Leniwe wieczory, burzliwe poranki – Alina Białowąs

Alina Białowąs – urodziła się we Wrocławiu i mieszka w nim do dzisiaj. Miłośniczka książek, bez których nie wyobraża sobie życia. Interesuje się psychiką kobiecą i jej dojrzewaniem do różnych etapów życia. Lubi obserwować ludzi. Ma ogromne poczucie humoru oraz dużo pozytywnej energii, którą chętnie obdarza znajomych. Zadebiutowała książką „Galeria uczuć”, która została bardzo ciepło przyjęta przez czytelników. Jej najnowsza książka (II cześć nowego cyklu) nosi tytuł: „Leniwe wieczory, burzliwe poranki”.

okładkowo
Po nieoczekiwanym i ukradkowym wyjeździe męża do Japonii Ewelina zdobywa jego adres i postanawia złożyć mu niespodziewaną wizytę. Jednak zanim jeszcze postawi stopę na lotnisku, uświadamia sobie, że Radek nie był z nią szczery i zataił ważne sprawy. Wściekła i rozżalona zostaje w Polsce, próbując sobie poradzić z nawałem emocji: rano nienawidzi Radka, po południu go kocha, a wieczorem nienawidzi za to, że go kocha. Ewelina ma wybuchowy charakter i jest kąpana w gorącej wodzie, więc zanosi się na to, że nigdy nie odzyska spokoju i już do końca życia będzie się miotać pomiędzy sprzecznymi uczuciami, zawieszając na kołku swoje małżeństwo. Na szczęście jej matka wraz z przyjacielem Gwidonem postanawiają wziąć sprawy we własne ręce, zapewniając Ewelinie całodobowy kontakt z „osobistym trenerem personalnym”. Ale czy to wystarczy, żeby kobieta odzyskała równowagę i wybaczyła Radkowi? Czy doceni go dopiero, kiedy poczuje, że może go stracić?

Książki Pani Aliny Białowąs, to dla mnie zawsze fantastyczna przygoda, kupa śmiechu ale i refleksji, bo przecież jedno drugiemu nie przeszkadza. Po pierwszym tomie, zapowiadało się wiele i faktycznie wiele się dzieje, choć większość w głowie samej bohaterki, lub podczas jej rozmów telefonicznych. Ewelina jest niczym żmija kąsająca własny ogon, którym się niemal dławi, na szczęście do czasu… bo w końcu „wszystko przemija – nawet najdłuższa żmija”.

Pisarka potwierdza swoją doskonałą literacką formę, dzięki której „Leniwe wieczory…” są skarbnicą trafnych spostrzeżeń dotyczących ludzkiej jakże złożonej (i pokręconej) natury.
Wszystko zostało oczywiście okraszane dobrym, momentami wręcz wisielczym humorem – moim zdaniem to już znak rozpoznawczy autorki 🙂 Do tego świetne wprowadzenie końcowego bohatera… a zakończenie, no cóż – chapeau bas.

Polecam nie tylko na święta, bo wierzcie mi nikt lepiej spraw ważnych i poważnych niepoważnie nie ujmie, nie umniejszając przy tym ich znaczenia. Warto.


Szczęście pod stopami – Renata L. Górska

Renata L. Górska, której książki znam i czytam od wielu lat pojawiła się na naszym rynku wydawniczym z kolejna książką pt. Szczęście pod stopami.  Do tej pory jej autorstwa ukazały się: Cztery pory lataZa plecami anioła, Błędne siostry, Przyciąganie niebieskie, Historia kotem się toczy oraz Gdy ucicha ocean
O swoim pisaniu mówi niezmiennie: Piszę, ponieważ jednego życia mi mało? Możliwe. Renata oznacza bowiem odrodzona, urodzona na nowo. 

okładkowo
Troje pod jednym dachem: nie matka, nie ojciec i nie ich córka. Czy taki układ ma szansę się sprawdzić? Monika opiekuje się dzieckiem swojej siostry i choć jednocześnie wciąż ma nadzieję na założenie własnej rodziny, wydaje się szczęśliwa i spełniona. Kiedy przewrotny los stawia na jej drodze mężczyznę, który burzy jej spokój – nie zamierza na to pozwolić i dać się ponieść emocjom. Zwłaszcza że od pierwszej chwili jest świadoma jego specyficznych zainteresowań; przecież między innymi właśnie z tego powodu zdecydowała się wynająć mu pokój… Powieść z tajemnicą w tle, w której nic nie jest takie, jak się początkowo wydaje.


Podobnie jak w poprzednich powieściach autorka i tutaj stworzyła wspaniały klimat, który chwyta za serce i „masuje” duszę, jednocześnie zmuszając do refleksji. Podczas lektury zastanowimy się nie raz i nie dwa nad sobą, innymi, czy relacjami w których tkwimy – na które często się godzimy.

„Szczęście pod stopami” wciąga powoli ale skutecznie, sprawiając, że chcemy więcej i więcej (dobrze, że ma tyle stron :-).
Postacie wiarygodnie nakreślone – nie za ckliwe, ani zbyt papierowe – za co od lat cenię autorkę.

Subtelne i właściwe autorce poczucie humoru, sprawia, że czytanie jej powieści zawsze jest niesamowitą przygodą. 

Jak zawsze po zakończeniu mało mi i chciałabym więcej. Czyli już czekam niecierpliwie. 

Wyd. REPLIKA

Bezsenne noce, senne dni – Alina Białowąs

Alina Białowąs – urodziła się we Wrocławiu i mieszka w nim do dzisiaj. Nie wyobraża sobie życia bez książek. Interesuje się psychiką kobiecą i jej dojrzewaniem do różnych etapów życia. Lubi obserwować ludzi. Ma ogromne poczucie humoru i dużo pozytywnej energii, którą chętnie obdarza bliskich znajomych. Zadebiutowała książką Galeria uczuć, która została bardzo ciepło przyjęta przez czytelników. jej następne książki to Obudź się KarolinoZaufaj mi Karolino i Zostań ze mną Karolino. A jej najnowsza książka (I cześć nowego cyklu) nosi tytuł: Bezsenne noce, senne dni.

okładkowa
Gdyby któregoś dnia nie naprawiono latarni ulicznej, a jej światło nie wpadałoby do sypialni Eweliny i Radka – ona spałaby przytulona do boku męża, a nie każdej nocy wpatrywała się w jego twarz i wspominała początki ich znajomości oraz pierwszą randkę, po której poczuła się zakochana. Teraz dotarło do niej, że to nie było zakochanie, tylko zauroczenie. I gdyby można było cofnąć czas – nigdy nie wyszłaby za Radka, bo ona – Ewelina Rita, z drugim imieniem po prababce, wywodzącej się z ziemiaństwa, popełniła mezalians, wiążąc się z chłopakiem urodzonym na wsi. Co prawda podobnym do Roberta Redforda, ale tylko z urody, nie z charakteru. W wyobraźni Eweliny – Robert Redford był męski i stanowczy.
Analizując swoje małżeństwo – Ewelina dochodzi do wniosku, że pozbędzie się Radka. Jeszcze nie wie jak to zrobi – bo ani morderstwa ani rozwodu nie bierze pod uwagę. Ona nie chce być rozwódką ani wdową. Ona chce być jedynie kobietą samotną. Ale nie osamotnioną.
Jako kobieta samotna, ale nie osamotniona, będzie mogła wieść życie zupełnie innego od tego, jakie wiedzie w małżeństwie; kłótliwe i nudne.


Książki Aliny Białowąs znam i cenię od lat (wszystkie były recenzowane na tym blogu). Jej proza jest zawsze gwarantem nie tylko lekkiej i przystępnie napisanej prozy, ale przede wszystkim wnikliwej obserwacji nas samych, takich jakimi jesteśmy także w związkach z innymi ludźmi. 
Jej zmysł obserwacji niekiedy mocno zadziwia, a nietuzinkowe poczucie humoru szczerze bawi. Wcześniejsze powieści autorki skłaniały do refleksji podobnie jest i tym razem. Czytając Bezsenne… w uśmiechu niekiedy przez łzy odnajdujemy wiele z tego co znamy na co dzień.

Podsumowując prawda i racje zawsze leża gdzieś po środku, pomiędzy bezsennymi nocami a sennymi dniami… A ja zachęcam do lektury serdecznie.

Wyd. REPLIKA





Wszystkie barwy roku. Wyjątkowe opowieści na 12 miesięcy – Iwona Czarkowska, Anna Klejzerowicz i inni…

Dwanaście pisarek, dwanaście miesięcy, książka pt Wszystkie barwy roku. Wyjątkowe opowieści na 12 miesięcy – to idealna lektura na… koniec roku właśnie.  Z przyjemnością zagłębiłam się w te magiczna lekturę.

okładkowo
Dwanaście miesięcy, dwanaście ocieplających serce opowiadań i trzynaście świetnych pisarek. Dzień Babci, Dzień Przytulania, Wielkanoc. Zagubiona w czasie i przestrzeni tajemnicza Wigilia… To tylko niektóre z tematów, które wzięły na swój warsztat.
Historie refleksyjne, pełne radości i smutku, współczesne, ale również te zaklęte w przeszłości. Żartobliwe, poważne, lekkie, ale zawsze niosące nadzieję, pokazujące, że wszystko jest w naszych rękach. Opowieści dla córki, dla mamy i dla babci.

Lubię od czasu do czasu popełnić czytelniczo tak różnorodny zbiór opowiadań… Gdzie każde jest o czymś innym, napisane innym stylem, innym rodzajem wrażliwości i humoru :-), zaś całość spięta cudowną wędrówką przez miesiące i pory roku, przez różne nastroje, sytuacje i bohaterów.

Jest moc wzruszeń, zadumy i uśmiechu. Wachlarz emocji rozłożony maksymalnie zapewnia niezapomniane chwile z ta książką.
Wyśmienity pomysł na prezent w zasadzie dla każdego. Do czytania w samotności lub w otoczeniu najbliższych przy choince w oczekiwaniu na Nowy lepszy czas, na spełnienie nadziei i marzeń…

 

 Wyd. Replika

autorki:
Iwona Czarkowska Hanna Greń Małgorzata Hayles Magdalena Kawka Anna Klejzerowicz Joanna Kruszewska Karolina Kubilus Monika Orłowska Joanna Sykat Edyta Świętek Hanna Urbankowska Iwona J. Walczak Iwona Małgorzata Żytkowiak

Nic się nie kończy – Joanna Kruszewska

Joanna Kruszewska (1976) mówi o sobie, że wywodzi się z rodziny czytającej, nie będzie więc żadnym zaskoczeniem, jeśli powiem, że w jej książkach widać oczytanie i obeznanie z literaturą autorki. Pochodząca i mieszkająca w Białymstoku pisarka swoje życie zawodowe chciała związać z pracą z najmłodszymi, na Uniwersytecie Warszawskim ukończyła wydział pedagogiczny, edukacja początkowa z reedukacją. Pisanie jest jej pasją, którą realizuje z powodzeniem już od prawie 10 lat! Pierwszą książkę – Aby do mety – wydała w 2009 roku, a najnowsza  nosi tytuł Nic się nie kończy.

okładkowo:
Gdy brakuje kogoś, kto przejmie dziedziczony z pokolenia na pokolenie sad i związane z jego prowadzeniem obowiązki, pozostaje tylko jedno – sprzedaż. Majątek musi zostać przekazany zupełnie obcej osobie, profity zaś sprawiedliwie podzielone pomiędzy wszystkich członków rodziny. Okazuje się jednak, że sprawiedliwość jest pojęciem względnym, a pieniądze należą się przede wszystkim najstarszej właścicielce. Przełomowy moment w życiu rodziny Bialickich daje początek i pisze całkiem nowy, niekoniecznie przez wszystkich akceptowany scenariusz. Znający się przez całe życie członkowie rodziny nagle zaczynają postrzegać siebie nawzajem w inny sposób. Czy lepszy?

Kruszewska w swojej najnowszej książce udowadnia, że nigdy nie jest za późno na to, aby żyć chwilą, aby robić to, co podpowiada serce, aby wreszcie przestać się przejmować „co ludzie powiedzą” i skupić się na sobie. Halina, seniorka rodu, całe życie starała się nie przeszkadzać innym: usuwała się w cień, była pokorna, posłuszna, nie narzekała. Gdy jednak jej rodzina podejmuje decyzję o sprzedaży rodzinnego majątku i podziale pieniędzy, znajduje w sobie odwagę, by, nie oglądając się na innych, zawalczyć o swoje szczęście. Pojawia się pytanie: gdzie kończy się granica kompromisu a zaczyna życie pod czyjeś dyktando. Pokazuje też, że odwaga jest zaraźliwa i daje inspiracje dla innych.

Nic się nie kończy to ciepła i pełna słońca opowieść, która w swej mądrości zwraca uwagę czytelnika na nieocenioną wartość jaką jest rodzina, zwłaszcza jej seniorzy. Joanna Kruszewska subtelnie, acz konkretnie, pyta swoich czytelników, jak oni postrzegają swoich dziadków, pradziadków. Czy znajdują dla nich czas, tak jak oni znajdowali go ilekroć wnuki prosiły „opowiedz mi bajkę”. Czy w oczach dorosłych wnuków, dziadkowie nie stają się jedynie „dodatkiem”, który ma pomagać i patrzeć z dystansu jak oni zdobywają świat… Jeśli tak jest, to życie może jeszcze mocno zaskoczyć bo absolutnie nic się nie kończy – każda chwila jest dobrym momentem na nowy początek.

 Wyd. Replika

Nawiedzony dom na wzgórzu – Shirley Jackson

Shirley Jackson (14 grudnia 1916 – 8 sierpnia 1965) to niezwykle popularna amerykańska pisarka. Porównywana niekiedy do Gaimana czy Kinga, Nigela Kneale i Richarda Mathesona. Urodziła się w Hardie w San Francisco, uczęszczała na studia do University of Rochester, później  Syracuse University. Jej Nawiedzony dom na wzgórzu zaliczany jest do najważniejszych powieści grozy wszech czasów. Doczekał się dwóch kinowych ekranizacji, a w 2018 roku ukaże się serial  (Netflix).

okładkowo
Do starego, mrocznego i owianego złą sławą domu na wzgórzu przybywają cztery osoby: doktor Montague – znawca okultyzmu, szukający żelaznych dowodów na istnienie zjawisk paranormalnych, jego śliczna asystentka, Eleanor – młoda kobieta posiadająca sporą wiedzę na temat duchów, a także Luke – przyszły spadkobierca rezydencji. Z początku wydaje się, że będą mieć do czynienia jedynie z niewytłumaczalnymi odgłosami i zamykającymi się samoistnie drzwiami. Jednak tak naprawdę mroczny i tajemniczy dom cały czas gromadzi siły, by wybrać spośród śmiałków swoją ofiarę.

Jak przez mgłę przypominam sobie, że kiedyś, kiedyś czytałam jej Zawsze mieszkałyśmy w zamku. Dlatego tym chętniej sięgnęłam po ten tytuł.

Książka wciąga od początku, mimo początkowego braku „akcji”.  Narastające stopniowo napięcie podnosi jednocześnie włosy na karku i z każdą strona rośnie nasz ciekawość i rodzi się pytanie „Co dalej?”.

Taką grozę  jak mamy w tej książce (w stylu naszego Grabińskiego, a nawet Żukrowskiego) to ja lubię. Powieść choć napisana przed ponad półwieczem jest bardzo interesującym kawałkiem literatury gatunku. Nie jest to horror bardziej powieść psychologiczna z elementami grozy. A specyficzny klimat spodoba się na pewno nie tylko miłośnikom literatury retro.

 

 Wyd. Replika

Księga wysp ostatnich – Anna Klejzerowicz

Anny Klejzerowicz – pisarka, publicystka, fotograf, redaktor… oraz miłośniczka kotów. Autorka licznych artykułów z zakresu historii sztuki oraz zdjęć teatralnych i artystycznych; wieloletni współpracownik Teatru Atelier w Sopocie. Do tej pory miałam przyjemność czytać jej: CzarownicęList z powstania Zaginione miasto,  Księga wysp ostatnich jest  czwartą  znaną mi (jej) książką.

okładkowo
We współczesnym Gdańsku giną ludzie, a zabójstwa mają ścisły związek ze środowiskiem handlarzy oraz kolekcjonerów starych książek. Jaką rolę w tym krwawym teatrze odgrywa tajemniczy starodruk, zawierający dawno zaginioną treść jeszcze starszej księgi? Z jakiego powodu staje się zarzewiem pasma okrutnych zbrodni? Gdzie dotarła i co odkryła załoga pewnej legendarnej antycznej wyprawy morskiej na daleką Północ? Na te pytania musi znaleźć odpowiedź dziennikarz śledczy Emil Żądło wraz ze swoją partnerką, muzealniczą Martą Zabłocką. Bo nawet policja jest bezradna. My zadajmy sobie tymczasem inne pytanie: czy naszej parze detektywów uda się rozwikłać tę zagmatwaną intrygę? I… przeżyć?

Żądło „wbija się” po raz kolejny w zawiłą intrygę kryminalną. I to bardzo skutecznie, jak się przekonamy na końcu książki.

Zacznijmy od początku. Autorka to świetna kreatorka postaci literackich. Jej bohaterów nie da się nie lubić (no przynajmniej niektórych). Postacie krwiste i konkretne od razu przykuwają uwagę, a każda jest nietuzinkowa.
Świetny rys – tło historyczne i w tej książce ubarwia fabułę, czyniąc całość jeszcze ciekawszą. Muszę pochwalić też bardzo spójną szatę graficzną zarówno tego tytułu jak i całej serii.

Książka nie tylko dla miłośników sztuki i zagadek czy moli książkowych (jak ja).  Czyta się sprawnie, szybko i nade wszystko przyjemnie.

Niecierpliwie czekam już na kolejny tom przygód detektywa Żądło… Może teraz jakieś śledztwo na wakacjach, w końcu dziennikarz śledczy też musi czasem odpocząć 🙂

 

 Wyd. Replika 

Replika – Lauren Oliver

Lauren Oliver (ur.1982 r.) – amerykańska pisarka, autorka książek młodzieżowych, łączących w sobie elementy fikcji i thrillera.

Ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago, potem przeprowadziła się do Nowego Jorku. Autorka m.in.: 7 razy tak czy trylogii Delirium. Niektóre źródła podają, że jest uzależniona od kawy, dlatego też nie mogło jej zabraknąć na książka cafe 🙂

Okładkowo:
Gemma ma kompleksy. Od zawsze była chorowita i dużo czasu spędzała w szpitalach – nosi po nich pamiątkę w postaci blizny w okolicy serca. W szkole koleżanki jej dokuczają, chłopaki z klasy nie interesują się nią i nie ma przyjaciół. Rodzice chcąc wynagrodzić córce trudne dzieciństwo, trzymają ją pod kloszem, ale to nie wpływa dobrze na Gemmę. Gdy pojawia się okazja wyjazdu na wycieczkę na Florydę, dziewczyna postanawia wyrwać się ze swojej miejscowości i na chwilę zapomnieć o swoich troskach. Niestety, w ostatniej chwili rodzice zakazują jej wyjazdu. Gemma podsłuchuje ich rozmowę i dowiaduje się, że ma to związek z tajemniczą kliniką w Heaven, znajdującą się na wyspie niedaleko miejsca, gdzie miała jechać. Postanawia więc uciec z domu i sprawdzić, co tak naprawdę tam się stało. Jakie tajemnice odkryje? I co łączy ją z Lirą, dziewczyną, którą spotka na swojej drodze?

Dwie dziewczyny, dwie historie, jedna zapierająca dech w piersiach powieść. Poznaj losy Gemmy i Liry w niezwykłej formie. W każdym momencie możesz odwrócić książkę i spojrzeć na wydarzenia oczami drugiej bohaterki.

O historii Gemmy i Liry z całą pewnością można powiedzieć, że jest wciągająca i pouczająca. Pouczająca nie tylko w samym swoim przekazie, ale też w fakcie przedstawienia tej samej historii z dwóch punktów widzenia, które, co zaskakujące, momentami są zaskakująco różne.

Możliwość spojrzenia oczyma innego bohatera na to samo wydarzenie uświadamia czytelnikowi, że stwierdzenie „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” to za mało – nasze subiektywne postrzeganie rzeczywistości jest jedynie częścią prawdy. Autorka powieści zręcznie prowadzi czytelnika, odkrywając przed nim kolejne karty układanki, a także bardzo wyraźnie odgradzając obie narracje. Każda z bohaterek ma własną historię, własny język, sposób mówienia, bycia, ma swoją osobowość i swoją prawdę. Przyznaję, że byłam mocno zaskoczona, gdy po przeczytaniu jednej „strony”, przekręciłam książkę i nie znalazłam „tych samych wydarzeń”. Ta sama bowiem historia, ale widziana z innej perspektywy okazywała się zupełnie różna, dopowiadała lub wyjaśniała to, co zostało powiedziane „po drugiej stronie”. Repliki nie można przeczytać jedynie połowicznie i stwierdzić, że skoro już się zna zakończenie historii, to można sobie odpuścić „drugą stronę” – po przekręceniu książki otrzymujemy bowiem zupełnie nową przygodę. Można śmiało powiedzieć, że Lauren Oliver wykreowała warte uwagi „2 w 1”.

Przed rozpoczęciem lektury pozostaje już tylko pytanie – od której historii zacząć. Gdyby podjęcie decyzji okazało się zbyt trudne, zawsze można rzucić monetą J.

 Wyd. Moondrive

Błędne siostry – Renata L.Górska (nowe wydanie)

Na Błędne siostryRenaty L. Górskiej czekałam sporo w kolejce bibliotecznej, po przytachaniu do domu (700stron) dobrałam się do lektury dopiero po kolejnych kilku tygodniach. Ale jak się dobrałam, to nie popuściłam aż do końca a i noce zarwane też się po drodze trafiły. A teraz po kilku latach nowe wydanie (nowa piękniejsza okładka), po raz drugi przeczytane i warto było, bo to jedna z piękniejszych książek jakie w życiu przeczytałam.
Renata L. Górska o swoim pisaniu mówi tak: Piszę, ponieważ jednego życia mi mało? Możliwe. Renata oznacza bowiem odrodzona, urodzona na nowo.

okładkowo:
Karola jest Polką mieszkającą od wielu lat za granicą. Nękana migrenami poszukuje spokojnego miejsca, gdzie może podleczyć się i uspokoić. Od koleżanki z pracy dostaje propozycję wyjazdu do odziedziczonego przez nią domu w Karkonoszach. Ma tam w ciszy spędzić pół roku, gdyż dom stoi pusty po tragicznej śmierci rodziców koleżanki… Ku jej zaskoczeniu, w odludnym domu któregoś wieczora pojawia się obcy mężczyzna, który, jak twierdzi, również ma spędzić tam pół roku w odosobnieniu. Konflikt narasta…

Moje odczucia nie zmieniły się wiele od tego pierwszego czytania, może są bardziej intensywne po drugim zetknięciu z tym pięknym tekstem. Całość ujmuje w ramy i ubarwia niesamowita karkonoska legenda o błędnych siostrach, które według ludowych bajań posądzono o czary i które właśnie w górach niedaleko samotni bohaterki zginęły – zamieniając się po śmierci w sarny.
Owe sarny w momentach ważnych dla mieszkańców siedliska zjawiają się na polanie, by tam zawodzić (śpiewać) ostrzegawczo.
Z drugiej strony sam dom wychodzi „na przeciw” – wchodząc w dialog z Karolą, która dzięki przeczuciom, odczuciom a także znalezionym w antykwariacie listom, książkom i obrazom poznaje jego historię i jego dramat…

Obserwował mnie, może też testował moją gotowość na nowy sposób postrzegania rzeczy. A ja okazałam się mało pojętną uczennicą (…) Tymczasem dom żył, miał serce, być może i swojego ducha. Egzystowaliśmy obok siebie, niekiedy wzajemnie się przenikając, choć długo nie docierało to do mnie (…) Chroniła mnie nieświadomość dzięki czemu czułam się w nim swobodnie (…) Otoczył mnie niczym kokon i pomógł dojrzewać do życiowych wyborów.

Bardzo przypadł mi do gustu warsztat pisarski autorki… oszczędny, subtelny, wyważony, niemal introwertyczny chwilami a zarazem bardzo subtelny, wrażliwy i delikatny. Dodatkowo książka nie jest przewidywalna i choć „kombinowałam na wszystkie strony” to nie wiele z zagrywek fabularnych udało mi się przewidzieć – autorka fantastycznie myli tropy.

Błędne siostry – posiadają niesamowity klimat i jakiś taki swoisty czar, któremu bez reszty uległam po raz drugi. Polecam serdecznie zwłaszcza na długie, ciemne, zawodząco-jęczące wieczory.

Wyd. Replika

Zamek Grodno – Marek Dudziak

Marek Dudziak to prawnik, wydawca, podróżnik oraz tropiciel tajemnic historii, założyciel miesięcznika „Odkrywca”. Ma na swoim koncie już kilka ciekawych tytułów, najnowszy to Zamek Grodno.

okładkowo
Grodno ‒ jeden z najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych zamków Polski
Zamek Grodno w Zagórzu Śląskim cieszy się bardzo długą historią, z którą splecione są niezwykłe tajemnice i legendy. Malownicze położenie na szczycie Góry Choina zapewnia widokowi z jego wieży jedną z najpiękniejszych na Dolnym Śląsku panoram na Góry Wałbrzyskie, Sowie i Pogórze Wałbrzyskie.(…)

Grodno już od ponad dwustu lat przyciąga turystów, jest to bowiem jeden z pierwszych zamków na Śląsku udostępnionych do zwiedzania, a jego mury kryją liczne zagadki i sekrety. Wciąż żywe są wzmianki o zaginionych zamkowych podziemiach i ukrytych gdzieś w murach skarbach, o ukrytym alkoholu i dziełach sztuki zrabowanych podczas II wojny światowej…
Równie liczne są barwne legendy, wyrastające z burzliwych dziejów Grodna, które raz należało do wysokich, dostojnych rodów, a kiedy indziej trafiało pod panowanie rozbójników. Są wśród nich opowieści o niewiernym słudze i Białej Damie, o kamiennym krzyżu, o wiernym psie i o zaginionych lochach.
Obecnie, zgodnie z duchem czasu, na zamku odbywają się inscenizacje, festyny i popisy bractw rycerskich. Z roku na rok odwiedza go coraz więcej turystów.(…)

„Bakcyla” na zamki, to złapałam już dawno i obiecałam sobie, że przynajmniej te polskie zobaczę wszystkie. No zobaczymy 🙂 Zamek Grodno jest jednym z moich ulubionych i nie dawno dopiero odkrytych zupełnie przypadkiem w książce o królach polski. Dlatego rzuciłam się natychmiast na publikację Pana Marka Dudziaka o tym zamku.

Rzecz napisana z pasją i wnikliwością badacza, godna pozazdroszczenia, do tego przystępnym „żywym” językiem. Jest mnóstwo zdjęciem (nie tylko autora), rycin, rysunków oraz innych materiałów.
Autor uporządkował informacje o Grodnie, przytoczył mnóstwo legend, podań i rzeczowych relacji różnych osób itp. na jego temat.
A przecież wiadomo nie od dziś że nic tak nie rozpala wyobraźni jak domniemane zaginione skarby ukryte gdzieś w tajemniczych, zamaskowanych tunelach.
Przekonajcie się sami.

 

 

Wyd. Replika