Ostatni – Maja Lunde

Maja Lunde i jej „Historia pszczół” kilka lat temu zawojowały świat, był to jej debiut dla dorosłych czytelników. Od tego czasu jej passa pisarska trwa, czego dowodem jest najnowszy tytuł „Ostatni”.  
„Trzy plany czasowe, trzy miejsca, trzy przeplatające się i uzupełniające wzajemnie historie o ludziach i zwierzętach. I próba odpowiedzi na powracające w książkach norweskiej pisarki pytanie – czy zdążymy naprawić błędy ludzkości?”

okładkowo
Sankt Petersburg, 1881 rok. Odnalezione w Mongolii kości nowego gatunku konia trafiają do zoologa Michaiła. Ten ze zdumieniem odkrywa, że szczątki do złudzenia przypominają szkielet prehistorycznego dzikiego zwierzęcia i marzy o wyprawie badawczej na stepy mongolskie. Czy awanturnik i poszukiwacz przygód Wolff pomoże mu ziścić to pragnienie?
Mongolia, 1992 rok. Karin wraz z synem Mathiasem zmierzają do Parku Narodowego Chustajn. Kobieta dorastała w rezydencji Hermana Göringa – Carinhall, gdzie konie Przewalskiego były trzymane w niewoli. Od tamtej pory nie ustaje w staraniach, żeby sprowadzić je z Europy do Mongolii, gdzie przed laty żyły na wolności. W końcu jest tego bliska. Jaką cenę przyjdzie jej zapłacić?

Norwegia, 2064 rok. Eva wraz z córką prowadzą podupadającą rodzinną farmę. Dokoła ruiny i zgliszcza, Europa powoli się rozpada, brakuje prądu i żywności, sąsiedzi wyjechali na północ. Nastoletnia Isa błaga matkę, żeby i one uciekły. Ale Eva nie chce opuścić zwierząt, zwłaszcza dzikiej klaczy, która spodziewa się źrebaka. Na dodatek pewnego dnia do ich drzwi puka tajemnicza kobieta, która szuka noclegu. Czy Louis ściągnie na nie zgubę? 

Po rewelacyjnej „Historii pszczół” i Błękicie” kolejna książka Mai Lunde nie mogła być gorsza …
Książka świetnie trzyma poziom, zaciekawia, a przede wszystkim mocno frapuje tematyką. Zmusza nas wszystkich do myślenia. I jak to u niej bywa, znów mamy kilka linii czasowych, które spaja w całość (w tym wypadku) Koń Przewalskiego. Przez karty powieści przebija ogromna miłość do zwierząt, które próbuje się ocalić, miłość ta jest okazywaną naprawdę w różny sposób.
Oprócz problemów dotyczących ekologii, środowiska czy natury mamy też wiele typowo ludzkich spraw i problemów nad którymi pochyliła się autorka.

Lunde nie owija niczego w bawełnę powieść stawia do pionu i zmusza do refleksji, bedąc przy tym niesamowicie dopracowaną w detalach, a przede wszystkim piękną.
W dzisiejszych czasach lektura obowiązkowa. Zapraszam.

Wyd. Literackie

Popiołem i cieniem – Aida Amer

Aida Amer (rocznik ’68) o korzeniach polsko-palestyńskich, wychowała się na styku dwóch kultur. Z wykształcenia archeolog i aranżer wnętrz, pisarstwem zajmuje się w czasie wolnym. Mieszka w Krakowie. Zadebiutowała opowiadaniem „Igor i Igor”, natomiast „Rantis” była jej pierwszą powieścią. Do młodszych czytelników zaadresowała „Opowieści spod oliwnego drzewa” jej najnowsza książka nosi tytuł „Popiołem i cieniem”.

okładkowo
Ta opowieść prowadzi nas równolegle przez życia bohaterów żyjących współcześnie oraz w chwili rozpoczynającej się rewolucji neolitycznej tysiące lat temu. W jednym i drugim przypadku bohaterowie zmagają się z potężnymi zmianami, jakie zachodzą w ich czasach. Współczesne głębokie przemiany społeczne, kulturowe, obyczajowe i technologiczne znajdują swoje odniesienia w dalekiej przeszłości.

Dwaj mężczyźni, którzy weszli w dorosłe życie z bolesnym przekonaniem, że nie dopełnili obowiązku przejścia inicjacji. Nie zdali egzaminu, który czyniłby z nich wartościowych członków społeczności. Ich losy to wieloletnie zmagania, by naprawić błędy, by pokonać ciążące im własne niedoskonałości. Mocno zaznaczone w powieści kobiece sylwetki stają w obliczu szansy na bycie pełnoprawnymi członkami społeczności. Jednocześnie odkrywają bezlitosną prawdę, że wolność nie jest ani łatwa, ani darmowa. Oba wątki powieści łączą te same ścieżki, którymi bohaterowie wędrują. Mimo dzielących ich tysiącleci, spotykają się w na tych ścieżkach w tych magicznych chwilach, gdy czas traci swą moc.


Aida Amer w swoich książkach zachwyca, bo snuje opowieść niczym Szeherezada i nie pozwala się czytelnikowi oderwać od napisanych przez nią słów. Zdecydowanie pisarka ma ten Gen Bajarza, darowany przez Muzy tylko nielicznym.
Pisałam w poprzednich recenzjach jej książek, że:
„W trakcie czytania każdej z jej książek wpadałam w swoistą „studnię czasu” z której nie chciałam wracać zbyt szybko…”
I to znów miało miejsce, choć w jeszcze mocniejszej formie. Sama akcja „Popiołem i cieniem” dzieje się na jednej z płaszczyzn czasowych, bardzo, bardzo odległej od współczesności. 
Wydawałoby sią jak można połączyć dwie (tak odległe od siebie) ramy czasowe, a jednak jest to możliwe.
Czytając powieść można się zdziwić jak wiele łączy Nas z czasów neolitu z Nami czasów dziś…
Proza Aidy Amer jak zawsze z jednej strony jest bardzo realistyczna, a z drugiej pełna empatii, zrozumienia – jej klimatowi nie można się oprzeć.

Kto sięgnie po książkę, przekona się sam, że naprawdę warto. 

Wyd. MG

Realny świat – Sara Pennypacker

Sara Pennypacker (ur. 9 grudnia 1951, Massachusetts, Stany Zjednoczone) jest autorka książek dla dzieci. Zanim zajęła się pisaniem, była malarką. Ksiązkę jej autorstwa pt. Pax zilustrował John Klassen – kanadyjski ilustrator i animator.

okładkowo
Ware nie może się doczekać wakacji, kiedy będzie wreszcie mógł do woli bujać w obłokach i rozmyślać o średniowiecznych rycerzach. Niestety rodzice znowu zapisują go na znienawidzone półkolonie, gdzie może się zajęć dla „normalnych” dzieci. Jednak już pierwszego dnia półkolonii Ware poznaje Jolene, szorstką dziewczynkę, która zawzięcie uprawia ogród na gruzach opuszczonego kościoła pośrodku miasta. Od tej pory Ware, zamiast chodzić na wakacyjne zajęcia w domu kultury, zaczyna realizować na zagraconej działce wizję średniowiecznego zamku.
Jolene drwi z Ware’a i uważa go za fantastę, który – w odróżnieniu od niej – nie stąpa twardo po ziemi. Nie zna realnego świata. Pomimo różnic łączy ich jedno: ogrodzony murem skrawek ziemi jest ich azylem, a gdy jego istnienie staje się zagrożone, Ware – stosując się do reguł kodeksu rycerskiego – ślubuje bohatersko uratować „ich” teren.

