Morderstwa w Marble Hall –

Anthony Horowitz – to bardzo popularny angielski pisarz i scenarzysta oraz mistrzem budowania napięcia. Ma na swoim koncie wiele różnych nagród. Adaptował na potrzeby telewizji m.in. powieści Agathy Christie o Herculesie Poirot. Horowitz jest również autorem m.in. serii „Księga Pięciorga” oraz bestsellerowego cyklu o nastoletnim detektywie Aleksie Riderze. Po brawurowych „Morderstwach w  Somerset”, oraz „Morderstwach w Suffolk” na naszym rynku ukazała się kolejna cześc pt. „Morderstwa w Marble Hall”. 

okładkowo
Susan Ryeland redagowała już dwie powieści o słynnym detektywie Atticusie Pündzie i za każdym razem omal nie zginęła. Daje się jednak namówić na opracowanie trzeciej.
Kolejny tom serii tworzy Eliot Crace, wnuk Miriam Crace, zmarłej przed dwudziestu laty najpoczytniejszej autorki książek dla dzieci. Eliot wierzy, że babka została otruta. Gdy zdradza Susan, że tożsamość jej zabójcy ukrył w powstającej powieści, redaktorka już wie, że znów wpadła w tarapaty. Pracując nad tekstem kryminału Pünd: ostatnia sprawa, którego akcja toczy się w egzotycznej scenerii południowej Francji, odkrywa, że… sama stała się celem. Wygląda na to, że komuś w rodzinie Eliota bardzo zależy na tym, by powieść nie została ukończona. I że jest gotów zrobić wszystko, by dopiąć swego…

„Morderstwa w Marble Hall” to kolejny genialny kryminał mojego ulubieńca – Anthony Horowitz. Ten niezwykle sprawnie skonstruowany kryminał, wciąga (tak jak poprzednie) już od pierwszych stron. Jednocześnie bawi (i zachwyca) formą podania dla samego czytelnika. 

Największą siłą książki jest precyzyjna intryga oraz inteligentne zwroty akcji — Horowitz umiejętnie podrzuca tropy, jednocześnie nie gubiąc logiki śledztwa. Klimat przypomina klasyki Agathy Christie, czy Arthura Conan Doyla ale z bardzo nowoczesnym, ironicznym twistem.

Nieco słabsze mogą być postacie drugoplanowe, które momentami wydają się mniej pogłębione, jednak tempo narracji rekompensuje te braki. To lektura wciągająca i pomysłowa — idealna dla fanów kryminałów, którzy lubią, gdy autor bawi się konwencją. Dodatkowo powieść wyróżnia się moją ulubioną „szkatułkowością” czyli „książką w książce”, co angażuje czytelnika w nietypowy sposób. To także historia o samym pisaniu i roli autora oraz refleksjami z tym związanymi. 

Świetna robota!!!

Wyd. REBIS

W głębinie – Will Dean

Will Dean – to brytyjski pisarz, autor kryminałów. Po studiach w London School of Economics pracował w Londynie, a potem osiadł na szwedzkiej wsi. Zbudował drewniany dom na podmokłej polanie pośrodku rozległego lasu zamieszkanego przez łosie. W tej bazie czyta i pisze.

okładkowo
Sześcioro doświadczonych nurków głębinowych w gorącej klaustrofobicznej komorze ciśnieniowej. Są zawodowcami i wiedzą, że wszelkie naruszenie procedur grozi im śmiercią, cierpliwie znoszą więc wyczerpującą pracę i uciążliwe warunki bytowe. Nagle jeden z nich zostaje znaleziony martwy w koi. Do czasu, gdy będzie można otworzyć właz po dekompresji, zostały jeszcze cztery dni. Krótko potem umiera drugi nurek i sytuacja staje się nie do zniesienia. Co lub kto wyprawia ich na drugi brzeg? I czy ktokolwiek z grupy przeżyje do otwarcia włazu, czy też wszyscy staną się ofiarami paranoicznej podejrzliwości, zmęczenia i stresu?


„W głębinie” to klaustrofobiczny thriller rozgrywający się w ekstremalnych warunkach nurkowania saturacyjnego. Will Dean mistrzowsko wykorzystuje w nim motyw izolacji. Ograniczona przestrzeń, świadomość ogromnego ciśnienia wody i malejące zapasy tlenu budują napięcie niemal nie do zniesienia. Każdy dźwięk i każda awaria potęgują przerażenie. Jednocześnie autor skupia się na psychice bohaterów — strachu, narastającej paranoi i konfliktach, które w zamknięciu zbyt szybko eskalują.

Atutem powieści jest realistyczne przedstawienie technicznych aspektów nurkowania oraz surowy, oszczędny styl, wzmacniający atmosferę osaczenia. Tempo chwilami zwalnia, by świetnie oddać monotonię i napięcie oczekiwania, a finał przynosi intensywne emocje.

To bez wątpienia smakowita lektura dla czytelników ceniących sobie historie o przetrwaniu, ekstremalnych warunkach i trudnej walce z własnymi lękami. 

Wyd. Rebis

Głęboko pogrzebany. I inne opowiadania – Naomi Novik

Naomi Novik to amerykańska pisarka polskiego pochodzenia. Znana z serii fantastycznych książek Temeraire. Studiowała literaturę na Uniwersytecie Browna w Providence. Projektowała grę Neverwinter Nights: Shadows of Undrentide, dopóki nie odkryła, iż jednak bardziej woli pisać. Jej pierwsza powieść „Smok Jego Królewskiej Mości”, zaczynająca serię Temeraire, jest alternatywną historią wojen napoleońskich, w świecie, w którym oprócz ludzi walczą także inteligentne smoki. Na naszym rynku nie dawno zostały wydane jej opowiadania pt. „Głęboko pogrzebany”.

okładkowo
Naomi Novik zabiera nas w oszałamiającą podróż przez znane z poprzednich jej książek krainy baśni i fantasy, mity i historię. Powracamy do świata Temeraire’a – dowiadujemy się, co się stało w starożytnym Rzymie, kiedy Marek Antoniusz zaopiekował się smoczycą, i poznajemy alternatywną wersję Dumy i uprzedzenia, w której Elizabeth Bennett służy jako kapitan w Korpusie Powietrznym. Powracamy do świata Scholomance, gdzie czarownica Beata musi stawić czoło aroganckiej współlokatorce. Poznajemy inną wersję historii znanej z Mocy srebra. W opowiadaniach Novik napotkamy także między innymi niekonwencjonalnych piratów z okresu regencji, Ariadnę strzegącą swojego brata Minotaura w Labiryncie, żołnierzy korzystających z magicznego czajniczka w okopach pierwszej wojny światowej i Irene Adler poszukującą Sherlocka Holmesa po upozorowaniu przez niego śmierci przy wodospadzie Reichenbach…

„Głęboko pogrzebany” –  Naomi Novik, to różnorodny i bardzo udany zbiór krótszych form, pokazujący pełen zakres wyobraźni i kunsztu autorki. Znajdziemy tu zarówno mroczne, baśniowe historie, reinterpretacje znanych motywów, alternatywną historię, jak i opowieści osadzone w świecie „Temeraire”.

Tytułowy „Głęboko pogrzebany” wyróżnia się atmosferą niepokoju i subtelnie budowanym napięciem, tonując cały zbiór. Pozostałe opowiadania są już zróżnicowane gatunkowo: od epoki regencji przez czasy pirackie, aż po dawną dziką magię i mity. 

Autorka pisze bardzo plastycznie i klimatycznie, potrafiąc w krótkiej formie stworzyć pełny świat i wyrazistych bohaterów. To świetna pozycja dla zwłaszcza dla fanów fantasy i twórczości autorki — lekka w odbiorze, pomysłowa i pełna charakterystycznego dla Novik uroku.

Wyd. Rebis

Smak truzciny – Neil Bradbury

Neil Bradbury dorastał zafascynowany tajemnicami morderstw i truciznami. Absolwent uczelni medycznych posiada dyplomy z biochemii i biochemii medycznej. Choć dorastał w Wielkiej Brytanii, obecnie mieszka i pracuje w Illinois w USA, gdzie jest naukowcem, nauczycielem oraz pisarzem. Codziennie bawi się też „paskudnymi chemikaliami” jak sam mawia. Jego książka A Taste for Poison („Smak trucizny) bardzo spodobała się fanom kryminałów, naukowcom i miłośnikom historii. 
Podobno wg autora „Każdy powinien dokładnie wiedzieć, kto nalewa mu herbatę!”

okładkowo
Błyskotliwie łącząc tematy nauki i zbrodni, „Smak trucizny” ujawnia, jak jedenaście znanych substancji wpływa na organizm człowieka – na kanwie morderstw, w których ich użyto. Czytelnicy powieści kryminalnych doskonale wiedzą, że trucizna jest jedną z niezmiennie powracających metod wybieranych przez morderców. Można ją niepostrzeżenie dodać komuś do drinka, posmarować nią grot strzały lub klamkę, a nawet sprawić, że dostanie się do powietrza, którym oddychamy. Ale jak działa…? Łącząc elementy historii medycyny oraz opisów rzeczywistych przestępstw, Neil Bradbury zgłębia tę metodę zabijania. Obok informacji o prawdziwych zabójcach i ich zbrodniach – tych osławionych, tych zapomnianych i tych wciąż nierozwiązanych – pojawiają się równie intrygujące dzieje samych trucizn: jedenastu cząsteczek śmierci, które niszcząc ciało człowieka, paradoksalnie pokazały nam, jak funkcjonuje nasz organizm. Poczynając od niebezpiecznej genezy powstania ginu z tonikiem, kończąc na przesyconej arszenikiem tapecie z sypialni Napoleona – Smak trucizny zabiera czytelnika w fascynującą podróż przez skomplikowane procesy, które nas utrzymują przy życiu… lub nie.

Książki z gatunku Non Fiction, czytam dość rzadko, ale że ta dotyczy jednego z moich ulubionych tematów – czyli trucizn, więc nie mogłam się oprzeć. Bradbury w bardzo przystępny sposób omawia poszczególne trucizny, bez zadęcia i zbędnego medycznego słownictwa. A jego porównania, i dygresje mają niemal wartość „złotych myśli”.
Czytając opisy substancji, czy zbrodni nimi dokonanych zapomnijcie o nudzie, bo nie ma na nią miejsca. Dodatkowo, co cenne opisy owych „podłych czynów” nie epatują brutalnością, ale ciekawią i zadziwiają odbiorcę.
To naprawdę zajmujące, zwłaszcza jeśli jest podane w taki sposób jak tu z dystansem i poczuciem humoru. Całość wzbogacają zdjęcia archiwalne samych sprawców, dowodów itp. 
Gdyby wszystkie „poważne” książki pisane były w taki mniej „poważny” sposób, na pewno czytelnictwo by na tym zyskało. 
Po skończeniu lektury ciut podejrzliwie patrzę na wszelkie ziółka i chyba odkurzę dawno odłożony projekt z zakresu kursu zielarstwa. 

Wyd. Rebis

„Morderstwa w Suffolk” – Anthony Horowitz

Anthony Horowitz – est angielskim pisarzem i scenarzystą popularnych seriali telewizyjnych, mistrzem budowania napięcia. Ma na swoim koncie wiele różnych nagród. Adaptował na potrzeby telewizji m.in. powieści Agathy Christie o Herculesie Poirot. Horowitz jest również autorem m.in. serii „Księga Pięciorga” oraz bestsellerowego cyklu o nastoletnim detektywie Aleksie Riderze. Po brawurowych „Morderstwach w  Somerset”, możemy delektować się kolejną z cyklu pt. „Morderstwa w Suffolk”.

okładkowo
Emerytowana redaktorka Susan Ryeland prowadzi ze swoim partnerem mały hotel na greckiej wyspie. Powinno to być życie, którego zawsze chciała… ale czy na pewno? Zmęczona obowiązkami i ciągłą walką, by wszystko działało, Susan zaczyna tęsknić za Londynem.
Wtedy pojawia się u niej para Anglików z dziwną prośbą. Opowiadają jej historię o morderstwie, do którego doszło w dniu ślubu ich córki Cecily, w tym samym hotelu, w którym miało się odbyć przyjęcie weselne. A kiedy dodają, że Cecily zniknęła kilka godzin po przeczytaniu kryminału, który Susan opracowywała kilka lat wcześniej, była redaktorka wie już, że musi wrócić do Londynu, żeby pomóc ją odnaleźć. Wygląda na to, że odpowiedzi na pytania, kto zabił i dlaczego zaginęła Cecily, kryją się na kartach tej powieści.
Susan nie wie jednak, że już wkrótce jej własne życie znajdzie się w niebezpieczeństwie…

Anthony Horowitz to mój ulubieniec od lat, jest on godnym następcą nie tylko Conan Doyla, Fleminaga, ale też Pani Christie. Jego powieści są tak wykreowane, że wszystko widzimy jakby „tu i teraz”, jakbyśmy patrzyli na całość z boku, jak reżyser pasjonującego filmu. Do tego ta cudowna szkatułkowość, och mało który pisarz tak potrafi, wierzcie mi. Uwielbiam powieści szkatułkowe już od czasu „Rękopisu znalezionego w Saragossie”.

Ale wracając do „Morderstw w Suffolk”, trzymają w napięciu od początku do samego baaardzo zaskakującego finału, podobnie jak pierwsza część czyli „Morderstwa w Somerset”, bo Horowitz i tutaj odwija fabułę kawałek po kawałek, fragment po fragmencie; otwiera kolejne drzwi i schowki. Do tego trzeba uważać na każdy nawet najdrobniejszy szczegół (tak, tak można robić notatki) :-), gdyż w zaczytaniu, mogą nam się mieszać fabuły, w końcu czytając jedną książkę czytamy ich więcej jednocześnie.

Mamy tu nie tylko suspens, tajemnice i zagadki, jest też spore podłoże obyczajowe (losy i rozterki) głównej bohaterki (narratora) jednej z fabuł.
Całość w brawurowych niemal sześciuset stronach, zawładnie waszym umysłem i sercem, bo tej prozy nie da się ani podrobić, ani zlekceważyć.
Ubolewam tylko nad tym, że nie mogłam za jednym podejściem przeczytać tej powieści, tylko czytać łapiąc chwilę pomiędzy obowiązkami, co jest bardzo irytujące. 

Bardzo chciałabym poznać współczesnego pisarza, który w podobny sposób radzi sobie ze słowem i fabułą, jak AH. Polecenia mile widziane.

Wyd. REBIS

Kochany Święty Mikołaju – Debbie Macomber

Debbie Macomber (rocznik 1948). Zaczęła pisać dopiero po urodzeniu czwórki dzieci i to na pożyczonej maszynie. Czekała, aż cały dom zaśnie, wziąć się za pisanie. Przez pięć lat jej maszynopisy odrzucano w każdym wydawnictwie, a sukces przyszedł dopiero w 1982 roku, wraz z opublikowaniem pierwszej książki. Pisząc, korzysta z doświadczeń własnych jak i z doświadczeń krewnych. Ma wspaniałe poczucie humoru. Poza pisaniem uwielbia robić na drutach i jest w tym prawdziwą mistrzynią. Bardzo lubi dostawać listy od czytelników. Wraz z mężem mieszka w stanie Waszyngton, a zimą na Florydzie. Ma czworo dzieci i ośmioro wnucząt. Jej świąteczna książka w tym sezonie to „Kochany Święty Mikołaju”.

okładkowo
List napisany do Świętego Mikołaja może przynieść nadzieję, miłość i niespodziewane zmiany w życiu. Bez względu na to, ile masz lat i czy wierzysz w magię świąt! Lindy Carmichael wraca na Boże Narodzenie do rodzinnego domu w niewesołym nastroju. Mężczyzna, którego uważała za „tego jedynego”, zdradził ją z jej najlepszą przyjaciółką. W wymarzonej pracy jest niedoceniana, a każdy nowy projekt idzie jej gorzej od poprzedniego. Nic nie układa się tak, jak powinno do czasu, aż Lindy natrafia na pudełko pełne listów do Świętego Mikołaja, które pisała jako dziewczynka. Zachęcona przez matkę postanawia wrócić do tradycji z dzieciństwa. Nie spodziewa się, że w cudowny sposób jej dorosłe marzenia zaczną się spełniać.

Mniej więcej dwa tygodniu przed świętami rzucam w kąt inne książki i czytam coś w klimacie świąt. W tym roku wypadło „świąteczną” Maccomber.
 
Banalna historia powiecie i przewidywalna aż do bólu i taka nierealna jak płatek śniegu… zbyt piękna by była prawdziwa. Ale dla chcący wprowadzić się w świąteczny nastrój wprost idealna, pełna magii, cudów, dobrych uczynków i serdeczności od serca.

Jest też coś takiego w niej (chyba we wszystkich tego typu), ze wiele w fabule czy to uproszczeń, czy to niedociągnięć po prostu wybaczamy, bo chodzi o klimat a fabuła to rzecz drugorzędna. Wszak listy do Św. Mikołaja piszemy wszyscy, nawet jeśli powstają one tylko w naszych myślach.


Wyd. REBIS

Księga Etty – Meg Elison

Meg Elison jest amerykańską pisarką i publicystką. Współpracowała m.in. z czasopismami: „Fantasy & Science-fiction”, „Terraform”, „Catapult”. Jest także laureatką Nagrody im. Philipa K. Dicka w kategorii science fiction. Po I cześci trylogii: Droga do nikąd pt. „Dziennik bezimiennej akuszerki”  na naszym rynku pojawiła się II cz. cyklu o tytule ” Księga Etty”.

okładkowo
Etta pochodzi z Nowhere, osady założonej przez tych, którzy przeżyli plagę, w tym przez Bezimienną Akuszerkę. Tajemnicza choroba zniszczyła dawny świat i sprawiła, że przy życiu pozostało niewiele kobiet, a porody są bardzo niebezpieczne. Ci, którzy przetrwali, powoli próbują przywrócić porządek i wprowadzić nowe normy społeczne. W Nowhere kobiety i położne traktuje się jak święte i to one dominują w społeczności. Etta wybiera jednak wolność, jaką dają jej łowiectwo i szabrownictwo. Przemierza pustkowia w poszukiwaniu reliktów przeszłości, które mogą się do czegoś przydać. Czasem zmuszona jest też stawiać czoło bezwzględnym handlarzom niewolników, którzy polują na kobiety i dziewczynki. Dlatego w drodze staje się Eddym. Kiedy handlarze napadają na jej osadę, Etta bez namysłu wyrusza, by uwolnić bliskich lub ich pomścić. Ta misja prowadzi ją w paszczę Lwa z Estiel – bezwzględnego i okrutnego przeciwnika. W jej rękach spoczywa nie tylko życie uwięzionych, ale i los nowego świata.

Czekałam niecierpliwie na drugi tom (z obawą jaki się okaże). Często jest tak, że kolejna cześć nie wzbudza już takich emocji, jak pierwsza (to chyba podobnie jak z pierwszą miłością). 
Ale nie było tak źle jak się obawiałam, a nawet lepiej niż sądziłam. „Księga Etty” zaciekawia. Na początku nie mogłam się przestawić, ba nawet zrozumieć kim Etta/Edie chce być i dlaczego. Potem w miarę postepowania fabuły, wiele rzeczy stało się dla mnie jasnych, a na końcu, gdy odsłonięte zostały wszystkie karty – potrafiłam zrozumieć i choć w pewnym stopniu wczuć się w rolę bohaterki.
Świat ponad sto lat od pierwszej odsłony cyklu jest… jeszcze gorszy niż był i choć tu i ówdzie istnieją kropelki nadziei, to mimo wszystko wciąż jest więcej ciemności.
Większość dotychczasowych zdawałoby się „normalnych” zachowań zanika lub przekształca się w zupełnie nowe formy jak np. roje (czym są to już znajdziemy w książce). 
Samo zakończenie z obietnicą kontynuacja losów Etty (mam nadzieję) wciąż nie dało odpowiedzi na wiele pytań.  

Mad Max w wydaniu kobiecym o mocnym wydźwięku i do przemyśleń.

Wyd. REBIS

Księga bezimiennej akuszerki – Meg Elison

Meg Elison – to amerykańska pisarka i publicystka feministyczna. Współpracowała m.in. z czasopismami: „Fantasy & Science-fiction”, „Terraform”, „Catapult”. Jest także laureatką Nagrody im. Philipa K. Dicka w kategorii science fiction.

okładkowo
Kiedy zasypiała, świat był skazany na zagładę. Gdy się obudziła, był już martwy. Przetrwanie apokalipsy to jednak dopiero początek.
Na skutek tajemniczej gorączki na całym świecie umiera bardzo wielu mężczyzn oraz niemal wszystkie kobiety i dzieci. Ciąża i poród oznaczają wyrok śmierci – zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Samotna położna brnie przez cmentarzysko, jakim stał się świat, usiłując znaleźć dla siebie miejsce w nowej, groźnej rzeczywistości. Filary cywilizacji runęły, została tylko brutalna siła i ci, którzy ją mają. Pozostałe przy życiu kobiety są prześladowane przez bandy mężczyzn, którzy je chwytają, trzymają w łańcuchach, używają ich i nimi handlują. Żeby zachować wolność, położna przebiera się za mężczyznę i unika ludzi. Wkrótce odkrywa jednak, że jej zadanie nie ogranicza się do chronienia smutnej namiastki własnej niezależności. Jeśli ludzkość ma się odrodzić, będzie potrzebowała akuszerki.

Jakie czasy to i takie lektury u mnie (no przynajmniej częściowo) więc wszystkie dobre książki traktujące o postapo, czytam. „Księga bezimiennej akuszerki” zdecydowanie wybija się na tle tego typu pozycji (napisana cztery lata temu) ale jakże aktualna – niestety.

To zaskakująca i wbijająca w fotel dramatyczna lektura. Wzbudza niesamowite emocje i zmusza do refleksji nad całą ludzkością – o wszystkim co wiąże się z wolą przetrwania, instynktem macierzyńskim, jak też tymi najniższymi instynktami… 

 Bohaterka, próbuje za wszelką cenę przetrwać i chwyta się przeróżnych sposobów, by się udało, niekiedy bardzo dramatycznych.  

Jest to pierwsza część trylogii „Droga donikąd”, a ja już niecierpliwie czekam na kolejne, które mam nadzieję zostaną wydane niebawem. 

Wyd. Rebis

Bodaj Budka – Natałka Babina

Natalka Babina (ur. 1966) białoruska dziennikarka i pisarka ukraińskiego pochodzenia. Urodziła się jako Natalla Dyńko we wsi Zakazanka. Wychowana na pograniczu kultur – białoruskiej, ukraińskiej i polskiej. Napisała trzy książki: zbiór opowiadań Krywi nie pawidna być widna, powieść Miasto ryb oraz najnowszą pt „Bodaj Budka”. Mieszka w Mińsku, pisze po białorusku i ukraińsku. Ma troje dzieci. W reportażu z podróży po Polsce, wyraziła opinię o Podlasiu:”Po drodze z Lublina do Białegostoku przejeżdżasz jakąś granicę – i rozumiesz: a oto i w Polsce zaczyna się moje!

okładkowo
Nikt tak jak Natałka Babina nie łączy sielskości białoruskiej wsi ze złem, które czai się w ukryciu …
Ktoś cichy milczy w ciemności… Strach wyjść z domu, strach w domu pozostać… Wśród lasów i mokradeł czai się zło, obce, nieznane… A może nie, może właśnie znane, może takie, które zawsze było obok i które sami sprowadziliśmy naszym codziennym zaniedbaniem, naszą bylejakością, tumiwisizmem… Otworzyliśmy przed nim wrota i z głębokim ukłonem zaprosiliśmy do siebie…W swej najnowszej książce Natałka Babina stawia okrutną diagnozę naszemu zakątkowi Europy. Przestrzega przed tym, co się może stać z ludźmi, którzy tracą własną tożsamość, przestają czuć wibrację i rytm swojej ziemi. „Bodaj Budka” to powieść, której akcja rozgrywa się trochę na wschód od nas, za pilnie strzeżoną granicą, ale na tyle blisko, że my też powinniśmy wytężyć wzrok i słuch…

Babina szarżuje bez dwóch zdań i jak się okazuje nie na darmo czekałam dziesięć lat na jej kolejna powieść. Książka ponownie brawurowa, dziejąca się tu i teraz choć z posmakiem fantastyczno-sensacyjno-obyczajowo-horrorowym – do którego (mimo całej mojej sympatii dla jej prozy) musiałam się przyzwyczaić… Było warto! 
Mamy tutaj gorzką refleksję dotycząca współczesnego społeczeństwa i jego kondycji wewnętrznej, ale też obraz niebezpiecznych zmian jakie zachodzą na świecie (wątek historyczny).

Powieść jest o tyle specyficzna, że trudno ją jednoznacznie określić, każdy czytający może dostrzec w niej coś innego, ważnego dla siebie, choć w sumie jest bardzo uniwersalna, to jej akcja mogłaby się dziś w wielu krajach czy grupach etnicznych. Autorka kreuje mocny przekaz o tym jak ważna jest nie tylko wiedza o tym skąd pochodzimy i kim jesteśmy ale też o potrzebie podtrzymywania tradycji i pamięci.
Lektura nie łatwa, bo bardzo, bardzo zmuszająca do myślenia, a dziś już nie każdy lubi „myśleć”… Ja akurat lubię i polecam! 

Wyd. REBIS



Ogród kobiet – Carla Montero

Carla Montero – to hiszpańska pisarka, absolwentka prawa i zarządzania. Jednak od zawsze uwielbiała pisać. Za swoją pierwszą bestsellerową powieść, „Una dama en juego”, otrzymała nagrodę Círcule de Lectores. „Ogród kobiet” jest jej piątą powieścią.

okładkowo
Barcelona, początek XXI wieku. Gianna odnosi sukcesy jako architektka, romansuje z przystojnym aktorem i wkrótce będzie musiała podjąć decyzje, które zaważą na jej życiu. A że nie wszystko układa się tak, jak by sobie życzyła, postanawia wyruszyć do Włoch w poszukiwaniu własnych korzeni. Nawet się nie spodziewa, czym ta podróż się dla niej skończy.
Castelupo, początek XX wieku. Młyn na obrzeżach włoskiego miasteczka jest domem Anice, niezwykłej dziewczyny, która zna się na ziołach i zaklęciach. Anice kocha ze wzajemnością, ale kiedy wydaje jej się, że szczęście jest w zasięgu ręki, wybucha wojna.

Dwie kobiety, dwa pokolenia, dwa punkty na mapie – oto splątana historia rodziny Verelli i odkrywania tego, co w życiu najważniejsze: miłości, przyjaźni i miejsca, które nazywamy domem.

Z książkami Claudii Montero jakoś nie było mi po drodze do tej pory, choć tytuły jej autorstwa często „wpadały” mi w oczy.
„Ogród kobiet” zauroczył mnie i otulił ciepłem już od pierwszych stron.
Ta powieść na długo zapada w pamięć, emanuje dobrą energią i skłania do mądrych przemyśleń. Przy tym wzrusza i bawi.

Mamy świetnie pokazane tło historyczne dwu płaszczyzn czasowych, bo początku XX i XXI wieku. Wykreowane postacie są bardzo wiarygodne i ciekawe. Jest miłość (także pomiędzy rodzeństwem), przyjaźń (nawet miedzy kobietami), oddanie (tej najukochańszej osobie).
To książką z rodzaju tych, których naprawdę nie powinno się pominąć.



Wyd. Rebis