Liane Moriarty to australijska pisarka, autorka ośmiu powieści, w tym bestsellerowych „Wielkich kłamstewek”, na podstawie których powstał serial wyprodukowany przez HBO. Mieszka w Sydney wraz z mężem i synem. „Sekret mojego męża” jest kolejną świetną powieścią.
okładkowo
„Dla mojej żony, Cecilii Fitzpatrick. Otworzyć wyłącznie w przypadku mojej śmierci”. Ten dziwny list od męża Cecilia znalazła przypadkiem. Leżał gdzieś na strychu wetknięty w stertę dokumentów. Otwierać, nie otwierać? Po co John-Paul go napisał? Co w nim było? Cecilia, oddana żona i matka, zawsze starała się postępować słusznie. Czy ma prawo grzebać w przeszłości męża, skoro on żyje i ma się dobrze?
Ale tajemnic nie można skrywać w nieskończoność, a prawda – nawet ta najtrudniejsza – sama domaga się ujawnienia. Niewyjaśniona historia sprzed lat wstrząśnie życiem nie tylko Cecilii, lecz także dwóch innych kobiet i na zawsze zwiąże ze sobą ich losy.
„Wielkie kłamstewka” dostałam od mojej koleżanki z poleceniem „Czytaj, bo świetne”, a teraz drugą już bez polecenia przeczytałam.
„Sekret mojego męża” jest drobiazgowo wykreowaną historią, zaplanowaną jak to się mówi „od A do Z”, w której łącząca się (i plączą) ze sobą dzieje trzech kobiet. Opowieść przepełniona kłamstwami i tajemnicami aż do granic wytrzymałości. Samo zakończenie zaś „rozwala” emocjonalnie. Powieść wciąga, niepokoi, i każde zadawać pytania (także sobie) typu” Czy na pewno tak dobrze znam swoją drugą połówkę?
Choć sama akcja nie galopuje, to narasta w przyzwoitym tempie (spokojnie, nie da się zasnąć), tu wszystko ma swój sens, kolejność itd… W przypadku tej lektury sprawdza się powiedzonko, że coś poznajemy „krok po kroku”.
Emocje, tajemnice, sekrety, niedomówienia, przemilczenia… wszystko tutaj się znajdzie, ale nie ma co wyliczać, tylko po prostu przeczytać. A ja biorę się za kolejne książki tej autorki.