Sara Pennypacker umie oczarować swoim pisaniem. Po „Paxie” to już kolejna jej książka, która niesamowicie wzrusza. Wydawałoby się, że to książka dla dzieci, jednak każdy dorosły czytając ją przeniesie się chętnie do „krainy dzieciństwa”, utożsamiając się z bohaterami z ich radościami i smutkami, będzie przezywał ich przygody.

Przepiękna, poruszająca i bardzo mądra powieść. Niesamowicie o wyobraźni, o budowaniu przyjaźni, o tym, że pomimo różnic, które nas dzielą (a może właśnie z ich powodu), tak wiele może nas z innymi połączyć.  Czyli można mieć inne spojrzenie na świat i być sobą, bez konieczności dopasowywania się. W tej prostocie jest metoda. 


Wyd. IUVI

Insignis w 3paku na święta – „Tworzyć gry”, „Nic się nie dzieje”, „Rok pełen inspiracji”.

Ostatni dzwonek na prezenty (dlatego i z recenzjami tak się spieszymy). Podpowiadamy więc choinkowo. Poniżej z różnej tematyki kilka pomysłów książkowych w myśl zasady 🙂 dla każdego coś dobrego oraz innego.

„Tworzyć GRY” – Patryk Polewniak
Książka to skarbnica wypowiedzi, rad oraz mnóstwa wskazówek związanych z tworzeniem gier. Obok wypowiedzi programistów czy grafików znajdziemy też relacje animatorów i pisarzy. Dzięki temu możemy poznać kolejne etapy tworzenia gier. Trzy pierwsze rozdziały wprowadzają do tematu i omawiają początki programowania gier. 
W drugiej połowie mamy już garść porad m.in. na temat tego jak pisać CV czy szukać pracy. Książka na pewno przydatna dla osób, które bardzo chciałby zacząć „tworzyć gry” a nie bardzo wiedzą od czego.
Przeczytanie jej to na pewno słuszny krok. 

Wyd. Insignis
Wyd. Insignis

„Nic się nie dzieje” – Kathryn Nicolai
Zapracowane i zabiegane umysły potrzebują odpoczynku. Niezależnie od tego, czy masz problemy z zasypianiem, czy budzisz się w środku nocy i nie możesz zasnąć, czy odczuwasz niepokój za dnia – sięgnij po książkę Nic się nie dzieje.

Autorka zgodnie z zapowiedzią na okładce oddała w nasze ręce najlepszy sposób na zaśniecie, czyli zbiór współczesnych ale ponadczasowych opowiadań na dobranoc i to dla dorosłego czytelnika. Idąc dalej, to na pewno są ciekawsze od książki telefonicznej z 1000 razy – choć dążą do tego samego efektu – zaśnięcia. Opowiadania – tuż po, książka tel. w trakcie 🙂 Urokliwe, spokojne, mądre po prostu idealne aby się wyciszyć. Pomiędzy tekstami znajdują się też cudne ilustracje (nigdy nie wyrosłam z obrazków w książkach) autorstwa Léi Le Pivert.
W naszym codziennym zabieganiu (nie tylko przedświątecznym) – to idealna lektura przed snem.

„Rok pełen inspiracji” – Regina Brett

Wyd. Insignis
Reginy Brett ani jej książek nie trzeba nikomu przedstawiać, a jeśli już to będzie dużo do nadrobienia. Jej najnowsza książka na naszym rynku jest zupełnie nietypowa.

52 tygodnie. Będziesz kochał, śmiał się, medytował. Pozwolisz sobie na chwile tylko dla siebie. Na zachwyt światem, na przygodę. Zaprosisz do swojego życia wdzięczność, empatię oraz porozumienie – ze sobą samym i z Twoimi bliskimi.

Ta książka to unikalny kalendarz od Reginy Brett na każdy rok!
Mamy w niej kolekcję wyjątkowych haseł oraz inspiracji, a każdy tydzień zachęcającą do motywujących ćwiczeń duchowych. Autorka pokazuje nam ścieżki, którymi można podążać w zwykłym codziennym życiu, bynajmniej nie szarym, zwłaszcza po czytaniu jej tekstów.
Treści zawarte w tym niewielkim dzienniku mogą okazać się ciekawymi lekcjami, takimi otwierającymi oczy na to co WAŻNE, a zazwyczaj zakryte lub pomijane w codziennym pędzie.
Samo wydanie od strony wizualnej jest bardzo dopracowane i eleganckie, co też nie pozostaje bez znaczenia.

Lunatyczka – Chris Bohjalian

Chris Bohjalian –  to amerykański pisarz figuruje na liście bestsellerów dziennika „The New York Times”. Jego twórczość przetłumaczono dotąd na jedenaście języków i publikowano w dwudziestu jeden krajach. Mieszka z żoną i córką w Vermont. Jego najnowsza książka nosi tytuł „Lunatyczka”.

okładkowo
Annalee Ahlberg jest kobietą spełnioną, zniewalająco piękną, a jej życie to pasmo sukcesów. Rysą na szkle jest jej wstydliwa przypadłość, która bywa zgubna i kuriozalna w skutkach ‒ kobieta lunatykuje. Gdy pewnej nocy nie wraca do łóżka, rodzina obawia się najgorszego. Ekipa poszukiwawcza przeczesuje okoliczne lasy, ale po Annalee nie ma śladu. Lianna, jej starsza córka, rzuca studia, by zająć się ojcem i młodszą siostrą. Wkrótce wikła się w romans ze śledczym prowadzącym sprawę matki, Gavinem Rikertem, ale zdaje się, że mężczyzna wie o Annalee znacznie więcej, niż powinien.

„Lunatyczka” zainteresowała mnie już samym tytułem. Choć szykowałam się na szybką akcję, to równie szybko wstrzymałam konie tych oczekiwań,  ponieważ w książkę należy smakować – nie inaczej.
Stopniowo i kartka po kartce odkrywane tajemnice mocno wciągają i zaskakują.
Mimo, że sama nigdy nie lunatykowałam to w książce temat został ciekawie nakreślony – choć może zbyt obszernie.

Jak na mój pierwszy thriller tego autora, uważam rzecz za udaną. Zakończenie może was zaskoczyć. 

Wyd. Sonia Draga

Gdy byłem kimś innym – Stéphane Allix

Stéphane Allix jest byłym reporterem wojennym oraz dziennikarzem śledczym. Założył INREES, instytut badań zjawisk nadprzyrodzonych oraz czasopismo Inexploré. Stworzył i prowadzi telewizyjną serię dokumentalną Enquêtes extraordinaires. „Gdy byłem kimś innym”, to już jego druga książka na naszym rynku.

okładkowo
Aby zrobić bilans swego życia, Stéphane Allix, francuski dziennikarz śledczy, udaje się do amazońskiej dżungli na medytacyjne odosobnienie. Nie przypuszcza nawet, co go tam spotka. W czasie jednej z medytacji ma wizję, niczym sen na jawie: widzi żołnierza II wojny światowej, esesmana, który umiera, trafiony w gardło odłamkiem pocisku. Jednocześnie w jego umyśle pojawiają się inne obrazy i informacje: imię, nazwisko, stopień wojskowy. Doświadczenie to bardzo go porusza, czuje bowiem dziwne pokrewieństwo z tym żołnierzem. Gdy po powrocie do kraju, odkrywa, że ten człowiek rzeczywiście istniał, rozpoczyna swe prywatne, emocjonujące śledztwo. Czy znajdzie wreszcie odpowiedź na egzystencjalne pytania, które się w nim kotłują od zawsze?

Dawno nie zajmowałam się reinkarnacją w literaturze faktu (najwyżej w powieściach coś się trafiło). A tutaj przypadkiem trafiłam na autobiograficzną książkę Stéphaae Allixa, który zaglądając w swoje własne wnętrze zabrał nas czytających ze sobą w tę podróż. To lektura niezwykła w wymiarze duchowym, mówiąca o wewnętrznej walce, która jest jakże często bardzo trudna. Wiadomo przecież, że jeśli chcemy poradzić sobie z przeszłością musimy mężnie stawić jej czoło – i to właśnie zrobił Allix.

Książka bez dwóch zdań intrygująca – wciąga niesamowicie, wręcz hipnotyzuje i na prawdę nie można się od niej oderwać. Całość napisana przystępnym i zrozumiałym językiem nawet dla kogoś kto w temacie  reinkarnacji „nie siedzi”.

A czy pomoże nam spróbować siebie odnaleźć, cóż to już każdy musi przekonać się sam…

Wyd. Co-Libris

Diabeł, laleczka, szpieg – Matt Killeen

Matt Killeen urodził się w Birmingham, w Wielkiej Brytanii w czasach spodni „dzwonów”.. Długo nie wiedział czym tak naprawdę ma się w życiu zająć, było i marzenie o muzyce (gitara) zanim w końcu zajął się na poważnie pisaniem. Niedawno na naszym rynku ukazała się kolejna część cyklu Sara Goldstein pt. „Diabeł, Laleczka, Szpieg.”

okładkowo
Jest rok 1940, a Sara Goldstein ukrywa się przed nazistami, zmieniając się w Ursulę Haller, ulubienicę śmietanki towarzyskiej stolicy hitlerowskich Niemiec. Pomaga aliantom, zdobywając informacje od nazistowskich generałów w czasie wystawnych przyjęć w eleganckiej dzielnicy Berlina, ale czuje, że mogłaby zrobić więcej. Wtedy kapitan, szpieg, z którym pracuje, dowiaduje się o podejrzanym niemieckim lekarzu działającym w Afryce Środkowej. Plotka głosi, że mężczyzna eksperymentuje z bronią biologiczną i dysponuje wirusem dość groźnym, by unicestwiać całe miasta. Zadaniem Sary i kapitana jest odnalezienie szalonego naukowca oraz przejęcie stworzonej przez niego broni – i to zanim naziści wykorzystają ją w walce. Dołącza do nich Clementine, udająca służącą pół-Niemka, pół-Senegalka, której ostrością języka i spostrzegawczością dorównuje tylko Sara. Kiedy podróżują przez tereny Konga i Gabonu, słowa Clementine zmuszają Sarę do zaakceptowania bolesnej prawdy, że masowa eksterminacja ludzi nie jest wymysłem nazistów. 

Już „Sierota, bestia, szpieg” było jak skok na bungee, więc po drugiej części cyklu spodziewałam się już co najmniej skoku ze stratosfery 🙂 i nie pomyliłam się. Autor nie boi się poruszać w swoich książkach trudnych tematów i to w bardzo realistyczny sposób. Jest interesująco i zaskakująco, akcja trzyma dobre tempo. 
Na pewno jest mroczniej niż w poprzedniej książce, powieść trzyma w napięciu od pierwszych stron, aż do samego końca. Z tym byciem super szpiegiem, to może za „bajkowe” , ale z drugiej strony taka kreacja bohatera i jak dobrze się czyta, to ja się nie czepiam 🙂 

Już czekam niecierpliwie na trzeci tom, bo jakby nie było w każdym kolejnym tomie nasza bohaterka będzie coraz starsza, a jestem jej ciekawa jako dorosłej bohaterki.


Wyd. MEDIA RODZINA

Leniwe wieczory, burzliwe poranki – Alina Białowąs

Alina Białowąs – urodziła się we Wrocławiu i mieszka w nim do dzisiaj. Miłośniczka książek, bez których nie wyobraża sobie życia. Interesuje się psychiką kobiecą i jej dojrzewaniem do różnych etapów życia. Lubi obserwować ludzi. Ma ogromne poczucie humoru oraz dużo pozytywnej energii, którą chętnie obdarza znajomych. Zadebiutowała książką „Galeria uczuć”, która została bardzo ciepło przyjęta przez czytelników. Jej najnowsza książka (II cześć nowego cyklu) nosi tytuł: „Leniwe wieczory, burzliwe poranki”.

okładkowo
Po nieoczekiwanym i ukradkowym wyjeździe męża do Japonii Ewelina zdobywa jego adres i postanawia złożyć mu niespodziewaną wizytę. Jednak zanim jeszcze postawi stopę na lotnisku, uświadamia sobie, że Radek nie był z nią szczery i zataił ważne sprawy. Wściekła i rozżalona zostaje w Polsce, próbując sobie poradzić z nawałem emocji: rano nienawidzi Radka, po południu go kocha, a wieczorem nienawidzi za to, że go kocha. Ewelina ma wybuchowy charakter i jest kąpana w gorącej wodzie, więc zanosi się na to, że nigdy nie odzyska spokoju i już do końca życia będzie się miotać pomiędzy sprzecznymi uczuciami, zawieszając na kołku swoje małżeństwo. Na szczęście jej matka wraz z przyjacielem Gwidonem postanawiają wziąć sprawy we własne ręce, zapewniając Ewelinie całodobowy kontakt z „osobistym trenerem personalnym”. Ale czy to wystarczy, żeby kobieta odzyskała równowagę i wybaczyła Radkowi? Czy doceni go dopiero, kiedy poczuje, że może go stracić?

Książki Pani Aliny Białowąs, to dla mnie zawsze fantastyczna przygoda, kupa śmiechu ale i refleksji, bo przecież jedno drugiemu nie przeszkadza. Po pierwszym tomie, zapowiadało się wiele i faktycznie wiele się dzieje, choć większość w głowie samej bohaterki, lub podczas jej rozmów telefonicznych. Ewelina jest niczym żmija kąsająca własny ogon, którym się niemal dławi, na szczęście do czasu… bo w końcu „wszystko przemija – nawet najdłuższa żmija”.

Pisarka potwierdza swoją doskonałą literacką formę, dzięki której „Leniwe wieczory…” są skarbnicą trafnych spostrzeżeń dotyczących ludzkiej jakże złożonej (i pokręconej) natury.
Wszystko zostało oczywiście okraszane dobrym, momentami wręcz wisielczym humorem – moim zdaniem to już znak rozpoznawczy autorki 🙂 Do tego świetne wprowadzenie końcowego bohatera… a zakończenie, no cóż – chapeau bas.

Polecam nie tylko na święta, bo wierzcie mi nikt lepiej spraw ważnych i poważnych niepoważnie nie ujmie, nie umniejszając przy tym ich znaczenia. Warto.


Droga Pani Bird – A.J. Pearce

A.J. Pearce studiowała amerykanistykę na Uniwersytecie Sussex, pracowała jako dziennikarka oraz marketingowiec. Mieszka na południu Anglii. „Droga Pani Bird” jest jej debiutem literackim – entuzjastycznie przyjętym zarówno przez krytyków jak i czytelników. A.J. Pearce inspirowała się listami wysyłanymi przez czytelniczki do gazet podczas II wojny światowej. Podobno szykuje się kontynuacja oraz serial na podstawie książki. 

okładkowo
Londyn, 1941. Pośród bomb spadających na miasto Emmeline Lake, młodziutka ochotniczka służby pożarniczej, marzy o karierze dzielnej korespondentki wojennej. Nieoczekiwanie zostaje zatrudniona w redakcji „Przyjaciółki Kobiety” jako maszynistka apodyktycznej i pruderyjnej Henrietty Bird, redaktorki rubryki z poradami. Pani Bird nie chce czytać ani tym bardziej odpowiadać na listy „nieprzyjemne”, a już na pewno nie te o miłości, smutku czy moralnych rozterkach. Jednak Emmy nie potrafi przestać myśleć o pozbawionych wsparcia zrozpaczonych czytelniczkach – kobietach, którym wojna wywróciła życie do góry nogami, które tęskniły za swoimi mężami albo zostały same i zakochały się w nieodpowiednim mężczyźnie. Głęboko poruszona uznaje, że musi im pomóc. Potajemnie zaczyna odpisywać na listy, które miały wylądować w koszu – w końcu to nic złego.

