Tylko nie Mazury – Sylwia Skuza

Sylwia Skuza to mazowszanka i wybuchowa mieszanka pisarska, prywatnie miłośniczka Kresów, Mazur i Podlasia… Z wykształcenia językoznawca. „Tylko nie Mazury” jest jej debiutem literackim. Autorka to także koneserka dobrej kuchni oraz miłośniczka sów i sówek w każdej postaci 🙂

okładkowo
Świetnie rozwijająca się kariera młodego policjanta zostaje niespodziewanie zastopowana przez wpływowego polityka za podjęcie interwencji przeciwko jego córce. Komisarz Gromosław Sidorowicz zostaje czasowo przeniesiony z Warszawy na mały komisariat na Mazurach. Pierwszy dzień pobytu w nowym miejscu jest jednocześnie początkiem śledztwa w sprawie zabójstwa.

Sidorowicz musi wyjaśnić zagadkowe morderstwo rolnika, którego ciało, z historyczną zapinką wbitą w szyję, znaleziono porzucone na bagnach. Policjant musi jak najszybciej ustalić, czy mieli z tym coś wspólnego amerykańscy żołnierze kręcący się w pobliżu miejsca morderstwa, czy też może powinien szukać zabójcy wśród licznych wrogów zabitego rolnika. Od tego momentu przeszłość stale będzie się splatać z teraźniejszością, nie tylko w wymiarze historycznym, ale także i duchowym. Duchowość jest w powieści drugim, prawie równoległym do zabójstwa, wątkiem. Oprócz spotkania z przyjacielem z dawnych lat, Sidorowicz poznaje osoby i miejsca, które nie tylko nieodwracalnie wpłyną na jego dalsze życie, ale też stanie się to w taki sposób, jakiego niekoniecznie by sobie życzył.


Tytuł „Tylko nie Mazury” zachęcił najpierw okładką, wiadomo klient „kupuje oczami”. Opis z tyłu książki okazał się dodatkową zachętą. Mimo wydawałoby się ogranego pomysłu – glina za przewiny zesłany na prowincję, rzecz jest zaskakująco świeża i dopracowana w detalach. A ja wybredna jestem – czytałam ją po bardzo dobrej Ilarii Tuti… to i wymagania miałam spore 🙂

Intryga kryminalna wciąga, bo cały czas się kombinuje – kto zabił.
Postacie fajnie wykreowane i „charakterne” no przynajmniej kilka, moją ulubienicą okazała się mała dziewczynka o innym imieniu na każdy dzień (nawet raz miała moje imię), bez Ludmiły też byłoby nudniej (skradła moje serce scena z książkami)… Rodzina głównego bohatera, wiarygodnie nakreślona z ich wzajemnymi relacjami, miłością, oddaniem ale i ekscentrycznością. Humor autorki udzielił się również mi (chyba mamy podobny po prostu 🙂 ).
Jednak największy szacunek mam za ogrom informacji o Prusach, o historii, wierzeniach, siedemdziesięciu procent z nich kompletnie nie znałam. Na opisywanych terenach co prawda byłam rok temu, ale na pewno jeszcze tam wrócę, czyli oby Mazury jak najczęściej.

Czekam na jej kolejne książki, może coś z akcją na Podlasiu?


Wydawnictwo MG



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *