Przyjaciel z szafy – A.F. Harrold oraz Dlaczego ziewamy? I inne sekrety ludzi – Dorota Sumińska

AF Harrold to angielski poeta, performer i autor książek dla dzieci. Prywatnie jest wielkim miłośnikiem kotów. W moje ręce trafiła niedawno Przyjaciel z szafy (nasza premiera 18.04.18) zilustrowana przez Emily Gravett.

okładkowo
Możesz wszystko, co tylko sobie wyobrazisz.
Rudger to najlepszy przyjaciel Amandy Szuruburskiej. Taki wymyślony, ale to nie znaczy, że na niby. Każdy z nas kiedyś miał albo nadal ma takiego powiernika.

Nikt poza Amandą nie może go zobaczyć. Do czasu. Pewnego dnia w drzwiach domu dziewczynki staje pan Trznadel. Łysy, grubawy, w hawajskiej koszuli. Przyszedł przeprowadzić ankietę. To jednak tylko pozory. Prawda jest taka, że pan Trznadel poluje na takich jak Rudger. Na wymyślonych. I już wyczuł niepozornego chłopca.

Gdy Amanda na skutek wypadku trafia do szpitala, Rudger zostaje sam. Czy zdoła ukryć się przed groźnym przybyszem? Krążą plotki, że pan Trznadel zjada wymyślonych…

Książka niezwykła już od tytułu począwszy, bo od razu każdy z nas przypomina sobie takiego przyjaciela „na niby” z dzieciństwa. Uświadamia nam jak wielka jest potęga wyobraźni – zwłaszcza tej dziecięcej, które z wiekiem niestety przechodzi na drugą stronę mocy, czyli dorosłego racjonalizmu i niedowiarstwa ale póki co… dopóki jest się dzieckiem to wszystko jest możliwe.
Spodobało mi się to powiązanie książek i wyobraźni, która to mieszanka naprawdę może wszystko 🙂

Cudowna rzecz o miłości i przyjaźni dla czytelników w każdym wieku, a najlepiej do wspólnego wieczornego czytania.

 

 Wyd. Literackie

Dorota Sumińska to polska pisarka i dziennikarka. Z zawodu lekarz weterynarii, opublikowała kilka książek dotyczących opieki nad zwierzętami domowymi. Prywatnie przyjmuje w jednej z warszawskich lecznic weterynaryjnych. Dlaczego ziewamy? I inne sekrety ludzi od jakiegoś czasu jest dostępna w księgarniach.

okładkowo
Dlaczego? Jak? Po co? Najtrudniejsze i najbardziej zaskakujące pytania, jakie mogą zadać dzieci – tym razem na temat ludzi i organizmu człowieka (…)

Niewiele jest osób, które potrafią odpowiedzieć na wszystkie dziecięce pytania. Dorota Sumińska nie dość, że zna odpowiedzi, to jeszcze potrafi każdą z nich podbudować arcyciekawymi naukowymi faktami, a także, gdy trzeba, wprowadzić do niej przezabawne anegdoty. W ten sposób dzieci i rodzice biorą udział w porywającej lekcji biologii i przyrody, która nawet przez moment nie nudzi.

Podchwytliwe pytania, zaskakujące obserwacje i błyskotliwy humor. To idealna lektura dla dzieci, które lubią wiedzieć więcej. A także dla rodziców, którzy chcą przekazać swoim pociechom miłość i szacunek do przyrody.

Dzieci to potrafią… zamęczyć pytaniami wiadomo nie od dziś. A pani Sumińska na wiele z nich swoją książką gotowe odpowiedzi jeśli nie podsuwa to na pewno upraszcza.
Obok  łazienkowo-toaletowych pytań dotyczących fizjologii pojawią się i też całkiem naukowe (także ekologiczne) problemy, skąd biorą się lęki, czy po co nam ślina. Wszystkie opisane tu sprawy dotyczą pośrednio lub bezpośrednio naszych ludzkich spraw.

Całość napisano bardzo zrozumiale, prostym językiem. Duże literki i ciekawe (piękne) ilustracje Joanny Żero, czynią lekturę jeszcze atrakcyjniejszą. Musimy jeszcze sprawdzić inne książki z tej serii.

