Dziewiąty dzień tygodnia – Włodek Kostorz

Włodek Kostorz to internauta, którego teksty zdobyły popularność. Jest absolwentem Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie, przez 20 lat pracował jako oficer marynarki handlowej, a kolejne lata spędził na berlińskich lotniskach jako pracownik ds. bezpieczeństwa lotów. Obecnie na emeryturze od 2024 roku „już nic nie musi, za to wszystko może”.

okładkowo
Dziewiąty dzień tygodnia jest debiutem twórcy, który w sieci dał się poznać jako autor poczytnych tekstów. Ma dar pokazywania rzeczywistości w humorystyczny i barwny sposób, bogaty w zaskakujące porównania, zabawną przesadę, ciepły sarkazm i pozbawioną frustracji ironię. Autor rezygnuje z konkretnej fabuły, na rzeczy portretowania uczestników codziennych wydarzeń. Jest to nielinearna opowieść o próbach dopasowania się do innych warunków, ale także o człowieku, którego priorytety i marzenia, zmieniają się wraz z rzeczywistością, okolicznościami i upływem lat.

Książka jest zbiorem opowieści i refleksji – zapisków z różnych okresów życia autora: od dzieciństwa w Polsce, przez lata pracy na morzu jako oficer marynarki handlowej, aż po późniejsze doświadczenia zawodowe na niemieckich lotniskach i codzienność na emeryturze. Tytułowy „dziewiąty dzień tygodnia” jest metaforą życia poza schematem, poza obowiązującym porządkiem, gdzie jest miejsce na dystans i humor człowieka, który już nic nie musi, a wszystko może.

Styl jest lekki, ale nie banalny, bogatym językiem, pełnym celnych porównań i błyskotliwych spostrzeżeń. Każda historia niesie w sobie coś więcej niż tylko anegdotę – zawiera refleksję, zadumę nad przemijaniem, ironię wobec świata i samego siebie. Książka może przypaść do gustu zarówno tym, którzy szukają rozrywki, jak i czytelnikom zainteresowanym głębszą lekturą. 

„Dziewiąty dzień tygodnia” to opowieść o życiu takim, jakie jest – z jego śmiesznością, absurdami i pięknem. To książka, która bawi, wzrusza i zostawia po sobie ślad. Udany debiut z duszą i charakterem.

Wyd. STAPIS

To coś w śniegu – Sean Adams

Sean Adams  wydał jak do tej pory dwie książki: How Design Makes Us Think: And Feel and Do Things oraz powieść (w klimacie Monthy Pythona) wydaną także po polsku pt. „To coś w śniegu”.

okładkowo
Położony na krańcu świata Instytut Północny jest otoczony rozległym obszarem wiecznego śniegu i lodu. Niegdyś był dobrze prosperującym ośrodkiem badawczym, lecz wskutek bliżej nieokreślonego incydentu jego działalność została nagle zawieszona, a zespoły naukowe ewakuowano. Teraz stanowi dom dla trojga nadzorców i jedynego pozostałego na miejscu badacza, który stara się zgłębić uczucie zimna. Misja jest prosta: doglądać wnętrz, wykonywać codzienne zadania i utrzymywać gmach w dobrym stanie na wypadek wznowienia badań. Nie wolno im tylko dotykać termostatu ani pod żadnym pozorem wychodzić na zewnątrz. Pewnego dnia dostrzegają tajemniczy obiekt, który pojawił się w śniegu. Są nim wręcz zahipnotyzowani. Nie umieją dokładnie określić jego kształtu ani koloru, ani nawet tego, czy się porusza, czy tkwi nieruchomo. Wiedzą jedynie, że tam jest. Chyba. Skonsternowani walczą o zapanowanie nad własną psychiką, podczas gdy to coś w śniegu igra z nimi, torpeduje ich pracę i każe podać w wątpliwość wszelkie wyobrażenia o tym, co dotąd uważali za normalne. Ironicznie zabawna powieść prowokująca do myślenia, pełna absurdalnego humoru rodem z Monty Pythona.

Książka za sprawą słowa „coś” w tytule i miejsca akcji od razu nasuwa skojarzenie z pewnym znanym starszym filmem (horrorem) pt. „Coś” Jednak podobieństwo jest tylko na tym poziomie. Owszem powieść już samego początku wprowadza nas w klimat izolacji, odludzia itp. jednak też zauważamy towarzyszące bohaterom absurdalne z naszego punktu widzenia sytuacje, czy zadania, których muszą się podjąć (a które traktują bardzo poważnie), pomimo, że sami zapętlają się i wątpią we własne zdrowie psychiczne. 

Wydawałoby się skoro nie ma akcji, wybuchów, pościgów, czy potworów, to powieje nudą, o nic bardziej mylnego. Książka jest niezwykle błyskotliwa i ciekawa. Specyficzny humor oraz ironia dopełniają całości, która jest naprawdę bardzo oryginalna. 

Czekam już na kolejne książki tego autora, może teraz to coś w trawie… kto wie 🙂

Wyd. HarperCollins

Kwiaty z cukru – Antoine Laurain

Antoine Laurain to (rocznik 1972) francuski powieściopisarz, scenarzysta, dziennikarz, reżyser oraz kolekcjoner zabytkowych kluczy. Paryżanin, który po studiach filmowych rozpoczął karierę w branży literackiej. Pisał scenariusze, sprzedawał antyki, jednocześnie z powodzeniem uprawiać do dziś pisarstwo.
Jego powieści przetłumaczono na ponad dwadzieścia języków. Najnowsza książka na naszym rynku nosi tytuł „Kwiaty z cukru”.

okładkowo
Maszynopis książki wysłanej do wydawnictwa przez tajemniczego autora działa jak przepowiednia. Czy to jedynie zaskakujący zbieg okoliczności?
Czasem fikcja kreuje rzeczywistość…
Życie Violaine Lepage, znanej paryskiej redaktorki, dyrektorki działu prozy francuskiej w dużym wydawnictwie, po wybudzeniu ze śpiączki, w którą zapadła po wypadku lotniczym, przybiera niespodziewany obrót pod wpływem powieści „Kwiaty z cukru”. Książka, wybrana spośród tysięcy propozycji nadesłanych do redakcji, niedawno ukazała się drukiem, a jej autora otacza aura tajemnicy. Nikt nie wie, kim jest Camille Désencres ani gdzie przebywa, co staje się szczególnie kłopotliwe, gdy tytuł przechodzi do ścisłego finału nagrody Goncourtów. Co więcej, zbrodnie opisane w książce naprawdę mają miejsce.


Z powieścią francuską rzadko mi po drodze, nie to że nie lubię, tylko bardziej chyba, że mi się nie trafia. „Kwiaty z cukru” choć objętościowo niewielkie, zaznaczają się bardzo ciekawie we współczesnej prozie. Do tego poznanie od podszewki pracy redakcyjnej, wydawniczej okazuje się bardzo ciekawe. 
Całość czyta się lekko, także za sprawą humoru, który doprawia lekturę, a nieoczywistość gatunków (przemieszanie kryminału, komedii oraz elementów paranormalnych) zaciekawia i bawi naprawdę dobrze. 
Owszem książka mogłaby być ciut dłuższa, bo się człowiek ledwo rozpędzi z pytaniem a tu już trzeba hamować. 

Podsumowując  barwnie, ciekawie i mega dynamicznie 🙂 
Koniecznie.


Wyd. NOWELA