Elin Cullhed (rocznik 1983) to szwedzka autorka, zadebiutowała w 2016. Natomiast Euphoria , która jest fabularyzacją ostatniego roku życia Sylvii Plath, jest jej pierwszą powieścią dla dorosłych. Autorka wpadła w obsesję na punkcie życia i twórczości Sylvii Plath, gdy sama znalazła się w sytuacji podobnej do Sylvii: matka kilkorga małych dzieci, żona innego pisarza, walcząca o znalezienie miejsca i czasu dla własnej twórczości.
Dziś w dniu 90-tej rocznicy urodzin tej poetki, warto przypomnieć sobie jej sylwetkę choćby powieścią taką jak „Euforia”.
okładkowo
Euforia” to opowieść o ostatnim roku życia Sylvii Plath , ekspresyjny portret błyskotliwego umysłu zmagającego się z otaczającym go światem, najdroższymi osobami oraz z samym sobą. To także zaskakująco współczesna historia kobiety walczącej o skrawek własnego terytorium w świecie pozornie zakładającym równość płci. Sylvia jest w ciąży z drugim dzieckiem, natchniona obietnicą nowej przygody, u progu której stanęła z mężem Tedem Hughesem: wizją remontu starej posiadłości i stworzenia w niej własnego królestwa – rodziny. Zanim pojawiły się dzieci, jako dwoje intelektualistów szli szturmem przez życie, czerpiąc z niego pełnymi garściami. Teraz Ted z łatwością znika i zasiada do pisania, podczas gdy Sylvia czuje się jak samica oblegana przez swoje młode – przytłoczona rolą matki, niespełniona jako artystka. Kiedy nadchodzi pierwsze wspólne lato w Devon, jabłonie uginają się pod nadmiarem owoców, a róże kwitną w bujnych kępach, lecz ich słodki zapach mąci nuta rozkładu…
Sylvia Plath bez wątpienia na stałe zapisała się w kanonie poetyckim naszych czasów, nie tylko swoją twórczością, ale i życiem, które przedwcześnie przerwała. Po jej poezję piękną i trudną sięgnęłam kilka dekad temu, potem był jeszcze przejmujący „Szklany klosz” oraz książki mówiące o jej życiu („Przezimowanie”). A teraz pojawiła się cudownie wydana, choć nie do końca licująca z tragizmem tej postaci, książka.
„Euforia” jest bardzo przejmująca, napisana sugestywnym i żywym językiem, momentami na granicy może nie tyle dobrego smaku, co ekshibicjonizmu (skoro narratorem jest sama Sylwia). Nie da się obok tej książki przejść obojętnie, to wiem na pewno. Zaryzykowałam i przeczytałam „Euforię” niemal od razu, choć nie było łatwo brnąć przez trudne relacje rodzinne, chorobę bohaterki, traumy, czy prawdziwe lub „wydumane” problemy.
Ta wymagająca lektura sprawia, że zatrzymujemy się między stronami, aby odpocząć od niej, przemyśleć i „przetrawić przeczytane strony.
W zalewie miałkiej, płytkiej prozy, warto usiąść nad trudniejszą rzeczą, no przynajmniej od czasu do czasu. A po co? Choćby po to aby jeszcze bardziej docenić to co mamy, czyli… życie.

