Pułapka życia – Klaudia Morawa

Klaudia Morawa – gdzieś przeczytałam, że jest miłośniczką gum Mamba, ze słabością do zawrotnej prędkości na swojej hulajnodze. Tajemnicza i całkiem szalona – uwikłana w konflikt z własnym introwertyzmem, z zawodu pielęgniarka, która zadebiutowała jakiś czas temu „Pułapką życia”.

okładkowo
Dwie kobiety. Dwa charaktery. Dwie orientacje seksualne.
Czy przeciwieństwa pozwolą połączyć siły w walce o życie siedmioletniego chłopca?
Dla Nikki, doświadczonej detektyw, to nie tylko walka z czasem, lecz przede wszystkim zmagania z własnymi słabościami.
Dla Jennifer to nowa ścieżka kariery, która nie zapowiada się zbyt obiecująco.
Tę książkę czyta się jak scenariusz. Zwroty akcji, dialogi, minimum opisów sprawią, że nie zechcecie jej odłożyć.


Książkę przeczytałam w kolejności nieplanowanej, bo byłam w „kryminalnym ciągu” książkowym i szukałam czegoś do dopełnienia tematyki. Jak podkreślam rzadko czytam rodzimych autorów (no może ostatnio trochę częściej) ale zawsze mocno kibicuję wszelkim debiutom.

„Pułapka życia” to nie tylko dialogi, czy wartka akcja, to przede wszystkim emocje, emocje, emocje z tak szerokim wachlarzem, że czasem nie do objęcia. Bohaterki tak różne a jednak podobne, pragnące miłości, bliskości i zrozumienia…. to taka trochę „Zabójcza broń” w babskim wydaniu. Obie kobiety mimo różnic, potrafią się zjednoczyć i wesprzeć w dążeniu do celu (to wyjaśnieniu sprawy).

Mogłaby to być pierwsza część większego cyklu, bo aż się prosi o wyjaśnienie czy rozszerzenie kilku wątków i przedstawienie szerzej biografii samych bohaterów, ale to takie moje życzenie, bo ilu czytających – to tyle opinii.

Ja polecam i czekam na kolejne książki autorki.

Wyd. STUDIO SUITE 77

W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia słowiańska – Bohdan Baranowski

Bohdan Baranowski (1915-1993) polski historyk, regionalista i profesor Uniwersytetu Łódzkiego. Ma na swoim koncie szereg publikacji historycznych, etnograficznych i wiele wiele innych. W moje ręce wpadła ostatnio pięknie wydana przez Replikę jego książka pt. „W kręgu upiorów i wilkołaków. Demonologia słowiańska.”

okładkowo
Jedna z najważniejszych książek na temat słowiańskiej demonologii!
Strzygonie, zmory, południce, latawce, kikimory, leśne duchy, wąpierze, przypadki polowań na czarownice w kraju nad Wisłą – zostały tu opisane szczegółowo, okiem prawdziwego znawcy tematu.
Autor w sposób rzetelny i przejrzysty poddaje analizie demoniczne istoty, występujące w mitologii słowiańskiej, a także opisuje wierzenia, które przywędrowały do miast za sprawą zabobonnych mieszkańców wsi.
Ta książka to wyjątkowe i kompletne źródło wiedzy na temat słowiańskich wierzeń i podań, stanowiące inspiracje zarówno dla badaczy tematu, jak i twórców gier, filmów czy fanów fantastyki.

Jakiś czas temu miałam przyjemność pisać pracę w której było sporo o demonologii m.in słowiańskiej, więc temat nie jest mi obcy, a teraz jeszcze premiera nowego serialu o Wiedźminie i się wszystko zbiegło…

Książka Bohdana Baranowskiego pojawiła się na wiele lat przed tym wszystkim, bo niemal czterdzieści.
Warto więc by „na fali” zainteresowania tematem rzecz ową przypomnieć czy poznać. 

Całość składa się z rozdziałów poświęconych kolejnym potworom. Omówieniu podlegają m.in, topielice, diabły, upiory, zmory, strzygi, południce…  A sam zabobon jak świat światem jeszcze czasami odzywa się echem, choć może już nie w tak drastycznej formie jak np. sto lat temu, czy wcześniej.

Książka obszernie traktuje też o polowaniach na czarownice (w Polsce), lekturę czyta się bardzo dobrze. A głównie dzięki tej pozycji książkowej możemy poznać jak kształtowały się nasze rodzime wierzenia, co po przeczytaniu nie jest wcale takie oczywiste jak się mogło wydawać. Koniecznie.


Wyd. REPLIKA



Życzenia Noworoczne 2020

Podobno lepiej późno niż później, ale aby nie za późno…

Więc pragnę złożyć wszystkim molom książkowym i smakoszom kawowym… najserdeczniejsze życzenia, zdrowia, pomyślności, spełnienia marzeń, a w tym roku samych wspaniałych lektur…

no i zaglądajcie tutaj jak najczęściej, bo w styczniu świętujemy 10 lat BLOGA.

Znalezione obrazy dla zapytania New Year 2020 coffee


Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki – Aleksandra Michta-Juntunen

Aleksandra Michta-Juntunen od niemal dekady mieszka w Helsinkach, jednak „po drodze” mieszkała też w Finlandii, Norwegii i na Litwie. Od kilku lat prowadzi bloga Fińskie smaki, gdzie przybliża tajniki kuchni fińskiej, tradycje, ciekawostki i rozprawia się ze stereotypami na temat Finlandii. Zawodowo zajmuje się rozwijaniem edukacji zawodowej, tłumaczy oraz naucza języka fińskiego.

okładkowo
Poznajcie kraj, w którym policja poszukuje zaginionego Słońca, mieszkańcy świętują Dzień Porażki oraz Dzień Śpiocha i w którym nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. Tu cisza jest formą komunikowania się, w pracy można chodzić bez butów, a smak lukrecjowych cukierków salmiakki zna (i uwielbia!) każdy.
Finlandia to nie tylko sielska, szczęśliwa kraina przykryta ślicznym białym puchem. Zachwycamy się pięknem tutejszej przyrody, a Finów cenimy za spokój, racjonalizm i pragmatyzm, które ułatwiają codzienne życie. Wbrew stereotypom Finowie obdarzeni się niebanalnym poczuciem humoru i lubią śmiać się z siebie. Ich sisu nie jest jedynie ładnie opakowanym „sposobem na szczęście” w postaci leniwego popołudnia z kubkiem kakao. Sisu to nic „w sam raz” – to świadomość, że jeżeli nie będziesz uparcie dążyć do celu, to nic z tego nie wyjdzie.

Lubię Finlandię, lubię fińskie smaki i książki (począwszy od ukochanych Muminków, po powieści Arto Paasilinny. Choć w samym kraju jeszcze nie byłam nie tracę nadziei i o nim czytam.

Książka tej autorki jest świetnym przewodnikiem i stanowi ciekawy zbiór  podstawowych informacji o Finlandii, wraz z całym mnóstwem ciekawostek o tym kraju i jego mieszkańcach. Jest przydatna zwłaszcza dla kogoś (jak ja) kto nigdy w tym kraju nie był i poza powieściami nic o nim nie wie. Całość bardzo dobrze się czyta, a jeśli ktoś chce poznać Finów to warto zacząć właśnie od tej pozycji.
Znajdziemy tu sporo przepisów na pyszne ichnie potrawy, a wszystko okraszone pięknymi zdjęciami.




Poszukiwanie – Charlotte Link

Charlotte Link mieszka wraz z rodziną w Wiesbaden i nie bez kozery jest nazywana „Królową niemieckiego kryminału”. Jest autorką ponad dwudziestu książek, na podstawie wielu z nich nakręcono seriale. Czytałam niemal wszystkie, które ukazały się na naszym rynku. Najnowsza wydana w Polsce nosi  tytuł „Poszukiwanie”.

okładkowo
Na rozległych wrzosowiskach północnej Anglii znaleziono zwłoki zaginionej rok wcześniej czternastoletniej Saskii Morris. Niedługo potem ginie kolejna młoda dziewczyna, także czternastoletnia Amelie Goldsby. Policja w Scarborough ogłasza alarm. Czy w obu przypadkach chodzi o tego samego sprawcę? W mediach aż huczy o mordercy z wrzosowisk, komisarz Caleb Hale czuje coraz większą presję. W okolicy, z zamiarem sprzedaży rodzinnego domu, przebywa także sierżant Kate Linville ze Scotland Yardu. Przez przypadek poznaje zrozpaczonych rodziców Amelie i nie z własnej woli rozpoczyna śledztwo w sprawie dramatu, który z pozoru nie ma ani początku, ani końca. Niespodziewanie po kolejnej dziewczynie ginie wszelki ślad…

Czasami głęboko zastanawiam się kiedy Pani Link „skończą się” pomysły na książki, albo kiedy ja rozwiążę choć jedną z zagadek, to wtedy przestanę czytać jej powieści. Na razie jednak ani na jedno, ani na drugie się nie zapowiada 🙂
Ale do rzeczy, a raczej do powieści.

„Poszukiwanie” to Link na najwyższym poziomie, powieść czyta się szybko i z drżącymi dłońmi przerzuca strony, aby dowiedzieć się co dalej, a że autorka żongluje kilkoma wątkami, to nawet w pewnym momencie chciałam pominąć jeden, aby dowiedzieć się co w drugim. 

Świetnie skonstruowani bohaterowie, wartka akcja, zagadka dla mnie nie do rozwiązania, bo niby byłam blisko, a jednak to ni było „to”. Można by pisać i pisać, ale po co, zachęcam BARDZO BARDZO, aby przeczytać „Poszukiwanie, jak i inne książki tej pisarki.

Wyd. Sonia Draga


Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa. Prawdziwe śledztwo twórcy Sherlocka Holmesa – Margalit Fox

Margalit Fox – (ur. 1961) jest amerykańską pisarką. Swoją karierę w branży wydawniczej rozpoczęła w latach 80., a następnie w 1990 r. przeszła na dziennikarstwo. Napisała do tej pory trzy książki non-fiction i planuje kontynuować pisanie książek na ” cały etat”. U nas ukazał się jej autorstwa „Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa. Prawdziwe śledztwo twórcy Sherlocka Holmesa”

okładkowo
Sir Arthur Conan Doyle znany jest głównie jako twórca najsłynniejszego duetu detektywistycznego w historii literatury, czyli postaci Sherlocka Holmesa i doktora Watsona. Niewielu jednak wie, że ten szanowany dżentelmen i pisarz na początku XX wieku wcielił się w detektywa i zajął sprawą morderstwa.
W 1908 roku bogata kobieta została zamordowana w swoim domu w Glasgow. Sprawcą uznano Oscara Slatera – żydowskiego imigranta. Pomimo nieoczywistych dowodów świadczących o jego winie, został on o
sądzony i skazany. Arthur Conan Doyle, oburzony jawną niesprawiedliwością, postanowił wszcząć własne dochodzenie. Używając metod i umiejętności, którymi obdarzył swoich literackich bohaterów, przeanalizował akta sprawy, zeznania i wypowiedzi świadków. Odkrył manipulację policji i prokuratorów, zgłębił środowisko Oscara Slatera i z ogromną determinacją dążył do poznania prawdy.
Margalit Fox łączy fascynującą historię prawdziwej zbrodni sprzed ponad stu lat z aktualnymi tematami. To porywająco napisane true crime osadzone u schyłku malowniczej epoki wiktoriańskiej.

Jako Fanka Holmesa i „około Holmesowych ” tematów nie mogłam pominąć i tej książki.

Książka bardzo szczegółowa i ciekawa, napisana z prawdziwą pasją oraz zaangażowaniem. Znajdziemy tu nie tylko informacje na temat sprawy Oscara Slatera, ale też świetnie przedstawione tło społeczno-obyczajowe ówczesnej Anglii.

Utwór wciąga już od pierwszych stron, do tego jest to spory kawałek biografii Artura Conan Doyla, który był nie tylko „ojcem” Holmesa, ale i wielu innych książek, np. historycznych (które jeszcze planuję przeczytać)

Polecam jako uzupełnienie w temacie oraz jako samodzielną lekturę. 

Wyd. Poznańskie




W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka – Stephen E. Ambrose

Stephen E. Ambrose (1936-2002) amerykański historyk i pisarz, biograf dwóch z prezydentów USA.  Był autorem książek: „D-Day”, „Obywatele w mundurach” czy „Most Pegasus” oraz zekranizowanej książki „Kompania braci”. Był również konsultantem historycznym filmu „Szeregowiec Ryan”. Pracował jako profesor na uniwersytecie w Winsconsin i Nowym Orleanie. Na naszym rynku ukazała się jego autorstwa książka pt. „W poszukiwaniu granic Ameryki. Wyprawa Lewisa i Clarka.”

okładkowo
Wyprawa, która zmieniła losy kontynentu i rozpaliła wyobraźnię Amerykanów!
Meriwether Lewis i William Clark na polecenie prezydenta Thomasa Jeffersona wyruszyli w pierwszą amerykańską ekspedycję ku zachodnim granicom kontynentu. Z początku galerą po Missisipi i Missouri, później kanoe, pieszo i konno, cierpiąc głód i wszelkie możliwe niedogodności, zdołali dotrzeć do wybrzeży Pacyfiku i następnie, nie tracąc nikogo z towarzyszy, wrócić bezpiecznie.

Na swojej drodze odkryli nie tylko nowe, żyzne ziemie, ale i nawiązali przyjazne kontakty z zamieszkującymi je plemionami indiańskimi. Niestety, ta początkowa życzliwość nie przełożyła się na dalsze porozumienie między kolonistami a rdzennymi mieszkańcami…
Ich niezwykła wyprawa była wielkim sukcesem i uzmysłowiła Amerykanom ogromny potencjał, jaki tkwił w ziemiach leżących na zachód od dawnych Trzynastu Kolonii.

Zawsze miałam słabość do Ameryki tak pomiędzy XVI a XIX wiekiem i sięgnęłam z wielkim entuzjazmem po książkę Pana Ambrosa, którą czyta się jak najprzedniejszą powieść. Ponieważ wyprawa panów: Lewisa i jego przyjaciela Clarka, którzy w 1803 roku wyruszyli w nieznane i niezbadane przez nikogo tereny (gdzie nie było jeszcze białego człowieka) naprawdę robi wrażenie.
Autor niezwykle malowniczo przedstawia tamtejszą epokę (również społeczne i polityczne uwarunkowania).
Ambrose stara się być bardzo obiektywny w ocenie postępowania każdej ze stron czy nacji przedstawionych w swojej książce i za to bardzo go cenię. Porusza palący problem ówczesnego niewolnictwa, polityczne przepychanki, prowadzące do wojny Północy z Południem.
Książka pozwoliła mi na wiele rzeczy, problemów Ameryki tamtych czasów spojrzeć zupełnie inaczej, nie tylko z perspektywy np „Przeminęło z wiatrem”.
Polecam

Wyd. Poznańskie




Kobieta w mroku – Vanessa Savage

Vaness Savage jest graficzką oraz ilustratorką. Dwukrotnie zdobyła walijskie stypendium literackie, jest też laureatkaą konkursu „First Crimes” wydawnictwa Myriad Editions. U nas ukazała się jej książka pt. „Kobieta w mroku”.

okładkowo
Po śmierci matki Sarah popada w depresję i przedawkowuje tabletki nasenne. Choć twierdzi, że to był wypadek, jej mąż Patrick i ich nastoletnie dzieci, nie są pewni czy mogą jej wierzyć. Patrick postanawia zacząć wspólne życie od nowa – tak się składa, że dom w którym mieszka jako dziecko, właśnie wystawiono na sprzedaż. Cena jest zaskakująco niska, ale umowa ma haczyk: piętnaście lat temu ściany rezydencji były świadkami brutalnego morderstwa żyjącej tam rodziny…

Nie będzie to przesadą, jeśli napiszę, że ta książka jest w pierwszej piątce najlepszych z tego roku (przeczytanych przeze mnie) – serio nie sądziłam, że jakiś thriller jeszcze jest w stanie tak mnie wciągnąć i zaskoczyć.

„Kobieta w mroku” na pewno wyróżnia się na tle innych z tego gatunku. – choć w sumie jest kilku gatunków mieszaniną (thriller, powieść grozy, sensacyjna). Sama historia ciekawa, mimo średniej oryginalności, za to jest klimat no i zakończenie, to już jazda bez trzymanki.

Na pewno spodoba się tym, którzy lubią elementy grozy w tego typu książkach. Plus – świetnie trzyma w napięciu i każe czytać, czytać, czytać, aby dowiedzieć się co dalej, co dalej, co dalej…
Polecam!

Wyd. Sonia Draga



Przestrzeni, przestrzeni – Harry Harrison

Harry Harrison (1925-2012) urodził się w Stanford w USA, ukończył Akademię Sztuk Pięknych. Jako uznany rysownik rozpoczął karierę w Nowym Jorku a swoje pierwsze opowiadanie napisał w 1951 rok. Pisarstwem natomiast zajął się dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych. Światową sławę przyniosły mu cykle opowieści „Stalowy szczur” i „Planeta śmierci”. Jedną z najsłynniejszych jego książek jest właśnie „Przestrzeni, przestrzeni”, która została wyróżniona w 1973 roku nagrodą Nebula i zekranizowana pod tytułem „Zielona pożywka”.

okładkowo
Na skrajnie przeludnionej, zdegradowanej Ziemi kończy się żywność. Ludzie walczą o jej okruchy ze sobą i szczurami. Nieliczne bogatsze państwa bronią swych zasobów zza umocnień granicznych, a wojna jest poniekąd błogosławieństwem, bo ogranicza liczbę gęb do wyżywienia.
W kilkudziesięciomilionowym głodnym, tonącym w śmieciach nowojorskim megalopolis nie panują już żadne prawa oprócz wilczych. Policja zwykle tylko rozpędza demonstrantów i sprząta po przestępcach. Funkcjonariusz Andy Rusch chce jednak rzetelnie przeprowadzić śledztwo w sprawie morderstwa. Szukając sprawcy, usiłuje też dociec, jak popadł w ruinę jego świat…


Tak jak mówiłam, SF odkryłam dopiero niedawno począwszy od klasyki – tej starszej (jakiś czas temu czytałam „Non stop” Aldisa). Teraz wypadło na „Przestrzeni, przestrzeni” Harrego Harrisona, pisarza, którego nazwisko znałam, ale nie jego książki. W sposób fenomenalny ukazał świat „po”, świat który lata świetności ma dawno za sobą, gdzie ziemia została zdegradowany i zniszczona, jest przeludniona i ma problemy z „wyprodukowaniem” wystarczającej ilości żywności dla wszystkich.  

Bohaterowie skonstruowani przez Harrisona są niezwykle wiarygodni (choć jest trochę politykowania na stronach powieści). Książka swoją aktualnością skłania MOCNO do myślenia także nad tym jak ogromna w człowieku jest wola przetrwania, choćby i za wszelką cenę.

Klasyka na bardzo dobrym poziomie warsztatowym i fabularnym, kawał solidnego SF, więc polecam pod choinkę i nie tylko.

Wyd. REBIS

Dziewczyna zwana Jane Doe – Victoria Helen Stone

Victoria Helen Stone - urodziła się i wychowała na równinach Środkowego Zachodu w USA. Obecnie mieszka i pisze gdzieś w górach Wasatch w stanie Utah. Lubi wędrówki ze swoją rodziną o każdej porze roku. Napisała doceniony przez krytyków, bestseller pt. "Dziewczyna zwana Jane Doe", który w tym roku został wydany na naszym rynku.

okładkowo
Podwójne życie.
I tylko jeden cel.
Zemsta.
Życia Jane wydaje się równie zwyczajne, jak jej nowa praca w firmie ubezpieczeniowej. Codziennie rano przychodzi w ślicznych, kwiecistych sukienkach, sumiennie wykonuje swoje obowiązki na nisko płatnym stanowisku i stara się być uprzejma wobec wszystkich.
Młoda kobieta wkrótce staje się idealnym celem dla Stevena Hepswortha, jej nowego kolegi z firmy, który uwielbia właśnie takie kobiety jak ona: ładne, uległe i zakompleksione…
Sęk w tym, że nikt nie ma pojęcia, kim naprawdę jest dziewczyna zwana Jane Doe ani czego pragnie.
A już najmniej wie sam Steven.


W zasadzie od początku wiadomo, kto jest kto, ale nie osłabia to przyjemności czytania i odbioru książki. Całość napisana wartko i lekko jest dość dobrym „umilaczem” wolnego czasu.
Powieść czyta się niesamowicie szybko jak na thriller psychologiczny, któremu jednak bliżej do powieści obyczajowej. Nie oczekiwałam od niej więcej niż dobrego czytadła i jak najbardziej się doczekałam. Choć po przeczytaniu mocno zaczęłam się zastanawiać, czy nie ma w moim otoczeniu jakiś socjopatów z którymi mogłabym mieć na pieńku, ot takie refleksje… „pół żartem, pół serio”.
A książkę polecam.

Wyd. Czwarta Strona