Astrofizyka dla zabieganych – Neil deGrasse Tyson

Neil deGrasse Tyson to astrofizyk amerykański. W swojej karierze był między innymi dyrektorem Hayden Planetarium przy American Museum of Natural History na Manhattanie. Prowadzi różne programy popularnonaukowe w TV. Z  ciekawostek – od jego nazwiska pochodzi nazwa planetoidy 13123 Tyson.

okładkowo
Jeżeli chcecie poznać przemawiające do wyobraźni, szybkie i konkretne odpowiedzi na te intrygujące i poszerzające horyzonty pytania, nie znajdziecie lepszego źródła niż książka napisana przez znanego amerykańskiego astrofizyka i bestsellerowego autora Neila deGrasse’a Tysona.

Dziś niewielu z nas ma czas na kontemplację kosmosu. Tyson dobrze o tym wie, więc sprowadza cały wszechświat na ziemię, pisząc o nim jasno i zwięźle, z iskrzącym się poczuciem humoru, w smakowitych rozdziałach, które możecie z łatwością pochłonąć w dowolnym czasie i miejscu waszego zajętego dnia.
Nieważne, czy właśnie czekacie na filiżankę porannej kawy, na przyjazd pociągu czy odlot samolotu – sięgnijcie po Astrofizykę dla zabieganych! Ta książka wyjaśni wam dokładnie to, czego potrzebujecie, by zyskać obeznanie z kosmosem i zacząć rozumieć treść pasjonujących naukowych doniesień: od Wielkiego Wybuchu po czarne dziury, od kwarków po mechanikę kwantową, od odkrywania planet do poszukiwania życia we wszechświecie – po jej lekturze żadne z tych zagadnień nie będzie wam obce!

Zmieścić cały kosmos w maleńkiej (ok. 200 stron) książeczce to jest dopiero coś. Do tego termin „astrofizyka” już sam w sobie jest dla mnie mega kosmiczny, no i zabiegana jestem wiec trzeba było po to sięgnąć.
Tyson postanowił w sposób”mega” zrozumiały przybliżyć nam tę trudną naukę i w bardzo dużym stopniu (w moim przypadku) to się udało.

Ale mimo „prostego” ujęcia, nie wszystko zrozumiałam… no cóż. Sam styl podania też bardzo mi się podobał, choć trzeba było momentami to i owo sprawdzić.
Do tego można ją czytać wyrywkowo – akcja na tym nie ucierpi, a i tak zawsze będzie ciekawie.

Warto sięgnąć po tę książkę i po przeczytaniu choć w marzeniach udać się na Marsa 🙂 albo przynajmniej kupić lunetę.

 Wyd. Insignis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *