Shirley Jackson (14 grudnia 1916 – 8 sierpnia 1965) to niezwykle popularna amerykańska pisarka. Porównywana niekiedy do Gaimana czy Kinga, Nigela Kneale i Richarda Mathesona. Urodziła się w Hardie w San Francisco, uczęszczała na studia do University of Rochester, później Syracuse University. Jej Nawiedzony dom na wzgórzu zaliczany jest do najważniejszych powieści grozy wszech czasów. Doczekał się dwóch kinowych ekranizacji, a w 2018 roku ukaże się serial (Netflix).
okładkowo
Do starego, mrocznego i owianego złą sławą domu na wzgórzu przybywają cztery osoby: doktor Montague – znawca okultyzmu, szukający żelaznych dowodów na istnienie zjawisk paranormalnych, jego śliczna asystentka, Eleanor – młoda kobieta posiadająca sporą wiedzę na temat duchów, a także Luke – przyszły spadkobierca rezydencji. Z początku wydaje się, że będą mieć do czynienia jedynie z niewytłumaczalnymi odgłosami i zamykającymi się samoistnie drzwiami. Jednak tak naprawdę mroczny i tajemniczy dom cały czas gromadzi siły, by wybrać spośród śmiałków swoją ofiarę.
Jak przez mgłę przypominam sobie, że kiedyś, kiedyś czytałam jej Zawsze mieszkałyśmy w zamku. Dlatego tym chętniej sięgnęłam po ten tytuł.
Książka wciąga od początku, mimo początkowego braku „akcji”. Narastające stopniowo napięcie podnosi jednocześnie włosy na karku i z każdą strona rośnie nasz ciekawość i rodzi się pytanie „Co dalej?”.
Taką grozę jak mamy w tej książce (w stylu naszego Grabińskiego, a nawet Żukrowskiego) to ja lubię. Powieść choć napisana przed ponad półwieczem jest bardzo interesującym kawałkiem literatury gatunku. Nie jest to horror bardziej powieść psychologiczna z elementami grozy. A specyficzny klimat spodoba się na pewno nie tylko miłośnikom literatury retro.
