Dzieci Jagiellonów. Zygmunta Starego i Barbary Zapolyi losy podług Elżbiety Jagiellonki w 1517 roku spisane – Dorota Pająk – Puda

Dorota Pająk -Puda z zawodu bibliotekarz i docent mniemanologii nadużywanej (jak mamy napisane w jej biogramie). Podobno durzy się w Kazimierzu Jagiellończyku, ubóstwia jego żonę i ma słabość do króla Olbrachta 🙂 Uwielbia psy i koty, kino i poranne czytanie w łóżku. Na swoim koncie ma już kilka powieści historycznych: „Matka Jagiellonów”, „Sonka. Ostatnia żona Jagiełły”, „Złota królowa. Elżbieta Łokietkówna” i najnowsza 
„Dzieci Jagiellonów. Zygmunta Starego i Barbary Zapolyi losy podług Elżbiety Jagiellonki w 1517 roku spisane”.

okładkowo
Wraz ze śmiercią królowej Elżbiety Rakuszanki, żony Kazimierza Jagiellończyka umiera średniowiecze. To czas kiedy powstaje i nabiera żywych barw nowy Wawel, to czas płodnych umysłów, które potrafią czcić nie tylko rozum, ale i ciało. To Kraków z przełomu wieków, Wrocław, Legnica i biskupia Nysa. To czas kiedy Księstwo Moskiewskie uderza w Wielkie Księstwo Litewskie i bije, głosząc, że jest bite. To czas koronacji Zygmunta Starego, wtedy jeszcze Jagiellończykiem zwanego i jego ożenku z młodziutką Barbarą Zapolyą. Bo Bona była tą drugą… Trzecią…

Z twórczością Doroty Pająk-Pudy los zetknął mnie przypadkiem w dość ciekawych i burzliwych okolicznościach na portalu LC. Jak się potem okazało na całe szczęście, bo inaczej ominęło by mnie sporo ciekawej i dobrze napisanej literatury, a tego to już bym sobie nie darowała.

Skupiając się jednak na samej książce „Dzieci Jagiellonów…” 
Rzadko sięgam po powieści historyczne z kilku powodów m.in. strachu, że mi się nie spodoba, będzie nudna itp. oraz zwyczajnie jest ich za dużo na naszym polskim rynku.
A tu takie zaskoczenie, bo oprócz barwnego języka, gdzie np. nazwane zostaje ciekawie, nawet to co często nienazwane lub niewymowne 🙂 to przede wszystkim dosłownie przenosimy się na Wawel Jagiellonów. Autorka prezentuje umiejętnie (co bardzo cenię w powieściach) kobiety na tle obyczajów, zwyczajów zakazów i nakazów oraz tego wszystkiego z czym musiały się mierzyć, bez względu na stan, żyjąc w tamtych czasach.

Zaskoczenie ogromne. Widać talent, kreacyjność i wiedzę historyczną autorki, bo co jak co ale na pewno nie jest łatwo „wyrzeźbić” dobrą powieść tego typu. 

Jak to się mówi o takich pozycjach do zaczytania?
Historia przez nią opowiedziana jest z tych „nieodkładalnych” po  prostu. Musicie przekonać się sami, warto. 


Wydawnictwo MG

Śmierć pani Westaway – Ruth Ware

Ruth Ware po ukończeniu studiów w Manchesterze przeprowadziła się do Paryża, po czym osiadła na stałe w północnej części Londynu. Zanim wzięła się na dobre za pisanie to pracowała jako kelnerka, księgarz, nauczycielka języka angielskiego oraz rzeczniczka prasowa. „W ciemnym, mrocznym lesie” to jej debiutancka powieść, która trafiła na listy bestsellerów m.in w „New York Timesa” „Śmierć pani Westaway” to jedna z kolejnych jej książek.

okładkowo
Hal, młoda tarocistka, rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Nadal nie może pogodzić się ze śmiercią matki. Ponadto, człowiek, od którego pożyczyła sporą sumę, chce odzyskać swoje należności. Gdy Hal otrzymuje tajemniczy list, wydaje się, że jej sytuacja może się poprawić. Dowiaduje się z niego, że jej babcia – Hester Westaway – mieszkająca w ogromnej posiadłości w Kornwalii, zmarła. Ta wiadomość budzi wątpliwości Hal. Jest przekonana, że jej dziadkowie nie żyją już od ponad dwudziestu lat. Mimo że nie może w to uwierzyć, czuje, że powinna pojawić się na pogrzebie i odczytaniu testamentu. To może być dla niej szansa na duży zastrzyk pieniędzy.

Często tak mam, że nie wiem co czytać, mimo że książek mam mnóstwo (a podobno do przybytku głowa nie boli) to wtedy sięgam po dobry kryminał, Tym razem wypadło na Ruth Ware i jej „Śmierć pani Westaway”, której proza zawsze świetnie (płynnie się czyta) i mimo pewnej przewidywalności dostarcza oczekiwanej czytelniczej rozrywki. Jest to już trzecia jej autorstwa u mnie. 

Akcja wciąga od samego początku, są tajemnice rodzinne, odpowiednio mroczny klimat do tego, trochę cieni tu i tam… spiski, knowania i sekrety. Podczas czytania towarzyszy nam poczucie narastającego zagrożenia i zniecierpliwienie, kiedy to się wreszcie wyjaśni wszystko.
Całość to raczej obyczajówka z sensacja, kryminałem w tle. 

Bez wątpienia pisarstwo Ruth Ware ma to coś i dlatego tak chętnie po nie sięgamy, czego i ja nie jestem wyjątkiem

Wyd. Czwarta Strona

Czarownice z Baskonii – Bernadette Pécassou-Camebrac

Bernadette Pécassou-Camebrac jest Baskijką, autorką poczytnych powieści często nawiązujących do historii jej rodzinnego regionu. Zanim zaczęła pisać pracowała jako dziennikarka i realizatorka telewizyjna. „La Belle Chocolatière” (2001), której akcja rozgrywa się w Lourdes, odniosła ogromny sukces, więc autorka postanowiła poświęcić się już tylko pisaniu. W powieściach przedstawia wyraziste bohaterki z różnych warstw społecznych oraz stara się przywrócić kobietom ich właściwe miejsce w historii. Na naszym rynku ukazała się książka „Czarownice z Baskonii”.

okładkowo
Jest rok 1609. Do Baskonii, przesiąkniętej pogańskimi obrzędami i mitami, przybywa z misją wykorzenienia czarów wysłannik Henryka IV, Pierre de Lancre, w otoczeniu oddziału zbrojnych. Z fanatyczną gorliwością tropi ludzi podejrzanych o układy z diabłem. Misja trwa dwa miesiące, na stosie ginie co najmniej osiemdziesiąt kobiet, wiele osób doświadcza tortur, jeszcze więcej jest więzionych w nieludzkich warunkach. Czasem, by trafić na stos, wystarczy być kobietą…
Na surowej ziemi Basków, opuszczonej przez mężczyzn, którzy wypłynęli w morze, splatają się losy czterech wspaniałych kobiet – pięknych i niezależnych. Gracjana, posługaczka kościelna oczekująca powrotu ukochanego z wyprawy wielorybniczej, jako pierwsza pada ofiarą de Lancre’a. Amalia, kochana i szanowana przez wszystkich uzdrowicielka, szybko dostrzega zagrożenie dla całej społeczności. Murgui, młoda dziewczyna o cygańskiej urodzie, od lat odtrącana przez otoczenie z powodu obcych rysów twarzy, ulega żądzy zemsty. Lina, zgwałcona w dzieciństwie, para się prostytucją i jest gotowa zrobić wszystko, aby uciec od biedy i pogardy.

„Czarownice z Baskonii” to dość nietypowa powieść. Bohaterowie (z naciskiem na bohaterki) są niesamowicie skonstruowane – prawdziwe, nie papierowe. Mimo, że fabuła oparta została na historycznych wydarzeniach i osobach, to mam ogromny szacunek i podziw dla samej autorki za tak wnikliwe „obrobienie tematu” oraz wplecenie prawdy w fikcję literacką.

Całość czyta się świetnie, z całym wachlarzem towarzyszących nam emocji – od zaskoczenia, przez zachwyt i zadziwienie do smutku, lęku a nawet przerażenia. Mimo akcji sprzed kilku stuleci to tak wiele się znów nie zmieniło (w  przedmiotowym traktowaniu ludzi, a zwłaszcza kobiet)  w wielu miejscach, czy aspektach jest bardzo podobnie.
A wszystko wzięło się tak naprawdę z lęku i niezrozumienia… A kogo, to chyba już mówić nie trzeba, tylko przeczytać tę książkę – koniecznie!!!

Ja już przymierzam się do kolejnych tego wydawnictwa, a na kolejne książki Pani B.Petassou niecierpliwie czekam

Wydawnictwo Nowe

„Droga prawdziwego mężczyzny” i „Moja ukochana” – David Deida

David Deida jest autorem setek esejów, programów audio i wideo, książek oraz artykułów. Jest autorem programu ćwiczeń prowadzących do przemiany i przebudzenia duchowego umysłu, ciała oraz serca. Współzałożyciel Integral Institute. Uczył i prowadził badania m.in. w Medical School przy Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego. 

okładkowo – „Droga prawdziwego mężczyzny”
Ta książka jest przewodnikiem dla szczególnego rodzaju mężczyzny, który świadomie i z rozmysłem stwarza siebie na nowo. Jest on niepodważalnie męski – wytrwale dąży do celu, jest pewny siebie i ukierunkowany, żyje wybraną przez siebie drogą z głęboką spójnością i humorem. Jest jednak także wrażliwy, spontaniczny oraz duchowo żywy, a jego serce jest oddane odkrywaniu i życiu zgodnie ze swoją wewnętrzną prawdą (…)

okładkowo – „Moja ukochana”
Może nie masz nikogo, a może jesteś mężatką, ale ofiaruję Ci te słowa, jakbym kierował je do Mojej Ukochanej. Może nigdy się nie spotkamy, chcę jednak żebyś przez moje serce, poczuła swoje własne. (…) Dawać i przyjmować miłość w pełni – oto prawdziwe pragnienie naszych serc, twojego i mojego. Tęsknota, którą czujesz we własnym sercu, jest tą samą tęsknotą, która odczuwa każdy z nas. Mam nadzieję, że odczuwając tęsknotę własnego serca poprzez moje serce, poznasz siebie lepiej dzięki wielu sercom, które otworzyły się w zaufaniu i pozwoliły mi napisać te słowa …

„Droga prawdziwego mężczyzny” – książka nietuzinkowa, napisana ciekawie z wieloma zaskakującymi spostrzeżeniami, niemal „sentencjami”. Jest interesująco na temat męskości i kobiecości, oraz o tym, jak oba „pierwiastki” mogą się uzupełniać. Mimo, że wiemy sporo na tematy damsko-męskie, a z wiekiem jeszcze więcej tej wiedzy chcąc nie chcąc uzyskujemy to tutaj mamy podaną w arcyciekawy sposób.

„Moja ukochana” – zachwyca, i to od pierwszych zdań swoją szczerością, otwartością, oddaniem się kobiecości właśnie… Autor świetnie uchwycił istotę tego, jak naprawdę chciałyby być postrzegane kobiety – bez fałszu, lekceważenia, lęku… Wiadomo, jak to w życiu – bywają i emocjonalne dołki typu (kłótnie, zawiedzione nadzieje) i wiele innych, takie które niszczą jasne strony. 
Nie jest to typowy poradnik,  raczej przewodnik, zaproszenie do niezwykłej wyprawy w głąb prawdziwej kobiecości. 