 Wyd. Literackie

Głębokie Południe. Cztery pory roku na głuchej prowincji – Paul Theroux

Paul Theroux to amerykański powieściopisarz i podróżnik. Mieszkał w Malawi, Ugandzie i Singapurze – tam pracował dla Korpusu Pokoju i wykładał. W 1972 roku przeniósł się wraz z rodziną do Londynu. Jest autorem około trzydziestu powieści i kilkunastu książkowych reportaży, ale największy rozgłos przyniosły mu książki podróżnicze, wśród których, oprócz Starego Ekspresu Patagońskiego, wymienić można dwie wydane już w Polsce: Wielki Bazar Kolejowy (Czarne 2010) i Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu. Szlakiem „Wielkiego bazaru kolejowego” (Czarne 2010), jak również Safari mrocznej gwiazdy.

okładkowo
Głębokie Południe Paula Theroux to świat, w którym „historia żyje i ma się dobrze” – stosunki między czarnymi a białymi są wciąż napięte, pełne wzajemnych żalów i poczucia krzywdy: wielu zresztą wciąż pamięta czasy segregacji rasowej, a niektórzy twierdzą, że wcale się nie skończyły. Sercem wspólnoty jest tu lokalny kościół, ulubioną niedzielną rozrywką jarmark z bronią, którego uczestnicy zachowują się tak, jakby wojna secesyjna zakończyła się wczoraj. A wokół ciągną się pola bawełny, powoli wypieranej przez inne uprawy.

Lecz choć Południe regularnie nawiedzają huragany, choć jest biedne, zacofane i popada w ruinę, równocześnie fascynuje muzyką, kuchnią, pogodą ducha i humorem. Theroux oburza się i pała gniewem, patrząc na nędzę i nierówności, ale podziwia wytrwałość i odwagę działaczy społecznych i zwykłych ludzi doświadczonych przez los.

Do książek o amerykańskim południu mam słabość od bardzo dawna, więc i po te sięgnęłam (mimo, że to nie powieść).

Książka ciekawa, choć momentami męcząca dywagacjami autora… Południe jawi się nadal jako rejon biedny, religijny (fanatycznie) zaniedbany na wielu polach. Tu się nie zmienia tak wiele jakbyśmy chcieli ani w takim tempie jaki by reszcie kraju (świata ) pasował.
Widzimy opisanych w niej zwykłych aż do bólu ludzi z ich codziennym życiem, problemami ale i nadziejami…
Południe na pewno ma w sobie to „coś” i kiedyś bardzo chciałabym je zobaczyć sama, choćby po to aby skonfrontować odczucia autora z moimi własnymi.

Znajdziemy tu też poruszone literackie wątki m.in. dotyczące Harper Lee czy Faulknera.

Theroux udało się bardzo dobrze uchwycić ten specyficzny klimat południa, całość polecam, mimo że spodziewałam się trochę czegoś innego – bardziej porywającej wędrówki. 

 

 

 Wyd. Czarne

Całe miasto o tym mówi – Fannie Flagg

Moja ulubienica dziewczyna z Alabamy czyli Fannie Flagg (właśc. Patricia Neal)  rocznik 1944 – powraca z nową książką pt. Całe miasto tym mówi. Jak większość pokochałam ją za Smażone zielone pomidory i uczucie nie wygasło przez lata, wręcz rozkwitało z każda czytana jej książką. 

okładkowo
Każde miasto skrywa tajemnice, które nie powinny wyjść na światło dzienne…

Elmwood Springs w Missouri to zwykłe miasteczko jakich wiele w Ameryce. Coś dziwnego jednak dzieje się na lokalnym cmentarzu. Spokojne Łąki, tak nazywa się to miejsce, bynajmniej nie są spokojne…(…)

Miasteczko założył w 1889 roku szwedzki imigrant, Lordor Norstrom. Szybko dołączyli do niego inni przybysze z Europy, w tym wybrana dla niego przez… korespondencyjne biuro matrymonialne żona. Kolejne pokolenia pierwszych osadników przyczyniają się do rozwoju miejscowości, a my z uśmiechem i zadumą śledzimy ich perypetie rodzinne, kryzysy i sukcesy na tle ważnych wydarzeń, od pierwszej wojny światowej, przez walkę sufrażystek o prawo do głosowania, wielki kryzys, wynalezienie telegramu po lądowanie na Księżycu i narodziny technologii cyfrowej.

Tę ciepłą i wzruszającą opowieść o życiu, poczuciu wspólnoty i trwaniu, o tym, jak ważna jest rodzina i przyjaciele, Fannie Flagg snuje z typowym dla siebie humorem i serdecznością, przetykając ją prostymi życiowymi mądrościami, które są najlepszym antidotum na stresy i koszmary współczesności.

Spotkanie z prozą Fannie Flagg jest jak spotkanie z dobrą, a dawno nie widzianą przyjaciółką. W wypadku tej autorki to jeszcze połączone z ploteczkami o starych, dobrych znajomych. Tak, tak, musiałam sobie trochę poprzypominać to i owo nazwisko z innych powieści Flagg… ale dało radę.

Ponownie autorka nie zawodzi poczuciem humoru i wrażliwością na najwyższym poziomie (z tym się chyba już trzeba urodzić). Napisane lekko i poważnie jednocześnie. Na poprawę humoru po stresującym dniu wprost cudowna lektura. Poza tym nigdy nie czytało mi się tak fajnie i wesoło o śmierci… a zakończenie 🙂

Całe miasto o tym mówi – to nie tylko lekka lektura, to pewna filozofia (jak całe jej pisarstwo) tego nie da się ukryć.
Można spokojnie szukać w nim porad – także między wierszami, na temat tego jak żyć i jak się tym życiem cieszyć na co dzień.

 

 Wydawnictwo Literackie

Znajdź w życiu sens – Emily Esfahani Smith

Emily Esfahani Smith –  jest dziennikarką i autorką admiratorką poszukiwania szczęścia . Jej artykuły i eseje pojawiły się w „Wall Street Journal”, „New York Times” i innych. W Instytucie Hoovera Uniwersytetu Stanforda pełni funkcję doradczą (doradza projektowi Ben Franklin Circles). Na naszym rynku pojawiał się książka jej autorstwa pt. Znajdź w życiu sens.

okładkowo
Poszukiwanie sensu życia daje większe poczucie spełnienia niż dążenie do szczęścia.

Jak wieść życie dobre, bogate i satysfakcjonujące. Gdzie szukać źródeł sensu życia i jak je wykorzystać, aby dodać głębi własnej egzystencji. Ta książka wyjaśnia również, jakie są korzyści z życia z sensem – dla nas samych, naszych rodzin, miejsc pracy i społeczeństwa

Książka na pewno nie jest poradnikiem „receptą na szczęście” jakich mamy zalew ostatnimi czasy. Na pewno zaś jest mądra i prawdziwa i raczej naświetla nam pewne sprawy. Pozwala m.in. lepiej zrozumieć, po co jesteśmy na świecie i jaki jest sens naszego bytowania. Wszystko po to aby nasze potyczki z życiem i szczęściem przechylały szalę jak najczęściej w naszą stronę.

A podstawą wszystkiego, jak sobie uświadomiłam, jest po prostu pozytywne myślenie, nastawienie. I tego się trzymajmy.

Znajdź w życiu sens – została napisana sensownie, prostym i przystępnym językiem polecam każdemu.

 

 Wyd. MUZA

Nawiedzony dom na wzgórzu – Shirley Jackson

Shirley Jackson (14 grudnia 1916 – 8 sierpnia 1965) to niezwykle popularna amerykańska pisarka. Porównywana niekiedy do Gaimana czy Kinga, Nigela Kneale i Richarda Mathesona. Urodziła się w Hardie w San Francisco, uczęszczała na studia do University of Rochester, później  Syracuse University. Jej Nawiedzony dom na wzgórzu zaliczany jest do najważniejszych powieści grozy wszech czasów. Doczekał się dwóch kinowych ekranizacji, a w 2018 roku ukaże się serial  (Netflix).

okładkowo
Do starego, mrocznego i owianego złą sławą domu na wzgórzu przybywają cztery osoby: doktor Montague – znawca okultyzmu, szukający żelaznych dowodów na istnienie zjawisk paranormalnych, jego śliczna asystentka, Eleanor – młoda kobieta posiadająca sporą wiedzę na temat duchów, a także Luke – przyszły spadkobierca rezydencji. Z początku wydaje się, że będą mieć do czynienia jedynie z niewytłumaczalnymi odgłosami i zamykającymi się samoistnie drzwiami. Jednak tak naprawdę mroczny i tajemniczy dom cały czas gromadzi siły, by wybrać spośród śmiałków swoją ofiarę.

Jak przez mgłę przypominam sobie, że kiedyś, kiedyś czytałam jej Zawsze mieszkałyśmy w zamku. Dlatego tym chętniej sięgnęłam po ten tytuł.

