Ślepy tunel – Tove Alsterdal

Tove Alsterdal to urodzona w 1960 roku w Malmö szwedzka pisarka, która zanim zaczęła pisać pracowała jako dramaturg i dziennikarz. Literacko zadebiutowała w 2009 roku. Mieszka w Sztokholmie. Na naszym rynku ukazały się jej autorstwa: „Weź mnie za rękę”, „Grobowiec z ciszy”, „Kobiety na plaży” i najnowsza pt. „Ślepy tunel”.

okładkowo
Małżeństwo Sonji i Daniela wisi na włosku. Para postanawia dać sobie ostatnią szansę i spełnić swoje największe marzenie – zostawić Szwecję dla własnej winnicy w czeskich Sudetach. Nowy dom nie wita ich jednak z otwartymi ramionami – Danielem nieustannie targają huśtawki nastrojów, a Sonja nawiązuje kilka tajemniczych znajomości…
Pewnej nocy małżeństwo odnajduje w podziemiach winnicy ukryty tunel, a w nim – zmumifikowane ciało dziecka z czasów II wojny światowej. Miejscowe służby nie mają jednak zamiaru badać tej sprawy. Gdy jedna z nowych koleżanek Sonji zostaje znaleziona martwa na terenie winnicy, bohaterowie zdają sobie sprawę, że trafili na mroczne sekrety, które nigdy nie powinny wyjść na jaw…

To moje trzeci lub czwarte spotkanie z prozą Tove Alsterdal i tak jak poprzednie równie zaskakujące i udane. „Ślepy tunel” zaskakuje nie tylko ujęciem tematu – problematyką, ale i prowadzeniem fabuły, a najmocniej chyba samym zakończeniem. Nie jest to tez klasyczny thriller.

Powieść fabularnie jest dość wolna, jej kolejne odsłony postępują niespiesznie, jednak wzbogacone bogatym tłem historycznym pozwalają na lepszy odbiór książki.
Styl autorki jest specyficzny, dlatego nie każdemu może się spodobać, jednak od pierwszej książki nie zaniża ona poziomu pisarskiego, a każdy tytuł porusza inną społeczną, czy historyczna (lub taką i taką) problematykę.
W tej najnowszej książce Alsterdal bohaterowie w sumie nie są tak istotni jak poruszane sprawy. O dziwo nie odczułam z tego powodu jakiegoś większego dyskomfortu, czyli jednak można i tak.
Zmuszona do zadumy, poszukałam więcej informacji o wydarzeniach historycznych – niby nie tak odległych, a jednak dla mnie do tej pory praktycznie nieznanych.

To kawał dobrej prozy, czekam na kolejne książki autorki. 

Wyd. Sonia Draga

Szczęście pod stopami – Renata L. Górska

Renata L. Górska, której książki znam i czytam od wielu lat pojawiła się na naszym rynku wydawniczym z kolejna książką pt. Szczęście pod stopami.  Do tej pory jej autorstwa ukazały się: Cztery pory lataZa plecami anioła, Błędne siostry, Przyciąganie niebieskie, Historia kotem się toczy oraz Gdy ucicha ocean
O swoim pisaniu mówi niezmiennie: Piszę, ponieważ jednego życia mi mało? Możliwe. Renata oznacza bowiem odrodzona, urodzona na nowo. 

okładkowo
Troje pod jednym dachem: nie matka, nie ojciec i nie ich córka. Czy taki układ ma szansę się sprawdzić? Monika opiekuje się dzieckiem swojej siostry i choć jednocześnie wciąż ma nadzieję na założenie własnej rodziny, wydaje się szczęśliwa i spełniona. Kiedy przewrotny los stawia na jej drodze mężczyznę, który burzy jej spokój – nie zamierza na to pozwolić i dać się ponieść emocjom. Zwłaszcza że od pierwszej chwili jest świadoma jego specyficznych zainteresowań; przecież między innymi właśnie z tego powodu zdecydowała się wynająć mu pokój… Powieść z tajemnicą w tle, w której nic nie jest takie, jak się początkowo wydaje.


Podobnie jak w poprzednich powieściach autorka i tutaj stworzyła wspaniały klimat, który chwyta za serce i „masuje” duszę, jednocześnie zmuszając do refleksji. Podczas lektury zastanowimy się nie raz i nie dwa nad sobą, innymi, czy relacjami w których tkwimy – na które często się godzimy.

„Szczęście pod stopami” wciąga powoli ale skutecznie, sprawiając, że chcemy więcej i więcej (dobrze, że ma tyle stron :-).
Postacie wiarygodnie nakreślone – nie za ckliwe, ani zbyt papierowe – za co od lat cenię autorkę.

Subtelne i właściwe autorce poczucie humoru, sprawia, że czytanie jej powieści zawsze jest niesamowitą przygodą. 

Jak zawsze po zakończeniu mało mi i chciałabym więcej. Czyli już czekam niecierpliwie. 

Wyd. REPLIKA

Siła wieku – Carl Honore

Carl Honoré – to dziennikarz i publicysta, laureat wielu nagród. Po ukończeniu studiów pracował z dziećmi ulicy w Brazylii. Jest jednym z twórców ruchu Slow i jego rzecznikiem na całym świecie. Zadebiutował „Pochwałą powolności”, w której zajął się przymusem pośpiechu. „Pod presją została” natomiast została przetłumaczona na ponad 30 języków. Autor mieszka w Londynie z żoną i dwójką dzieci.

okładkowo
W epoce długowieczności możemy jednak starzeć się lepiej niż nasi przodkowie. Carl Honoré jeździ po świecie i rozmawia z pionierami zmian w myśleniu o starości. Przygląda się kulturowym, medycznym i technologicznym trendom, które pomogą nam w pełni korzystać z dłuższego życia. Pokazuje, że czas skończyć z uprzedzeniami i stereotypami na temat różnych grup wiekowych. Porzućmy schemat, który każe nam uczyć się za młodu, pracować w średnim wieku, a odpoczywać na stare lata. Nauka, praca, odpoczynek, troska o innych, wolontariat, zabawa i kreatywność mogą być integralną częścią naszego życia na każdym jego etapie. (…) To ważna, inspirująca lektura i drogowskaz dla tych, którzy w bagażu lat chcieliby widzieć błogosławieństwo, a nie balast.

Carl Honore w swej najnowszej książce pochyla się nad starością, dlatego w przeczytamy tu m.in. o lęku, który budzi w nas wszystko co związane jest ze starzeniem się. Z drugiej strony poznamy też wiele przykładów dotyczących tego jak ją (choć trochę) oswoić 🙂 I że „starość” wcale nie jest taka straszna jak się ją maluje… a wręcz przeciwnie – może przynieść jeszcze wiele zachwytów oraz zaskoczeń w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu. 

Na szczęście świat swoje zapatrywanie na starość powoli zmienia, a to bardzo dobry znak.

Przykłady osób, które w późniejszym wieku nauczyły się pływać, grać na instrumentach, czy powrócić do pasji z dzieciństwa dają pozytywnego kopa i tylko utwierdzają nas „młodych” czytelników w tym, że na nic nigdy nie jest za późno, a prawdziwa siła tkwi w wieku (y)

To co ja zawsze chciałam nauczyć się grać na saksofonie a Wy?

Wyd. Drzewo Babel.

Bodaj Budka – Natałka Babina

Natalka Babina (ur. 1966) białoruska dziennikarka i pisarka ukraińskiego pochodzenia. Urodziła się jako Natalla Dyńko we wsi Zakazanka. Wychowana na pograniczu kultur – białoruskiej, ukraińskiej i polskiej. Napisała trzy książki: zbiór opowiadań Krywi nie pawidna być widna, powieść Miasto ryb oraz najnowszą pt „Bodaj Budka”. Mieszka w Mińsku, pisze po białorusku i ukraińsku. Ma troje dzieci. W reportażu z podróży po Polsce, wyraziła opinię o Podlasiu:”Po drodze z Lublina do Białegostoku przejeżdżasz jakąś granicę – i rozumiesz: a oto i w Polsce zaczyna się moje!

okładkowo
Nikt tak jak Natałka Babina nie łączy sielskości białoruskiej wsi ze złem, które czai się w ukryciu …
Ktoś cichy milczy w ciemności… Strach wyjść z domu, strach w domu pozostać… Wśród lasów i mokradeł czai się zło, obce, nieznane… A może nie, może właśnie znane, może takie, które zawsze było obok i które sami sprowadziliśmy naszym codziennym zaniedbaniem, naszą bylejakością, tumiwisizmem… Otworzyliśmy przed nim wrota i z głębokim ukłonem zaprosiliśmy do siebie…W swej najnowszej książce Natałka Babina stawia okrutną diagnozę naszemu zakątkowi Europy. Przestrzega przed tym, co się może stać z ludźmi, którzy tracą własną tożsamość, przestają czuć wibrację i rytm swojej ziemi. „Bodaj Budka” to powieść, której akcja rozgrywa się trochę na wschód od nas, za pilnie strzeżoną granicą, ale na tyle blisko, że my też powinniśmy wytężyć wzrok i słuch…

Babina szarżuje bez dwóch zdań i jak się okazuje nie na darmo czekałam dziesięć lat na jej kolejna powieść. Książka ponownie brawurowa, dziejąca się tu i teraz choć z posmakiem fantastyczno-sensacyjno-obyczajowo-horrorowym – do którego (mimo całej mojej sympatii dla jej prozy) musiałam się przyzwyczaić… Było warto! 
Mamy tutaj gorzką refleksję dotycząca współczesnego społeczeństwa i jego kondycji wewnętrznej, ale też obraz niebezpiecznych zmian jakie zachodzą na świecie (wątek historyczny).

Powieść jest o tyle specyficzna, że trudno ją jednoznacznie określić, każdy czytający może dostrzec w niej coś innego, ważnego dla siebie, choć w sumie jest bardzo uniwersalna, to jej akcja mogłaby się dziś w wielu krajach czy grupach etnicznych. Autorka kreuje mocny przekaz o tym jak ważna jest nie tylko wiedza o tym skąd pochodzimy i kim jesteśmy ale też o potrzebie podtrzymywania tradycji i pamięci.
Lektura nie łatwa, bo bardzo, bardzo zmuszająca do myślenia, a dziś już nie każdy lubi „myśleć”… Ja akurat lubię i polecam! 

Wyd. REBIS



Wzgórze błętkitnego snu – Igor Newerly

Igor Newerly (1903-1987) to wybitny prozaik, autor powieści i opowiadań, słuchowisk radiowych oraz scenariuszy filmowych. Urodził w Białowieży na Podlasiu. To prawda, że biografią Newerlego można by obdzielić wielu ludzi – zawodowo bywał stolarzem i szklarzem, myśliwym oraz kajakarzem, socjologiem, dyrektorem, a nawet stenografem i redaktorem pism. Zaś zawodowo pisaniem zajął się dopiero w drugiej połowie życia. „Wzgórze błękitnego snu” jest moją pierwsza książką tego autora.

okładkowo
Urzekająca pięknem języka, ale też pięknem opowieści, historia fikcyjnego bohatera wpleciona w rzeczywiste wydarzenia sprzed wieku. (…) Newerly ustami swego bohatera opowiada jednak o jego wcześniejszych losach: dzieciństwie, politycznym zaangażowaniu i w końcu sprowokowanym przez ochranę spisku. Na kilku ostatnich stronach streszcza z kolei dalsze losy rodziny Najdarowskich. We Wzgórzu Błękitnego Snu zostało zamknięte całe piękno mroźnej tajgi – miejsce początkowo będące dla Bronisława więzieniem, staje się z czasem bliską raju krainą szczęśliwości. To doprawdy niezwykła opowieść o ludzkich losach nierozerwalnie związanych z polityką, ale i otaczającą człowieka naturą. Po czterech latach katorgi Najdarowski rozpoczyna tam nowe życie… Uczy się myślistwa, buduje w tajdze dom, poznaje wspaniała kobietę i – cały czas tęskni za ojczyzną. Newerly opisuje życie Polaków na Syberii, opowiadając zarazem o przyjaźni, męstwie, miłości, honorze i wielkiej, choć przymusowej przygodzie na tle wspaniałej, dzikiej przyrody.

Kiedyś mój tato ciepło i z przejęciem wspominał lekturę „Chłopiec z Salskich Stepów”, zapamiętałam już wtedy oryginalne nazwisko autora… Newerly. Jednak trzeba było dekad, by po jego książki sięgnąć.

Od kilku lat trwa moja fascynacja Polesiem i kresami w szerokim ujęciu, tym bardziej nie mogłam pominąć (mimo, ze fikcyjnych) losów poleskiego zesłańca na dalekiej Syberii. Książka jest świetnie osadzona w realiach epoki, ukazuje piękno surowego i  dziewiczego świata północy. 
Ta przygodowo- awanturnicza powieść nawiązująca do najlepszych tradycji swojego gatunku. Mimo (momentami) dłużyzn, czyta się ją dość szybko i przyjemnie, opisywana przyroda zachwyca i fascynuje. Jest też o przyjaźni, poświęceniu, bliskości, miłości…

Na pewno nie będzie to jedyne moje spotkanie z twórczością Igora Newerlego.

Wyd. MG

Telefonistka – Gretchen Berg

Gretchen Berg (rocznik 1971) jest amerykańską pisarką i producentką telewizyjną. Pracowała m.in. przy „Beverly Hills, 90210” czy „Gdzie pachną stokrotki”. Jak się okazuje długo i pieczołowicie badała historię własnej rodziny, czego wynikiem jest jej debiutancka powieść „Telefonistka” – zainspirowana losami babci.

okładkowo
Podczas podsłuchiwania przypadkowego połączenia wścibska telefonistka dowiaduje się czegoś szokującego o własnej rodzinie. Pragnąc za wszelką cenę zweryfikować tę skandalizującą plotkę, wywołuje serię zaskakujących wydarzeń…
Nie ma osoby, która lepiej znałaby mieszkańców Wooster niż telefonistka Vivian Dalton. Przynajmniej sama tak twierdzi. I mówi, że to dzięki intuicji, choć jej nastoletnia córka Charlotte nazywa rzecz po imieniu: chodzi o podsłuchiwanie. Vivian i inne operatorki zatrudnione w centrali Ohio Bell łączą rozmowy telefoniczne, splatając ludzkie losy. Nie wolno im podsłuchiwać, ale niezbyt przejmują się tym zakazem. Co więcej, każda z nich ma własne zdanie na większość zasłyszanych tematów – szczególnie Vivian. (…) W końcu pewnej grudniowej nocy do uszu Vivian, wsłuchującej się w rozmowę tej snobki Betty Miller z osobą, której głosu nie potrafi rozpoznać, dociera coś szokującego. Jeśli to, czego właśnie się dowiedziała, jest prawdą, jej dotąd poukładane życie legnie w gruzach. Dozna upokorzenia i stanie się pośmiewiskiem całego miasta.
Na wskroś przejęta i zaniepokojona, Vivian postanawia za wszelką cenę dotrzeć do źródła zasłyszanej plotki – sprawdzić je, zweryfikować, przejrzeć na wylot. Poznać całą prawdę. Niezależnie, jak bardzo może być bolesna. Zapomina jednak, że w każdym małym mieście – takim jak Wooster – jedna tajemnica zwykle prowadzi do kolejnej…

Od dawna fascynuje mnie, także w literaturze, Ameryka lat 50/60. Niby już nowocześnie, postępowo itd, itp, a przy tym jeszcze uprzedzeniowo, rasistowsko itd, itp.

,,Telefonistka” zaczyna się spokojnie, nawet na „ów” skandal musimy czekać sporo stron> Niespiesznie, ale umiejętnie zaciekawia, kilka razy tez zaskakuje, że się tak wyrażę „kolejnością podawania informacji czytelnikowi” i to jest dobre…  Wiele rzeczy nie jest powiedzianych wprost, nawet koloru skóry bohaterów często musimy się z niuansów domyśleć.  Ukazanie absurdów, pozorów i sztuczności małego miasteczka wyszło autorce bardzo dobrze. 

Postacie nakreślone umiejętnie i bez przegadania, po kilku trafnych zdaniach opisu już wiadomo „kto jest kim” i czego w sumie można się po nim spodziewać. 

A, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, to w tej powieści owo stwierdzenie ma wprost idealne odbicie.

Wyd. Insignis 

Tylko nie Mazury – Sylwia Skuza

Sylwia Skuza to mazowszanka i wybuchowa mieszanka pisarska, prywatnie miłośniczka Kresów, Mazur i Podlasia… Z wykształcenia językoznawca. „Tylko nie Mazury” jest jej debiutem literackim. Autorka to także koneserka dobrej kuchni oraz miłośniczka sów i sówek w każdej postaci 🙂

okładkowo
Świetnie rozwijająca się kariera młodego policjanta zostaje niespodziewanie zastopowana przez wpływowego polityka za podjęcie interwencji przeciwko jego córce. Komisarz Gromosław Sidorowicz zostaje czasowo przeniesiony z Warszawy na mały komisariat na Mazurach. Pierwszy dzień pobytu w nowym miejscu jest jednocześnie początkiem śledztwa w sprawie zabójstwa.

Sidorowicz musi wyjaśnić zagadkowe morderstwo rolnika, którego ciało, z historyczną zapinką wbitą w szyję, znaleziono porzucone na bagnach. Policjant musi jak najszybciej ustalić, czy mieli z tym coś wspólnego amerykańscy żołnierze kręcący się w pobliżu miejsca morderstwa, czy też może powinien szukać zabójcy wśród licznych wrogów zabitego rolnika. Od tego momentu przeszłość stale będzie się splatać z teraźniejszością, nie tylko w wymiarze historycznym, ale także i duchowym. Duchowość jest w powieści drugim, prawie równoległym do zabójstwa, wątkiem. Oprócz spotkania z przyjacielem z dawnych lat, Sidorowicz poznaje osoby i miejsca, które nie tylko nieodwracalnie wpłyną na jego dalsze życie, ale też stanie się to w taki sposób, jakiego niekoniecznie by sobie życzył.


Tytuł „Tylko nie Mazury” zachęcił najpierw okładką, wiadomo klient „kupuje oczami”. Opis z tyłu książki okazał się dodatkową zachętą. Mimo wydawałoby się ogranego pomysłu – glina za przewiny zesłany na prowincję, rzecz jest zaskakująco świeża i dopracowana w detalach. A ja wybredna jestem – czytałam ją po bardzo dobrej Ilarii Tuti… to i wymagania miałam spore 🙂

Intryga kryminalna wciąga, bo cały czas się kombinuje – kto zabił.
Postacie fajnie wykreowane i „charakterne” no przynajmniej kilka, moją ulubienicą okazała się mała dziewczynka o innym imieniu na każdy dzień (nawet raz miała moje imię), bez Ludmiły też byłoby nudniej (skradła moje serce scena z książkami)… Rodzina głównego bohatera, wiarygodnie nakreślona z ich wzajemnymi relacjami, miłością, oddaniem ale i ekscentrycznością. Humor autorki udzielił się również mi (chyba mamy podobny po prostu 🙂 ).
Jednak największy szacunek mam za ogrom informacji o Prusach, o historii, wierzeniach, siedemdziesięciu procent z nich kompletnie nie znałam. Na opisywanych terenach co prawda byłam rok temu, ale na pewno jeszcze tam wrócę, czyli oby Mazury jak najczęściej.

