Bodaj Budka – Natałka Babina

Natalka Babina (ur. 1966) białoruska dziennikarka i pisarka ukraińskiego pochodzenia. Urodziła się jako Natalla Dyńko we wsi Zakazanka. Wychowana na pograniczu kultur – białoruskiej, ukraińskiej i polskiej. Napisała trzy książki: zbiór opowiadań Krywi nie pawidna być widna, powieść Miasto ryb oraz najnowszą pt „Bodaj Budka”. Mieszka w Mińsku, pisze po białorusku i ukraińsku. Ma troje dzieci. W reportażu z podróży po Polsce, wyraziła opinię o Podlasiu:”Po drodze z Lublina do Białegostoku przejeżdżasz jakąś granicę – i rozumiesz: a oto i w Polsce zaczyna się moje!

okładkowo
Nikt tak jak Natałka Babina nie łączy sielskości białoruskiej wsi ze złem, które czai się w ukryciu …
Ktoś cichy milczy w ciemności… Strach wyjść z domu, strach w domu pozostać… Wśród lasów i mokradeł czai się zło, obce, nieznane… A może nie, może właśnie znane, może takie, które zawsze było obok i które sami sprowadziliśmy naszym codziennym zaniedbaniem, naszą bylejakością, tumiwisizmem… Otworzyliśmy przed nim wrota i z głębokim ukłonem zaprosiliśmy do siebie…W swej najnowszej książce Natałka Babina stawia okrutną diagnozę naszemu zakątkowi Europy. Przestrzega przed tym, co się może stać z ludźmi, którzy tracą własną tożsamość, przestają czuć wibrację i rytm swojej ziemi. „Bodaj Budka” to powieść, której akcja rozgrywa się trochę na wschód od nas, za pilnie strzeżoną granicą, ale na tyle blisko, że my też powinniśmy wytężyć wzrok i słuch…

Babina szarżuje bez dwóch zdań i jak się okazuje nie na darmo czekałam dziesięć lat na jej kolejna powieść. Książka ponownie brawurowa, dziejąca się tu i teraz choć z posmakiem fantastyczno-sensacyjno-obyczajowo-horrorowym – do którego (mimo całej mojej sympatii dla jej prozy) musiałam się przyzwyczaić… Było warto! 
Mamy tutaj gorzką refleksję dotycząca współczesnego społeczeństwa i jego kondycji wewnętrznej, ale też obraz niebezpiecznych zmian jakie zachodzą na świecie (wątek historyczny).

Powieść jest o tyle specyficzna, że trudno ją jednoznacznie określić, każdy czytający może dostrzec w niej coś innego, ważnego dla siebie, choć w sumie jest bardzo uniwersalna, to jej akcja mogłaby się dziś w wielu krajach czy grupach etnicznych. Autorka kreuje mocny przekaz o tym jak ważna jest nie tylko wiedza o tym skąd pochodzimy i kim jesteśmy ale też o potrzebie podtrzymywania tradycji i pamięci.
Lektura nie łatwa, bo bardzo, bardzo zmuszająca do myślenia, a dziś już nie każdy lubi „myśleć”… Ja akurat lubię i polecam! 

Wyd. REBIS



Ogród kobiet – Carla Montero

Carla Montero – to hiszpańska pisarka, absolwentka prawa i zarządzania. Jednak od zawsze uwielbiała pisać. Za swoją pierwszą bestsellerową powieść, „Una dama en juego”, otrzymała nagrodę Círcule de Lectores. „Ogród kobiet” jest jej piątą powieścią.

okładkowo
Barcelona, początek XXI wieku. Gianna odnosi sukcesy jako architektka, romansuje z przystojnym aktorem i wkrótce będzie musiała podjąć decyzje, które zaważą na jej życiu. A że nie wszystko układa się tak, jak by sobie życzyła, postanawia wyruszyć do Włoch w poszukiwaniu własnych korzeni. Nawet się nie spodziewa, czym ta podróż się dla niej skończy.
Castelupo, początek XX wieku. Młyn na obrzeżach włoskiego miasteczka jest domem Anice, niezwykłej dziewczyny, która zna się na ziołach i zaklęciach. Anice kocha ze wzajemnością, ale kiedy wydaje jej się, że szczęście jest w zasięgu ręki, wybucha wojna.

Dwie kobiety, dwa pokolenia, dwa punkty na mapie – oto splątana historia rodziny Verelli i odkrywania tego, co w życiu najważniejsze: miłości, przyjaźni i miejsca, które nazywamy domem.

Z książkami Claudii Montero jakoś nie było mi po drodze do tej pory, choć tytuły jej autorstwa często „wpadały” mi w oczy.
„Ogród kobiet” zauroczył mnie i otulił ciepłem już od pierwszych stron.
Ta powieść na długo zapada w pamięć, emanuje dobrą energią i skłania do mądrych przemyśleń. Przy tym wzrusza i bawi.

Mamy świetnie pokazane tło historyczne dwu płaszczyzn czasowych, bo początku XX i XXI wieku. Wykreowane postacie są bardzo wiarygodne i ciekawe. Jest miłość (także pomiędzy rodzeństwem), przyjaźń (nawet miedzy kobietami), oddanie (tej najukochańszej osobie).
To książką z rodzaju tych, których naprawdę nie powinno się pominąć.



Wyd. Rebis

Walden, czyli życie w lesie – Henry David Thoreau

Henry David Thoreau (ur. 12 lipca 1817 w Concord, zm. 6 maja 1862 w Concord) amerykański pisarz, poeta i filozof – transcendentalista. Thoreau spędził prawie całe życie w miasteczku Concord w stanie Massachusetts. Przyjaźnił się z Ralphem Waldo Emersonem i był jednym z ważniejszych członków działającego w latach 1836 – 1843 Klubu Transcendentalistów. Popierał obywatelskie nieposłuszeństwo jako formę walki z władzą i poszanowanie środowiska naturalnego. Jako zagorzały abolicjonista sprzeciwiał się niewolnictwu. W 1845 przeniósł się do zbudowanej przez siebie chaty nad stawem Walden, gdzie w trakcie dwuletniej samotności napisał swoje najsłynniejsze dzieło Walden.

okładkowo
„Walden, czyli życie w lesie” to arcydzieło amerykańskiej literatury będące zapisem eksperymentu Thoreau, który przez ponad dwa lata żył samotnie nad stawem Walden w stanie Massachusetts. Eseje są pochwałą życia świadomego, prostego i surowego, w bliskim kontakcie z przyrodą.
„Walden” ogromną popularność zdobył dopiero w latach sześćdziesiątych XX wieku, kiedy sięgnęła po niego amerykańska młodzież walcząca z konformizmem i obyczajowością mieszczańską.
Zawarte w książce tezy i rozważania pozostają aktualne, szczególnie teraz, gdy ekologiczny styl życia jest coraz ważniejszy dla nas wszystkich.


Do tej klasyki dojrzewałam długo, ale jak to się mówi „lepiej późno, niż później”. I bardzo trudno jest recenzować takie lektury. Na pewno zgadzam się z „ochrzczeniem” książki Thoreau jako „biblii ekologów”, bez wątpienia coś w tym jest.

Oprócz kwestii filozoficznych znajdziemy w niej przepiękne i bardzo wnikliwe opisy przyrody wraz z jej przemianami i zachodzącymi procesami. „Waldena…” po prostu trzeba znać.

Dodatkowo szacunek i podziw dla człowieka – autora, który odrzuca ówczesne konwenanse oraz normy obyczajowe i na dwa lata zaszywa się w lesie. Kiedyś uznany za pewne za dziwaka, później za outsidera czy hippisa, dziś najczęściej kogoś kto ucieka od „wyścigu szczurów”.
Jakby go jednak nie nazywać, pisarz był prekursorem wszelkich zachowań EKO, a to zawsze wiąże się ze swoistą filozofią i zawsze jest godne naśladowania, choć najpierw przeczytania w tym wypadku.
Zapraszam.

Wyd. REBIS

Bezwład – Jessica Barry

Jessica Barry jest pseudonimem amerykańskiej autorki, wychowanej w małym miasteczku w Massachusetts. Pisarka studiowała literaturę angielską i historię sztuki na Uniwersytecie Bostońskim, a w 2004 roku przeprowadziła się do Londynu, gdzie ukończyła University College London. Napisała kilka romansów, natomiast „Bezwład” jest jej pierwszym thrillerem.

okładkowo
Allison Carpenter przeżywa katastrofę lotniczą w Górach Skalistych, lecz to dopiero początek jej walki o życie. Dziewczyna zna straszną tajemnicę, a wpływowi ludzie gotowi są ją zabić, by ukryć szokującą prawdę. Jeśli dowiedzą się, że przetrwała, ruszą za nią.
Nie odnaleziono ciała Allison, więc Maggie Carpenter, mieszkanka niewielkiego Owl’s Creek w Maine, wciąż ma nadzieję. Ona także skrywa tajemnicę – od śmierci męża nie rozmawiała z córką i nie wie nic o niej.
Podczas gdy Allison brnie przez dzikie góry, Maggie rozpaczliwie szuka odpowiedzi na kolejne pytania. Zagłębiwszy się w życie Allison, odkrywa, że w świecie pieniędzy i luksusu jej córka zmieniła się nie do poznania. Czy zdąży odkryć prawdę, żeby ją uratować?


Lubię thrillery, lubię ale te naprawdę dobre… i „Bezwład” taki właśnie jest, do tego czyta się lekko, szybko – cały czas na „piątym biegu”.

Fabuła sensownie skonstruowana i spójna, narracja dwutorowa (momentami z trzecią osobą). Do tego pięknie pokazana też strona typowo obyczajowa relacji rodzic-dziecko, jest mocno o miłości, żalu, winie, przebaczeniu i odkupieniu… majstersztyk, emocje na najwyższym „C”.
No i to co najważniejsze – nie udało mi się przewidzieć zakończenia, a to już wielki PLUS, każdej tego typu książki.

Jestem pod wielkim wrażeniem całości i oby takich więcej, od Pani Barry, bo „Bezwład” obezwładnił mnie całkowicie i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Polecam.

Bezwład, Jessica Barry, Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.
Wyd. Rebis

Non stop – Brian Aldiss

Brian W. Aldiss jest autorem blisko 80 książek i ponad 300 opowiadań. W latach 1943/1947 służył w armii brytyjskiej na Dalekim Wschodzie. Po powrocie do kraju pracował jako księgarz w Oksfordzie. Był też redaktorem literackim, pisał recenzje filmowe i poezję. Jednak sławę przyniosła mu pierwsza powieść SF „Non stop”, od razu zaliczona do klasyki gatunku. Otrzymał nagrody Hugo, Nebula, Nagrodę Locusa i Nagrodę im. Campbella, a za zasługi dla literatury – Order Imperium Brytyjskiego.


Plemię Roya Complaina żyje w Pokładach porośniętych wybujałą i dziką roślinnością, walcząc o przetrwanie w nieprzyjaznym świecie. Wrogami są inne plemiona ludzi, flora i fauna. Istnieją też dalsze zagrożenia – mityczni Ludzie z Dziobu, legendarni Giganci czy przerażający Obcy. Inną legendą jest ta, że wszystkie Pokłady są zamknięte w pojemniku zwanym statkiem, który przemierza pustkę od jednego świata do drugiego. Complain nie wie, które z opowieści starszyzny są prawdziwe, ale w trakcie swojej samotnej odysei przekona się, że prawda jest jeszcze bardziej przerażająca.

W zasadzie czytam książki z wszystkich gatunków literackich, to z SF nie było mi za bardzo po drodze (choć filmy z tego gatunku uwielbiam). Postanowiłam więc wziąć SF za rogi i zacząć od klasyki gatunku, wypadło na „Non stop”, książkę o której słyszałam już ponad dwadzieścia lat temu, a została napisana ponad sześć dekad wcześniej.

Po trudnym początku, czyli przestawieniu się na ten rodzaj literatury, oraz styl pisania sprzed kilku ładnych dekad (to się lekko wyczuwa) dalej już poszło gładko, a ciekawość rosła ze strony na stronę. Mamy świetne połączenie rozrywkowego SF z moralitetem. Jawi nam się więc książka o co najmniej kilku warstwach… Specyficzny klimat, oszczędność środków i nowinek technicznych; doskonale sprawdza się w tym wypadku zasada „mniej znaczy więcej”. Czyta się bardzo dobrze i nie zapominajmy, że był to debiut autora (tylko zazdrościć wyobraźni tak bujnej jak gąszcze poników na statku.

Polecam bardzo, bardzo.

 

Wyd. REBIS