Tekst – Dmitry Glukhovsky

Dmitry Glukhovsky przez 28 lat swojego życia zdążył odbyć czteroipółletnią edukację w Izraelu, mieszkać rok w Niemczech i trzy lata we Francji. W jego CV znajdziemy pracę w Radiu Rosji, stacji radiowo-telewizyjnej Deutsche Welle, w kanałach Euronews i Russia Today. Pracował też jako reporter wojenny, a jako dziennikarz relacjonował dla rosyjskiej telewizji wiele wydarzeń. Do legendy przeszły podejrzenia kolegów z Euronews o szpiegostwo, bo „człowiek nie może mieć 23 lat, znać 5 języków, i nie pracować dla wywiadu”.  Zasłynął jako autor Metro 2033. Tekst to jego pierwsza realistyczna powieść.

okładowo
Smartfon stał się kopią zapasową twojej duszy. Backupem życia. Pamięcią masową dla najżywszych wspomnień. To w nim zapisujesz swoje uśmiechnięte selfie i nim nagrywasz chwile szczęścia. W skrzynce odbiorczej trzymasz e-maile od matki i całą biznesową korespondencję, kulisy twojej pracy. Historia przeglądarek to wyczerpująca lista twoich aktualnych zainteresowań. A SMS-y i wiadomości w komunikatorach to twoje miłosne wyznania, pożegnania, kłótnie przy rozstaniach, zdjęcia pokus i świadectwa grzechów, łzy, pretensje i żale.
(…) To opowieść o starciu pokoleń, niemożliwej miłości i niesprawiedliwej karze. Jej akcja rozgrywa się we współczesnej Moskwie i na jej przedmieściach.

Pisarz nie ceregieli się z czytelnikiem i pokazuje mu ciemniejszą stronę. Świat poplątany, że aż strach, realizm w jego wydaniu jest zwalający z nóg.

Wszystko opisane prostym, codziennym  językiem, tym bardziej oszałamia. Jest w niej bunt, zagubienie i dramat zwykłego szarego człowieka. Do tego realia współczesnej Rosji są jeszcze mroczniejsze niż myślałam (korupcja, układy, układziki i inne).
A taki świat w połączeniu ze współczesną technologią nie wróży nic dobrego.  Tekst był moją pierwszą książką Glukhovskiego i na pewno nie ostatnią.

W ogóle ja lubię pisarzy ze wschodu, nie tylko Dostojewskiego (w tej książce pojawiły się pewne odniesienia do niego) czy Tołstoja, a  ten po Kidruku  jest drugim moim ulubionym. A jeszcze przecież Łukjanienko jest 🙂

Wyd. Insignis