Joanna Kruszewska (1976) mówi o sobie, że wywodzi się z rodziny czytającej, nie będzie więc żadnym zaskoczeniem, jeśli powiem, że w jej książkach widać oczytanie i obeznanie z literaturą autorki. Pochodząca i mieszkająca w Białymstoku pisarka swoje życie zawodowe chciała związać z pracą z najmłodszymi, na Uniwersytecie Warszawskim ukończyła wydział pedagogiczny, edukacja początkowa z reedukacją. Pisanie jest jej pasją, którą realizuje z powodzeniem już od prawie 10 lat! Pierwszą książkę – Aby do mety – wydała w 2009 roku, a najnowsza nosi tytuł Nic się nie kończy.
okładkowo:
Gdy brakuje kogoś, kto przejmie dziedziczony z pokolenia na pokolenie sad i związane z jego prowadzeniem obowiązki, pozostaje tylko jedno – sprzedaż. Majątek musi zostać przekazany zupełnie obcej osobie, profity zaś sprawiedliwie podzielone pomiędzy wszystkich członków rodziny. Okazuje się jednak, że sprawiedliwość jest pojęciem względnym, a pieniądze należą się przede wszystkim najstarszej właścicielce. Przełomowy moment w życiu rodziny Bialickich daje początek i pisze całkiem nowy, niekoniecznie przez wszystkich akceptowany scenariusz. Znający się przez całe życie członkowie rodziny nagle zaczynają postrzegać siebie nawzajem w inny sposób. Czy lepszy?
Kruszewska w swojej najnowszej książce udowadnia, że nigdy nie jest za późno na to, aby żyć chwilą, aby robić to, co podpowiada serce, aby wreszcie przestać się przejmować „co ludzie powiedzą” i skupić się na sobie. Halina, seniorka rodu, całe życie starała się nie przeszkadzać innym: usuwała się w cień, była pokorna, posłuszna, nie narzekała. Gdy jednak jej rodzina podejmuje decyzję o sprzedaży rodzinnego majątku i podziale pieniędzy, znajduje w sobie odwagę, by, nie oglądając się na innych, zawalczyć o swoje szczęście. Pojawia się pytanie: gdzie kończy się granica kompromisu a zaczyna życie pod czyjeś dyktando. Pokazuje też, że odwaga jest zaraźliwa i daje inspiracje dla innych.
Nic się nie kończy to ciepła i pełna słońca opowieść, która w swej mądrości zwraca uwagę czytelnika na nieocenioną wartość jaką jest rodzina, zwłaszcza jej seniorzy. Joanna Kruszewska subtelnie, acz konkretnie, pyta swoich czytelników, jak oni postrzegają swoich dziadków, pradziadków. Czy znajdują dla nich czas, tak jak oni znajdowali go ilekroć wnuki prosiły „opowiedz mi bajkę”. Czy w oczach dorosłych wnuków, dziadkowie nie stają się jedynie „dodatkiem”, który ma pomagać i patrzeć z dystansu jak oni zdobywają świat… Jeśli tak jest, to życie może jeszcze mocno zaskoczyć bo absolutnie nic się nie kończy – każda chwila jest dobrym momentem na nowy początek.
