Nim dojrzeją maliny – Eugenia Kuzniecowa

Eugenia Kuzniecowa to jeden z najważniejszych młodych głosów w literaturze ukraińskiej. Nim dojrzeją maliny jest debiutem prozatorskim, napisanym w niezwykłej poetyce, którą można nazwać „magizmem realistycznym”. Za tę powieść autorka otrzymała wyróżnienie Europejskiej Nagrody Literackiej.

okładkowo
Trzy siostry, jedno miejsce na ziemi. Kojąca opowieść o powrocie do domu.
Mijka właśnie się zaręczyła, ale wciąż kocha innego mężczyznę. Lilka pragnie spędzić na ukraińskiej wsi ostatnie lato przed wyjazdem na drugi koniec świata. Marta niebawem urodzi bliźniaki i nie chce zdradzić, kto jest ojcem. Wszystkie trzy pragną schronić się przed światem. Marzą o tym, by wziąć oddech przed kolejnym skokiem na głęboką wodę życia.
Azyl znajdują w swoim raju z dzieciństwa – u babki Teodory. W jej domu, ukrytym w gąszczu krzewów, wśród śpiewu ptaków i zapachu owocujących drzew, czas na chwilę się zatrzymuje. Kobiety mogą na nowo odkryć siebie i łączące je więzi. Ale życie nie pozwala o sobie zapomnieć i coraz gwałtowniej wdziera się do ich niemal magicznego schronienia. Nie da się przed nim uciec, ale teraz już można stawić mu czoła.
Nim dojrzeją maliny niesie nadzieję wszystkim, którzy marzą o szczęśliwym miejscu na ziemi. To opowieść o tym, że czasem trzeba się zatrzymać, aby odnaleźć w sobie siłę.

Na początku był obraz (okładka) a potem słowo (opis książki) i zachwyciło od razu. „Nim dojrzeją maliny” skojarzyło mi się innymi czytanymi kiedyś tytułami – „Kobiety z Czerwonych Bagien” lub „Gdybym ci tylko powiedziała”.

W tej książce pod pozorem normalnej, zwykłej fabuły, jest jakaś oniryczność, ułuda, magia, wszystko przemieszane z „normalnością” cokolwiek miałaby ona znaczyć. Taki powrót do źródeł, do krainy dzieciństwa sprawdza się nieźle w powieściach, o ile są dobrze napisane.
Tak na szczęście jest. 
Słodycz i gorycz, dziegieć i miód tutaj zawarte sprawiają, że nie sposób nudzić się „malinami”, a tym bardziej odłożyć lekturę, zanim się dokończy.  
Kobiecość, przyjaźń, miłość, oddanie, szalony momentami feminizm, nadzieja, szaleństwo, radość i smutek, życie i śmierć… wszystko ściera się tu ze sobą, okraszone niesamowitym humorem bohaterek.

Jak na debiut wyszło cudnie, czy ja już mówiłam, że kocham takie debiuty, poza tym prozę ukraińska dążę szczególną estymą. Jest klimat, jest moc.




Wyd. Znak

„Droga prawdziwego mężczyzny” i „Moja ukochana” – David Deida

David Deida jest autorem setek esejów, programów audio i wideo, książek oraz artykułów. Jest autorem programu ćwiczeń prowadzących do przemiany i przebudzenia duchowego umysłu, ciała oraz serca. Współzałożyciel Integral Institute. Uczył i prowadził badania m.in. w Medical School przy Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego. 

okładkowo – „Droga prawdziwego mężczyzny”
Ta książka jest przewodnikiem dla szczególnego rodzaju mężczyzny, który świadomie i z rozmysłem stwarza siebie na nowo. Jest on niepodważalnie męski – wytrwale dąży do celu, jest pewny siebie i ukierunkowany, żyje wybraną przez siebie drogą z głęboką spójnością i humorem. Jest jednak także wrażliwy, spontaniczny oraz duchowo żywy, a jego serce jest oddane odkrywaniu i życiu zgodnie ze swoją wewnętrzną prawdą (…)

okładkowo – „Moja ukochana”
Może nie masz nikogo, a może jesteś mężatką, ale ofiaruję Ci te słowa, jakbym kierował je do Mojej Ukochanej. Może nigdy się nie spotkamy, chcę jednak żebyś przez moje serce, poczuła swoje własne. (…) Dawać i przyjmować miłość w pełni – oto prawdziwe pragnienie naszych serc, twojego i mojego. Tęsknota, którą czujesz we własnym sercu, jest tą samą tęsknotą, która odczuwa każdy z nas. Mam nadzieję, że odczuwając tęsknotę własnego serca poprzez moje serce, poznasz siebie lepiej dzięki wielu sercom, które otworzyły się w zaufaniu i pozwoliły mi napisać te słowa …

„Droga prawdziwego mężczyzny” – książka nietuzinkowa, napisana ciekawie z wieloma zaskakującymi spostrzeżeniami, niemal „sentencjami”. Jest interesująco na temat męskości i kobiecości, oraz o tym, jak oba „pierwiastki” mogą się uzupełniać. Mimo, że wiemy sporo na tematy damsko-męskie, a z wiekiem jeszcze więcej tej wiedzy chcąc nie chcąc uzyskujemy to tutaj mamy podaną w arcyciekawy sposób.

„Moja ukochana” – zachwyca, i to od pierwszych zdań swoją szczerością, otwartością, oddaniem się kobiecości właśnie… Autor świetnie uchwycił istotę tego, jak naprawdę chciałyby być postrzegane kobiety – bez fałszu, lekceważenia, lęku… Wiadomo, jak to w życiu – bywają i emocjonalne dołki typu (kłótnie, zawiedzione nadzieje) i wiele innych, takie które niszczą jasne strony. 
Nie jest to typowy poradnik,  raczej przewodnik, zaproszenie do niezwykłej wyprawy w głąb prawdziwej kobiecości. 

Obie książki są godne polecenia (także jako prezent dla pary), do wspólnego czytania 🙂

Wyd. Biały Wiatr

Dary – Liz Hyder

Liz Hyder jest pisarką, liderka warsztatów oraz niezależnym konsultantem ds. PR w sztuce. Od 2016 roku bierze udział w programie rozwoju pisarzy Writing West Midlands’s Room 204. Na początku 2018 roku zdobyła The Bridge Award/Moniack Mhor’s Emerging Writer Award. „Dary” są jej drugą powieścią.

okładkowo
Anglia, 1840. Hrabstwo Shropshire. Młoda kobieta chwiejnie idzie przez las. Kiedy pada na kolana w agonii, świat wokół się zatrzymuje. Gdy dochodzi do siebie, jest zdumiona na widok swojego cienia – z jej ramion wyrastają skrzydła. Tymczasem plotki o „upadłych aniołach” zaczynają szerzyć się w całym Londynie, a chirurg rozpaczliwie pragnący sławy i fortuny znajdzie się w szponach niebezpiecznej obsesji, a kobiety, których szuka – w niebezpieczeństwie…
Wciągająca i ambitna powieść opowiedziana kobiecymi głosami i osadzona na tle dziewiętnastowiecznego Londynu, która bierze pod lupę naukę, naturę, religię, oświecenie, rolę kobiet w społeczeństwie i mroczne niebezpieczeństwo żądzy sławy. Dary to nieco baśniowa przypowieść o poszukiwaniu sensu życia i odnajdywaniu go w niezależnej, silnej kobiecości.

„Dary” – są z tych wielowątkowych powieści, od których (jak ja to nazywam) aż kręci się w głowie… takich niepowtarzalnych i magicznych. Owszem taka wielowątkowość niesie ze sobą pewne utrudnienia, ale tu pomocne były choćby konkretne symbole tj. pióro, księga narysowane na początku każdego rozdziału, poświęconemu danej bohaterce… czytelne prawda, wystarczyło tylko zapamiętać co jest czyje.
Powiem więcej te krótkie rozdziały wcale nie denerwują, a całość jest naprawdę spójna i dobrze przemyślana. Bohaterki wiarygodnie wykreowane ze swoimi ograniczeniami ale i talentami w różnych dziadzinach, dzielne oraz zdeterminowane.

Książka cudownie barwna, klimatyczna oraz mimo pewnej „baśniowości” naturalnie odbiorze. Uwypukla te najważniejsze dla nas emocje: miłość, nadzieję, wiarę, przyjaźń… Wiele miejsce poświęcono także walce ze stereotypami. Warto po nią sięgnąć. Ja osobiście mam nadzieję, na podobne książki tej autorki w niedalekiej przyszłości.

Wyd. Słowne