Czekam na jej kolejne książki, może coś z akcją na Podlasiu?


Wydawnictwo MG



Śpiąca nimfa – Ilaria Tuti

Ilaria Tuti jako dziecko marzyła, żeby zostać fotografem, później skończyła ekonomię. Kocha morze, a mieszka w górach. Jej miłością zawsze było malarstwo, w wolnym czasie pracowała jako ilustratorka w wydawnictwie. Lubi powieści Donata Carrisiego. Na naszym rynku pojawił się rok temu I część cyklu o komisarz Teresie Battaglii pt „Kwiaty nad piekłem”, a ostatnio kolejna cześć pt. „Śpiąca nimfa”.

okładkowo
Śpiąca nimfa. Dzieło sztuki o magnetyzującym pięknie, namalowane przez młodego partyzanta w ostatnich dniach II wojny światowej. Obraz, który w czerwonym pigmencie na płótnie skrywa szokującą tajemnicę. Namalowano go bowiem krwią… z ludzkiego serca.
Tylko kim była ofiara?
Nie ma ciała, nie ma żadnych zeznań. Jedynie słaby ślad krwi. To on prowadzi komisarz Teresę Battaglię i jej podwładnego Massima Mariniego do doliny Resia, surowej krainy wśród gór w północno-wschodnich Włoszech.
Dolina i portret to jedyne tropy, na jakie mogą liczyć śledczy. Czerwony ślad prowadzi do kogoś bardzo zdeterminowanego, by ochronić sekret, którego strzeże…

Już po przeczytania I części („Kwiaty nad piekłem”) wiedziałam, że to jest bardzo, bardzo wyjątkowa proza, i tak jak nie lubię cykli książkowych, tak tu bardzo czekałam na kolejna powieść… I doczekałam się, do tego jakiej jakości, bo „Śpiąca Nimfa to „towar” najwyższej próby.

Wyliczając: świetna fabuła, wyraziste i bardzo złożone (także z empatii, jak się okazuje) postacie. Książka zaciekawia od samego początku, nie nuży, a i uwagę momentami trzeba skupiać mocno, bo wydarzenia dziejące się w różnym czasie i przestrzeni gęsto przeplatają i zazębiają ze sobą.  Piękne wstawki dotyczące historii regionu w którym się dzieje, a także zaginionych, czy wymarłych ludów, dużo naprawdę dużo można się dowiedzieć nowego. Ja np. nie słyszałam nigdy o Rezjanach, a tu proszę… Do tego umiejętnie przewija się owo zamiłowanie autorki do sztuki – malarstwa. Tło obyczajowo-historyczne kunsztownie nakreślone. Rzadko zdarza się powieść tego gatunku, która jest tak przemyślana i szczegółowo dopracowana.

A finał, no cóż znów nie przewidziałam i znów zaskoczoną mnie zastał 🙂 bo w sumie to o to chodzi, prawda?


Wyd. Sonia Draga


Pod kluczem – Ruth Ware

Ruth Were – brytyjska pisarka po ukończeniu studiów w Manchesterze przeprowadziła się do Paryża. Po powrocie do Anglii osiadła już na stałe w północnej części Londynu. Pracowała jako kelnerka, księgarka, nauczycielka języka angielskiego oraz rzeczniczka prasowa. „W ciemnym, mrocznym lesie” to jej debiutancka powieść, która trafiła na listy bestsellerów „New York Timesa”. Jej najnowsza powieść nosi tytuł „Pod kluczem”.

okładkowo
Intratna oferta pracy w charakterze niani skłania Rowan do złożenia aplikacji. Gdy dziewczyna dostaje odpowiedź na swoje zgłoszenie, dowiaduje się, że wokół domu państwa Elincourtów krąży wiele przesądów dotyczących jego historii – mówi się nawet, że jest on nawiedzony. Co więcej, w ciągu ostatnich czternastu miesięcy aż cztery nianie zrezygnowały z pracy w tym miejscu. To jednak nie zniechęca Rowan, która udaje się na rozmowę kwalifikacyjną. Wiktoriański dom, zbudowany w pewnym oddaleniu od miasta, urządzony jest nowocześnie, a w jego wnętrzach widać przepych. Rowan od razu czuje, że pragnie tej pracy, tego domu, pragnie być częścią tej idealnej rodziny. I to mimo ostrzeżeń i narastającego niepokoju, który zaczyna odczuwać, przebywając w domu Elincourtów. Ale przecież to wszystko jest zbyt piękne, żeby było realne. Prawda?

Lubię jak pisarz buduje napięcie w taki sposób, że im więcej przeczytanych zdań, tym bardziej się boimy… czyli narastająco, a tak właśnie jest tutaj.
Ze strony na stronę atmosfera gęstnieje nie do wytrzymania. Wiktoriańska posiadłość uzbrojona w nowoczesną technikę… oj, dzieje się.
Intryguje nie tylko klimat, ale dynamizm akcji oraz bohaterowie, którzy nie jedno mają „za uszami”. Każdy z nich ma swoją mroczniejsza stronę i sekrety, które skrzętnie ukrywa.

O tak, po przeczytaniu tej książki nie da się szybko o niej zapomnieć, po prostu thriller jak się patrzy, choć czasami było strach patrzeć właśnie…
W sumie nie byłam nigdy w starym wiktoriańskim domu, ale kto wie, jedno jest pewne, na noc tam nigdy nie zostanę…

Wyd. Czwarta Strona


Ogród kobiet – Carla Montero

Carla Montero – to hiszpańska pisarka, absolwentka prawa i zarządzania. Jednak od zawsze uwielbiała pisać. Za swoją pierwszą bestsellerową powieść, „Una dama en juego”, otrzymała nagrodę Círcule de Lectores. „Ogród kobiet” jest jej piątą powieścią.

okładkowo
Barcelona, początek XXI wieku. Gianna odnosi sukcesy jako architektka, romansuje z przystojnym aktorem i wkrótce będzie musiała podjąć decyzje, które zaważą na jej życiu. A że nie wszystko układa się tak, jak by sobie życzyła, postanawia wyruszyć do Włoch w poszukiwaniu własnych korzeni. Nawet się nie spodziewa, czym ta podróż się dla niej skończy.
Castelupo, początek XX wieku. Młyn na obrzeżach włoskiego miasteczka jest domem Anice, niezwykłej dziewczyny, która zna się na ziołach i zaklęciach. Anice kocha ze wzajemnością, ale kiedy wydaje jej się, że szczęście jest w zasięgu ręki, wybucha wojna.

Dwie kobiety, dwa pokolenia, dwa punkty na mapie – oto splątana historia rodziny Verelli i odkrywania tego, co w życiu najważniejsze: miłości, przyjaźni i miejsca, które nazywamy domem.

Z książkami Claudii Montero jakoś nie było mi po drodze do tej pory, choć tytuły jej autorstwa często „wpadały” mi w oczy.
„Ogród kobiet” zauroczył mnie i otulił ciepłem już od pierwszych stron.
Ta powieść na długo zapada w pamięć, emanuje dobrą energią i skłania do mądrych przemyśleń. Przy tym wzrusza i bawi.

Mamy świetnie pokazane tło historyczne dwu płaszczyzn czasowych, bo początku XX i XXI wieku. Wykreowane postacie są bardzo wiarygodne i ciekawe. Jest miłość (także pomiędzy rodzeństwem), przyjaźń (nawet miedzy kobietami), oddanie (tej najukochańszej osobie).
To książką z rodzaju tych, których naprawdę nie powinno się pominąć.



Wyd. Rebis