Meg Elison jest amerykańską pisarką i publicystką. Współpracowała m.in. z czasopismami: „Fantasy & Science-fiction”, „Terraform”, „Catapult”. Jest także laureatką Nagrody im. Philipa K. Dicka w kategorii science fiction. Po I cześci trylogii: Droga do nikąd pt. „Dziennik bezimiennej akuszerki” na naszym rynku pojawiła się II cz. cyklu o tytule ” Księga Etty”.
okładkowo
Etta pochodzi z Nowhere, osady założonej przez tych, którzy przeżyli plagę, w tym przez Bezimienną Akuszerkę. Tajemnicza choroba zniszczyła dawny świat i sprawiła, że przy życiu pozostało niewiele kobiet, a porody są bardzo niebezpieczne. Ci, którzy przetrwali, powoli próbują przywrócić porządek i wprowadzić nowe normy społeczne. W Nowhere kobiety i położne traktuje się jak święte i to one dominują w społeczności. Etta wybiera jednak wolność, jaką dają jej łowiectwo i szabrownictwo. Przemierza pustkowia w poszukiwaniu reliktów przeszłości, które mogą się do czegoś przydać. Czasem zmuszona jest też stawiać czoło bezwzględnym handlarzom niewolników, którzy polują na kobiety i dziewczynki. Dlatego w drodze staje się Eddym. Kiedy handlarze napadają na jej osadę, Etta bez namysłu wyrusza, by uwolnić bliskich lub ich pomścić. Ta misja prowadzi ją w paszczę Lwa z Estiel – bezwzględnego i okrutnego przeciwnika. W jej rękach spoczywa nie tylko życie uwięzionych, ale i los nowego świata.
Czekałam niecierpliwie na drugi tom (z obawą jaki się okaże). Często jest tak, że kolejna cześć nie wzbudza już takich emocji, jak pierwsza (to chyba podobnie jak z pierwszą miłością).
Ale nie było tak źle jak się obawiałam, a nawet lepiej niż sądziłam. „Księga Etty” zaciekawia. Na początku nie mogłam się przestawić, ba nawet zrozumieć kim Etta/Edie chce być i dlaczego. Potem w miarę postepowania fabuły, wiele rzeczy stało się dla mnie jasnych, a na końcu, gdy odsłonięte zostały wszystkie karty – potrafiłam zrozumieć i choć w pewnym stopniu wczuć się w rolę bohaterki.
Świat ponad sto lat od pierwszej odsłony cyklu jest… jeszcze gorszy niż był i choć tu i ówdzie istnieją kropelki nadziei, to mimo wszystko wciąż jest więcej ciemności.
Większość dotychczasowych zdawałoby się „normalnych” zachowań zanika lub przekształca się w zupełnie nowe formy jak np. roje (czym są to już znajdziemy w książce).
Samo zakończenie z obietnicą kontynuacja losów Etty (mam nadzieję) wciąż nie dało odpowiedzi na wiele pytań.
Mad Max w wydaniu kobiecym o mocnym wydźwięku i do przemyśleń.


