Hanna Kondratiuk pochodzi z Kotłówki na Podlasiu. Jest absolwentką UW. Od 1993 roku pracuje w Tygodniku Białorusinów w Polsce – „Niwa”; Spod jej pióra wyszły: W stronę Tarasiewicza (2002), Carskaja Tryzna (2007, w języku białoruskim), Dziadowskie tournée z Anatolem S. (2010 w języku białoruskim), Białoruś. Miłość i marazm (2013). Za „Prypecią do Nobla” była nominowana do najważniejszej w Białorusi literackiej nagrody. Mieszka w Białymstoku.
okładkowo
Hanna Kondratiuk opisuje w niej swoje podróże po ukraińskiej części Polesia. Reporterka oddaje głos mieszkańcom tych tajemniczych dla wielu z nas terenów. I to właśnie ich opowieści budują historię. Dowiadujemy się z nich sporo nie tylko na temat kuchni i obrzędów, lecz także historii i współczesnych problemów tej krainy.
okładkowo
Sajczuk, sztemper, mury, hyry to imiona najsławniejszych wiatrów poleskich. Jest tych wiatrów dwanaście. Trzeba wiedzieć jak przed nimi się bronić. Dopytała o to Hanna Kondratiuk i dzieli się z nami. Dowiedziała się także mnóstwa innych rzeczy, które bardzo się przydadzą podczas wyprawy nad Prypeć, nad Pinę, albo do Nobla. Codziennych, praktycznych, historycznych, baśniowych. O sposobach podróży, o sporządzaniu kindziuka, który będzie świeży przez rok, o tym jak len może obrzydnąć, że choć ty płacz, o zatopionych cerkwiach, o piosenkach i pieśniach, o tym, dlaczego przemyt jest sprawą kobiet… W drogę więc, na razie na kartkach książki, a jak się da – w realu, śladami autorki. Polecam!
Jako poleszuczka po prababce ze strony ojca takiej książce nie mogłam przepuścić, tym bardziej, ze od kilku lat żywo interesuję się kresami (polesiem) i czytam co się da w temacie.
Reportaże Pani Kondratiuk, zapadają w pamięć już od pierwszych stron, napisane przystępnym językiem, z ogromna empatią i wyczuciem. Znajdziemy w nich nie tylko suche fakty ale też piękne opisy: ludzi, miejsc oraz sporo dygresji na tematy obyczajowo-historyczne.
Magia Polesia, w takiej formie jaką chcielibyśmy ja widzieć jeszcze gdzieś pośród błot (wysychającej zresztą) Prypeci, czy Nobla jest i ma miejsca na kartach książki w słowach, piesniach, obyczajach tamtejszych ludzi.
Ale śpieszcie się, kto może nie tylko czytać, ale przede wszystkim zobaczyć, dotknąć, poczuć je na własnej skórze.

