„Książę dyscypliny” i „Władca przypływów” czyli Pat Conroy powraca

Ku mojemu zdumieniu i wielkiej radości doczekałam się nowego Pata Conroya, czekałam kilkanaście lat na jego nową książkę (już przestałam mieć nadzieję) a jak ją zdobyłam, to stałą prawie rok na półce zanim przeczytałam. Ale za to jak smakowała; wybornie.
Powaliła na kolana i dłuuugo nie pozwoliła powstać.
Na południe od Broad – pierwsza od czternastu lat powieść autora znanego najbardziej z Księcia przypływów. Jak zwykle u P. C. stronice są pełne skrajnych niekiedy emocji. Wydarzeń zabawnych ale i szokujących czy dramatycznych. Traumy z dzieciństwa bohaterów kładą się rozległym cieniem na późniejszą dorosłość. Wszystko to powoduje, że nie da się obojętnie przejść obok takiej prozy. Conroy wrócił w wielkim stylu nie ma co. Gdybym przeczytała ją przed Księciem …, to powiedziałbym, że jest jeszcze lepsza o ile to możliwe.

Przez dwadzieścia lat wielkiej przyjaźni grupka bliskich sobie osób stacza boje ze światem zarówno zewnętrznym, jak i tym wewnętrznym. Akcja dzieje się głównie na moim ukochanym Południu (Charleston, Południowa Karolina), początek jej to późne lata ’60. Osiemnastolatek Leo King, czuje się wyobcowany i samotny, od samobójstwa brata to się powiększa tak, że chłopak, mimo wsparcia najbliższych, ląduje w psychiatryku. Mimo wyjścia po kilku latach wciąż cierpi z powodu tragedii. Pewnego letniego dnia – „Dnia Blooma” wszystko się zmienia a wsparciem, pociechą i miłością będzie dla niego grupa młodzieży z miejscowej szkoły – dziwaczna paczka. Sieroty, kolorowi, dzieci alkoholiczki prześladowane przez ich ojca psychopatę; jak i złote dzieci z dobrych rodzin. Wszyscy oni dopasują się do siebie doskonale jak puzzle, i gdy tylko zabraknie jakiegoś elementu od razy ruszą na poszukiwanie, na ratunek.  Jak to zwykle na południu przepięknie opisany proces integracji rasowej i podane mniej piękne przejawy rasizmu (rozmowa Leo z czarnoskórym Ikiem na boisku jest mistrzowska – są oni jak dwa ostrożne obchodzące się wściekłe psy) Do tego miłości, tragedie, niesnaski, kłótnie, szokujące tajemnice przeszłości (dlaczego zabił się brat Leo) nietolerancja – wszystko to stanie się ich udziałem.
Opisy przyrody Conroya niezrównane, ktoś zarzucił mu, że – grafomańskie. A co tam, po tylu latach ma prawo a i daj Boże każdemu taką „grafoMANIĘ”.
Co więcej: przeczytać, przeczytać, przeczytać… wobec wielkich książek staję się bezradna jeśli chodzi o recenzję.

3 Replies to “„Książę dyscypliny” i „Władca przypływów” czyli Pat Conroy powraca”

  1. ja czekam aż uczelnia przestanie mnie pochłaniać bo mam zamiar nadrobić braki w lekturze mje ulubionego autora.Super się Ciebei czyta 🙂 pozdrawiam serdecznie!

  2. Dziękuję Wam za tyle ciepłych słów (postaram się jeszcze lepiej przedstawiać przeczytane książki). Również pozdrawiam serdecznie i przepraszam, że zaniedbuję „odwiedziny” 😉

Pozostaw odpowiedź ~Morgana Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *