J.D. Vance to amerykański pisarz, publicysta, przedsiębiorca. Dorastał w małym miasteczku w Pasie Rdzy w południowym Ohio, gdzie miał styczność z wieloma przykładami dramatów i niesprawiedliwości społecznej prześladującej Amerykę. Ukończył Yale Law School, służył w US Marines. Elegia dla bidoków jest jego pierwszą książką wydaną na naszym rynku, a prawa do tłumaczenia nabyli wydawcy z kilkunastu krajów. Ron Howard kręci film na jej podstawie.
okładkowo
Porażająca, choć niepozbawiona humoru opowieść o dorastaniu w biednym miasteczku w „pasie rdzy”. To również napisana z uczuciem i zaangażowaniem analiza kultury pogrążonej w kryzysie – kultury białych Amerykanów z klasy robotniczej. O zmierzchu tej grupy społecznej, od czterdziestu lat ulegającej powolnej degradacji, powiedziano już niejedno. Nigdy dotąd jednak nie opisano jej z takim żarem, a zwłaszcza – od środka.
Historia Vance’ów zaczyna się w pełnych nadziei latach powojennych. Ciężką pracą udało im się awansować do klasy średniej, a ukoronowaniem sukcesu stał się J.D., który jako pierwszy w rodzinie zdobył dyplom wyższej uczelni. Vance pokazuje jednak, że nie da się uciec od spuścizny przemocy, alkoholizmu, biedy i traum, tak typowych dla rejonu, z którego się wywodzili.
Elegia dla bidoków to aktualne i niepokojące rozważania o tym, że znaczna część Stanów Zjednoczonych straciła wiarę w amerykański sen (…) To książka, która pokazała Amerykanom z dużych miast, jak mało wiedzą o swoich rodakach, jak mylne mają o nich wyobrażenie. Ciepła, wyrozumiała narracja Vance’a stała się ważnym głosem w dyskusji o rozwarstwieniu społecznym. W tym sensie jest to rzecz uniwersalna, rzuca nowe światło na podziały społeczne i polityczne również w Polsce.
Specjalnie wstawiłam tak długi opis powyżej, aby bardziej naświetlić jej specyfikę. Książka przejmująca, ale faktycznie nie pozbawiona swoistego humoru. Co ciekawe z określeniem „biała hołota” spotkałam się już kilkukrotnie także w odniesieniu do ludzi mieszkających w przyczepach, czy podążających za pracą po całych stanach.
Mocne słowa, dosadne kiedy trzeba (i nie trzeba) czynią język tej lektury bardzo przejmującym i prawdziwym. Całość odbiera się dobrze, choć może szokować (tu się kłania nasza niewiedza o opisywanych realiach).
W książce jest sporo polityki, której raczej nie da się uniknąć w tym przypadku, są tu historie i smutne i wesołe, a w jakiej proporcji to już musicie stwierdzić sami po przeczytaniu.