Gdy nadchodzi grudzień i odpowiedni klimat, zawsze sięgam po książki pogodniejsze, takie podnoszące na duchu zwłaszcza w ten przedświąteczny czas. Do takich ujmujących i mądrych należy właśnie „Droga Pani Bird”.
Wbrew akcji dziejącej się podczas II wojny światowej oraz towarzyszących temu dramatycznych okoliczności i wydarzeń, lektura jest zaskakująco pogodna i pozytywna. W końcu ludzie zwłaszcza „wtedy” starali się żyć normalnie…
Akcja dynamiczna, zabawne i błyskotliwe spostrzeżenia naszej rezolutnej bohaterki nie pozwalają się nudzić. Zresztą sylwetki wszystkich bohaterów zasługują na uwagę. Mamy silne, mądre i bardzo wrażliwe kobiety, bez których nie byłoby tej całej opowieści.
„Droga Pani Bird” przypomina mi bardzo książki innej mojej ulubienicy Fannie Flagg (podobne literackie „widzenie świata”), które czyta się z uśmiechem i lubością, mocno przy tym kibicując bohaterom.

Tak ciepłej – pełnej humoru oraz podnoszącej na duchu opowieść nie może w te Święta BN u Was zabraknąć, wierzcie mi!

Wyznanie – Jessie Burton

Jessie, Burton (absolwentka Oxford University) – swoją pierwszą książkę pisała w tajemnicy nawet przed najbliższymi, dziś ma na koncie m.in. „Miniaturzystkę”, „Muzę” i najnowszą „Wyznanie”. 

okładkowo
Miłość, która odurza i niszczy. Decyzja, która zmienia życie wielu osób. Słabość, która okazuje się siłą. Trzy kobiety i jedna tajemnica, która je połączy. Na zawsze. Pewnego zimowego popołudnia 1980 roku w londyńskim parku Hampstead Heath Elise Morceau poznaje Constance Holden i w okamgnieniu traci dla niej głowę. Connie jest odważna i pociągająca, odnosi sukcesy jako pisarka, a na podstawie jej powieści powstaje właśnie hollywoodzki film. Elise wyrusza z nią do Los Angeles, miasta wielkich gwiazd i wspaniałych rezydencji. (…) Trzydzieści lat później Rose Simmons szuka informacji na temat matki, która zniknęła w jej wczesnym dzieciństwie. Dowiedziawszy się, że ostatnią osobą, która ją widziała, była Constance Holden, samotna pisarka, która u szczytu sławy wycofała się z życia publicznego, Rose pojawia się w domu Connie w nadziei wysłuchania jej wyznania…


Po „Miniaturzystce” świat literacki nie jest taki sam i choć to mój zdecydowany faworyt wśród książek Burton, to najnowsza „Wyznanie” jest równie frapująca i świetnie napisana i chyba najbardziej przesycona feminizmem z pośród jej dzieł.
Ale na tym się nie kończy wachlarz tematów i emocji. Pojawia się nie tylko feminizm, ale też homoseksualizm, przemoc domowa, zazdrość, miłość, depresja poporodowa czy zaburzenia psychiczne. 

Książka nie męczy, jednak łatwa nie jest i stawia nas niejednokrotnie przed ścianą pytań, negacji i wątpliwości. Jest na pewno mocna poruszająca, szczególnie dla osób o tradycyjnych poglądach.

Akcja dziejąca się na dwóch płaszczyznach czasowych czyni powieść jeszcze ciekawszą. A zakończenie… no cóż – ja nie byłam zadowolona, musicie przekonać się sami.


Wydawnictwo Literackie