Labirynty życia…Charlesa Martina

Właśnie pod nazwą LABIRYNTY (wydawnictwa WAM) kryje się seria niezwykle ciekawych (no przynajmniej z opisu na okładkach) powieści. Pierwsza, jaką miałam przyjemność przeczytać nosi tytuł Maggie – Charlesa Martina, która to z kolei jest kontynuacją Umarli nie tańczą tegoż autora. Również pierwszy raz zdarzyło mi się czytać od drugiego tomu. Ale w tym wypadku absolutnie to nie przeszkadzało, gdyż „wątki” z pierwszej części są zaznaczone i w drugiej- jest to po prostu ciąg dalszy życiowych zmagań dwójki bohaterów – małżeństwa Dylana i Maggie oraz ludzi z ich najbliższego otoczenia.
Tytułowa Maggie, próbuje przy pomocy męża wrócić do aktywnego życia, po wybudzeniu z kilkumiesięcznej śpiączki, sadzi i pielęgnuje przepiękny ogród, hoduje storczyki itd, urządza pokój dziecinny… Niestety potężna trauma spowodowana utratą jedynego dziecka tuż po jego narodzeniu, dodatkowo wycieńczenie organizmu kobiety obniżają bardzo jej szansę na macierzyństwo. Starania o adopcję także nie dają efektu (dzięki biurokracji i bezduszności urzędników). Oboje małżonkowie wbrew wszystkiemu i wszystkim (jak się okaże) walczą o realizację swych pragnień.

Ta powieść nie przynosi łatwych rozwiązań, ani spektakularnych „cudów” daje natomiast potężnego kopniaka nadziei, który mimo, że bolesny pozwala zobaczyć jacy na prawdę jesteśmy i na co nas stać w chwilach najwyższej próby: choroby, śmierci, zwątpienia w ludzi i siebie, i najbliższych nam osób.
Gdzieś spotkałam się z opinią, że podobno wszystkie książki Ch. Martina są takie same i po lekturze jednej – to jak po lekturze wszystkich… nie wiem, muszę sprawdzić, ale choćby jedną (zapewniam) warto przeczytać, trzeba tylko wybrać!
Inne przetłumaczone tytuły tego autora to: Gdzie rzeka kończy swój bieg oraz Kiedy płaczą świerszcze.

Charles Martin jeszcze raz stworzył niesamowitych bohaterów, którzy opowiadają czytelnikom szeptem o swych lękach, krzyczą z podekscytowania i wybuchają niepohamowanym, uzdrawiającym śmiechem.Jeszcze nigdy fikcja nie wydawała się tak realna…
Sharyn McGinty, In the Library Reviews

3 Replies to “Labirynty życia…Charlesa Martina”

  1. Lubię książki, w których jest odwołanie do bohaterów z wczesniejszej powieści – zwłaszcza jeśli zdążę się do nich przywiązać 😉

  2. Jak zwykle podziwiam Cię ! Znowu mi uciekłaś, a ja jeszcze jeżdżę na zakupy z Peyton i kuzynką Norą 🙂 Jeszcze Cię kiedyś dogonię – mam przynajmniej taki zamiar. Pozdrówka z… zresztą Ty już wiesz skąd 🙂

Pozostaw odpowiedź ~annastrzelec.blog.onet.pl Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *