Nowy Rok to nowe szanse, ludzie i miejsca i stare problemy a ten biedaczek ledwo się narodził już obciążony jest całą listą naszych pobożnych życzeń lub obietnic …, na których się kończy (zazwyczaj). By nam było łatwiej Być w tym Nowym Roku – to może taka książeczka … autorstwa Byron Katie – Radość każdego dnia.Jak osiągnąć wewnętrzną harmonię.
Autorka naprawdę nazywa się Byron Kathleen Reid i jako typowa, zapracowana amerykanka w wieku 33 lat popadła w depresję (u nas to się mówi w „matkopolkę”, cóż). Pewnego lutowego ranka w ’86 roku, nagle stwierdziła, że coś zmieniło jej życie. Nazwała to doświadczenie „przebudzeniem do rzeczywistości”. Pisze, że:
Odkryłam, że kiedy wierzyłam swoim myślom, cierpiałam, a kiedy im nie wierzyłam, nie cierpiałam, i że to samo dotyczy wszystkich. Wolność jest właśnie taka prosta. Odkryłam, że cierpienie jest wyborem. Odkryłam w sobie radość, która nigdy nie zniknęła, nawet na chwilę. Ta radość jest w każdym zawsze.
Z kilku głównych przesłań książki mnie najbardziej podobają się dwa:
- Poznaj to, co męskie, lecz trzymaj się tego, co kobiece.
- Zapobiegaj kłopotom, zanim się zaczną, uporządkuj sprawy, zanim zaistnieją.
Ten poradniko-przewodnik podpowie jak oczyścić umysł by osiągnąć równowagę wewnętrzną. Jak akceptować chwilę obecną i bez względu na wszystko, zachować tę swoistą pogodę ducha. Jak przyjaźnić się nie tylko z innymi lecz PRZEDE WSZYSTKIM ze sobą. Wszak wszyscy chcemy aby Życie mogło „przepływać” przez nas – bez wysiłku, z naturalnością i radością ożywczego strumienia, prawda? Ja sceptycznie podchodzę do poradników (ba, omijam je szerokim łukiem z przekory wrodzonej). Choć w tym niewątpliwie coś jest poczytać warto, niesie otuchę w jakiś sposób i ukojenie…
Katie swoją pracą/metodą zapoznała już setki tysięcy osób na świecie. Naucza podczas spotkań i warsztatów, a także na uniwersytetach. Inne jej to: Kłamstwa o miłości i Kochaj, co masz!.
Ale ja zazdroszczę jednak Amerykanom tej gotowości do przemian, doskonalenia i co najważniejsze, tego, że się większości z nich udaje lub szczerze w to wierzą, ha! A my pod tą szerokością geograficzną w takiej sytuacji zazwyczaj – cóż albo Polfa, albo Polmos (jak mawia mój teść) na takie coś…

WitajNie ma to, jak dzień spędzony z wierną przyjaciółką- książką :)Miłego wieczoru 🙂