(Recenzja gościnna) autor A.Kuchta
Książka „Nie bierz nic z takich miejsc” autorstwa Przemysława Borkowskiego trafiła do mnie w wyjątkowych okolicznościach – po spotkaniu z samym autorem. Mam więc egzemplarz z autografem, wspólne zdjęcie, a przede wszystkim kilka informacji o tej pozycji z pierwszej ręki. Taki kontekst zawsze zmienia odbiór lektury – książka staje się bliższa, bardziej osobista.
Warto wspomnieć, że Borkowski jest zapewne szerzej znany ze swojej działalności kabaretowej jako współtwórca Kabaret Moralnego Niepokoju. Ja z kolei miałem przyjemność studiować w tym samym czasie na Uniwersytecie Warszawskim i dobrze pamiętam z korytarzy uczelni postawnego, wysokiego studenta, który już wtedy stawał się rozpoznawalny. To ciekawe doświadczenie – po latach czytać kryminał napisany przez kogoś, kogo pamięta się jeszcze ze studiów.
Ale przejdźmy do samej książki i jej genezy. Pomysł narodził się podczas jednej z wycieczek autora z żoną. Znaleźli się wśród zniszczonych zabudowań, gdzie Przemysław Borkowski przypadkowo natrafił na pewien przedmiot i chciał zabrać go ze sobą. Małżonka odradziła mu to, ostrzegając, że takie rzeczy mogą przynieść nieszczęście. I właśnie wtedy w głowie autora pojawiło się pytanie: co by było, gdyby jednak tę rzecz zabrać? Z tej prostej sytuacji wyrosła historia, która dziś funkcjonuje jako kryminał – czy też, jak zapisano na okładce, hipnotyzujący thriller grozy.
I rzeczywiście – kolejne strony mają w sobie coś hipnotyzującego. Uświadomiłem to sobie dopiero teraz, pisząc te słowa. Ta czytelnicza niepewność – co wydarzy się na następnej stronie – jest sprzęgnięta z niepewnością głównego bohatera. Czytelnik razem z nim wchodzi w mroczną tajemnicę, z której trudno się wycofać. Napięcie nie wynika jedynie z dynamicznych zwrotów akcji, ale z narastającego poczucia, że przekroczona została jakaś granica, że coś zostało poruszone i nie da się już tego zatrzymać.
Jednak w tej książce jest coś więcej niż sama fabuła. To również spojrzenie na naturę człowieka – na jego potrzebę dotknięcia absolutu, osiągnięcia pełni wiary, a jednocześnie na skłonność do nieracjonalnego poddawania się zbiorowemu szaleństwu. Motyw ten znany jest od dawna, ale wciąż pozostaje boleśnie aktualny. Co sprawia, że tak łatwo ulegamy manipulacji? Dlaczego pociąga nas obłąkańcza pewność, obietnica ostatecznego rozwiązania wszystkich problemów, nawet jeśli wymaga ona ofiary? To tylko niektóre z pytań, które pozostają w myślach po zakończeniu lektury.
Uważam, że takich książek powinno być więcej w naszej rodzimej literaturze. Zwłaszcza że polska historia i kultura narodowa pełne są mrocznych, mesjańskich wątków, które aż proszą się o literackie przetworzenie w formie współczesnego thrillera.
Szczerze polecam tę powieść – nie tylko jako wciągającą historię, ale także jako pretekst do głębszej refleksji nad tym, jak łatwo przekraczamy granicę między rozsądkiem a wiarą w coś, co obiecuje nam sens i ocalenie.










