Zaginiona apteka – Sarah Penner

Debiutancka książka Sarah Penner (The Lost Apothecary) „Zaginiona apteka” ukazała się nie tak dawno jednocześnie w jedenastu krajach w tym także w Polsce. Pisarka wraz z mężem i miniaturowym jamnikiem imieniem Zoe mieszkają w St. Petersburgu na Florydzie.

okładkowo
Ukryta pośród zaułków osiemnastowiecznego Londynu tajemna apteka obsługuje niezwykłą klientelę. W całym mieście maltretowane lub zdradzane kobiety przekazują sobie szeptem wieści o tajemniczej Nelli, sprzedającej na pozór niewinne medykamenty, dzięki którym mogą raz na zawsze pozbyć się swoich dręczycieli. Los apteki staje jednak pod znakiem zapytania, gdy nowa klientka popełnia brzemienny w skutki błąd, którego konsekwencje ciągną się przez wieki.
Tymczasem współcześnie Caroline Parcewell, niedoszła historyczka, samotnie spędza w Londynie dziesiątą rocznicę ślubu, uciekając przed małżeńskimi problemami. Przypadkiem trafia na wskazówkę sprzed dwustu lat dotyczącą serii niewyjaśnionych zgonów w tym mieście, a wtedy los splata jej życie z życiem aptekarki sprzed wieków. Z życiem… i śmiercią
.

Wydawałoby się, że w przypadku dwutorowej fabuły typu przeszłość-teraźniejszość, która gdzieś tam się przecina nic mnie już nie zaskoczy… a tu proszę niespodzianka. No dobra, świadomie sięgnęłam po tę książkę, bo po prostu lubię takie historie. Co nie zmienia faktu, że mogłaby być słabo lub byle jak napisana. Prawda?  
Samym stylem opowieść troszkę, troszkę przypominała „Księgę ogni” J. Borodale ale tylko w tych fragmentach dotyczących aptekarki Nelii.
Dobrze, że spory nacisk był właśnie na tę część powieści, choć nie powiem zakończenie jej wątku zaskakujące.  Dodatkowo to mocny głos w obronie kobiet, choć też mocno radykalny – to fakt. 
Warstwa współczesna, czyli zawirowania życiowe Caroline już może mniej kręcą – tu najciekawsza chyba jest przemiana samej bohaterki, swoiste budzenie się z letargu dzięki… różnym faktom, a nawet znaleziskom. 

„Zaginiona apteka” to opowieść przede wszystkim kobiecej solidarności i przyjaźni oraz mocy i sile jaką wszystkie mamy w sobie, zwłaszcza w tych najtrudniejszych momentach.

Wyd. HarperCollins

Liam i mapa wieczności – Évelyne Brisou-Pellen

Évelyne Brisou-Pellen jest Francuzką i specjalizuje się w literaturze dla nastolatków. Liam i mapa wieczności to I część serii Dwór (która u nas ukazała się w 2017 roku) kolejne części cyklu to: Clea i wrota do świata duchów (2017) oraz Alisanda i ognisty krąg (2017).

okładkowo
Po długiej chorobie piętnastoletni Liam zostaje wysłany do sanatorium na odludziu. Tam odkrywa, że miejsce to jest więcej niż dziwne – tajne pomieszczenia, dziwni lokatorzy, podejrzane hałasy dobywające się z piwnic. Dwór skrywa pewną mroczną tajemnicę, a nastolatek próbuje zrozumieć, dokąd tak naprawdę trafił i odkrywa mapę wieczności...


Co prawda nastolatką dawno już nie jestem, ale od czasu do czasu lubię sięgnąć po dobrze napisana „młodzieżówkę”, no i tym razem padło na pierwszą część cyklu Dwór, gdzie osią wydarzeń są właśnie przygody tytułowego Liama. Ale w ramach „rekonwalescencji” zajmuje się prywatnym śledztwem co do tajemnicy jaką skrywa ów posępny dwór i jego rezydenci. Jest świetna akcja (z mnóstwem nagłych zwrotów), pełno tajemnic i zagadek, niemal na każdej stronie coś potrafi zaskoczyć. Bohaterowie wiarygodnie i ciekawie skonstruowani, całość językowo tez przyjemnie „ogarnięta” z mocno zaskakującym finałem.
I choć nie lubię zbyt długich cykli, to może tym razem zrobię wyjątek. 

Książka choć skierowana głównie do młodzieży na pewno zaciekawi tez niejednego starszego czytelnika – warto spróbować, a może złączy jakieś skonfliktowane pokolenia (dziecko – rodzic), bo nic tak nie łagodzi obyczajów jak sztuka.

Wyd. WIDNOKRĄG