A to „Morderczy gatunek” -J. Connolly

John Connolly jest jak nic Irlandczykiem pierwszej wody i niechrzczonego Guinnessa, bo gawędziarz z niego rewelacyjny. Po książkach dla młodzieży (Wrota i Księgą rzeczy utraconych) sięgnęłam do jego wcześniejszych bardziej „mrocznych dokonań” – Morderczy gatunek.
Prywatny detektyw Charlie Parker nie jest szablonowym detektywem, ba wręcz gdy zaczyna jakaś sprawę, to jakby wziął się za otwieranie puszki Pandory i to dynamitem… W ostatniej części trylogii poświęconej jego śledztwom (dwóch pierwszych nie czytałam, ale mniej więcej jest wyjaśnione o co chodziło), mamy na pewno oprócz wyśmienitej fabuły, także dużo … pająków!
W skrócie: Na uboczu, niedaleko autostrady znaleziono zwłoki samobójczyni. Charlie kiedyś znał denatkę, ba byli razem „prawie w ciąży” i zawsze sobie wyrzucał, nazwijmy to „pewne niedomówienia” wzajemne. Jak się okaże ofiara, pisała pracę magisterską na temat małej sekty zamieszkującej stan Maine w latach 60-tych XXw. Do tego pewien kaznodzieja, który najprawdopodobniej ostatni widział dziewczynę, unika konfrontacji z detektywem. A jeden z detektywów lokalnej policji dosłownie boleśnie dla Charliego utrudnia śledztwo, bo należy do wyznawców…
Jednocześnie podczas robót budowlanych dźwig odkrywa zapomniane, ukryte groby pomordowanych bestialsko ludzi. Wszelkie tropy prowadzą do sprawy zaginionej ponad trzydzieści lat wcześniej niewielkiej sekty.
Niejako w oderwaniu (na pozór oczywiście) od głównej sprawy; pojawia się tajemniczy Pan Pudd, przywodzący na myśl swym wyglądem – pająka. I wcale nie żartuje, kiedy każe Parkerowi zaprzestać śledztwa. Bardzo nie żartuje.
Pomysły to ten Connolly’ego ma nie z tego wymiaru, no przynajmniej nie tylko z tego.  Powieściowa rzeczywistość i nierzeczywistość przenika się wzajemnie, a jego bohater to ma w sobie coś (oprócz mściciela) jednocześnie z medium, wieszcza i pocieszyciela.
Z recenzji, bo lepiej nie ujmę:
Świat Connollyego jest złowieszczy, bezwzględny, okrutny. Roi się w nim od seryjnych morderców i odczłowieczonych najemnych zabójców. Od ludzi chorych i nieprzewidywalnych. Od religijnego szaleństwa i wszystkich rodzajów obłędu. Po stronie dobra stoją postaci co najmniej dwuznaczne moralnie.”
Proza J.C. jest nietuzinkowa i przyprawiająca o dreszcze, niełatwa. Gorąco polecam, bo i książka kończy się tak, jak lubię – tym światełkiem nadziei, które przecież  (choćby najmniejsze) jest na dnie każdej puszki Pandory.

2 Replies to “A to „Morderczy gatunek” -J. Connolly”

Pozostaw odpowiedź ~Róża Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *