Ugotować niedźwiedzia – Mikael Niemi

Mikael Niemi – to szwedzki pisarz (rocznik 1959) o saamskich korzeniach – jego babka była Laponką, dlatego interesuje się mniejszościami etnicznymi w Szwecji. Od zawsze marzył o pisaniu, choć z wykształcenia jest technikiem elektrykiem, był nauczycielem, instruktorem w młodzieżowym domu kultury, pracował w wydawnictwie. Zadebiutował w 1988 roku tomem wierszy, pisał teksty dla radia i teatru. Wydana w roku 2000 „Populärmusik i Vittula” jest jest uznawana za jego właściwy debiut prozatorski, pisarz otrzymał za nią nagrodę Augusta w kategorii powieści (jest to najważniejsza szwedzka nagroda literacka).

okładkowo
Jest lato 1852 roku. W małej szwedzkiej wiosce leżącej za kołem podbiegunowym charyzmatyczny pastor Læstadius i jego pomocnik Jussi spędzają czas na długich rozmowach i badaniu roślin. Sielankę przerywa odnalezienie na bagnach zmasakrowanych zwłok pasterki. Rusza polowanie na niedźwiedzia posądzonego o zabicie dziewczyny. Pastor jednak odnajduje ślady wskazujące, że na wolności grasuje prawdziwy zabójca. Wkrótce okazuje się, że ma rację – niedługo potem morderca znowu zaatakuje…
Pastor i Jussi, pochłonięci śledztwem, nie zauważają nadciągających kłopotów. Działalność duchownego głoszącego odrodzenie religijne przysparza mu coraz więcej wrogów.

Na początku urzekła mnie okładka, w pięknych kolorach, niczym akwarelowy obraz, od razu przyciągnęła wzrok. Poza tym znałam serię i wiedziałam, że tu bubla nie będzie.

Sprawa kryminalna zaczyna się dość szybko, choć książka jest wymagająca i trzeba się na nią „przestawić”, a gdy już to nastąpi, to się dzieje, oj dzieje. Parę głównych bohaterów można umiejscowić literacko tak pomiędzy duetem śledczym z „Imienia Róży” a sprawami Sherlocka Holmesa, choć czasowo bliżej im do tego drugiego. Akcja powieści dzieje się w pierwszej połowie XIX wieku.
Przedstawianie (odkrywanie) rozwiązania zagadki jest ciekawie pokazane, bo sami podczas czytania na równi z bohaterami, dzięki różnym tropom, próbujemy ją rozwikłać. Niestety nie jest tak łatwo jakby się wydawało, gdyż nic tu nie jest oczywiste. Autorowi udało się fenomenalnie uchwycić klimat niepokoju, osobliwości, pewnej wręcz zaściankowości i codziennej biedy obecnej na północy Europy w tamtych czasach. Mamy tu dużo mroku i półcieni, niemal namacalnej walki dobra ze złem – silnej dewocji.

Ale co najbardziej mnie urzekło, to przemiana, rozwój jednego z bohaterów, ten głód jaki w sobie znajduje i to dzięki czemu znajduje ukojenie. To jest coś co, jak przypuszczam nie tylko mnie przynosi radość, ulgę, pocieszenie… a co to jest musicie przekonać się sami. Podpowiem tylko tyle, że kwintesencja tego jest na 116 stronie, albo jakoś tak. Kto będzie czytał, na pewno się zorientuje, bo przeczytać musicie koniecznie.

„Ugotować niedźwiedzia” to nie tylko oryginalny tytuł, to jedna z tych niezwykłych, zapadających w umysł i serce lektur, które zostają z nami na dłużej.

Wyd. BoWiem