w całość. A intryga odkrywa się czytającemu karta po karcie.

Fragmenty historyczne wciągają mocno te współczesne ciut mniej, choć faktycznie jest jakieś podobieństwo do literatury popełnianej przez Dana Browna. In plus przypisy – dawno już nie miałam z nimi do czynienia w książce (a tu i potrzebne i pomocne w odbiorze).

Fabuła biegnie szybko, książka nie jest za obszerna, wiec stanowi świetną rozrywkę na jesienny wieczór, z lampką wina, czy rozgrzewającą herbatką.
Było to moje pierwsze spotkanie z prozą Biedzkiego i na pewno nie ostatnie.

 

 Wyd. Bernardinum