Smak truzciny – Neil Bradbury

Neil Bradbury dorastał zafascynowany tajemnicami morderstw i truciznami. Absolwent uczelni medycznych posiada dyplomy z biochemii i biochemii medycznej. Choć dorastał w Wielkiej Brytanii, obecnie mieszka i pracuje w Illinois w USA, gdzie jest naukowcem, nauczycielem oraz pisarzem. Codziennie bawi się też „paskudnymi chemikaliami” jak sam mawia. Jego książka A Taste for Poison („Smak trucizny) bardzo spodobała się fanom kryminałów, naukowcom i miłośnikom historii. 
Podobno wg autora „Każdy powinien dokładnie wiedzieć, kto nalewa mu herbatę!”

okładkowo
Błyskotliwie łącząc tematy nauki i zbrodni, „Smak trucizny” ujawnia, jak jedenaście znanych substancji wpływa na organizm człowieka – na kanwie morderstw, w których ich użyto. Czytelnicy powieści kryminalnych doskonale wiedzą, że trucizna jest jedną z niezmiennie powracających metod wybieranych przez morderców. Można ją niepostrzeżenie dodać komuś do drinka, posmarować nią grot strzały lub klamkę, a nawet sprawić, że dostanie się do powietrza, którym oddychamy. Ale jak działa…? Łącząc elementy historii medycyny oraz opisów rzeczywistych przestępstw, Neil Bradbury zgłębia tę metodę zabijania. Obok informacji o prawdziwych zabójcach i ich zbrodniach – tych osławionych, tych zapomnianych i tych wciąż nierozwiązanych – pojawiają się równie intrygujące dzieje samych trucizn: jedenastu cząsteczek śmierci, które niszcząc ciało człowieka, paradoksalnie pokazały nam, jak funkcjonuje nasz organizm. Poczynając od niebezpiecznej genezy powstania ginu z tonikiem, kończąc na przesyconej arszenikiem tapecie z sypialni Napoleona – Smak trucizny zabiera czytelnika w fascynującą podróż przez skomplikowane procesy, które nas utrzymują przy życiu… lub nie.

Książki z gatunku Non Fiction, czytam dość rzadko, ale że ta dotyczy jednego z moich ulubionych tematów – czyli trucizn, więc nie mogłam się oprzeć. Bradbury w bardzo przystępny sposób omawia poszczególne trucizny, bez zadęcia i zbędnego medycznego słownictwa. A jego porównania, i dygresje mają niemal wartość „złotych myśli”.
Czytając opisy substancji, czy zbrodni nimi dokonanych zapomnijcie o nudzie, bo nie ma na nią miejsca. Dodatkowo, co cenne opisy owych „podłych czynów” nie epatują brutalnością, ale ciekawią i zadziwiają odbiorcę.
To naprawdę zajmujące, zwłaszcza jeśli jest podane w taki sposób jak tu z dystansem i poczuciem humoru. Całość wzbogacają zdjęcia archiwalne samych sprawców, dowodów itp. 
Gdyby wszystkie „poważne” książki pisane były w taki mniej „poważny” sposób, na pewno czytelnictwo by na tym zyskało. 
Po skończeniu lektury ciut podejrzliwie patrzę na wszelkie ziółka i chyba odkurzę dawno odłożony projekt z zakresu kursu zielarstwa. 

Wyd. Rebis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *