Z nadesłanych materiałów prezentujemy:
Lucyna Smykowska-Karaś – kulturoznawca, doktor nauk humanistycznych, nauczycielka, animatorka kultury. Zajmuje się problematyką społeczną i kulturalną Górnego Śląska, a przede wszystkim obyczajowością i tożsamością Górnoślązaków. Twórczyni i gospodyni Kawiarenki Kulturalno- Literackiej (od 2007), w ramach której organizuje cykliczne spotkania popularnonaukowe i literackie w Bibliotece Śląskiej, jej gośćmi są uznane autorytety, naukowcy, ludzie świata kultury; ponadto: poetka, eseistka, recenzentka oraz fotografka z zamiłowania i projektantka biżuterii artystycznej z pasji tworzenia. Prywatnie – żona, mama i babcia.
fragm. książki
Ostatni, pożegnalny gryps dotarł do rodziców i żony „Tadeusza” wiosną 1947 roku. Przyniósł go były więzień obozu w Auschwitz na zapamiętany adres przy ulicy Batorego 2 w Katowicach, gdzie mieszkali Wróblowie i gdzie w czasie okupacji był konspiracyjny punkt kontaktowy. Anonimowy posłaniec wręczył go nic o sobie nie mówiąc, tylko tyle, że pochodzi z Chorzowa i że wiele przeszkód pokonał, by ten list przekazać rodzinie zabitemu współtowarzyszowi niedoli, któremu to przyrzekł tuż przed egzekucją. Nosił go w bucie, ukryty między obcasem a podeszwą i mimo rewizji, jaką hitlerowcy przeprowadzili podczas zarządzonej przez nich ewakuacji obozu, ocalił tę małą kartkę papieru – świadectwo męczeństwa – od zniszczenia i zbezczeszczenia przez wroga. Pozostał wierny nie tylko koledze, ale również samemu sobie, wypełniając tak trudną misję. Małą kartkę, mniejszą niż ze szkolnego zeszytu, pożółkłą i sfatygowaną, złożoną we czworo, trzymam delikatnie w dłoniach tak, jak się trzyma relikwie najświętsze. Papier jest już prawie przetarty dlatego delikatnie rozprostowuję i ze wzruszeniem przyglądam się słowom zapisanym kopiowym ołówkiem. Nie trudno je odczytać, mimo, że papier pokryty jest brązowymi plamami. Te plamy, a raczej regularnie odciśnięte ślady, to znaki pochodzące z rdzy od gwoździ buta, w którym list był przechowywany. 6.01.1945 strona 1 „Najukochańsi Rodzice, jestem po wyroku – za parę godzin, a może minut mnie zabiją. Proszę Was nie rozpaczajcie. Życie daję za Ojczyznę. Bóg ostatnie chwile naprawdę daje dobre, bo duchowo jestem silny. Przyjąłem w Nowy Rok Komunię Świętą, tak, że idę na śmierć pojednany z Bogiem. Proszę Was módlcie się dużo za mnie. Mamo opiekuj się dobrze i wychowuj Krysieńkę i Stasieńka aż moja kochana Lusia wróci. Żyjcie szczęśliwie razem z wszystkimi pozostałymi. Żegnajcie z Bogiem i Wy kochani teściowie, krewni, żegnajcie działeczki, moje małe sierotki. Żegnaj Bolku i Stefciu, szwagrowie i szwagierki.” strona 2 „Najukochańsza Lusieńko, do końca mego życia myślę o Tobie, bo tylko Ciebie jedyną moją kocham nade wszystko. Żegnaj. Zostań z Bogiem. Duch mój będzie zawsze z Tobą i działeczkami. Lusieńko bądź silną. Daj dzieciom moje nazwisko, staraj się o nie. Żyj beztrosko z Bogiem. Mam silną wiarę w Boga i Przeczystą Panienkę. Żegnajcie – z Bogiem, Mąż, ojciec, syn, brat, zięć i szwagier Kostek.”
Ostatni, pożegnalny gryps dotarł do rodziców i żony „Tadeusza” wiosną 1947 roku. Przyniósł go były więzień obozu w Auschwitz na zapamiętany adres przy ulicy Batorego 2 w Katowicach, gdzie mieszkali Wróblowie i gdzie w czasie okupacji był konspiracyjny punkt kontaktowy. Anonimowy posłaniec wręczył go nic o sobie nie mówiąc, tylko tyle, że pochodzi z Chorzowa i że wiele przeszkód pokonał, by ten list przekazać rodzinie zabitemu współtowarzyszowi niedoli, któremu to przyrzekł tuż przed egzekucją. Nosił go w bucie, ukryty między obcasem a podeszwą i mimo rewizji, jaką hitlerowcy przeprowadzili podczas zarządzonej przez nich ewakuacji obozu, ocalił tę małą kartkę papieru – świadectwo męczeństwa – od zniszczenia i zbezczeszczenia przez wroga. Pozostał wierny nie tylko koledze, ale również samemu sobie, wypełniając tak trudną misję. Małą kartkę, mniejszą niż ze szkolnego zeszytu, pożółkłą i sfatygowaną, złożoną we czworo, trzymam delikatnie w dłoniach tak, jak się trzyma relikwie najświętsze. Papier jest już prawie przetarty dlatego delikatnie rozprostowuję i ze wzruszeniem przyglądam się słowom zapisanym kopiowym ołówkiem. Nie trudno je odczytać, mimo, że papier pokryty jest brązowymi plamami. Te plamy, a raczej regularnie odciśnięte ślady, to znaki pochodzące z rdzy od gwoździ buta, w którym list był przechowywany. 6.01.1945 strona 1 „Najukochańsi Rodzice, jestem po wyroku – za parę godzin, a może minut mnie zabiją. Proszę Was nie rozpaczajcie. Życie daję za Ojczyznę. Bóg ostatnie chwile naprawdę daje dobre, bo duchowo jestem silny. Przyjąłem w Nowy Rok Komunię Świętą, tak, że idę na śmierć pojednany z Bogiem. Proszę Was módlcie się dużo za mnie. Mamo opiekuj się dobrze i wychowuj Krysieńkę i Stasieńka aż moja kochana Lusia wróci. Żyjcie szczęśliwie razem z wszystkimi pozostałymi. Żegnajcie z Bogiem i Wy kochani teściowie, krewni, żegnajcie działeczki, moje małe sierotki. Żegnaj Bolku i Stefciu, szwagrowie i szwagierki.” strona 2 „Najukochańsza Lusieńko, do końca mego życia myślę o Tobie, bo tylko Ciebie jedyną moją kocham nade wszystko. Żegnaj. Zostań z Bogiem. Duch mój będzie zawsze z Tobą i działeczkami. Lusieńko bądź silną. Daj dzieciom moje nazwisko, staraj się o nie. Żyj beztrosko z Bogiem. Mam silną wiarę w Boga i Przeczystą Panienkę. Żegnajcie – z Bogiem, Mąż, ojciec, syn, brat, zięć i szwagier Kostek.”
„Polskie śląskie nazwisko, rodzinna historia życiem podpisana” Lucyny Smykowskiej-Karaś, to książka, w której przedstawiona została historia śląskiej rodziny na tle ważnych wydarzeń, jakie miały miejsce na Górnym Śląsku między przełomem XIX i XX wieku a końcem drugiej wojny światowej. Jest to konkretna rodzina, opatrzona nazwiskiem, ale traktowana tu jako indywidualny przypadek określonego modelu śląskiej tożsamości. Autorka ukazała przebieg kształtowania tożsamości każdego z członków tej rodziny przy głębokim poczuciu związku z Polską. Ów opisany w książce model wynikał z charakteru źródeł, którymi autorka dysponowała. Wybór konkretnej rodziny: Emmy i Euzebiusza Kempów rodziny nie był przypadkowy. Autorka miała dostęp do rodzinnych archiwaliów, przede wszystkim rękopisu wspomnień jej seniora, a opisywana rodzina jest blisko z nią spokrewniona. W świetle materiałów wykorzystywanych w tekście pamiętnik Euzebiusza Kempy należy traktować nie tylko jako źródło rękopiśmienne, ale również jako ważny dokument kulturowy. Autorka tak zdecydowała o kolejności rozdziałów i przypisanej im problematyce, by tekst zaowocował swoistą dramaturgią, co również przyczyniło się do efektywnej realizacji zadania badawczego. Wyraźnie można dostrzec, że z bohaterami swojej opowieści jest związana uczuciowo i emocjonalnie i prowadzi narracje miejscami świadomie zaangażowaną. Książka stanowi nie tylko cenną dla uzupełnienia wiedzę o najnowszych dziejach Górnego Śląska, jest również bogatym przyczynkiem do poznawania głębokiej struktury kulturowej tego regionu. Wypada stwierdzić, że wykonana przez Lucynę Smykowską-Karaś praca dokumentacyjna stwarza bazę materiałową do napisania wielu innych książek.
dr hab. Zygmunt Woźniczka
dr hab. Zygmunt Woźniczka

