Niematki – Leslie J. Anderson

Leslie J. Anderson to amerykańska pisarka i poetka tworząca głównie w gatunkach horroru, fantasy i literatury spekulatywnej. Jej teksty publikowano m.in. w Asimov’s Science Fiction, Uncanny Magazine i Strange Horizons. Jest autorką powieści The Unmothers (pol. Niematki), cenionej za mroczny klimat i inspiracje folklorem. Mieszka w stanie Ohio.

okładkowo

Dziennikarka trafia do zapadłej mieściny, gdzie poznaje mroczny sekret skrywany przez kobiety od pokoleń. Carolyn Marshall wciąż próbuje poskładać swoje życie po śmierci męża. Gdy zostaje uwikłana w tragiczny wypadek, jej szef wysyła ją do prowincjonalnego miasteczka Raeford, by zweryfikowała absurdalną pogłoskę: ponoć klacz urodziła zdrowego ludzkiego chłopca.
Na miejscu Carolyn zderza się z hermetyczną społecznością, która lepiej traktuje konie — słynie zresztą z ich hodowli — niż ludzi. A kiedy wśród okolicznych pól zostają odnalezione dwa potwornie okaleczone ciała — końskie i ludzkie — staje się dla niej jasne, że za badaną pogłoską kryje się coś więcej. Gdy Carolyn coraz głębiej wnika w życie miasteczka i jego zamkniętych w sobie mieszkańców, zaczyna się jej wydawać, że traci kontakt z rzeczywistością. A może ta nieprawdopodobna historia jest kluczem do mrocznej tajemnicy, która od pokoleń prześladuje kobiety z Raeford?

„Niematki” to dość mroczna i niepokojąca opowieść, łącząca elementy kryminału z folklorystycznym horrorem. 
Autorka nadzwyczaj zręcznie buduje duszną, klaustrofobiczną atmosferę małomiasteczkowego odosobnienia, gdzie granica między rzeczywistością a przesądem zaciera się. Tutaj tradycje i tajemne rytuały wrosły w codzienność tak mocno, że ciężko je od niej oddzielić. Narracja jest gęsta, pełna symbolicznych opisów i psychologicznych niuansów, budzić lęk bardziej niż jakiekolwiek potwory.

Mocną stroną książki jest klimat — odrealniony, lekko oniryczny i przytłaczający — oraz temat dziedziczonej traumy i kobiecej siły, która funkcjonuje w obrębie zamkniętej społeczności.
Mimo tego, że momentami narracja zwalnia, całość czyta się bardzo dobrze. A miłośnicy „nieoczywistych historii”  na pewno będą zadowoleni. którzy cenią atmosferę tajemnicy, psychologiczną głębię i opowieści pozostawiające czytelnika z pytaniami, a nie oczywistymi odpowiedziami.

Ja już czekam na kolejne książki autorki. 

wyd. Insignis 

Najwyższy czas znów zapalić gwiazdy – Virginie Grimaldi

Virginie Grimaldi urodziła się w 1977 roku w Bordeaux i wciąż tam mieszka. Jej niezwykle piękne i poetyckie powieści poruszają i bawią czytelników już w ponad 20 krajach. Według „Le Figaro” Grimaldi była najczęściej czytaną autorką w 2019 i 2020 roku we Francji.

okładkowo
Anna. Przepracowana matka, która ledwo wiąże koniec z końcem, a z córkami widuje się tylko przy śniadaniu i nie dogaduje najlepiej. Chloé. Siedemnastolatka, która poszukując kogoś, kto by ją pokochał, trochę się w tym gubi. I Lily. Uzbrojona w powagę swych dwunastu lat dziewczynka, która od ludzi woli szczura Mathisa, nazwanego tak po ojcu, bo ten opuścił pokład. Kiedy Anna dowiaduje się o problemach swoich córek, podejmuje szaloną decyzję: we trzy pakują się do pożyczonego kampera i wyruszają w podróż po Skandynawii. Skoro nie można się cofnąć, należy wybrać inną drogę.

Uwielbiam klimatyczne, pozytywne i takie „ciepłe” opowieści. Dodatkowo jeśli jest napisana lekkim i spójnym językiem, to po prostu „palce lizać”. Czytanie takich pozycji jest czystą radochą oraz przyjemnością samą w sobie. 

Mamy tutaj trzy punkty widzenia, które jeszcze dodają atrakcyjności książce. Poruszono w niej mnóstwo naprawdę ważnych tematów, począwszy od samotnego macierzyństwa poprzez stawianie granic, czy relacje między rodzeństwem.
Świetnie wykreowane bohaterki przykuwają uwagę, które tak jak są inne, tak próbują dotrzeć do tego samego, czyli bliskości, zrozumienia, ciepła. Dużo tu o odbudowywaniu zdawałoby się utraconych bezpowrotnie więzi… Jest wzruszająco momentami, ale i zabawnie też. 

Na prawdę trudno się oderwać od książki Pani Grimaldi. No i podobno ma być film… Czekamy !


Wyd. Sonia Draga

Spalone mosty – Eileen Curtright

Eileen Curtright odnosiła ogromne sukcesy jako bizneswoman, ale odeszła, zmieniając garsonkę i identyfikator na spodnie do jogi i macierzyństwo w pełnym wymiarze godzin, na którym odcisnęła niezatarty znak. Wymyśliła słynny program „algebra dla niemowląt”. A lata spędzone w okopach rodzicielstwa uzmysłowiły Eileen, że wszystkie dzieci tak naprawdę chcą oglądać telewizję 🙂 co dało jej czas na pisanie. Mieszka z mężem i córkami w San Antonio. Spalone mosty to jej pierwsza powieść.

okładkowo
W niektórych miasteczkach nic się nie ukryje. Zwłaszcza tych, w których wracając na lekkim rauszu do domu, wpada się na co najmniej troje znajomych.

Samotnej matce, jaką jest Rebecca, może to przysporzyć kłopotów. Ale to nie nadszarpnięta reputacja jest jej największym zmartwieniem.

Lekarz kierujący kliniką leczenia bezpłodności, w której Rebecca pracuje, najwyraźniej postradał zmysły, a jego szalone pomysły mogą oznaczać koniec firmy. Były chłopak Becky, odnoszący obecnie spektakularne sukcesy, zjawił się w mieście i jakimś cudem został nauczycielem jej dziesięcioletniego syna (który teraz zadaje niezręczne pytania o zakończenie ich związku). I kiedy Rebecca robi co może, żeby poprowadzić doroczną szkolną zbiórkę żywności, zupełnie przypadkiem pakuje się w podejrzane układy z przestępcami.

Są takie powieści gdzie jest śmiech przez łzy i pojawia się refleksja (często) typu: o jak ja to dobrze znam…
Determinacja głównej bohaterki w wielu aspektach życia (zwłaszcza w jeśli chodzi o wychowanie dziecka) godna podziwu. Aczkolwiek Rebecca potrafi się też w niektórych kwestiach mocno zapętlić, co życia ani jej ani jej bliskim nie ułatwia.

Powieść czyta się przyjemnie i szybko. Nie ma nudy, wartka akcja z dużą dawką sytuacyjnego i nie tylko – humoru na pewno się do tego mocno przyczynia.

To swoista satyra na macierzyństwo/rodzicielstwo, ale podszyta ogromnym ładunkiem ciepła i zrozumienia. W gąszczu tego typu powieści Spalone mosty radzą sobie moim zdaniem bardzo dobrze. Polecam… wszystkim rodzicom.

 

 Wyd. Marginesy