Obie książki są godne polecenia (także jako prezent dla pary), do wspólnego czytania 🙂

Wyd. Biały Wiatr

Powierniczka opowieści – Sally Page

Sally Page – mieszka w Dorset, jest pisarką, miłośniczką kwiatów i wiecznych piór, a czasami również malarka. Po ukończeniu studiów pracowała w reklamie. W wolnym czasie uczyła się florystyki by otworzyć kwiaciarnię. Jej powieść ” Powierniczka opowieści”, która stałą się bestsellerowym fenomenem w Wielkiej Brytanii, a prawa do niej sprzedano do 17 krajów. 

okładkowo
Życie Janice, sumiennej sprzątaczki w sennym Cambridge, jest z pozoru nudne i zwyczajne. I choć niektórzy pracodawcy zdają się jej nie zauważać, coś sprawia, że część z nich decyduje się powierzyć jej swoją historię. Janice ma bowiem rzadką umiejętność – potrafi słuchać. Dzień po dniu powiększa kolekcję opowieści, do których często wraca, kiedy jej samej nie wiedzie się najlepiej. Gdy pojawia się w domu ekscentrycznej starszej pani B., okazuje się, że tym razem ktoś chce wysłuchać jej własnej historii. Janice jednak stawia sprawę jasno: jest tylko powierniczką opowieści, o sobie nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Pani B. wie jednak dobrze, że pozory mylą. I że Janice – jak każdy z nas – ma swoją opowieść…


Książka swoimi malutkimi rozdziałami, o tytułach niczym złote myśli np. „Nigdy nie opowiadaj nic głuchemu” – od razu skradła moje serce.
Ale uderzyła mnie też jeszcze jedna myśl, przecież w pewien sposób wszyscy jesteśmy takimi zbieraczami opowieści. Zbieramy je ale i oddajemy innym i to jest piękne.
Wracając do książki, to jest wyjątkowa. Może nie ma w niej zawrotnej akcji, ale i nie o to tu chodzi, a opowieści są rzeczywiście niczym w „Baśniach tysiąca i jednej nocy”, snute historia po historii, wątek po wątku. 
Po przeczytaniu całości śmiało stwierdzę, że największy urok i czar mieści się właśnie w zwykłych, codziennych sprawach i historiach.

Całość napisana uroczym językiem (bo nawet pies wtrąca tu swoje trzy grosze) choć z niezłym – niekiedy dosadnym – pazurem, ujęta w piękną okładkę.

Myślę, że to jedna z ciekawszych propozycji pod choinkę.

Wyd. Insignis

Wiedźmy Kijowa. Miecz i krzyż. – Łada Łuzina

Łada Łuzina rocznik 1972 roku w Kijowie. To dziennikarka i osobowość telewizyjna, a także jedna z najpopularniejszych ukraińskich pisarek. Studia nad historią, religią i magią Kijowa miały ogromny wpływ na jej twórczość literacką, która zaowocowała choćby książką pt. „Wiedźmy Kijowa”

okładkowo
Masza, nieśmiała i inteligentna studentka historii, mieszka z rodzicami i zaczytuje się w „Mistrzu i Małgorzacie”. Dasza, ekscentryczna piosenkarka z nocnego klubu, żywiołowa i nieco naiwna artystka: mało co ją dziwi, prawie wszystko cieszy. Katia, bizneswoman z sukcesami, samotna, zimna, lecz w głębi serca przepełniona pragnieniem miłości.
Trzy młode mieszkanki współczesnego Kijowa spotykają się po raz pierwszy niby przypadkiem… w chwili śmierci kijowskiej wiedźmy. Niespodziewanie przejmują jej moce, co całkowicie odmienia życie każdej z nich.

Zaczynają się czary i loty na miotłach nad kopułami kijowskich cerkwi. W żyłach buzuje gorąca krew. Jednak gdy w mieście dochodzi do rytualnych mordów, a podejrzenie pada na ojca Maszy, zabawa się kończy.
Do Kijowa powrócił demon. Trzy początkujące wiedźmy muszą stawić mu czoła: uchronić miasto przed jego klątwą i zapobiec kolejnemu morderstwu.

Sięgając po „Wiedźmy Kijowa” próbowałam sobie przypomnieć, czy wcześniej czytałam coś z urban fantasy, ale chyba nie, więc mój apetyt na tę książkę jeszcze się podwoił.
W Kijowie nie byłam, ale mam prababkę ze strony ojca pochodzącą z kresów, więc wschód jest mi dość bliski. Sam Kijów w powieści cudnie odmalowany, wręcz namacalny. A historia tu opowiedziana niesamowicie wciąga i to nie tylko jako historia miasta ze wszystkimi zawiłościami, tajemnicami, bogatą architekturą czy cienistymi zaułkami rodem z baśni i legend. To głównie ten „pierwiastek” magiczny, za sprawą samych wiedźm, słowiańskiej magii, kultury ukraińskiej, plus bogactwo językowe (nietuzinkowe poczucie humoru) i świetnie wykreowane postacie sprawiają, że książką nie da się nasycić.  

A prozę ukraińska cenię i czytam od lat, choćby pochodzącą z Ukrainy Marinę Lewycką, czy Maxa Kidruka, których też szczerze polecam.
A zwłaszcza teraz trzeba ich wspierać także i czytelniczo.
czekam niecierpliwie na kolejne części „Wiedźm…”

Wyd. Insignis 

Lekcje chemii – Bonnie Garmus

Bonnie Garmus jest copywriterka i dyrektorka kreatywną z bogatym doświadczeniem m.in. na polach techniki, medycyny czy edukacji. Lubi pływać na otwartych akwenach, jest wioślarką i matką dwóch (podobno) mocno niewiarygodnych córek. Z urodzenia Kalifornijka, do niedawna z Seattle, mieszka obecnie w Londynie z mężem i psem imieniem Dziewięćdziesiąt Dziewięć.

okładkowo
Elizabeth Zott jest chemiczką i kobietą daleką od przeciętności. Byłaby zresztą gotowa jako pierwsza wytknąć rozmówcy, że coś takiego jak „przeciętna kobieta” nie istnieje. Ale jest połowa lat 50. i jej koledzy z całkowicie męskoosobowego zespołu naukowców w Instytucie Badawczym Hastings prezentują bardzo nienaukowe podejście do kwestii równouprawnienia płci. Wszyscy z wyjątkiem jednego: to Calvin Evans, nominowany do Nagrody Nobla i słynący z pamiętliwości samotny geniusz, który zakochuje w umyśle Elizabeth. Co skutkuje autentyczną chemią. Tyle że, podobnie jak w przypadku nauki, życie bywa nieprzewidywalne. Dlatego parę lat później Elizabeth Zott jest nie tylko samotną matką, ale i – dość niechętnie – gwiazdą kulinarnego programu numer jeden całej Ameryki: Kolacji o szóstej. (…) W miarę jednak jak rosną zastępy jej sympatyków, rośnie też grupa niezadowolonych. Okazuje się bowiem, że Elizabeth nie uczy kobiet po prostu gotować, robi znacznie więcej; ośmiela je do zmiany status quo.

Uwielbiam takie powieści, gdzie jest śmiech i łzy, a czasami też śmiech przez łzy, tak pisze fenomenalna Fannie Flag i tutaj pierwsze skojarzenie z jej prozą, po przeczytaniu „Lekcji chemii”.
Poza tym proza Bonnie Garmus jest niezwykle przenikliwa z mnóstwem trafnych spostrzeżeń.
Książka należy na pewno do tych „ku pokrzepieniu” i dających nadzieję w trudniejszy czas. Z dynamiczną akcją, świetną galerią postaci z główną bohaterką na czele oraz inspirującym poczuciem humoru, zawładnie wami na dobre. 
Dawno nie czytałam tak dobrej prozy, to rozrywka, pociecha i mnóstwo tematów do „rozkminiania” w głowie. Świetna.
Więc zróbcie sobie dobrą kawę i do czytania.

Wyd. Marginesy



Nareszcie żyję!… bez lęku, paniki i obaw – Paul David

Paul David to pisarz i mówca motywacyjny, który na podstawie własnych przeżyć, życia w szponach lęków przez wiele lat, po wyjściu na prostą poświecił się pracy dla dobra innych. Jak sam twierdzi:
„Zrezygnowałem też z przyziemnej pracy, aby móc poświęcić cały swój czas na pomoc innym cierpiącym na całym świecie. Możliwość pomocy innym daje mi ogromną satysfakcję.”
Pokłosiem tej pomocy jest m.in książki pt. „Nareszcie żyję”.

okładkowo
Żyjemy w świecie, który wypełniony jest lękiem, niepewnością i brakiem bezpieczeństwa. I trudno powiedzieć czy kiedykolwiek ulegnie to zmianie. Większość ludzi, którzy borykają się z tymi stanami być może na zewnątrz pokazuje uśmiechniętą twarz i trzyma fason, ale w środku zmaga się z wieloma uciążliwymi objawami, które czynią ich życie… trudnym do życia. Oto publikacja, która stała się fenomenem czytelniczym, wszędzie tam gdzie była wydawana. Nie napisana przez fachowca i nie posługująca się naukowym żargonem, przynosi realne wsparcie, oraz pokazuje ścieżkę powrotu do równowagi. Co ciekawe przekazywana jest głównie pocztą pantoflową, przez tych, którym rzeczywiście pomogła!

XXI wiek to czas depresji i lęków, obaw, strachów o siebie, rodzinę, czy świat. Życie ogromnie przyśpiesza już od dziesięcioleci i zmusza nas do walki, gnania często na łeb na szyję a stres zaciska nam na karku zimne paluchy. Z pomocą i pewnego rodzaju ukojeniem przychodzi nam właśnie książka Paula Davida pt. „Nareszcie żyję”.
Całość została napisana bardzo prostym językiem. Autor przedstawia tu  historię nie tylko swoją ale też innych ludzi po przejściach (po stanach lękowych). Szczegółowo opisuje tu objawy, uczucia itp. towarzyszące takim stanom. Książka jest naprawdę bardzo przydatna, bo uświadamia  nam czym tak naprawdę jest lęk, ataki paniki, gonitwy natrętnych myśli i wiele innych trudnych rzeczy.
Lektura pozwala też w jakimś stopniu zrozumieć siebie, czy procesu samego stanu lękowego. A to już jest pierwszym krokiem do zdrowienia.  
Podsumowując, to że lęk siedzi w głowie, to wiemy, a książka P.D. pozwala nam go w jakiś sposób oswoić. 
Myślę, że to jedna z bardziej potrzebnych lektur, zwłaszcza w końcówce roku a u progu nowych postanowień.

Wy. Biały Wiatr

Wpływ gwiazd – Emma Donoghue

Emma Donoghue z pochodzenia Irlandka rocznik 1969 roku, absolwentka University College Dublin. Pracę doktorską o przyjaźni męsko-damskiej w literaturze pięknej osiemnastego wieku obroniła w Cambridge. Od tamtej pory zajmuje się pisaniem. Jej Powieść pt. Pokój okazał się bestsellerem, potem była m.in. „Muzyka żab”, „krewni”, czy „Cud”. Najnowsza nosi tytuł „Wpływ Gwiazd”.

okładkowo
W Irlandii, podwójnie spustoszonej przez wojnę i zarazę, pielęgniarka Julia Power pracuje w śródmiejskim szpitalu borykającym się z niedoborem personelu. Na jej oddział trafiają kobiety w ciąży, które zachorowały na nową, straszną odmianę grypy. Do ściśle zorganizowanego świata siostry Power wkraczają dwie osoby z zewnątrz: doktor Kathleen Lynn, która, jak głosi plotka, jest ukrywającą się przed policją rebeliantką oraz młoda wolontariuszka Bridie Sweeney. W ciągu trzech dni, w mrocznej i intensywnej rzeczywistości ciasnej szpitalnej sali, życie każdej z tych kobiet zmienia się w nieoczekiwany sposób. Tracą pacjentki, które przegrały z zagadkową pandemią, lecz także przyjmują na świat nowe istnienia. Wytrwale, z czułością i godnością, opiekunki i matki jakimś cudem wykonują swoje, zdawałoby się niewykonalne, zadania.

Ta pisarka raz na kilka lat gości w moich czytelniczych progach i za każdym razem na nowo zaskakuje. Jej najnowsza powieść mimo, że traktuje o zwykłych, codziennych sprawach, to nie jest nudna.
Mamy tutaj oprócz interesującej, choć niezbyt szybkiej fabuły także wgląd w arcyciekawe i jakże niekiedy szokujące medyczne metody sprzed stu lat. Najważniejsza w książce jest jednak siła, odwaga kobiet oraz tolerancja gdy nie było to ani łatwe ani oczywiste.

Opowieść jest na pewno bardzo uniwersalna i ponadczasowa. Autentyzm jej pozostaje z nami jeszcze na długo po odłożeniu książki. 

Wyd. Sonia Draga

Smak truzciny – Neil Bradbury

Neil Bradbury dorastał zafascynowany tajemnicami morderstw i truciznami. Absolwent uczelni medycznych posiada dyplomy z biochemii i biochemii medycznej. Choć dorastał w Wielkiej Brytanii, obecnie mieszka i pracuje w Illinois w USA, gdzie jest naukowcem, nauczycielem oraz pisarzem. Codziennie bawi się też „paskudnymi chemikaliami” jak sam mawia. Jego książka A Taste for Poison („Smak trucizny) bardzo spodobała się fanom kryminałów, naukowcom i miłośnikom historii. 
Podobno wg autora „Każdy powinien dokładnie wiedzieć, kto nalewa mu herbatę!”

okładkowo
Błyskotliwie łącząc tematy nauki i zbrodni, „Smak trucizny” ujawnia, jak jedenaście znanych substancji wpływa na organizm człowieka – na kanwie morderstw, w których ich użyto. Czytelnicy powieści kryminalnych doskonale wiedzą, że trucizna jest jedną z niezmiennie powracających metod wybieranych przez morderców. Można ją niepostrzeżenie dodać komuś do drinka, posmarować nią grot strzały lub klamkę, a nawet sprawić, że dostanie się do powietrza, którym oddychamy. Ale jak działa…? Łącząc elementy historii medycyny oraz opisów rzeczywistych przestępstw, Neil Bradbury zgłębia tę metodę zabijania. Obok informacji o prawdziwych zabójcach i ich zbrodniach – tych osławionych, tych zapomnianych i tych wciąż nierozwiązanych – pojawiają się równie intrygujące dzieje samych trucizn: jedenastu cząsteczek śmierci, które niszcząc ciało człowieka, paradoksalnie pokazały nam, jak funkcjonuje nasz organizm. Poczynając od niebezpiecznej genezy powstania ginu z tonikiem, kończąc na przesyconej arszenikiem tapecie z sypialni Napoleona – Smak trucizny zabiera czytelnika w fascynującą podróż przez skomplikowane procesy, które nas utrzymują przy życiu… lub nie.

Książki z gatunku Non Fiction, czytam dość rzadko, ale że ta dotyczy jednego z moich ulubionych tematów – czyli trucizn, więc nie mogłam się oprzeć. Bradbury w bardzo przystępny sposób omawia poszczególne trucizny, bez zadęcia i zbędnego medycznego słownictwa. A jego porównania, i dygresje mają niemal wartość „złotych myśli”.
Czytając opisy substancji, czy zbrodni nimi dokonanych zapomnijcie o nudzie, bo nie ma na nią miejsca. Dodatkowo, co cenne opisy owych „podłych czynów” nie epatują brutalnością, ale ciekawią i zadziwiają odbiorcę.
To naprawdę zajmujące, zwłaszcza jeśli jest podane w taki sposób jak tu z dystansem i poczuciem humoru. Całość wzbogacają zdjęcia archiwalne samych sprawców, dowodów itp. 
Gdyby wszystkie „poważne” książki pisane były w taki mniej „poważny” sposób, na pewno czytelnictwo by na tym zyskało. 
Po skończeniu lektury ciut podejrzliwie patrzę na wszelkie ziółka i chyba odkurzę dawno odłożony projekt z zakresu kursu zielarstwa. 

Wyd. Rebis