Zima Czarownicy – Katherine Arden

Ta Amerykańska pisarka stała się u nas popularna za sprawą fenomenalnego cyklu: Trylogia Zimowej Nocy. Studiowała język francuski i rosyjski w Middlebury College. Mieszkała w kilku miastach Francji i w Moskwie, a także na Haiti, gdzie napisała „Niedźwiedzia i słowika”. Jej najnowsza powieść (III cz. cyklu) nosi tytuł „Zima czarownicy”.

okładkowo
Wasilisa Pietrowna to niezwykła dziewczyna, za wszelką cenę szukająca własnej drogi. Jej odwaga oraz magiczne zdolności przyciągnęły uwagę Morozki, króla zimy. Za wcześnie jednak, by ocenić, czy jego zainteresowanie okaże się błogosławieństwem, czy przekleństwem.Na Moskwę spadło nieszczęście. Jej mieszkańcy szukają odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie ich to spotkało, a także kogoś, kogo mogliby winić. Wasia jest całkiem sama i osaczona ze wszystkich stron. Wielki Książę , przepełniony gniewem, wybiera sojuszników, którzy poprowadzą go ku wojnie i upadkowi. Powraca zły demon, zdeterminowany, by szerzyć chaos. Wasia znajduje się w samym sercu konfliktu, czując, że los obu światów spoczywa na jej barkach. Niepewna własnej przyszłości odkryje zdumiewającą prawdę o sobie samej, próbując ocalić Ruś, Morozkę oraz świat magii, tak bliski jej sercu. Może się jednak okazać, że nie zdoła uratować wszystkich…

Trudno mi powiedzieć, która z części jest najlepsza, jednak na każdą trzeba było prze kilka miesięcy (dobrze, że nie lat) czekać, a wtedy wrażenie się zaciera wiadomo. Zawsze można wszystko przeczytać cięgiem jeszcze raz 🙂

Na pewno jest to wspaniałe zwieńczenie trylogii, okładka oczarowała mnie tak samo jak dwie poprzednie. Jak we wcześniejszych częściach jest znów magia, miłość, zazdrość i wojna.
Katehrine Arden przepięknie językowo odmalowuje nam mroźną (i tę upalną) Rosję, że niemal czujemy jak na zmianę lód ścina nam się w żyłach, to plecy spływają potem.
Pogranicze dwóch światów ludzkiego i magicznego mieszą się i przenika, do tego stopnia, że na prawdę można się zagubić, a w wypadku tej lektury naprawdę warto.

Wszystko zakończone tak, że wcale bym się nie zdziwiła, gdyby powstał kolejny cykl z tymi bohaterami, wszak skarbnica wschodniego folkloru i wierzeń jest niemal bez dna…  Ja czekam.

Wyd. MUZA

Dziewczyna z wieży – Katherine Arden

Katherine Arden Teksanka z urodzenia, studiowała francuski i rosyjski w Middlebury College. Mieszkała w kilku miastach Francji oraz w Moskwie. Przez pewien okres mieszkała również na Haiti, gdzie napisała książkę Niedźwiedź i słowik – cudowną wyprawę do średniowiecznej Rusi, gdzie magia przeplata się z codziennością. Pisarka obecnie przebywa głównie w Vermont. A na naszym rynku ukazał się niedawno II tom trylogii pt. Dziewczyna z wieży. 

okładkowo
W średniowiecznej Rusi młoda kobieta ma niewielki wybór: małżeństwo albo życie w klasztorze. Wasia wybierze trzecią drogę: magię.
Na dworze Wielkiego Księcia Moskiewskiego trwają walki o władzę i narastają niepokoje. Tymczasem na okoliczne wsie napadają bandyci, którzy podpalają domy i porywają dziewczynki. Wielki Książę i jego wierny druh, brat Aleksander, wyruszają, by pokonać rozbójników. Po drodze spotykają młodzieńca na wspaniałym koniu. Jedynie Sasza, mnich wojownik, rozpoznaje w tym znakomitym jeźdźcu swoją młodszą siostrę, Wasię, w rodzinnej wiosce uznaną za zmarłą oraz za czarownicę. Kiedy jednak dziewczyna sprawdza się w walce, Sasza dochodzi do wniosku, że musi zachować w tajemnicy jej tożsamość – być może jedynie Wasia zdoła ocalić Moskwę przed zagrożeniami zarówno ze strony ludzi, jak i tajemnych mocy…

Nareszcie, nareszcie, nareszcie… co się człowiek naczekał to jego, ale potem radość podwójna, no bo właśnie wczoraj w nocy skończyłam czytać Dziewczynę z wieży. Mroczny, straszny a zarazem cudownie bajkowy świat Wasi nie dawał o sobie przez długie miesiące zapomnieć. I teraz ponownie rzucałam wszystko byleby tylko czytać (obiadów też nie było przez weekend). 

Kolejna książka Arden jest tak samo magiczna, jak pierwsza, choć może ciut mroczniejsza, tak bardziej dorosła, bo i bohaterka nam dorosła, jakby nie było… Powieść aż skrzy się magią niczym Żar-ptak, sprawia że po zakończeniu lektury jest się na niemal fizycznym „głodzie”. A tu znowu trzeba czekać do kolejnej części.
Ten miks baśni, częściowo historii, powieści przygodowej, obyczajowej i romansu jest rewelacyjny po prostu. Do tego cały czas czytelnik jest trzymany w napięciu, które „niestety” narasta ze strony na stronę. Czytając Dziewczynę…  przypominałam sobie bajki z rosyjskiego kręgu kulturowego – okazuje się, że naprawdę wszystko to znałam, „miałam w sobie” a pisarka tylko wydobyła to na wierzch w cudnej literackiej formie. Ciekawi mnie czy w III tomie pojawi się „Konik Garbusek” bo chyba tylko jego mi tu jeszcze brakuje 🙂 Do tego ważny głos w kobiecych sprawach i prawach, których niewiasty w średniowiecznej Rusi praktycznie nie miały. 

Cudowna książka po prostu…

 Wyd. MUZA

Niedźwiedź i słowik – Katherine Arden

Katherine Arden urodziła się  w Teksasie, studiowała francuski i rosyjski w Middlebury College. Mieszkała w kilku miastach Francji i w Moskwie. Przez pewien okres mieszkała również na Haiti, gdzie napisała książę Niedźwiedź i słowik – cudowną wyprawę do średniowiecznej Rusi, gdzie magia przeplata się z codziennością. Pisarka obecnie przebywa głównie w Vermont.

okładkowo
W Rusi, na skraju pustkowia, zima trwa większą część roku, a podczas długich wieczorów Wasilisa i jej rodzeństwo lubią siadać razem przy piecu i słuchać bajek, które opowiada im niania. Wasia uwielbia zwłaszcza bajkę o Mrozie, błękitnookim demonie zimy. Mądrzy Rosjanie boją się go, gdyż zabiera zbłąkane dusze, szanują także duchy chroniące ich domostw przed złem.

Pewnego dnia owdowiały ojciec Wasi przywozi z Moskwy nową żonę Annę (…) surowość macochy się nasila. Anna z uporem wprowadza w wiosce swoje porządki, a zbuntowaną pasierbicę postanawia albo wydać za mąż, albo wysłać do klasztoru. Gdy wioska staje się coraz bardziej bezbronna, a zło z lasu podkrada się coraz bliżej, Wasilisa musi przywołać swoją, skrywaną dotąd, magiczną moc – by obronić rodzinę przed niebezpieczeństwem rodem z najbardziej przerażających bajek starej niani.

Gdy zobaczyłam okładkę tej książki, to z miejsca się w niej zakochałam. Dlaczego? Z kilku powodów: cudna okładka – moje klimaty, baśniowo, bajkowo, wschodnio… Bliskie sercu bardzo. A przede wszystkim fenomenalnie napisana rzecz. Słowiańskość pokazana przez amerykańską pisarkę tak, że klękajcie narody. Nie mogłam aż momentami uwierzyć, że ktoś nie pochodzący z tego kręgu kulturowego potrafił go tak cudnie przedstawić.

W tym wypadku zaś splątanie słowiańskich bajań, wierzeń z obyczajowością (realiami życia) w fabularną całość wyszło mistrzowsko.

Prosta, piękna i głęboko wrastająca w serce opowieść dla wszystkich dużych, którzy nigdy z bajek nie wyrośli. Koniecznie, koniecznie…

P.S Czekam niecierpliwie na kolejny tom tej magicznej trylogii.

 Wyd. Muza