Najdłuższa noc – Marek Bukowski, Maciej Dancewicz

Marek Bukowski, Maciej Dancewicz to duet, który zaserwował nam powieść z czasów Belle Epoque pt. Najdłuższa Noc. Byłam na spotkaniu z autorami dzień przed premiera książki, było bardzo zajmująco, a potem długo w nocy jeszcze kończyłam książkę. Było warto, bowiem autorzy nie tylko przedstawiają mroczną historię. Pokazują również, jak rodziła się nowa epoka, jak wyglądało zderzenie postępu cywilizacyjnego i przełomu obyczajowego ze światem biedy i zabobonów.

okładkowo
Kraków, grudzień 1904 roku. Na Plantach zostaje znalezione brutalnie okaleczone ciało kobiety. Nie ma przy nim żadnych dokumentów ani rzeczy osobistych, więc zidentyfikowanie ofiary jest niemożliwe. Trzy miesiące później dochodzi do kolejnej zbrodni. Czyżby miasto terroryzował seryjny morderca? 

(…) Początek XX wieku, belle époque, czas rozkwitu nie tylko sztuki, ale także techniki. Teatr miejski przy placu Świętego Ducha posiada własną elektrownię, po ulicach miasta jeżdżą już pierwsze automobile. W Krakowie otwiera się nowoczesne laboratorium kryminalistyczne, a informacje zdobyte dzięki nowym metodom będą miały ogromne znaczenie dla prowadzonego śledztwa. Nawet najwięksi sceptycy przyznają wkrótce, że działalność laboratorium jest doprawdy imponująca. 

Misternie skonstruowana intryga, morderstwa popełniane z zimną krwią, przestępczy Kraków i tajemnicza symbolika.

Zapowiedź książki zobaczyłam mniej więcej w tym samym czasie, co zwiastun serialu pt. Belle Epoque. I to i to zaciekawiło. Do książki dotarłam wcześniej – całe szczęście. Zachwyciły mnie opisy Krakowa ówczesnej epoki, wszelkie detale, szczegóły itp. Wzruszyła (i czasem zezłościła) miłość fatalna, niemożliwa, namiętna i głupia. A opisy zbrodni i mroczne tajemnice nie pozwoliły oderwać się od lektury.
Autorzy postarali się o wiarygodność i to mocno, co plasuje ten kryminał w ścisłej czołówce, mimo, że klasycznym kryminałem nie jest i łączy w sobie wiele gatunków.

W książkę wgryzałam się powoli i z apetytem rosnącym w miarę czytania, przestawiałam na czas belle epoque. A ostatnie siedemdziesiąt stron, to była już jazda bez trzymanki. I zaskoczenie w pewnym momencie nawet duże. Po skończeniu książki wszystko niczym w układance wskoczyło na swoje miejsce – wszelkie pytania, wątpliwości np. co do nazwy statku na którym pływał główny bohater. Wszystko wyjaśniło się samo, choć czy wszystko na pewno i do końca…

Ja czekam na kontynuację.  A wy?

P.S. Jeśli chodzi o serial to nie jest to przełożenie książki 1:1 i zupełnie nie koliduje z jej czytaniem. oczywiście polecam najpierw książkę.

Okładka książki Najdłuższa noc Wyd. Muza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *