Ta proza mi pasuje – „Cieszę się twoim szczęściem” , L. Rosenfeld

Pod podszewką wydawałoby się zwykłego czytadła o jakże przewrotnym (w stosunku do treści) tytule, kryje się coś więcej – jakiś głębszy przekaz, choć niezbyt mocno ukryty i łatwy do odczytania, bo w końcu o to chodzi, żeby wiedzieć o co …. prawda?

Książkę skończyłam czytać dwa dni temu; w kolejce czekała ponad pół roku, no cóż … Ale do rzeczy, a raczej do książki. Która z nas nie ma najlepszej przyjaciółki, albo nawet kilku? Takich – prawdziwych na dobre i na złe, które zapłaczą z nami, upiją się z żalu z nami, pośmieją, czy będą cieszyć z naszych sukcesów etc. Właściwie każdy ma kogoś takiego. Jest to już znacznie trudniejsze, gdy trzeba być np. „tłem” dla czyichś poczynań.

Taki schemat mamy w książce Cieszę się twoim szczęściem Lucindy Rosenfeld . Jej bohaterka Wendy redaktorka – bojowniczka o wyższe ideały, szczęśliwa mężatka; od kilkunastu lat jest zaprzyjaźniona z Daphne. W. pociesza D. w trudnych chwilach, jest na każde tamtej skinienie, gdy przyjaciółka potrzebuje pomocy – pomaga i martwi się o nią i pragnie dla niej wszystkiego, co najlepsze. Jednak kiedy życie Daphne zaczyna się zmieniać – (bajeczny mężczyzna, ślub i dziecko), Wendy wcale się nie cieszy – tym bardziej, że sama bezskutecznie stara się z mężem o potomka. Dodatkowych frustracji dostarcza jej postawa męża z jego swobodnym podejściem do realiów materialnych (rzucił pracę by napisać scenariusz filmowy) i na dodatek dostają wymówienie z mieszkania.  W. zaczyna  się niebezpiecznie nakręcać a „czerwona mgła zasnuwa jej oczy” – czerwona mgła zazdrości oczywiście. Zastanawia się całkiem na poważnie jak „podstawić nogę” najlepszej przyjaciółce? Co poniekąd jej się udaje lecz nieoczekiwanie trzeba zawiesić broń i znów wyciągnąć rękę, by pomóc swojej najlepszej (byłej) przyjaciółce.

Z recenzji na okładce:

Cieszę się twoim szczęściem to błyskotliwie opowiedziana historia o tych niekoniecznie najpiękniejszych aspektach kobiecej przyjaźni”

Całość czyta się szybko (na wolny weekend jak znalazł) a mnie osobiście bardzo przypomina książkę, tak poczytnej u nas E. Giffin Coś pożyczonego. Postawiłabym je więc obok siebie na półce – bez rozstrzygania, która z nich jest lepsza.

7 Replies to “Ta proza mi pasuje – „Cieszę się twoim szczęściem” , L. Rosenfeld”

  1. Kobieca przyjaźń – temat dosyć śliski…:) ale jeśli u Ciebie czekała tak długo na półce, to u mnie pewnie też, niestety, apetyt jednak mam 🙂

  2. Oj, wstyd przyznać ale mam i takie „rekordzistki”, które czekają na półce kilka lat i tylko jeżą im się grzbiety, kiedy obok przechodzę…hi, hi, hi…jak kotom.R

  3. Wczoraj Jeremy myśląc o spotkaniu z Leonią, powiedział: co się odwlecze, to nie uciecze… a więc, jeszcze trochę się pojeżą :-))

  4. Tak, tak, czasem książki muszą poczekać na przeczytanie. Mam jednak pytanie, czy to normalne czytać tę samą książkę po kilka lub kilkanaście razy?

    1. Moim skromnym zdaniem – to bardzo normalne 🙂 Nawet jeśli są to tylko fragmenty, które nas szczególnie zafascynowały. Też tak mam. A co na to powie Róża – nasz Ekspert ?

      1. Proszę mnie nie podpuszczać tutaj ;-)…już dawno nie czytam książek ponownie, nie mam na to czasu, tym bardziej, że tyle innych na mnie czeka, ale zdarzało się, zdarzało kiedyś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *