Zima Czarownicy – Katherine Arden

Ta Amerykańska pisarka stała się u nas popularna za sprawą fenomenalnego cyklu: Trylogia Zimowej Nocy. Studiowała język francuski i rosyjski w Middlebury College. Mieszkała w kilku miastach Francji i w Moskwie, a także na Haiti, gdzie napisała „Niedźwiedzia i słowika”. Jej najnowsza powieść (III cz. cyklu) nosi tytuł „Zima czarownicy”.

okładkowo
Wasilisa Pietrowna to niezwykła dziewczyna, za wszelką cenę szukająca własnej drogi. Jej odwaga oraz magiczne zdolności przyciągnęły uwagę Morozki, króla zimy. Za wcześnie jednak, by ocenić, czy jego zainteresowanie okaże się błogosławieństwem, czy przekleństwem.Na Moskwę spadło nieszczęście. Jej mieszkańcy szukają odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie ich to spotkało, a także kogoś, kogo mogliby winić. Wasia jest całkiem sama i osaczona ze wszystkich stron. Wielki Książę , przepełniony gniewem, wybiera sojuszników, którzy poprowadzą go ku wojnie i upadkowi. Powraca zły demon, zdeterminowany, by szerzyć chaos. Wasia znajduje się w samym sercu konfliktu, czując, że los obu światów spoczywa na jej barkach. Niepewna własnej przyszłości odkryje zdumiewającą prawdę o sobie samej, próbując ocalić Ruś, Morozkę oraz świat magii, tak bliski jej sercu. Może się jednak okazać, że nie zdoła uratować wszystkich…

Trudno mi powiedzieć, która z części jest najlepsza, jednak na każdą trzeba było prze kilka miesięcy (dobrze, że nie lat) czekać, a wtedy wrażenie się zaciera wiadomo. Zawsze można wszystko przeczytać cięgiem jeszcze raz 🙂

Na pewno jest to wspaniałe zwieńczenie trylogii, okładka oczarowała mnie tak samo jak dwie poprzednie. Jak we wcześniejszych częściach jest znów magia, miłość, zazdrość i wojna.
Katehrine Arden przepięknie językowo odmalowuje nam mroźną (i tę upalną) Rosję, że niemal czujemy jak na zmianę lód ścina nam się w żyłach, to plecy spływają potem.
Pogranicze dwóch światów ludzkiego i magicznego mieszą się i przenika, do tego stopnia, że na prawdę można się zagubić, a w wypadku tej lektury naprawdę warto.

Wszystko zakończone tak, że wcale bym się nie zdziwiła, gdyby powstał kolejny cykl z tymi bohaterami, wszak skarbnica wschodniego folkloru i wierzeń jest niemal bez dna…  Ja czekam.

Wyd. MUZA

Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót – Stefan Darda

Stefan Darda (rocznik 1972) pochodzi z Tomaszowa Lubelskiego. Studiował na UMCS w Lublinie, tam też rozpoczęła się jego przygoda z muzyką folkową. Został członkiem znanego zespołu „Orkiestra pod wezwaniem Świętego Mikołaja”. Pracował w studenckich klubach turystycznych, a dzięki muzyce i pasji turystycznej był silnie związany z górami, które odwiedzał w każdej wolnej chwili. Najnowsza historia spod jego pióra nosi tytuł Przebudzenie zmarłego czasu  i jest pierwszą częścią czterotomowego cyklu.  Jest to „intrygujący horror kryminalny z elementami grozy i niesamowitości, doprawiony szczyptą fantastyki oraz powieści obyczajowej i historycznej.”

