Matti Yrjänä Joensuu (1948-2011) był policjant i autorem kryminałów.
Był laureatem wielu nagród literackich, m.in. Valtion kirjallisuuspalkinto w 1982 roku, czy szwedzkiej Nagrody im. Martina Becka (1987).
Zasłynął serią książek o przygodach policjanta Timo Harjunpy. Niektóre tomy zekranizowano, przeniesiono na deski teatru czy jako słuchowiska. Po „Harjunpaa i kapłan zła” (Kojro, 2005) czas na „Harjunpaa i dręczyciel kobiet” a kolejna (jeszcze w czytaniu przeze mnie) ma tytuł „Harjunpaa i syn policjanta”.
okładkowo
Już od początku zapowiadały się kłopoty: w biurze czekały na niego dwa popołudniowe zgony, których nie mógł załatwić wcześniej, i nawet nie zdążył z Volanenem wrócić z wydziału, gdy na brzegu Vattunokki znaleziono topielca – sądząc po stopniu rozkładu znajdował się w morzu co najmniej dwa miesiące, zapewne przez całe lato. Zaraz potem doszła sprawa kobiety, która otruła się lekami. A do tego jeszcze te dwa trupy w różnych częściach miasta. Volanen skręcił z piskiem opon na Itavayla. Harjunpaa popatrzył na niego z ukosa i poczuł, jakby się ocknął, zaczął go rozumiem dopiero teraz.
Tacy zmęczeni życiem bohaterowie w stylu „noir”, to jest coś co lubię od lat zarówno w literaturze jak i filmie. Są oni bardziej „ludzcy”, niemal tacy sami jak my ze swoimi wadami czy słabościami. Taki śledczy, któremu nie tylko bandziory ale i los często rzuca kłody pod nogi budzą naszą sympatię. I jak to bywa w przypadku piszących byłych policjantów, autor doskonale wie o czym pisze.
Oczywiście jeśli książka z kręgu skandynawskiego, to nie mogło zabraknąć tematów (dygresji) społeczno-obyczajowych, które muszą być poruszone. To dobrze, bo takie zabiegi literackie czynią książkę po prostu ciekawszą. Kolejny plus za sporo dla nas czytających do rozmyślań i pod rozwagę, czyli płaszczyzna dydaktyczna też jest.
Jak na kryminał, mogłaby być obszerniejsza, bo skończyła się zbyt szybko… ale za to będą następne, mam nadzieję, że wydawnictwo zaprezentuje nam kolejne już niebawem.




