Nora, tego nie ma w scenariuszu – Annabel Monaghan

Annabel Monaghan zaczynała od pisania książek dla młodzieży oraz felietonów. Pochodzi z Kalifornii, a dorastała w Los Angeles.  Zanim w ogóle zajęła się pisaniem pracowała „przez chwilę” jako bankier inwestycyjny. Obecnie mieszka na przedmieściach Nowego Jorku z rodziną i psem.
Na naszym rynku ukazała się jej „Nora, tego nie ma w scenariuszu”.

okładkowo
Nora Hamilton świetnie zna się na miłości. Przynajmniej teoretycznie. Pisanie romantycznych scenariuszy filmowych to przecież jej zawód.
Kiedy jej mąż zostawia ją wraz z dwójką ich dzieci, Nora rozpad swojego małżeństwa zmienia w najlepszy scenariusz, jaki kiedykolwiek napisała. Tekst Nory staje się kanwą dla wielkoekranowej produkcji, a jej stuletni, malowniczy dom w Hudson Valley – planem filmowym.

Życie Nory już nigdy nie powróci w utarte koleiny, szczególnie że w roli jej byłego męża obsadzono Leo Vance’a – obecnie najseksowniejszego aktora na świecie.
Po zakończeniu zdjęć Leo nie kwapi się do opuszczenia domu Nory. Ma za to dla niej propozycję nie do odrzucenia: tysiąc dolarów za każdy dzień spędzony pod jej dachem. Tydzień z dala od hoteli i blichtru, w rodzinnej atmosferze. Siedem dni może minąć w okamgnieniu, może też wydawać się wiecznością. Siedem dni to wystarczająco długo, by się zakochać. I wystarczająco długo, by złamać komuś serce.


A ja tam lubię od czasu do czasu przeczytać lekką komedię, a już zwłaszcza romantyczną. „Nora, tego nie ma w scenariuszu” do takich szybko czytających się historii właśnie należy. Składowe powieści czyli lekkim styl, subtelny dowcip i empatia jaką autorka darzy swoich bohaterów, sprawiają, że książka jest swoistym „plasterkiem” po ciężkim dniu, lub złapaniem oddechu na (nawet krótkim) urlopie. Czyta się szybko, be też nie jest zbyt obszerna. 
Mimo lekkości w formie podania książka skłania do refleksji, nad nami samymi, nad tym jacy jesteśmy, za czym tęsknimy, o czym marzymy i czego się obawiamy.

Warto sięgnąć po nią nie tylko dla relaksu.

Wyd. Insignis

Kreatywność. Krótki i optymistyczny poradnik – John Cleese

Tego pana to już naprawdę nie trzeba przedstawić, znany jest niemal wszystkim z Monthy Pythona, czy genialnego „Hotelu zacisze”, więc dosłownie kilka słów na jego temat. Studiował prawo w Cambridge, gdzie poznał Grahama Chapmana. Po ukończeniu uczelni w 1963r zajął się działalnością rozrywkową (aktorską, pisarską). Owocem tych działań oprócz mnóstwa skeczy, czy filmów są także książki. Najnowsza z nich nosi tytuł „Kreatywność” i jest pewnego rodzaju poradnikiem.

okładkowo
Nie wydaje ci się przypadkiem, że kreatywność to jakiś tajemniczy, niezwykły dar, uzdolnienie nielicznych? John Cleese ma na ten temat zupełnie odmienne zdanie! Jak dowodzi w swoim krótkim, praktycznym i błyskotliwym poradniku, kreatywność to umiejętność, którą zdobyć może każdy. (…) Czego potrzebujesz, żeby twój umysł wszedł w kreatywny tryb pracy? Co powinieneś zrobić, gdy czujesz, że doszedłeś do ściany? Skąd wiadomo, że pomysł, który właśnie zaświtał ci w głowie, to coś, czym warto się zająć?

Według Johna Cleese’a każdy może być kreatywny i w tym poradniku zdradza nam jak to osiągnąć, no a przynajmniej podpowiada.
Przez książeczkę galopuje się błyskawicznie, bo i obszerna nie jest to fakt.  Przystępny i zabawny język skłania do czytania, a do tego mamy minimum teorii, a maksimum praktyki…. no i te lemury. 

Najlepiej włożyć tę pozycję do kieszeni, by w drodze do pracy
zamiast gorączkowo fejsować, zatopić się w takiej właśnie lekturze – ja właśnie tak robiłam!

Wyd. Insignis

Hygge po polsku – Iza Wojnowska

Iza Wojnowska – jest aktorka, dziennikarką i prezenterką Canal+ znaną z magazynu filmowego „Nie przegap”. Jakiś czas temu ukazała się jej książka Hygge po polsku, która od razu zaciekawiał mnie nie tylko tytułem ale i śliczną migocącą okładką 🙂

okładkowo
Być może w tych niespokojnych czasach w przesłaniu duńskiego hygge Polacy odnajdą pokrzepienie i głębszy sens. Ta książka jest dowodem na to, że dziwnie brzmiące, obce słowo jest nam o wiele bliższe niżby się wydawało. 
Bo hygge zdarza się wszędzie.

O samym hygge, które jest pewną „sztuką życia” mówiąc najprościej czytałam już nie raz i nie dwa. W przypadku wielu aspektach życia „żyłam od dawna hygge” nawet o tym nie wiedząc, pewnie i niejeden z nas tak ma.  Tym bardziej Hygge po polsku mnie zaciekawiło.

Książka jest przepięknie wydana z dbałością o graficzne detale, bogato ilustrowana klimatycznymi fotkami. Oczywiście jak ze wszystkim nie da się jeden do jeden przenieść czegoś na nasz grunt, ale też nie o to chodzi. Warto traktować tę pozycję jako inspirację, jako rzecz dającą impuls do bycia – życia zgodnie z hygge (i zgodnie z sobą).

A samo hygge cóż dla każdego znaczy co innego, bo mogą to być i nasze przytulne cztery kąty, śmiech dzieci, kubek pysznej kawy pity w fotelu z kotem i książką do towarzystwa, ogień w kominku, czy ulubione zapachy w kuchni mamy, babci…
Warto zdefiniować je sobie samemu i stale powiększać tę definicje o kolejne punkty 😉

 

 

 Wyd. Insignis