okładkowo
Znany przemyski fryzjer, Olgierd Lang, popełnia samobójstwo w dniu, w którym jego niesłusznie skazany na długoletnią odsiadkę siostrzeniec opuszcza zakład karny. Jakub Domaradzki nie może uwierzyć, że jego wuj dobrowolnie targnął się na własne życie, a tajemniczy list pożegnalny pozostawiony przez Langa tylko mnoży znaki zapytania.
Tropy prowadzą do najcenniejszego zabytku Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Czy tysiącletnia bizantyńska gemma określana mianem amuletu magicznego skrywa znane tylko nielicznym tajemnice? Czy w połączeniu ze swoją zaginioną bliźniaczką jest w stanie ożywić zmarły czas? Świadom niebezpieczeństwa, jakie zaczyna mu grozić, Domaradzki postanawia znaleźć odpowiedzi na te pytania. Pewien chłopiec, który kilka lat wcześniej uległ koszmarnemu wypadkowi, bardzo potrzebuje pomocy, a gemma zmarłego czasu może być dla niego jedyną deską ratunku…

Przemyśl, od zawsze był mi bliski nie tylko z racji pisarstwa Dardy ale i chyba tego, że „od zawsze” się tam wybieram…  może w końcu się uda, póki co pozostają książki traktujące o tym mieście i jego okolicach. 

Jak na tego pisarza, to dość nietypowo, bo mniej horrorowo, a więcej krymi. Napisana prosto i zrozumiale. Akcja wciąga i na koniec aż się prosi o kolejny tom (choć nie przepadam za więcej niż 1-2 częściami danej historii).  Do tego plastyczność opisów i sugerowana możliwość podróży w czasie czy równoległych światów zaostrza apetyt na lekturę i mam tylko nadzieję, że będzie taka bardziej „dardowa” czyli straszniejsza, bo tego jednak ciut za mało. 
Jest bardziej obyczajowo niż w innych jego książkach i to na pewno z założenia, ale taka lżejsza literatura na te upały to chyba jak znalazł, bo po co jeszcze dodatkowo pocić się nad zawiłościami, których nie rozumiemy.

 Wyd. MUZA



Dziewczyna z wieży – Katherine Arden

Katherine Arden Teksanka z urodzenia, studiowała francuski i rosyjski w Middlebury College. Mieszkała w kilku miastach Francji oraz w Moskwie. Przez pewien okres mieszkała również na Haiti, gdzie napisała książkę Niedźwiedź i słowik – cudowną wyprawę do średniowiecznej Rusi, gdzie magia przeplata się z codziennością. Pisarka obecnie przebywa głównie w Vermont. A na naszym rynku ukazał się niedawno II tom trylogii pt. Dziewczyna z wieży. 

okładkowo
W średniowiecznej Rusi młoda kobieta ma niewielki wybór: małżeństwo albo życie w klasztorze. Wasia wybierze trzecią drogę: magię.
Na dworze Wielkiego Księcia Moskiewskiego trwają walki o władzę i narastają niepokoje. Tymczasem na okoliczne wsie napadają bandyci, którzy podpalają domy i porywają dziewczynki. Wielki Książę i jego wierny druh, brat Aleksander, wyruszają, by pokonać rozbójników. Po drodze spotykają młodzieńca na wspaniałym koniu. Jedynie Sasza, mnich wojownik, rozpoznaje w tym znakomitym jeźdźcu swoją młodszą siostrę, Wasię, w rodzinnej wiosce uznaną za zmarłą oraz za czarownicę. Kiedy jednak dziewczyna sprawdza się w walce, Sasza dochodzi do wniosku, że musi zachować w tajemnicy jej tożsamość – być może jedynie Wasia zdoła ocalić Moskwę przed zagrożeniami zarówno ze strony ludzi, jak i tajemnych mocy…

Nareszcie, nareszcie, nareszcie… co się człowiek naczekał to jego, ale potem radość podwójna, no bo właśnie wczoraj w nocy skończyłam czytać Dziewczynę z wieży. Mroczny, straszny a zarazem cudownie bajkowy świat Wasi nie dawał o sobie przez długie miesiące zapomnieć. I teraz ponownie rzucałam wszystko byleby tylko czytać (obiadów też nie było przez weekend). 

Kolejna książka Arden jest tak samo magiczna, jak pierwsza, choć może ciut mroczniejsza, tak bardziej dorosła, bo i bohaterka nam dorosła, jakby nie było… Powieść aż skrzy się magią niczym Żar-ptak, sprawia że po zakończeniu lektury jest się na niemal fizycznym „głodzie”. A tu znowu trzeba czekać do kolejnej części.
Ten miks baśni, częściowo historii, powieści przygodowej, obyczajowej i romansu jest rewelacyjny po prostu. Do tego cały czas czytelnik jest trzymany w napięciu, które „niestety” narasta ze strony na stronę. Czytając Dziewczynę…  przypominałam sobie bajki z rosyjskiego kręgu kulturowego – okazuje się, że naprawdę wszystko to znałam, „miałam w sobie” a pisarka tylko wydobyła to na wierzch w cudnej literackiej formie. Ciekawi mnie czy w III tomie pojawi się „Konik Garbusek” bo chyba tylko jego mi tu jeszcze brakuje 🙂 Do tego ważny głos w kobiecych sprawach i prawach, których niewiasty w średniowiecznej Rusi praktycznie nie miały. 

Cudowna książka po prostu…

 Wyd. MUZA

Czas zemsty – Marek Przybyłowicz

Marek Przybyłowicz – urodzony w 1962 roku w Drawsku Pomorskim. Filolog, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, wieloletni nauczyciel języka angielskiego. Publikował m.in. w „Angorze”, „Gazecie Wyborczej”, „Naszej Historii” i „The Scottish Sun”. Odkrywca i tłumacz wydanych w 1941 roku w Wielkiej Brytanii dzienników Alexandra Poloniusa pt. „Widziałem oblężenie Warszawy”. Od 2004 roku mieszka z żoną i synami w Edynburgu. Pasjonat historii i dobrej, polskiej kuchni. Jego najnowsza książka Czas zemsty. 

okładkowo
Pasjonujący thriller osadzony w realiach II wojny światowej. Londyn, rok 1942. Pułkownik Radomski otrzymuje od Naczelnego Wodza polecenie znalezienia kandydata do supertajnej i niebezpiecznej misji w okupowanej Polsce. Rozkaz: przeniknąć do obozu Auschwitz, zdobyć dowody hitlerowskich zbrodni, pomóc w ucieczce rotmistrzowi Pileckiemu. Zadania podejmuje się major Kotwicz – przedwojenny oficer marszałka Rydza-Śmigłego, jedyny człowiek mający dostęp do tajnego bunkra zbudowanego dla Wodza właśnie…w Oświęcimiu. Zrzucony do Polski, rozpoczyna śmiertelnie niebezpieczną grę z okupantem, której wynik zaważy na losach całej wojny.

Czy da się opowiedzież historię, której akcja toczy się w Oświęcimiu w czasie II wojny światowej tak, by prawda o zbrodniach faszystowkich Niemiec nie przyćmiła historii? Z pewnością nie jest to łatwe, ale Markowi Przybyłowiczowi się udało. Autor w swojej powieści nie tylko prowadzi czytelnika przez zakamarki konspiracji, ale odkrywa też tę kartę historii Aushwitz Birkenau, o której mówi się zdecydowanie mniej. W Oświęcimiu przebywali nie tylko więźniowie i niemieccy żołnierze, ale też rodziny żołnierzy, dla których obóz był sposobem na nowe, lepsze życie. Przybyłowicz zgrabnie łączy tajną misję majora Kotwicza, historię rotmistrza Pileckiego, działania cichociemnych, grozę wojny oraz ciche, spokojne życie w cieniu kominów krematorium. Czas zemsty to opowieść, która spodoba się zarówno lubującym się w powieściach sensacyjno-kryminalnych, jak i miłośnikom historii. I choć autor miesza fakty historyczne z fikcją literacką, to jest to mieszanka, którą przyjmuje się z przyjemnością. Major Kotwicz to bohater niezłomny i nie do pokonania. Nie jest to polski James Bond, bo autor powieści zadbał, by był on bohaterem zdecydowanie bardziej realnym niż legenda MI6. Cóż mogę powiedzieć o nim po lekturze? Szkoda, że przedstawiona historia jest tylko fikcją, bo mielibyśmy niezwykłego bohatera.