Książka wciąga od początku, mimo początkowego braku „akcji”.  Narastające stopniowo napięcie podnosi jednocześnie włosy na karku i z każdą strona rośnie nasz ciekawość i rodzi się pytanie „Co dalej?”.

Taką grozę  jak mamy w tej książce (w stylu naszego Grabińskiego, a nawet Żukrowskiego) to ja lubię. Powieść choć napisana przed ponad półwieczem jest bardzo interesującym kawałkiem literatury gatunku. Nie jest to horror bardziej powieść psychologiczna z elementami grozy. A specyficzny klimat spodoba się na pewno nie tylko miłośnikom literatury retro.

 

 Wyd. Replika

Śniadania świata – Beata Pawlikowska

Beata Pawlikowska  – to nie tylko pisarka ale też podróżniczka, dziennikarka, tłumaczka, fotograf. Jest autorką wielu książek i audycji „Świat według blondynki” w Radiu ZET. Samotnie podróżuje i odkrywa świat – organizuje także egzotyczne wyprawy dla innych. Jedna z jej nowszych książek (bardzo smakowita) to Śniadania świata.

okładkowo
W Indiach na śniadanie jem placek z gorącą ciecierzycą w sosie curry, w Kolumbii – świeżo upieczony pieróg ze szpinakiem, w Bhutanie – czerwony himalajski ryż i słoną herbatę z masłem jaka, w Meksyku i Gwatemali – tortillę z nadzieniem z czarnej fasoli, w Kenii – pikantny gulasz z warzyw z soczewicą, w dżungli amazońskiej – kaszę z manioku i gotowane owoce palmowe, na Seszelach – owoce drzewa chlebowego (smakują jak kasztany), na Zanzibarze – frytki z warzywnych bananów, w Indonezji – ryż z kiełkami polany sosem z orzeszków ziemnych, w domu – mam własny przepis na domowe muesli!

Tradycyjne śniadania w ponad pięćdziesięciu krajach świata! Od Argentyny i Australii przez Anglię, Brazylię, Egipt, Indie, Japonię, Kolumbię, Mauritius, Mongolię i Meksyk aż po Paragwaj, Peru, Sri Lankę, Tanzanię, Turcję, Tybet i Zanzibar.

Śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi, tak mówi znane porzekadło. Jednak bez względu na to czy śniadanie robimy dla siebie, ukochanego czy dla gromadki pociech zawsze warto spróbować nie tylko coś nowego, pożywnego, zdrowego… prawda?

W książce znajdziemy ponad 80 autorskich przepisów na śniadania z różnych kasz (jaglanej, gryczanej, quinoa, ryżu, placki, zdrowe ciastka, muesli czy owsianki).

Parę rzeczy od razu mnie zachęciło do kulinarnych eksperymentów, parę totalnie nie (np larwy) 🙂

Książka idealna dla miłośników podróży ale nie tylko, dla wszystkich którzy chcą zdrowo i smacznie zacząć dzień… tylko żeby jeszcze czasu starczyło na wykonanie tych pyszności 🙂

 

Podobny obraz Wyd. Edipresse 

Annapurna – Maurice Herzog

Maurice Herzog – francuski alpinista i himalaista, któremu międzynarodową sławę przyniosło pierwsze wejście na szczyt Annapurny (w 1950 roku). Było to jednocześnie pierwsze wyjście na ośmiotysięcznik w historii. Dwa lata później ukazała się jego książka zatytułowana Annapurna, poświęcona owemu wyczynowi.

Książka Herzoga przywołuj w pamięci czytane niegdyś relacje z wypraw pierwszych polarników  – Amundsena, Scotta, Shackletona. Jest rok 1950, Francuzi, którzy dotychczas wspinali się w Alpach, wyruszają w zacznie wyższe góry, po sławę zdobywców pierwszego ośmiotysięcznika, po wielką przygodę. I na początku nie jest wcale oczywiste, który ośmiotysięcznik zaatakują, Dhaulagiri czy Annapurnę. Mając do dyspozycji jedynie mapy indyjskie, które okazują się bardzo niedokładne. Z szeroko otwartymi oczami za przewodnika i z zachowaniem wszelkich reguł wspinaczkowych próbują wytyczyć drogę, znaleźć swoją szansę. Liczne kilkudniowe rekonesanse powodują, że wybór pada na Annapurnę. Idą w zupełnie nieznane, nieodkryte dotąd góry, dochodzi też dodatkowa trudność, rozpoczyna się wyścig z czasem, by zdążyć przed nadchodzącym monsunem, którego nadejście uniemożliwi akcję górską.

Zmagania z górą, majestatycznym ośmiotysięcznikiem, otoczonym licznymi i bardzo wysokimi szczytami, z robiącą na francuskiej ekspedycji ogromne wrażenie Wielką Barierą (tak też przez nich nazwaną), opisane są z dużą precyzją. Pokazany jest każdy kolejny dzień z całą masą szczegółów, wykonywanych zadań, rozmów, niezbędnych czynności, etapów samej wspinaczki, co powoduje, że podczas czytania mamy niejednokrotnie wrażenie jakbyśmy szli po śladach tych pierwszych odkrywców, niczym jeden z członków wyprawy.

Herzog opisuje wszytko w taki sposób, że choć nie wiemy co nas spotka na kolejnej stronie, to coraz bardziej jesteśmy ciekawi, co też się wydarzy, czy upragniony cel uda się osiągnąć. Śledzimy nie tylko losy jednego człowieka, ale wielu stanowiących skład wyprawy, a zatem samych alpinistów (którzy stają się himalaistami), ale także wytrwałych Szerpów czy kulisów tybetańskich. Widzimy cały ten zespołowy, dobrze skoordynowany trud, który jest w tych niezwykle wymagających warunkach kluczem do sukcesu.

Mamy tu pełne uroku, aczkolwiek oszczędne, opisy przestrzeni, wyjątkowości majestatycznego piękna a zarazem grozy potężnych gór. W książce odnajdujemy także zapiski o doświadczeniu i konfrontacji ducha, a więc nie tylko materii czy siły mięśni. Atmosferę zaś dopełniają liczne czarnobiałe zdjęcia członków wyprawy zrobione podczas wspinaczki oraz samych gór z tamtego okresu.

Annapurna to Wielka Przygoda, po którą warto sięgnąć, tym bardziej, że książki tego rodzaju już nie powstaną.

(za recenzję dziękuję miłośnikowi książek o górach – Adamowi Kuchcie)

Wyd. Marginesy

Górnicy – Karolina Macios

Karolina Macios jest pisarką, filolożką  i teatrologiem. Współtworzy fundację „Znaczy się”, w której zajmuje się m.in. kursami kreatywnego pisania. W moje ręce wpadła książka Górnicy jej autorstwa.

okładkowo
Tytani pracy. Skryci pod warstwą czarnego pyłu, potu i brudu. Pracują w cieniu podstępnych, nieprzewidywalnych wrogów: śmiercionośnego metanu, tąpnięć, wybuchów pyłu i gazów, zawału skał. Przez połowę życia codziennie wychodząc do kopalni, nie mają żadnej gwarancji, czy wrócą do swoich rodzin. Niewolnicy czasu, uzależnieni od szychty.

Dzisiaj, kiedy lojalność, odwaga i zapał są jak na lekarstwo, górnicy są najlepszym dowodem na to, ile jest się w stanie wytrzymać, pracując w jednych z najbardziej wrogich człowiekowi warunkach.

Przez lata funkcjonują w ramach sprawnego systemu, wykonując dzień w dzień te same rytuały. (…) I osiem godzin ze świadomością, że do pierwszego telefonu po wyjeździe na powierzchnię dzieli ich ponad kilometr skał nad głową.

Serialu nie znam, ale po książkę sięgnęłam głównie przez pamięć o jednym z wujków, który był górnikiem. Sama miałam okazję jedynie jako turystka być w kopalni w Wieliczce.

Górnicy to siedem spojrzeń na ten arcytrudny, niebezpieczny i pełen wyrzeczeń zawód. Dla ludzi pracujących jako górnicy, kopalnia to po prostu część ich życia… Niestety przez wielu jest niedoceniana, choć nie zawsze tak było.

Książka pokazuje w innym świetle ten zawód i tych ludzi, to nie tylko piękne mundury i czapki z pióropuszem na Barbórkę. To przede wszystkim pot, łzy i bardzo ciężka praca i miłość do tego co się robi, czyli do górnictwa.

Polecam jako uzupełnienie filmu dokumentalnego, który jeszcze przede mną.

 Wyd. Insignis

Prostota. Siła codziennych rytuałów – Brooke McAlary

Brooke McAlary to blogerka i australijskiej gwiazdy internetu, zwolenniczka slow home. Po tym, jak zdiagnozowano u niej depresję poporodową, całkowicie zmieniła swoje życie. Wybrała prostotę oraz powolność, odzyskując zdrowie, energię i pasję. Na naszym rynku nie dawno pojawiła się jej książka pt. Prostota. Siła codziennych rytuałów.

okladkowo
Zabiegani, zmęczeni, przepracowani, zestresowani i stale podpięci do sieci. Tacy jesteśmy, ale czy musimy? Czy nasze życie musi być podporządkowane słowom: „szybciej” i „więcej”? NIE! Powiedz to głośno, powoli i wyraźnie. Zatrzymaj się i weź głęboki oddech. Przemyśl swoje codzienne czynności, nadaj im odpowiednią wagę, a przekonasz się, jak pozytywna może być siła rytuałów w powszednim życiu.

Dzięki tej książce zmienisz rytm i organizację swoich dni, odkryjesz urok slow life, docenisz wartość minimalizmu. I jeszcze jedno: nie obawiaj się, że chodzi tu o skomplikowane zarządzanie czasem. Wręcz przeciwnie, to proste pomysły pozwolą żyć pełniej i lepiej!

Na poradniki zawsze patrzyłam z przymrużeniem oka, czytałam je na wyrywki albo oglądałam obrazki. Podobnie zamierzałam i teraz, a jednak przeczytałam z zaciekawieniem w całości tę niewielką ale wielce inspirującą książeczkę.

Z wiekiem przybywa nam nie tylko lat i problemów ale też gratów, rupieci itp.  Zaczynamy sami w tym tonąć. Do tego dochodzi zmęczenie, rozdrażnienie… czyli równia pochyła.

Prostota pokazuje wiele spraw pod zupełnie innym kątem. Reorganizacja codziennego życia okazuje się łatwiejsza niżby się mogło wydawać. A minimalizm nie jest taki zły i nie gryzie, choć w wypadku posiadania książek minimalizmu wdrażać (przynajmniej ja) nie mam zamiaru 🙂

 

 Wydawnictwo Literackie

Burza – Steve Sem-Sandberg

Steve Sem-Sandberg (1958). Jest pisarzem, dziennikarzem i krytykiem literackim. Współpracuje z działem kultury „Svenska Dagbladet”. Jego trylogia o życiu trzech kobiet (Milena Jesenská, Ulrike Meinhof i Lou Andreas Salomé) zyskała wielkie uznanie w Skandynawii. Pisarz uznawany jest za jednego z najciekawszych skandynawskich autorów ostatnich lat. Jest laureatem szeregu nagród literackich.  Wiele podróżuje, mieszka w Sztokholmie i Pradze.

okładkowo
Stary dom, tajemnica sprzed lat i mgła, w której trudno oddzielić prawdę od przywidzenia. To nie jest thriller ani kryminał. To coś znacznie mocniejszego. To siła znakomitej literatury.
Mogłoby się wydawać, że chodzi o zwykłą sąsiedzką przysługę. Frank musi zawieźć żonę do szpitala. Prosi więc właściciela pobliskiego domu, aby ten przez kilka godzin zaopiekował się jego dziećmi. Minna i Andreas zostają pod opieką Johannesa, a państwo Lehmanowie odjeżdżają. I na zawsze znikają bez śladu.
Wiele lat później, po śmierci Johannesa, jego wychowanek ponownie zjawia się na wyspie. (…) Poszukiwanie tożsamości, niejasna przeszłość i milczenie, które najsilniej łączy ludzi mających coś do ukrycia. Niepokojąca atmosfera, precyzyjnie budowane napięcie, konsekwentnie dawkowane emocje, a wszystko w pełnym niedomówień świecie mieszkańców małej wysypy u wybrzeża Norwegii. 

Książka jest dość trudną lekturą, gdzie teraźniejszość gęsto przetykana retrospekcja nie ułatwia odbioru. Natomiast językowo czyta się bardzo dobrze (płynnie). Mocna i sugestywna powieść pochłania całkowicie.

Niesamowite opisy surowej skandynawskiej przyrody dopełniają dzieła.
W sumie w tej powieści nie ma rzeczy zbędnych i nic nie dzieje się (nie jest napisane) bez przyczyny.
Ta proza niczym grzęzawisko mrocznym klimatem wciąga i nie wypuszcza z objęć do samego końca albo i długo, długo po zakończeniu lektury.

Powolna, duszna, hermetyczna i tętniąca esencją rzecz – idealna do delektowania się w zimowe wieczory.

 

 Wydawnictwo Literackie