Harjunpää i dręczyciel kobiet – Matti Yrjänä Joensuu

Matti Yrjänä Joensuu (1948-2011) był policjant i autorem kryminałów.
Był laureatem wielu nagród literackich, m.in. Valtion kirjallisuuspalkinto w 1982 roku, czy szwedzkiej Nagrody im. Martina Becka (1987).
Zasłynął serią książek o przygodach policjanta Timo Harjunpy. Niektóre tomy zekranizowano, przeniesiono na deski teatru czy jako słuchowiska. Po „Harjunpaa i kapłan zła” (Kojro, 2005) czas na „Harjunpaa i dręczyciel kobiet” a kolejna (jeszcze w czytaniu przeze mnie) ma tytuł  „Harjunpaa i syn policjanta”.

okładkowo
Już od początku zapowiadały się kłopoty: w biurze czekały na niego dwa popołudniowe zgony, których nie mógł załatwić wcześniej, i nawet nie zdążył z Volanenem wrócić z wydziału, gdy na brzegu Vattunokki znaleziono topielca – sądząc po stopniu rozkładu znajdował się w morzu co najmniej dwa miesiące, zapewne przez całe lato. Zaraz potem doszła sprawa kobiety, która otruła się lekami. A do tego jeszcze te dwa trupy w różnych częściach miasta. Volanen skręcił z piskiem opon na Itavayla. Harjunpaa popatrzył na niego z ukosa i poczuł, jakby się ocknął, zaczął go rozumiem dopiero teraz.

Tacy zmęczeni życiem bohaterowie w stylu „noir”, to jest coś co lubię od lat zarówno w literaturze jak i filmie. Są oni bardziej „ludzcy”, niemal tacy sami jak my ze swoimi wadami czy słabościami. Taki śledczy, któremu nie tylko bandziory ale i los często rzuca kłody pod nogi budzą naszą sympatię. I jak to bywa w przypadku piszących byłych policjantów, autor doskonale wie o czym pisze. 

Oczywiście jeśli książka z kręgu skandynawskiego, to nie mogło zabraknąć tematów (dygresji) społeczno-obyczajowych, które muszą być poruszone. To dobrze, bo takie zabiegi literackie czynią książkę po prostu ciekawszą. Kolejny plus za sporo dla nas czytających do rozmyślań i pod rozwagę, czyli płaszczyzna dydaktyczna też jest.

Jak na kryminał, mogłaby być obszerniejsza, bo skończyła się zbyt szybko… ale za to będą następne, mam nadzieję, że wydawnictwo zaprezentuje nam kolejne już niebawem.

Wyd. Kojro

Kulawe konie – Mick Herron

Mick Herron urodził się w Newcastle upon Tyne, ale obecnie mieszka w Oksfordzie. Autor ma na swoim koncie wiele poczytnych i nagradzanych książek, a "Kulawe konie" zyskały status jednej z dwudziestu najlepszych powieści szpiegowskich wszechczasów.

okładkowo

Nie przestajesz być szpiegiem tylko dlatego, że wypadłeś już z gry…
Wykluczeni z grona czempionów z Regent’s Park, zesłani do Slough House za narkotyki i pijaństwo, za rozpustę i wpadki, za politykowanie i zdrady… Fatalnie dobrani i znakomicie wyszkoleni przeciętniacy pod wodzą Jacksona Lamba nie przeprowadzają już operacji. Przekładają tylko papiery. Żaden z nich nie wstąpił jednak do kontrwywiadu po to, by stać się kulawym koniem.
Zostaje porwany chłopak. Zapowiedziano internetową transmisję na żywo z jego ścięcia.
Odgórne instrukcje są jednoznaczne – ale przecież kulawe konie ze Slough nie będą siedzieć cicho i patrzeć… Nigdy nie lekceważ tych, którzy nie mają nic do stracenia.

Uwielbiam tak zakręcone i pełne zwrotów (najlepiej nieoczekiwanych) książki) palce lizać po prostu i nie tylko do przewracania stron… Najfajniejsze jest, gdy nie wiesz kto kogo i dlaczego, a co ci się wydaje, że wiesz, to ci się tylko wydawało 🙂 Dopiero gdy zamkniesz okładki i wszystko ci się w głowie „ułoży” przyznasz, że w tym szaleństwie była metoda. Zapewniam, to taka właśnie książka.

Retrospekcje tutaj robiły dobrą robotę, bo bywa czasami, że zbytnio mieszają, ale nie tu. Tytułowe „kulawe konie” to bynajmniej nie kulawo wykreowani bohaterowie. Świetnie skonstruowane i barwne postacie.
Dawno nie czytałam tak dobrej „szpiegówki” i do tego tego ta brytyjskość.

„Kulawe konie” jak na pierwszą część serii Slough House, spisały się nieźle i nie kulejąc dobiegły do mety. Po kolejne na pewno sięgnę, a potem obejrzę zapewne ekranizację z Garym Oldman. 

P.S. Kolejna część pt. „Martwe lwy” ukaże się jeszcze w tym miesiącu.

Wyd. Insignis

Matnia – Przemysław Piotrowski

Przemysław Piotrowski – był dziennikarzem sportowym. Ukończył Uniwersytet Zielonogórski, studiował również w Hiszpanii i USA. Pisarsko zadebiutował w 2015 roku thrillerem historycznym „Kod Himmlera”. Jest również autorem serii political fiction „Radykalni”. Natomiast „Piętnem” rozpoczął serię o komisarzu Igorze Brudnym. „Matnia” to jego najnowsza książka i moje pierwsze spotkanie z twórczością autora.

okładkowo
Skrzypiące pod nogami deski. Wiatr wyjący na zewnątrz. Gałęzie poruszające się za oknami. Nieprzenikniony mrok, w którym coś się czai…
Zuza nigdy nie miała zbyt wielkiego szczęścia, ale zawsze jakoś dawała sobie radę. Gdy zostaje oszukana przez byłego partnera, musi spojrzeć prawdzie w oczy. Ma trzydzieści cztery lata i dwumilionowy dług, a za niecałe pół roku urodzi bliźniaczki. I wtedy w jej życiu pojawia się Marek, mężczyzna idealny: przystojny, troskliwy i dojrzały. Po kilku miesiącach związku proponuje dziewczynie przeprowadzkę do rodzinnych Toporzyc. Wątpliwości Zuzy związane z wyjazdem rozwiewają dopiero podejrzani ludzie, którzy pojawiają się pod jej oknami.
Już na wsi Marek dowiaduje się, że musi jechać do Niemiec… Zuza zostaje sama w starym domu w środku lasu. Wiejska sielanka z każdym dniem coraz bardziej przypomina koszmarny sen… 


Lubię klimat grozy, taki który narasta ze strony na stronę i  tutaj autor spisał się świetnie wprowadzając chłodny klimat (nie tylko z racji pór roku). Chłód, niepewność, tajemnica… przez cały czas nam towarzyszą. Napięcie cały czas trzyma nas za rękę zadając pytanie… czy wiesz co się dalej stanie? Nie ma na to innej odpowiedzi jak przeczytać samemu.  

Postacie rzetelnie wykreowane, Piotrowski też niezwykle umiejętnie prowadzi narrację oczami kobiety, kobiety która balansuje ze strachu (nie tylko o siebie) niemal na granicy obłędu.
Fabuła z ciężarną w tle bardzo to dobry pomysł, tym, bardziej mnie urzekło, że sama nosiłam ciążę mnogą, to wiele rzeczy łatwiej potrafię zrozumieć. 
Samo napięcie w książce budowane jest powoli i narastająco – warstwa po warstwie. Zakończenie choć bez fajerwerków totalnego zaskoczenia, to jawi się nam dobrze jak solidnie wykonana robota. 

Myślę, że to obiecujący początek obcowania z książkami tego autora (y)

Wyd. Czarna Owca

Pomiędzy wzgórzem a doliną – Jowita Kosiba

Jowita Kosiba rocznik 1991 jest absolwentką polonistyki, pedagogiki oraz anglistyki. Jest też doktorantką na Uniwersytecie Rzeszowskim. Na co dzień uczy w szkole podstawowej. Jej pierwsza powieść „Zagubiony ptak” zwyciężyła w konkursie na polską współczesną powieść obyczajową. Uwielbia literaturę wiktoriańską, baśnie i mroczne historie, a także szeroko pojętą kulturę ludową. W nasze ręce oddała niedawno „Pomiędzy wzgórzem a doliną”. 

okładkowo
W ostatnią noc roku Weronika czyta list od przyrodniej siostry. Od dawna nie utrzymywały ze sobą kontaktów, jednak ta wiadomość zmienia wszystko – Eliza Wilkowiecka, słynna pisarka, jest umierająca. Swoje ostatnie miesiące chce spędzić w towarzystwie Weroniki, z którą rozdzielił ją rodzinny zatarg. Kobieta, wbrew zdrowemu rozsądkowi i oburzeniu najbliższych, wyjeżdża na drugi koniec Polski, do Leszczyniec. W starym pałacu, rodzinnej posiadłości Wilkowieckich, pragnie odkryć powody decyzji swojej matki, która przed laty najpierw porzuciła Elizę, a następnie ją. Zagłębiając się w przeszłość, odkrywa mroczną historię, która niegdyś rozegrała się pomiędzy dwiema rodzinami i dwoma domami – położonym na wzgórzu pałacem i ulokowanej w dolinie drewnianej chatce.

Oczarowanie tą powieścią to mało powiedziane, to po prostu totalna hipnoza… choć nie od razu połapałam się w fabule. Po zawiłym starcie, potem już było tylko lepiej. 
Jest magicznie, klimatycznie, tajemniczo z lekką nutką grozy nawet. Jest też o głęboko ukrytych sekretach rodzinnych, dramatach, tajemnicach i o poszukiwaniu miłości… tej jedynej. 
Bohaterowie bardzo różni od siebie, świetnie wykreowani, interesujący. Nawet ci drugoplanowi budzą naszą ciekawość. 

„Pomiędzy wzgórzem a doliną” jest urokliwą powieścią, pełną różnych emocji.  Zdecydowanie należy do tych książek, których się nie zapomina a po zamknięciu okładek jeszcze długo, długo zostaje z nami i w nas…
Plus za świetnie wplecione wątki naszej rodzimej, słowiańskiej mitologii.
Szykujcie też chusteczki.
Koniecznie !

Wydawnictwo MG

Zestaw wakacyjny od Insignis – „Jak przestać się martwić”, „Co wolisz” i „Dobre wieści” :-)

Insignis ma co chwile serwuje nam oprócz powieści obyczajowych czy fantastyki ciekawe oraz inspirujące poradniki 🙂
Do takiego wakacyjnego Zestawu na pewno można zaliczyć „Jak przestać się martwić” i „Dobre wieści”

okładkowo
Masz skłonność do zamartwiania się? A może czasem czujesz się zmartwiony bez żadnej wyraźnej przyczyny? I to akurat wtedy, kiedy chciałbyś zaznać chwili spokoju… Martwienie się to coś zupełnie naturalnego – jest jak alarm, który daje ci znać, że powinieneś uporać się z jakimś problemem. Zdarza się jednak, że wymyka się spod kontroli, nie pozwala spać, odbiera radość życia i źle wpływa na zdrowie. Dzięki tej książce poznasz praktyczne i wypróbowane sposoby, jak sprawić, by zamartwianie się działało na twoją korzyść. Dowiesz się, jak skutecznie mierzyć się z problemami różnego rodzaju, zrozumiesz źródła swoich lęków i nauczysz się sprawnego podejmowania przemyślanych decyzji. Przywróć swojemu życiu spokój i równowagę.

Ta niewielka książeczka mieści w sobie wiele treści… i z łatwością zmieści się kieszeni, plecaku, czy damskiej torebce. Jest w niej zarówno sporo ciekawych i przydatnych rzeczy jak i stereotypów. Wiadomo, ze w przypadku takich książek jest tyle punktów widzenia, co do przeczytanej treści ilu samych czytających. A rady w niej zawarte nawet jeśli nie pomogą, czy się z nimi nie zgadzamy, to na pewno pomogą w uświadomieniu sobie tego czy innego problemu z którym się borykamy i zamartwiamy, a od tego już droga prostsza ku znalezieniu pomocy…

Wyd. Insignis

Wyd. Insignis

okładkowo
Optymistyczna, podnosząca na duchu i pokrzepiająca książka, która pomoże młodym czytelnikom zmienić ich sposób myślenia o świecie. Gdy docierają do nas tylko złe wieści, świat może wydawać się nieco… przerażający. Tymczasem wokół dzieje się też mnóstwo dobrego – szkoda, że tak rzadko o tym słyszymy! Mamy przecież roboty ratujące ludzkie życie, drzewa, które mogą uzdrowić naszą planetę, i odnawialne źródła energii. Jest wiele osób, organizacji i firm, które walczą o lepszy świat. Ta książka jest także o nich. Oraz o tym, jak wy możecie pójść w ich ślady.

Któż z nas nie lubi dobrych wieści, chyba każdy, a w dobie zwłaszcza ostatniego roku, są one wręcz na wagę złota.
Książkę podzielona na sześć grup: ludzie, polityka, planeta, zdrowie, społeczeństwo i sztuka. A napisano zabawnie i z polotem (są ilustracje). Rzecz doskonała do dalszych dywagacji, czy dyskusji w szerszym gronie np. po powrocie do szkoły. Jak to się mówi nudy nie ma.

Skalny kwiat – Ilaria Tuti

Ilaria Tuti jako dziecko marzyła, by zostać fotografem, później skończyła ekonomię. Jest zakochana w morzu, choć mieszka w górach. Jej miłością zawsze było malarstwo, a w wolnym czasie pracowała jako ilustratorka w wydawnictwie. Na naszym rynku pojawiły się już dwie cześci cyklu o komisarz Teresie Battaglii pt „Kwiaty nad piekłem” i „Śpiąca nimfa” a ostatnio powieść powstała na kanwie prawdziwych wydarzeń z I wojny światowej pt. „Skalny kwiat”.

okładkowo
Prawdziwa, choć zapomniana historia. Sugestywna opowieść o bohaterkach, którym wojna odebrała wszystko, pozostawiając strach. Ale ich nie złamała. Od huku pocisków drżą położone wśród gór wioski. To tam mieszkają one – niezłomne kobiety, do których o pomoc zwraca się dowództwo włoskich wojsk. Część z nich to jeszcze dzieci, część już staruszki, wszystkie jednak co rano w wojskowych magazynach pakują do koszy prowiant, leki i amunicję i ruszają ścieżkami ku górskim szczytom, które pokonać umieją tylko one. (…) mimo niebezpieczeństw czających się na każdym kroku, mimo białych diabłów – strzelców wyborowych armii wroga… wspinają się godzinami, by wesprzeć walczących żołnierzy. To Tragarki, które w piekle alpejskiego frontu dźwigają nie tylko życie.

Po dwóch niezwykłych kryminałach, Ilaria Tuti uraczyła nas powieścią  obyczajową napisaną w oparciu o prawdziwe wydarzenia. Jest to niesamowita historia o poświęceniu, odwadze, patriotyzmie i uporze . Bohaterki jej to kobiety – alpejskie góralki – zostawione same sobie, na czas wojny, pozbawione męskich ramion i wsparcia, muszące te wsparcie jeszcze dodatkowo nieść tym walczącym. Nieść je materialnie i duchowo, jakże często z narażeniem własnego życia. Opowieść mówi wiele o społeczności tamtego czasu i miejsca, o tym jak mimo wszystko zachowano empatię i człowieczeństwo, pomagając innym, czasami nawet wrogowi.

Na temat I wojny do tej pory niewiele czytałam w sumie, a ta historia chwyciła za serce i bardzo mocno je ścisnęła i pozostała ze mną na długo. Każda i każdy z nas powinien po nią sięgnąć.

Wyd. Sonia Draga

Zaginiona siostra – Tracy Buchanan

Tracy Buchanan mieszka w Buckinghamshire w Wielkiej Brytanii z mężem, córeczką i bardzo niegrzecznym psem Bronte. W przeszłości dużo podróżowała, pracując jako redaktor magazynu podróżniczego – od zawsze ciągnęło ją do morza, ta fascynacja inspiruję jej pisanie. „Zaginiona siostra” to jej pierwsza książka na naszym rynku.

okładkowo
Becky podnosi słuchawkę telefonu i po drugiej stronie słyszy bardzo słaby głos. W jednej sekundzie dociera do niej jednak, z kim rozmawia. To matka, Selma. Nie kontaktowały się ze sobą od lat, a teraz tej kobiecie, która porzuciła ją i jej ojca dla innego mężczyzny, niezależności oraz kariery pisarskiej, pozostało zaledwie kilka dni życia. I coś ważnego chce przekazać córce: Miałam drugie dziecko, z Idrisem.
Dwie kobiety, dwadzieścia lat milczenia i próba dotarcia do prawdy, która wstrząśnie światem Becky. Od tej pory jej życie nie będzie już takie samo. Poruszająca opowieść o rodzinnym dramacie, tajemnicach, kłamstwach i trudnych kobiecych wyborach. 

Lubię gdy jakiś autor miesza mi tropy i myli ścieżki umiejętnie przy tym prowadząc na literackie manowce. Tak jest w przypadku „Zaginionej siostry” Tracy Buchanan.
Od początku mamy z wysokiego C. Powieść niesamowicie wciąga i wzrusza, dając do myślenia, zwłaszcza na temat (jakże arcytrudnych czasami) relacji rodzinnych.  Jest też o sekretach (mrocznych tajemnicach) i marzeniach, o poszukiwaniu siebie i własnego miejsca i akceptacji w oczach innych… 

Szybka akcja, sprawna narracja i wyjątkowo lekkie pióro autorki, czynią książkę ekspresową w czytaniu. Z drugiej zaś strony książka pozostanie z nami jeszcze na długo po zamknięciu okładek, pod refleksje i zastanowienie.
Świetna rzecz zwłaszcza na urlop, ale nie tylko.  

Wyd. LITERACKIE

Trylogia Sampo („Strażnicy Sampo”, „Tiera”, „Louhi”) – Timo Parvela

Minęło dziewięć lat, a ja wróciłam do tej trylogii i sięgnęłam po jej kontynuację, czyli cz.2 „Tiera” oraz cz.3 „Louhi”
 Timo Parvela urodził się w 1964 roku. Studiował na uniwersytecie w Jyväskylä, a przez sześć lat pracował jako nauczyciel w szkole podstawowej (chyba stąd pozostał mu tak szeroki i szczery, dziecięcy uśmiech). W latach dziewięćdziesiątych zawodowo zajął pisaniem. Jest laureatem nagrody Andersena. Pisze głównie dla dzieci i młodzieży. 

okładkowo
Miecz jest pierwszą częścią trylogii Strażnicy Sampo, w której grupa dziewczynek i chłopców zostaje wciągnięta w walkę o zdobycie przynoszącego dobrobyt magiczne przedmiotu. Ta powieść fantasy oparta na motywach fińskiego eposu Kalevala w fascynujący sposób łączy elementy mitologii fińskiej ze współczesną rzeczywistością i problemami nękającymi świat.

Niesamowita jest to, że nawet w książce dla młodszych czytelników, takiej jak Miecz, wyczuwa się niezwykłą powagę – niekiedy wręcz surowość słów – fińskiej literatury, co jest jej niewątpliwą zaletą. Strażnicy Sampo nie są tylko zręcznie zmiksowaną opowiastką (mieszaniną realnego świata z baśniowym)To także opowieść o jakże trudnym momencie dzieciństwa, tuż przed  stromymi schodami w dorosłość, mimo, że problemy „tej dorosłości” wcale nie są obce głównym bohaterom. Z przykładów: chłopiec, który starannie ukrywa fakt zniknięcia ojca (fałszuje czeki, usprawiedliwienia). Albo dziewczynka, której mama okazuje się być kimś zupełnie innym niż się wcześniej wydawało. Książkę dzięki owemu „fińskiemu” przejrzystemu stylowi i wartkiej akcji oraz umiejętnie prezentowanej fińskiej mitologii (Kalevala) – czyta się z niezwykłą lekkością. 

Wyd. KOJRO

„Tiera”
okładkowo
TIERA to dalszy ciąg przygód grupy młodych ludzi podróżujących na północ Finlandii w poszukiwaniu drugiego odłamka magicznego przedmiotu, zapewniającego bogactwo i władzę nad światem. Czy okrutnej Loviatar, królowej śmierci, oraz Louhi – władczyni chciwej i zimnej Pohjoli uda się przeszkodzić im w osiągnięciu celu? 