PS Dodatkowy plus za zakończenie odsyłające do początku 😉

 

 Wyd. Muza

Niedźwiedź i słowik – Katherine Arden

Katherine Arden urodziła się  w Teksasie, studiowała francuski i rosyjski w Middlebury College. Mieszkała w kilku miastach Francji i w Moskwie. Przez pewien okres mieszkała również na Haiti, gdzie napisała książę Niedźwiedź i słowik – cudowną wyprawę do średniowiecznej Rusi, gdzie magia przeplata się z codziennością. Pisarka obecnie przebywa głównie w Vermont.

okładkowo
W Rusi, na skraju pustkowia, zima trwa większą część roku, a podczas długich wieczorów Wasilisa i jej rodzeństwo lubią siadać razem przy piecu i słuchać bajek, które opowiada im niania. Wasia uwielbia zwłaszcza bajkę o Mrozie, błękitnookim demonie zimy. Mądrzy Rosjanie boją się go, gdyż zabiera zbłąkane dusze, szanują także duchy chroniące ich domostw przed złem.

Pewnego dnia owdowiały ojciec Wasi przywozi z Moskwy nową żonę Annę (…) surowość macochy się nasila. Anna z uporem wprowadza w wiosce swoje porządki, a zbuntowaną pasierbicę postanawia albo wydać za mąż, albo wysłać do klasztoru. Gdy wioska staje się coraz bardziej bezbronna, a zło z lasu podkrada się coraz bliżej, Wasilisa musi przywołać swoją, skrywaną dotąd, magiczną moc – by obronić rodzinę przed niebezpieczeństwem rodem z najbardziej przerażających bajek starej niani.

Gdy zobaczyłam okładkę tej książki, to z miejsca się w niej zakochałam. Dlaczego? Z kilku powodów: cudna okładka – moje klimaty, baśniowo, bajkowo, wschodnio… Bliskie sercu bardzo. A przede wszystkim fenomenalnie napisana rzecz. Słowiańskość pokazana przez amerykańską pisarkę tak, że klękajcie narody. Nie mogłam aż momentami uwierzyć, że ktoś nie pochodzący z tego kręgu kulturowego potrafił go tak cudnie przedstawić.

W tym wypadku zaś splątanie słowiańskich bajań, wierzeń z obyczajowością (realiami życia) w fabularną całość wyszło mistrzowsko.

Prosta, piękna i głęboko wrastająca w serce opowieść dla wszystkich dużych, którzy nigdy z bajek nie wyrośli. Koniecznie, koniecznie…

P.S Czekam niecierpliwie na kolejny tom tej magicznej trylogii.

 Wyd. Muza

Zła pora roku – Antonio Manzini

O Antonio Manzinim można powiedzieć dużo, jest to bowiem bardzo wszechstronna osoba, nie można mu jednak zarzucić tego, że w swojej pracy jest przewidywalny. Jak mądry nauczyciel prowadzi czytelnika swoich książek krok po kroku, podnosząc poprzeczkę przy kolejnych częściach sagi o śledztwach Rocca Schiavone. Antonio Manzini kolejną książką pt. Zła pora roku – utwierdza mnie w przekonaniu, że jest jedynym z autorów, z którym z przyjemnością napiłabym się kawy, a że jest rodowitym Rzymianinem, to chętnie sączyłabym ten napój w cieniu Colosseum lub przy szumie fontanny Di Trevi.

Okładkowo
Państwo Berguet, bogaci przedsiębiorcy z Aosty, pilnie strzegą rodzinnych tajemnic. Właśnie zniknęła ich córka Chiara, licealistka bardzo popularna wśród rówieśników. Dlaczego tak rozpaczliwie bronią się przed współpracą z policją? Jaki jest prawdziwy motyw porwania i czy istnieje choć jedna osoba, która wie, gdzie szukać dziewczyny?

By uratować Chiarę, Schiavone musi nie tylko rozgryźć, co kryje się za nienagannym wizerunkiem zamożnej rodziny, ale również przeniknąć do szarej strefy, gdzie krzyżują się interesy mafii i biznesu.

Kolejny tom przygód Rocca Schiavone udowadnia, że życie wicekwestora nigdy nie zwalnia tempa, nawet w spokojnej, jakby się wydawało, Aoście, do której został on karnie zesłany. Górska miejscowość wreszcie postanowiła ukazać swoje wiosenne, pełne życia i kolorów oblicze – wszystko aż prosi się o to, by na chwilę zwolnić i zachwycić się otaczającym pięknem. Tymczasem, jak na złość, właśnie wtedy pojawia się kolejne śledztwo – czyli to, co w skali wicekwestora jest najbardziej denerwującym zajęciem. Manzini z właściwą sobie gracją prowadzi czytelnika przez kolejne strony powieści, ukazując, że nawet za pozornie idealnie wyglądającymi obrazkami ukrywać się może mroczne tło. Towarzysząc wicekwestorowi w jego śledztwie, czytelnik poznaje współczesne Włochy – kraj, w którym piękno miesza się nielegalnymi interesami a mroczne, drugie dno wielu spraw ukryte jest za zasłoną milczenia. I choć Manzini w swej powieści bierze na warsztat swój rodzimy kraj, to opisane przez niego sytuacje spokojnie można odnaleźć również nad Wisłą.

Manzini kolejny raz udowadnia, że nie boi się poruszać tematów, które dotykają opinię społeczną – tym razem na warsztat bierze szeroko rozumiane nielegalne interesy oraz wykorzystywanie szantażu i porwań dla uzyskania celów. Ponadto wprowadza swoiste nowum: w odróżnieniu od innych kryminałów, historia i życie Rocca Schiavone nie toczy się jedynie od śledztwa do śledztwa, ale na wielu różnych płaszczyznach. Rocca ściga jego przeszłość i to nie tylko ta, z powodu której został karnie zesłany do Aosty, ale też ta, którą uważał za zamknięty rozdział. Jak przystało na dobrego wicekwestora, Rocco jest zawsze na służbie. Słodko-gorzkie zakończenie „Złej pory roku”, choć dla innych jest zamknięciem kolejnej książki, dla mnie jest zaproszeniem i wstępem do kolejnej części, której już nie mogę się doczekać.

 

 

Wyd. Muza

Chłopiec z klocków – Keith Stuart

Keith Stuart – to autor książki A Boy Made of Block (polski tyt. Chłopiec z klocków), jest redaktorem gier w Guardianie i fanem Minecrafta. Pisze także o muzyce, filmie i mediach. Jest żonaty i ma dwóch synów.  Jednym z powodów napisania książki, bylo stwierdzenie autyzmu u jednego z jego synów. 

okładkowo
Poznajcie Alexa, trzydziestoparoletniego tatę. Kocha swoją żonę Jody, lecz zapomniał, jak jej to okazywać. Kocha swojego syna, Sama, ale go nie rozumie. Coś musi się zmienić. A Alex powinien zacząć od siebie.

Poznajcie ośmioletniego Sama. Pięknego, zaskakującego, autystycznego chłopca. Dla niego świat to zagadka, której nie potrafi samodzielnie rozwiązać. Gdy jednak Sam zaczyna grać w Minecrafta, pojawia się miejsce, w którym on i tata zaczynają na nowo odkrywać nie tylko samych siebie, lecz także siebie nawzajem…
Czy rozsypaną na kawałki rodzinę uda się poskładać?

Sama będąc mamą „minecraftowców, wiedziałam że muszę sięgnąć po tę powieść.  Tym bardziej, że nie jest ona do końca fikcja –  autor sam grał w Minecrafta z autystycznym synem, czyli dobrze wiedział o czym pisze.

Książka nie traktuje jednak tylko o tej chorobie, ma też inne warstwy powieściowe – choćby nielubiana praca w której tkwi się latami, więzi rodzinne i ich rozpad, różne uzależnienia.
Postacie (nie tylko te pierwszoplanowe) ciekawie skonstruowane, sprawiają, że powieść jest wyjątkowo pełna emocji. A walka głównego bohatera o rodzinę, dziecko jak i siebie samego skłania do myślenia i przewartościowania wielu swoich priorytetów..

Piękna opowieść o tym, że najważniejsza w życiu jest miłość i że nigdy nie wolno się poddawać.

Polecam zwłaszcza rodzicom, choć nie tylko. Bardzo mądra i przejmująca książka.

 

 Wyd. MUZA

Rzecz o sowach – Leigh Calvez

Leigh Calvez pracował z wielorybami i delfinami jako naukowiec, przyrodnik i pisarz przyrody.  Prowadzi prywatne lekcje pisania i mieszka w okolicach Seattle w stanie Waszyngton wraz z córką Ellie i ich dwoma kotami. kocha także sowy czemu dala wyraz w swojej książce pt. Rzecz o sowach.

okładkowo
Sowy od dawien dawna rozbudzają ludzką wyobraźnię. Uważne spojrzenie wielkich oczu przyglądających się wszystkiemu zawzięcie sprawia, że fantazjujemy na temat legendarnej mądrości tych ptaków, a ich złowrogie pohukiwanie, bezszelestny lot i drapieżność przyczyniają się do postrzegania ich jako symbolu tajemnych mocy.

Jako biolog Leigh Calvez świetnie wie o czym pisze i robi to moim zdaniem całkiem dobrze, bo w relacjach o kilkunastu gatunkach sów, żyjących w Stanach, przybliża nam te niesamowite i tajemnicze ptaki. Każda z sów jest też przedstawiona piękną ryciną.

Językowo może bez fajerwerków, ale mnie się podobało, tym bardziej że to moja pierwsza książka o sowach i porównania nie mam.

Jako „ornitolog totalny amator” chłonęłam wiedzę zawartą w tej książce niczym gąbka i jadąc na wieś na majówkę, spróbuję znaleźć jakąś sówkę.

Książkę Leigh Calvez objęła patronatem NOC SÓW z hasłem „Jestem na Ptak!”

 Wyd. MUZA

Znajdź w życiu sens – Emily Esfahani Smith

Emily Esfahani Smith –  jest dziennikarką i autorką admiratorką poszukiwania szczęścia . Jej artykuły i eseje pojawiły się w „Wall Street Journal”, „New York Times” i innych. W Instytucie Hoovera Uniwersytetu Stanforda pełni funkcję doradczą (doradza projektowi Ben Franklin Circles). Na naszym rynku pojawiał się książka jej autorstwa pt. Znajdź w życiu sens.

okładkowo
Poszukiwanie sensu życia daje większe poczucie spełnienia niż dążenie do szczęścia.

Jak wieść życie dobre, bogate i satysfakcjonujące. Gdzie szukać źródeł sensu życia i jak je wykorzystać, aby dodać głębi własnej egzystencji. Ta książka wyjaśnia również, jakie są korzyści z życia z sensem – dla nas samych, naszych rodzin, miejsc pracy i społeczeństwa

Książka na pewno nie jest poradnikiem „receptą na szczęście” jakich mamy zalew ostatnimi czasy. Na pewno zaś jest mądra i prawdziwa i raczej naświetla nam pewne sprawy. Pozwala m.in. lepiej zrozumieć, po co jesteśmy na świecie i jaki jest sens naszego bytowania. Wszystko po to aby nasze potyczki z życiem i szczęściem przechylały szalę jak najczęściej w naszą stronę.

A podstawą wszystkiego, jak sobie uświadomiłam, jest po prostu pozytywne myślenie, nastawienie. I tego się trzymajmy.

Znajdź w życiu sens – została napisana sensownie, prostym i przystępnym językiem polecam każdemu.

 

 Wyd. MUZA

Żebro Adama – Antonio Manzini

Urodzony w 1964 roku w Rzymie Antonio Manzini zdaje się stawać człowiekiem renesansu. Aktor, scenarzysta, pisarz. Jego seria kryminałów o przygodach Rocco Sciavone zdobyła rzecze sympatyków na całym świecie, również w Polsce – gdzie autor osobiście promował ukazanie się drugiego,  tomu przygód Rocco. Manzini jest autorem, który nie boi się zabierać głosu w ważnych i trudnych tematach, takich jak przemoc domowa czy unikanie kar za popełnione czyny przez prominentów.

Okładkowo:
Martwa kobieta zostaje odnaleziona przez gosposię w ciemnym pokoju swojego mieszkania – wisi na sznurze podczepionym do żyrandola. Całe mieszkanie nosi ślady włamania. Zniknęło też złoto. Czy to nieudana napaść rabunkowa? Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się oczywiste, jednak Rocco ma wątpliwości…

To druga sprawa Rocco Schiavone, który sześć miesięcy wcześniej rozpoczął pracę w Aoście, dokąd został karnie zesłany z Rzymu. Choć wolałby chronić swoje clarksy przed śniegiem i zajmować się romansami, zamiast pakować się w kolejne śledztwo, to przecież jest w swoim żywiole tylko wtedy, gdy rozwiązuje kryminalne zagadki. Właśnie w tym jest najlepszy.

Jeśli ktoś po przeczytaniu pierwszego tomu przygód Sciavone nie zapałał do niego sympatią, z pewnością zrobi to, poznając jego dalsze losy. Manzini stworzył bohatera złośliwego, trudnego do wytrzymania, denerwującego i irytującego, którego nie da się nie polubić – nawet więcej – którego nie sposób nie podziwiać i nie uwielbiać. Myślę, że w chwili, w której autor zdradza czytelnikom powód karnego zesłania wicekwestora z Rzymu, nie znajdzie się nikt, kto nie powie: może i kara jest surowa, ale warto ją ponieść nawet kolejny raz.

Tytuł „Żebro Adama” nie bez powodu kojarzy się z Pismem Świętym i opisem stworzenia kobiety. Tym sugestywnym tytułem Manzini już na wstępie oznajmia czytelnikowi, że bohaterem jego historii będzie „żebro Adama”: zarówno kobieta – konkretna kobieta wywodząca się z żebra konkretnego „Adama”, jak i małżeństwo owego „Adama” i jego „Ewy”. Sciavone musi rozwikłać sprawę tajemniczej śmierci kobiety – śmierci, w której wszystko pozornie układa się w proste rozwiązanie, ale… jak to zwykle bywa – gdy jest za prosto, prawda jest zupełnie inna.

Autor zabiera czytelnika w wyprawę po współczesnych Włoszech, choć obraz przedstawiony w powieści jest tak uniwersalny i brzmi znajomo, że z powodzeniem można go przenieść nad Wisłę. Wyprawa ta to podróż po świecie, w którym to, co słuszne, nie zawsze jest tym, co sprawiedliwe a to, co uczciwe, nie zawsze łączy się z prawdą.

Podobno autora dobrego kryminału poznaje się po tym, czy potrafi kolejny raz zaskoczyć swego czytelnika. Manzini zaskoczył mnie już dwukrotnie i z niecierpliwością czekam, by sprawdzić, czy uda mu się to trzeci raz.

 Wyd. MUZA