Świetnym zabiegiem literackim było tutaj krótkie przypomnienie fabuły z I tomu (to ważne), bo po kilku latach niestety się zapomina treść, choć ogólne wrażanie zawsze pozostaje, wiadomo :-). Jak poprzednio akcja jest bardzo dynamiczna, nie ma czasu na nudę. Bohaterowie poszukują poszukiwaniem zaginionych kawałków artefaktu, wpadając co chwilę w różne tarapaty. Niebezpieczeństwa, sekrety, ba a nawet zdrada… wszystko się tu znajdzie. Mimo dedykowania całej serii młodszemu czytelnikowi, to starsi też nie powinni być zawiedzeni
Trylogia się rozwija i o to wszak chodzi. 

Wyd. KOJRO

„Louhi”
okładkowo
Louhi to zakończenie trylogii przygód grupy młodych ludzi szukających odłamka magicznego przedmiotu zapewniającego bogactwo i władzę nad światem. Ta powieść fantasy oparta na motywach fińskiego eposu Kalevala w fascynujący sposób łączy mity fińskie i współczesną rzeczywistość.

Jak się okazało i w ostatnim tomie nie zabraknie emocji i przyspieszonego tętna przy czytaniu przygód naszych bohaterów. Okazało się, że już, już prawie, prawie, a tu jeszcze nie wszystkie kawałki rogu zostały odnalezione i sporo trzeba się było natrudzić aby finał był szczęśliwy 🙂 A jak wiemy po drodze nie każdy miał czyste intencje. 

Czy udało się ocalić cywilizację jaką znamy a co z klimatem, to już musicie dowiedzieć się sami, czytając. 

Wyd. KOJRO


Księga tęsknot – Sue Monk Kidd

Sue Monk Kidd znana i popularna amerykańska pisarka, rocznik 1948. Jest absolwentką pielęgniarstwa, a w zawodzie przepracowała ponad dwadzieścia lat. Natomiast pierwszą powieść napisała na konkurs ogłoszony przez organizację Guideposts , a potem nawet tam pracowała. Jej autorstwa są m.in. „Sekretne zycie pszczół”, czy „Czarne skrzydła”.

okładkowo
Na imię mi Ana. Byłam żoną Jezusa z Nazaretu, syna Józefa. Nazywałam go Ukochanym, a on mnie Małym Grzmotem, zawsze się przy tym śmiejąc (…) Tak rozpoczyna się opowieść Any. Młodej Żydówki z zamożnej rodziny… Jej los dyktują mężczyźni i tradycje, a przekleństwem nastolatki jest pęd do wiedzy, który nie pozwala się jej podporządkować. Przemożną chęć do wyrażania swoich myśli i spisywania losu kobiet pielęgnuje w dziewczynie ciotka Yaltha, uczona siostra jej ojca, która po latach banicji powróciła w tajemnicy na łono rodziny. Brutalny męski świat zmusza Anę do ucieczki. Dziewczyna rozpoczyna własną podróż przez życie, spisując pomijaną w oficjalnych przekazach historię kobiet początku naszej ery…
Księga tęsknot przedstawia, z kobiecej perspektywy, wydarzenia znane z Nowego Testamentu. To poruszająca, hipnotyzująca powieść, napisana z rozmachem i jednocześnie szacunkiem do religii chrześcijańskiej, ukazująca ludzką twarz Jezusa z Nazaretu i jego życie z Aną.

Autorkę znam i cenię od lat, czytałam prawie wszystkie jej książki. Wiedziałam, że (jeszcze przed pandemią) pisze właśnie taką nietypową rzecz, no i musiałam ją przeczytać.
Sue Monk Kidd wręcz perfekcyjnie potrafiła połączyć wydarzenia historyczne z zupełnie fikcyjnymi.
Zadziwiające (choć może z drugiej strony wcale nie) jest to, że tak wtedy, jak i dziś kobiety pragną mieć głos, móc decydować, czy brać czynny udział w wielu sprawach. I choć czasy są zgoła inne, to dążenia do wolności, sprawiedliwości wcale się nie zmieniły…
Powieść jest świetnie skonstruowana, narracja pierwszoosobowa (w osobie Any), każdy za bohaterów wyrazisty, mocno zaznaczony.

“Księga tęsknot” to na pewno odważna, wręcz śmiała książka, a także charyzmatyczna. Gdy się już zacznie czytać, to nie odpuszcza aż do skończenia. Obcowanie z całością, to niesamowita przygoda.
Liryczna, feministyczna, cudowna… mądra.
Warto, bardzo to warto!!!

Wydawnictwo Literackie 

Jeże. Najeżona kłopotami namiętność. – Hugh Warwick

Hugh Warwick od ponad trzydziestu lat ma obsesję na punkcie jeży – namierzał je nadajnikami uczestniczył w projekt Ulica Jeży, który próbuje odwrócić przerażający spadek populacji jeży i wiele, wiele innych dzialań dotyczących dobra tych małych kolczastych stworzeń. Często pojawia się w mediach i opowiada o nich, jest rzecznikiem i dożywotnim członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Ochrony Jeży. Prowadzi tematyczne wykłady oraz jest autorem wielu książek o jeżach m.in. „Jeże. Najeżona kłopotami namiętność.”

okładkowo
Proszę państwa, oto jeż, jeż ma kolce wzdłuż i wszerz – a oprócz tego to niezwykle ciekawe i urocze zwierzę, które żyje tuż obok nas. Wędruje przez pola i po obrzeżach lasów, myszkuje w parkach i ogrodach, nocami przemyka przez ulicę. Oto oda do pokornego jeża napisana przez jeżowego fanatyka. Opowieść o tym, czym właściwie jeże się zajmują i co mówią o naszej potrzebie kontaktu z dziką przyrodą, a także o zmianach środowiska. To podróż w czasie (sięgająca miocenu), przez kulturę (co o jeżach sądzili Herodot i Beatrix Potter) i w przestrzeni, bo Warwick przemierza Hebrydy Zewnętrzne, szuka rzadkiej odmiany jeża w Japonii i czołga się przez pola w Shropshire.

Hugh Warwick – z humorem i wyczuciem – opowiada wszystko, co moglibyście chcieć wiedzieć o jeżach, a także o kilku rzeczach, o których nigdy byście nie pomyśleli (że chcecie je wiedzieć).

” To nie jest jedynie książka o jeżach, ale też o naszym stosunku do dzikiej przyrody i jednej z najsilniejszych relacji. Dzięki autorowi poznałam pojęcie „dylematu jeża”, który świetnie to pokazuje, a przez który tak naprawdę wszyscy cierpimy. Większość z nas pragnie bliskości przyrody, kiedy jednak nam się udaje do niej zbliżyć, często przynosi to więcej szkody niż pożytku, bo z jednej strony próbujemy cieszyć się nią, a z drugiej nie potrafimy w pełni docenić i nie dajemy nic w zamian, a przede wszystkim ją niszczymy. Kiedy jednak wycofujemy się i zostawiamy ją w spokoju, zaczynamy tęsknić albo zupełnie o niej zapominamy i odcinamy się od wartości, jakie niesie, a przez to przyspieszamy jej niszczenie. I to jest właśnie „dylemat jeża”, przed którym wszyscy stoimy. Musimy znaleźć „złoty środek” i próbować tak zbliżyć się do dzikiej przyrody, by jej nie szkodzić, bo obie strony mają czerpać korzyści z tej relacji.

„Jeże…” to książka przyrodnicza jakich mało, to mało powiedziane, bo to cudowna opowieść o miłości, o kolczastej namiętności do jeży 🙂
Jestem też przekonana, że każdego kto po nią sięgnie zauroczy (i nie piszę tego wcale dlatego, że sama mam jeża – pigmejskiego akurat). Po prostu niewielu pasjonatów umie tak wspaniale o swojej manii pisać, a Hugh Warwick potrafi. I to jak!

Książka inspiruje i daje do myślenia, sprawie też, że nawet jeśli darzyliśmy jeże po prostu zwyczajną obojętnością, czyli „jaki jest jeż każdy widzi”, to po lekturze tej pozycji na pewno wiele się w naszym podejściu do tych niezwykłych zwierząt zmieni.  

Dzięki tej lekturze i samym jeżom, może zaczniemy widzieć więcej niż kawałek swojego (nie daj Boże) wybetonowanego podwórka.

Wyd. Marginesy